– Zamiast podważać legitymację władzy wojna wręcz umocniła popularność Islamskiej Republiki jako „obrońcy ojczyzny” – mówi „Newsweekowi” Djavad Salehi-Isfahani, profesor ekonomii na Virginia Tech. Po przetrwaniu serii ataków ze strony Stanów Zjednoczonych i Izraela Iran musi zmierzyć się z kolejnym zagrożeniem — zarządzoną przez Donalda Trumpa blokadą. W piątek Iran zdecydował się otworzyć cieśninę Ormuz.
Nowa strategia Białego Domu stawia Teheran przed wyzwaniami, które mogą podważyć skuteczność wypracowywanej przez lata doktryny przetrwania. A pozwoliła ona Iranowi przetrwać zamachy na najwyższych przywódców oraz zniszczenie zasobów wojskowych poprzez opieranie się na asymetrycznych działaniach, takich jak ataki rakietowe i dronowe na cele w regionie czy kontrolowanie handlu energetycznego przez cieśninę Ormuz.
Teraz jednak manewr z kluczowym szlakiem wodnym został obrócony przeciwko Iranowi. Dowództwo centralne USA ogłosiło bowiem pełne egzekwowanie blokady wymierzonej w jednostki próbujące wpłynąć do irańskich portów lub z nich wypłynąć. Choć sama blokada raczej nie wystarczy do wymuszenia kapitulacji głęboko zakorzenionej Islamskiej Republiki, jej skutki z pewnością okażą się bardzo dotkliwe dla kraju, który już teraz pogrążony jest w kryzysie gospodarczym i mierzy się z narastającym niezadowoleniem społecznym.
— Iran czeka gwałtowny wzrost cen, który może podnieść roczną inflację nawet do trzycyfrowych wartości — ocenia w rozmowie z „Newsweekiem” Ali Dadpay, ekonomista z Teksasu specjalizujący się w tematyce Iranu. — Najpoważniejszym wyzwaniem dla reżimu będzie jednoczesny problem z finansami i presja społeczna. Jeżeli państwo nie zdoła utrzymać przychodów z eksportu, kiedy ceny podstawowych towarów będą gwałtownie rosnąć, Teheranowi coraz trudniej będzie finansować własne sieci patronackie, utrzymywać siłę nabywczą i tłumić niepokoje społeczne. Blokada nie musi od razu doprowadzić do upadku państwa, jednak może znacznie osłabić gospodarcze fundamenty reżimu i podnieść koszt kontroli politycznej.
Irańskie sposoby na obejście sankcji
Iran przez lata przygotowywał się zarówno do starcia militarnego, jak i wypracował sposoby radzenia sobie z przeszkodami gospodarczymi zaistniałymi w wyniku nakładanych na reżim sankcji.
— Przez ostatnią dekadę, zwłaszcza od 2010 r., Iran skupił się na budowie „zestawu narzędzi do adaptacji wobec sankcji” — mówi „Newsweekowi” Hadi Kahalzadeh, badacz z Centrum Rozwoju Globalnego i Zrównoważonego Rozwoju Uniwersytetu Brandeis. — Obejmuje on zwrot handlu ku partnerom spoza Zachodu, dywersyfikację części gospodarki, zmniejszenie zależności od niektórych strategicznych surowców importowanych, wspieranie wybranych sektorów produkcji krajowej, takich jak żywność czy farmaceutyka, rozwijanie alternatywnych kanałów finansowych poza systemem dolara oraz korzystanie z nieformalnych i półformalnych sieci, w tym tzw. floty cieni.
Dopytany o skutki tych działań Kahalzadeh wymienia „dalsze militaryzowanie gospodarki oraz kurczenie się niezależnego sektora prywatnego”. Największym beneficjentem opisywanego układu okazał się Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) — formalnie formacja wojskowa strzegąca trwania Islamskiej Republiki, która przez lata rozszerzyła swoje wpływy także na gospodarkę.
Jak zwraca uwagę Ali Dadpay, warunki te doprowadziły również do powstania równoległej sieci firm należących do elity, w tym spółek wydmuszek działających „od Afryki po Azję Centralną, a w szczególności w Dubaju”. Zdaniem eksperta praktyka ta nie zasilała budżetu państwa, lecz przynosiła korzyści głównie wpływowym osobom.
— To sieć obchodzenia ograniczeń, a nie gospodarka odporności — zaznacza.
Alternatywne rozwiązania dla Teheranu
W czasie wojny Iran atakował jednak swoich arabskich sąsiadów, na których terytoriach znajdują się bazy wojskowe USA, więc kraje te stały się znacznie mniej skłonne do tolerowania biznesów powiązanych z Teheranem. Szczególnie stanowcze okazały się Zjednoczone Emiraty Arabskie, które były celem największej liczby irańskich ataków rakietowych i dronowych. Kraj ten bezwzględnie rozprawia się z sieciami powiązanymi z IRGC, a nawet wprowadził całkowity zakaz wjazdu dla obywateli Iranu.
Kiedy więc blokada uniemożliwia żeglugę morską, Teheran musi polegać na alternatywnych rozwiązaniach. Jako państwo łączące Zachodnią, Południową i Centralną Azję Iran ma do dyspozycji m.in. szlaki lądowe oraz sieci przemytu.
