Wiele chorób jelit mogłoby niemal zniknąć, gdyby producenci żywności zrezygnowali z dodatków poprawiających jej smak, aromat i konsystencję. A te dodatki są niemal wszechobecne i groźniejsze, niż się zdawało.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Zespół jelita drażliwego, przewlekłe stany zapalne jelit, zaburzenia jelitowo-żołądkowe. Przybywa osób, które zmagają się z problemami układu pokarmowego. Tylko liczba pacjentów z chorobą Leśniowskiego­‑Crohna wzrosła dwukrotnie w ciągu ostatnich dwóch dekad. Przyczyną rosnącej liczby chorych z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit jest głównie dieta bogata w produkty wysoko przetworzone i zawierające dodatki spożywcze. Gdybyśmy zrezygnowali ze stosowania dodatków do żywności i przeszli na zdrową dietę, to można by niemal całkowicie wyeliminować takie choroby jak wrzodziejące zapalenie jelita grubego czy chorobę Leśniowskiego-Crohna, uważa prof. Grażyna Rydzewska, kierownik Kliniki Gastroenterologii i Chorób Wewnętrznych Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie.

Przewlekłe choroby układu pokarmowego powodują bóle, gorączkę, osłabienie i prowadzą do niedoboru składników pokarmowych. O tym, jak bardzo obniżają one jakość życia, przekonał się Piotr Wójcik, który od kilkunastu lat choruje na chorobę Leśniowskiego-Crohna. — Lało się ze mnie za każdym razem, gdy coś zjadłem. Tego nie dało się już zlekceważyć — opowiada. Biegunki go osłabiały i wyniszczały organizm. W krytycznym momencie ważył zaledwie 53 kg, a ma prawie 1,90 m wzrostu. Do tego doszły coraz silniejsze bóle, które pewnego dnia były tak silne, że Piotr nie był w stanie się ubrać. Pojechał na SOR. Badania wykazały m.in. bardzo dużą niedokrwistość z powodu niedoboru żelaza. Wkrótce usłyszał też diagnozę i w 2015 r. rozpoczął leczenie. Miał zaledwie 27 lat.

Najpierw przyjmował dożylnie żelazo, aby poprawić parametry krwi, potem przeszedł operację wycięcia przetoki. Gdy doszedł do siebie, rozpoczął terapię lekiem biologicznym — co osiem tygodni dostaje kroplówkę. I zdrowo się odżywia, co jest istotnym elementem terapii. Przede wszystkim unika przetworzonej żywności i dań smażonych. — To po prostu rozsądna dieta oparta na jak największej ilości naturalnych składników. Parametry wątroby są w normie, a wyniki krwi mam jak człowiek zdrowy. Żadnych stanów zapalnych. I nic mnie nie boli — dodaje Piotr.

Takich pacjentów, którzy mają nieswoiste choroby zapalne jelit, jest w Polsce, według szacunków, 100-150 tys. — Chorych wciąż przybywa, szczególnie dotyczy to osób z chorobą Leśniowskiego-Crohna — mówi prof. Rydzewska. Jej zdaniem przyczyną rosnącej liczby pacjentów z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit są w dużym stopniu czynniki środowiskowe — głównie dieta bogata w produkty wysoko przetworzone i zawierające dodatki spożywcze.

— Nasza żywność od lat 50. XX w. diametralnie się zmieniła. Masowa produkcja żywności wysoko przetworzonej i jej powszechne spożycie doprowadziło do rosnącej częstości chorób autoimmunologicznych, m.in. nieswoistych chorób zapalnych jelit. Dopiero od niedawna zaczyna się na to zwracać uwagę — mówi prof. Rydzewska. — Od lat mówimy o szkodliwości cukru i tłuszczu. Zaczęto zatem produkować produkty pozbawione tych składników, ale są one jeszcze gorsze niż żywność, która już i tak była zła. Najlepsze efekty, jeśli chodzi o profilaktykę nieswoistych chorób zapalnych jelit, przyniósłby powrót do zdrowej, naturalnej żywności.

Substancje dodawane do żywności są wszechobecne. Można je znaleźć w napojach, wszelkiego rodzaju słodyczach, serkach, jogurtach, dżemach, a nawet wędlinach, sosach czy gotowych zupach. Wbrew temu, co początkowo sądzono, wcale nie są obojętne dla naszego organizmu. Pierwsze niepokojące informacje na ten temat pojawiły się ponad 30 lat temu. — Wykazano, że substancje dodawane do żywności są szczególnie niebezpieczne dla osób, które chorują przewlekle na nerki czy wątrobę. U nich narządy te nie pracują prawidłowo i nie usuwają sprawnie z organizmu niepotrzebnych substancji — mówiła mi przed laty dr Agnieszka Jarosz, kierownik Centrum Promocji Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej w Instytucie Żywności i ­Żywienia.

