-
Sąsiedzi mają odmienne opinie na temat Józefa M., który zaorał nowo położony asfalt w Gliwicach, opisując go zarówno jako spokojnego samotnika, jak i osobę skonfliktowaną z otoczeniem.
-
Józef M. został zatrzymany przez policję, trafił do trzymiesięcznego aresztu i usłyszał zarzut zniszczenia mienia o znacznej wartości, nie przedstawił jednak dokumentów potwierdzających swoje prawa do gruntu.
-
Po zatrzymaniu mężczyzny mieszkańcy martwią się o jego psa, jednocześnie dzieląc się sprzecznymi ocenami działań rolnika oraz sytuacji własnościowej drogi.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Józef M. stał się wątpliwym bohaterem internetowej dyskusji po tym, jak wjechał ciągnikiem na świeżo wyasfaltowaną drogę w gliwickiej Ostropie. Do traktora miał podpięty pług, którym zniszczył nawierzchnię. Rolnik przekonywał i wciąż utrzymuje, że teren należy do niego.
Sprawa zakończyła się zatrzymaniem 60-latka i decyzją sądu o trzymiesięcznym areszcie. Mężczyzna przyznał się i złożył wyjaśnienia. Usłyszał zarzut zniszczenia mienia o znacznej wartości.
Po zatrzymaniu Józefa M. w internecie pojawiło się wiele głosów poparcia dla rolnika. Tymczasem relacje osób mieszkających w jego sąsiedztwie pokazują, że w samej Ostropie oceny 60-latka są mocno zróżnicowane.
Zaorał asfalt w Gliwicach. Sąsiedzi opowiadają o Józefie M.
Część mieszkańców przedstawia Józefa M. jako samotnika wyjątkowo mocno przywiązanego do swojej ziemi. Jak relacjonują w rozmowie z „Faktem”, 60-latek nie założył rodziny i nie miał dzieci. Miał również rzadko utrzymywać bliższe kontakty z innymi ludźmi.
– Spokojny był. Tylko miał taką zasadę: „Co moje, to moje. Od mojego wara” – opowiada jeden z sąsiadów cytowany przez „Fakt”.
Według tych relacji ziemia była dla mężczyzny niezwykle ważna, a spory dotyczące własności gruntów przez lata pozostawały jednym z najważniejszych tematów w jego życiu.
Józef M. ma dwie siostry. Jedna z nich – według mieszkańców – mieszka w Zabrzu, druga w Niemczech. Sąsiedzi twierdzą, że także z nimi 60-latek miał ograniczone kontakty.
Inaczej na sprawę samego Józefa M. patrzą jednak mieszkańcy ulic Rybackiej i Elektryków, którzy od lat pozostawali z rolnikiem w konflikcie.
Monika Gillner przekonuje, że problemy z Józefem M. trwały od dziesięcioleci. Kobieta twierdzi, że już w 1997 roku rozpoczęła starania o utwardzenie drogi w okolicy swojego domu.
– Józek zawsze robił nam pod górkę, to człowiek kłótliwy, nigdy nie można się było z nim dogadać – mówiła „Faktowi”.
Według niej mieszkańcy za własne pieniądze utwardzili fragment drogi, jednak konflikt dotyczący tego terenu nie ustał. Gillner twierdzi również, że gdy Józef M. orał swoje pole w latach 90., miał naruszać granice sąsiednich gruntów. Są to relacje mieszkanki, których niezależnego potwierdzenia w przedstawionych materiałach nie ma.
Kobieta przedstawia także znacznie poważniejsze zarzuty.
– Wszyscy tu woleli go omijać, jak miał zły humor, to ludziom widłami groził i szalał – powiedziała.
Inny z mieszkańców przekonuje z kolei, że cieszy się z aresztowania 60-latka. Według niego Józef M. miał również wypowiadać niezrozumiałe stwierdzenia, w tym mówić, że „Merkel mu kazała to rozorać”.
O drogę walczyli od 1997 roku. Potem wjechał na nią traktorem
Mieszkańcy przeciwni Józefowi M. podkreślają, że internetowa dyskusja pomija ich wieloletnią walkę o poprawę stanu drogi.
Według Moniki Gillner pierwsze starania w tej sprawie rozpoczęły się już w 1997 roku. Kobieta twierdzi, że przez lata mieszkańcy radzili sobie z dziurami własnymi sposobami.
Dwa lata temu wyremontowano część ul. Rybnickiej. Kolejne prace rozpoczęły się niedawno.
– Dwa tygodnie temu zaczęły się prace, wykopy zrobili pod zalanie asfaltu, tak się ludzie cieszyli, modląc się, by Józek czegoś nie narobił. No i proszę, rolnik wszystko rozorał – relacjonował sąsiad Karol Dusza.
Według informacji przekazanych przez Zarząd Dróg Miejskich w Gliwicach teren, na którym doszło do zdarzenia, należy do gminy. Jedna z działek została przejęta na podstawie decyzji wojewody w 2021 roku, a właścicielowi wypłacono odszkodowanie.
W przypadku dwóch kolejnych działek Józef M. miał nie przyjąć należnych pieniędzy. Jak przekazała „Faktowi” Katarzyna Polak z gliwickiego ZDM, środki znajdują się w depozycie sądowym.
Sam 60-latek uważa natomiast, że fragment pasa, który zniszczył, należy do niego. Według prokuratury nie przedstawił dokumentów potwierdzających tę wersję.
Cała Polska mówi o rolniku z Gliwic. Jedni krytykują, inni zajęli się jego psem
Skrajnie różne opinie o rolniku widać również po jego zatrzymaniu. Podczas gdy część mieszkańców uważa areszt za słuszny, inni stanęli po stronie Józefa M.
Po zatrzymaniu mężczyzny pojawiło się pytanie o los zwierząt pozostawionych na jego posesji. Szczególne obawy dotyczyły psa 60-latka.
Sąsiedzi zapewniają, że zwierzę nie zostało bez pomocy. Regularnie sprawdzają, czy ma wodę i jedzenie.
– Przez pierwsze dwa dni bardzo szczekał. Ludzie pytali, co się dzieje, no przecież za właścicielem tęskni. Uważamy, że niesłusznie go aresztowano – powiedziała jedna z mieszkanek.
W ten sposób wokół historii rolnika powstały dwie zupełnie różne opowieści. Dla jednych Józef M. jest samotnym człowiekiem, który od lat bronił ziemi uznawanej przez siebie za własną. Dla innych – skonfliktowanym z otoczeniem sąsiadem, z którym problemy miały trwać od dziesięcioleci.
Teraz o dalszym losie 60-latka zdecydują organy ścigania i sąd. Prokuratura zarzuca mu zniszczenie mienia o znacznej wartości. Józef M. pozostaje w trzymiesięcznym areszcie.
-
Surfer zaginął w Zatoce Gdańskiej. W akcji wojskowy śmigłowiec
-
„Nie wiem, nie pamiętam”, „polityczna nagonka”. Konieczyńska zabrała głos


