
W skrócie
-
W sobotę w Tatrach doszło do wypadku z udziałem snowboardzisty, który doznał urazu kończyny górnej.
-
Ratownicy TOPR nie mogli skorzystać ze śmigłowca z powodu niskiego pułapu chmur, użyto więc drona do dostarczenia pakietów grzewczych i śpiwora.
-
Poszkodowanego przetransportowano w noszach przy użyciu technik linowych, a ratownicy zaapelowali o zachowanie ostrożności w rejonie akcji.
Do groźnego zdarzenia doszło w sobotę. O rannym snowboardziście centralę TOPR w Zakopanem powiadomił przypadkowy turysta idący na Rysy.
Jako pierwszy z pomocą wyruszył ratownik dyżurujący w schronisku nad Morskim Okiem. Następnie z Zakopanego skierowano 14-osobową grupę ratowników.
Ze względu na niski pułap chmur w akcji nie mógł wziąć udziału śmigłowiec. Ratownicy użyli drona, którym dostarczono poszkodowanemu pakiety grzewcze oraz śpiwór, aby zabezpieczyć go przed wychłodzeniem podczas oczekiwania na nadejście pomocy.
Podczas jednego z kolejnych lotów ratunkowych dron uległ jednak awarii i został uziemiony.
Groźny wypadek w Tatrach. Snowboardzista potrzebował specjalistycznej pomocy
Po dotarciu ratowników na miejsce okazało się, że snowboardzista doznał urazu kończyny górnej. Konieczny był transport mężczyzny w noszach typu SKED z użyciem technik linowych.
Ratownicy TOPR apelują do turystów o zachowanie szczególnej ostrożności oraz niezbliżanie się do miejsca prowadzenia akcji ratunkowej.
Jak podkreślają, przebywanie w pobliżu takich działań może stanowić zagrożenie zarówno dla postronnych osób, jak i dla ratowników – m.in. z powodu luźnych kamieni czy pracy wirnika śmigłowca.