Dla pozostałych osób niewielkie ilości tych substancji miały być nieszkodliwe. Uważano, że dodatki do żywności nie kumulują się w organizmie, bo są szybko z niego wydalane. Wykazano, że po czterech godzinach wypłukiwane jest 70 proc. tych związków, a po 12 godzinach zupełnie znikają z organizmu. Ale to była tylko teoria. Kiedy na problemy ze zdrowiem — częste bóle głowy, alergiczne wysypki czy zaburzenia żołądkowo­‑jelitowe — skarżyły się też osoby bez przewlekłych dolegliwości, lekarze zaczęli łączyć te objawy z nadmiarem dodatków do żywności. Obliczono bowiem, że bez trudu tych substancji można zjeść więcej, niż przewidują normy. Poza tym, aby zostały one z organizmu usunięte, trzeba bardzo dużo pić — niektórzy eksperci sugerowali, że nawet 4,5 l wody dziennie. A niewypłukane substancje pozostają w organizmie i np. u dzieci oddziałują na układ nerwowy. To powoduje, że dzieci stają się nadmiernie pobudzone i mają problemy, by zasnąć.

Niektórzy naukowcy zaczęli też łączyć nadmiar w diecie substancji dodatkowych z coraz większą liczbą dzieci dotkniętych ADHD. Zauważono bowiem, że te, w których diecie jest dużo produktów przetworzonych, są niespokojne, podenerwowane i mają większe trudności z koncentracją uwagi niż ich rówieśnicy, którzy zdrowo jedzą. Łatwo tracą kontrolę nad swoim zachowaniem i nie są w stanie skupić się na nauce.

W 2007 r. naukowcy z Uniwersytetu w Southampton opublikowali badania dotyczące sześciu barwników spożywczych (oznaczanych symbolami E102, E104, E110, E122, E124, E129) powszechnie występujących w napojach, ciastkach, lodach czy chrupkach. Wykazali, że substancje te powodują nadaktywność. Dzieci, które w ramach badania przez sześć tygodni piły kolorowe napoje, były zdenerwowane, niespokojne, nadpobudliwe ruchowo i miały problemy z koncentracją. Wyniki tego badania nie stały się jednak podstawą do wycofania tych barwników z żywności. Od 2010 r. w UE obowiązuje jedynie rozporządzenie, które nakazuje umieszczanie na etykiecie produktu informacji, że obecny jest w nim barwnik, który „może mieć niekorzystny wpływ na aktywność i skupienie uwagi u dzieci”.

Kolejnym barwnikiem, który budzi niepokój naukowców, jest erytrozyna, oznaczona symbolem E127, dodawana m.in. do żelków, ciastek, lizaków, jogurtów i napojów, by nadać im intensywnie czerwony kolor. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) na początku tego roku postanowiła wycofać ją z żywności — producenci mają rok na usunięcie barwnika ze swoich produktów, ale w UE, w tym w Polsce, jest ona nadal dopuszczona do stosowania, choć w ograniczonym zakresie. W Stanach Zjednoczonych została zakazana, bo jak pokazały badania, może mieć działanie rakotwórcze oraz negatywnie wpływać na tarczycę, wątrobę, serce i układ nerwowy. Badania powiązały ten barwnik z problemami behawioralnymi u dzieci, w tym nadpobudliwością i impulsywnością, szczególnie u dzieci zagrożonych ADHD.

Problemem są nie tylko barwniki. Od kilku lat naukowcy coraz wnikliwiej przyglądają się emulgatorom, które służą poprawianiu konsystencji produktów spożywczych. To dzięki nim lody nie topnieją, a majonez, który jest mieszaniną wody i oleju, nie rozwarstwia się. Przybywa badań, które dowodzą, że emulgatory uszkadzają błonę śluzową przewodu pokarmowego, niszczą mikrobiom jelitowy i wywołują stany zapalne w jelitach. Mogą też prowadzić do zaburzeń metabolicznych, a nawet nowotworów.

Emulgatorem, który budzi niepokój naukowców, jest karagen (E407), który zastąpił powszechną przed laty żelatynę. W 2019 r. naukowcy z University of Illinois w Chicago opublikowali wyniki badania, w którym wykazali, że u osób z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego karagen zwiększa ryzyko ponownego zaostrzenia choroby. Z prawie 70 badań na zwierzętach wynika, że nadmiar karagenu w diecie sprzyja stanom zapalnym jelit, może zwiększać przepuszczalność jelita cienkiego czy zaburzać mikrobiom jelitowy. Wątpliwości wobec bezpieczeństwa tego związku sprawiły, że w USA National Organic Standards Board, czyli Krajowa Rada ds. Standardów Organicznych, wycofała karagen z listy dodatków dopuszczonych do stosowania w żywności ekologicznej.

Karagen zmniejsza też wrażliwość na insulinę, co może spowodować rozwój cukrzycy typu 2. Naukowcy z Niemieckiego Centrum Badań nad Cukrzycą przez zaledwie dwa tygodnie grupie zdrowych młodych mężczyzn podawali karagen w ilości odpowiadającej 2-3 średnim dziennym dawkom. Już po tak krótkim czasie zauważyli u ochotników zmiany w jelicie cienkim. Doszło u nich do zaburzenia funkcji bariery jelitowej. Zdaniem prof. Norberta Stefana, jednego z autorów badania, opublikowanego w czasopiśmie „BMC Medicine” pod koniec 2024 r., potencjalnie negatywny wpływ karagenu na zdrowie powinien być traktowany bardzo poważnie. Jednak europejskie i amerykańskie urzędy ds. bezpieczeństwa żywności wciąż uznają tę substancję za bezpieczną w ustalonych dawkach.

Problem polega na tym, że bezpieczną dawkę łatwo przekroczyć. Karagan jest bowiem powszechnie stosowany w przemyśle spożywczym jako zagęszczacz, stabilizator i środek żelujący. Najczęściej dodaje się go do wszelkich słodyczy, deserów mlecznych, żelków, lodów, jogurtów i serków homogenizowanych, ale znaleźć go można także w przetworach mięsnych, produktach light czy gotowych zupach i sosach, napojach czekoladowych i owocowych.

Podobnie jest z polisorbatem (E433). Pomaga on łączyć składniki, które normalnie by się nie mieszały, takie jak olej i woda. Stosowany jest w lodach, sosach sałatkowych, żywności w puszkach czy majonezie, gdzie pomaga utrzymać gładką konsystencję i zapobiega rozwarstwianiu się składników.

Jelitom szkodzi także inny emulgator — karboksymetyloceluloza (E466) — stosowany powszechnie w przemyśle spożywczym do utwardzania masy cukrowej i formowania cukrowych dekoracji. Znaleźć go można w ciastkach, lodach, syropach. Pojedyncze badania pokazują, że zaburza mikrobiom jelitowy, ale obecnie uchodzi za bezpieczny i można go stosować w żywności. Zdaniem ekspertów, potrzeba więcej badań, aby uznać go za szkodliwy dla zdrowia.

Niebezpieczny okazał się dwutlenek tytanu (E171). Naukowcy z University of Sydney, kierowani przez prof. Wojciecha Chrzanowskiego, wykazali, że jedzenie produktów bogatych w ten związek może prowadzić do nieswoistych zapaleń jelit, a także raka jelita grubego. — Ciągła ekspozycja na dwutlenek tytanu wpływa na skład mikrobioty jelitowej, a ponieważ mikrobiota jelitowa jest strażnikiem naszego zdrowia, wszelkie zmiany w jej funkcjonowaniu wpływają na ogólny stan zdrowia — podkreślał prof. Chrzanowski na łamach czasopisma „Frontiers in Nutrition”. Uczony uważa, że nadmiar dwutlenku tytanu w codziennym menu jest przyczyną rosnącej liczby nie tylko stanów zapalnych jelit i chorób tym wywołanych, ale także przypadków demencji, chorób autoimmunologicznych, przerzutów nowotworowych, egzemy, astmy i autyzmu.

W 2022 r. UE zabroniła stosowania w żywności dwutlenku tytanu, a był on powszechnie obecny w kolorowych posypkach do ciast i lodów, kolorowych napojach, gumach do żucia i sosach. Ceniono go, bo nadawał produktom śnieżnobiałą barwę. — Dzieci uwielbiają kolorowe słodycze i sztuczne kolorowe napoje, to sprawiło, że zjadały pięć, sześć razy więcej dwutlenku tytanu niż dorośli — mówi prof. Rydzewska. Efekt? Choroba Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejące zapalenie jelita grubego rozwijają się u bardzo młodych osób. — Jedna czwarta pacjentów zaczyna chorować już w wieku dziecięcym — dodaje prof. Rydzewska.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version