— Te kanały mogą złagodzić absolutny niedobór w niektórych kategoriach, zwłaszcza dla tych, którzy mogą pozwolić sobie na płacenie cen czarnorynkowych — mówi Ali Dadpay. — Jednak nie są one w stanie zastąpić skali, efektywności ani przychodów normalnego handlu morskiego.
Szczególnie dotkliwe może okazać się odcięcie dochodowego handlu z Chinami, które odpowiadały za niemal cały eksport irańskiej ropy, stanowiąc jednocześnie główne źródło dla innych towarów.
— Ten segment handlu funkcjonował dobrze nawet pod sankcjami. Jednak blokada morska to przerwała — przyznaje ekspert. — Islamska Republika nie może ani eksportować ropy do Chin, ani importować stamtąd towarów. Biorąc pod uwagę specyfikę eksportu ropy, Iran może nie być w stanie utrzymać wydobycia dłużej niż przez kilka tygodni. Wyłączenie pól naftowych może natomiast spowodować trwałe szkody.
Zwykli Irańczycy w kłopotach
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że skutki blokady najprawdopodobniej będą odczuwalne na długo po zakończeniu walk, a nawet po ewentualnym zawarciu porozumienia pokojowego (jeśli Waszyngton i Teheran zdecydują się na powrót do rozmów).
— Zawieszenie broni może powstrzymać fizyczne zniszczenia, ale nie odwróci automatycznie utraty dochodów, rosnącego poziomu inflacji i bezrobocia czy osłabienia odporności gospodarstw domowych — zauważa Hadi Kahalzadeh. — Społeczne konsekwencje wojny najpewniej będą odczuwalne jeszcze na długo po ustaniu walk. Sankcje, deficyt budżetowy, wysoka inflacja i słaba siła nabywcza już teraz ograniczają możliwości rządu. Być może nadal będzie w stanie zapewnić selektywną pomoc kluczowym grupom politycznym, ale raczej nie podoła już utrzymaniu szeroko zakrojonej ochrony społecznej w obecnej skali.
Tymczasem życie zwykłych Irańczyków ma się stać jeszcze trudniejsze. Pod koniec ubiegłego roku pogarszająca się sytuacja gospodarcza skłoniła irańskich kupców i właścicieli sklepów do serii protestów na Wielkim Bazarze w Teherenie. Protesty te na początku stycznia przerodziły się w szerszy ruch wymierzony w Islamską Republikę. W rezultacie zamieszek i brutalnych działań irańskich służb bezpieczeństwa zginęły tysiące osób. Rozlew krwi stał się pierwszym pretekstem do militaryzacji regionu przez Donalda Trumpa.
Jak szacuje Kahalzadeh, „przed wojną 65-70 proc. populacji była biedna lub zagrożona popadnięciem w ubóstwo”. Jak wykazują najnowsze dane UNDP (Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju), obecnie odsetek gospodarstw domowych żyjących poniżej granicy ubóstwa wzrósł z ok. 35 do 40 proc., a skala zagrożenia utrzymuje się na poziomie 30-35 proc.
— Liczby te sugerują, że prawdopodobnie tylko ok. 25 proc. irańskich rodzin – głównie menedżerowie, wysoko wykwalifikowani pracownicy sektora prywatnego lub względnie chronieni urzędnicy sektora publicznego – pozostanie w znacznym stopniu osłonięta przed poważnymi trudnościami materialnymi — dodaje ekspert. — Innymi słowy, zdecydowana większość Irańczyków prawdopodobnie znajdzie się pod ogromną presją ekonomiczną.
Wykluczenie Iranu jest niemożliwe
Mimo apeli zarówno ze strony Trumpa, jak i Benjamina Netanjahu, wojna nie doprowadziła do kolejnego masowego powstania przeciwko rządowi. Islamska Republika wykorzystuje obecnie konflikt, by pokazać światu swoją zdolność do wpływania na globalny handel energią — atut, który wciąż ma znaczenie mimo kontrblokady USA.
— Nawet jeśli cieśnina Ormuz na mocy porozumienia zostanie ponownie otwarta, nie powrócimy już do wcześniejszego status quo — podkreśla Kahalzadeh. — Wojna jak na razie nie prowadzi do rozpadu Iranu ani obalenia Islamskiej Republiki. Pokazuje to ograniczenia opcji militarnej i dowodzi, że wykluczenie Iranu nie jest ani wykonalne, ani strategicznie skuteczne. Wszystkie te czynniki wzmacniają pozycję Teheranu oraz jego zdolność do działania i uzyskiwania wsparcia.
Djavad Salehi-Isfahani, profesor ekonomii na Virginia Tech i redaktor naczelny „Middle East Development Journal”, wskazuje na aspekty irańskiego systemu oraz położenia kraju, które mogą przynajmniej tymczasowo łagodzić najgorsze skutki kryzysu.
— Iran jest krajem bogatym w energię, więc może zapewnić prąd domom, biurom i funkcjonującym jeszcze fabrykom, gwarantując minimalne warunki do działania gospodarki — zwraca uwagę Salehi-Isfahani w rozmowie z „Newsweekiem”. — Teheran twierdzi, że ma zapasy podstawowych towarów wystarczające na kilka miesięcy. Graniczy też z wieloma państwami, które mogą go zaopatrywać przez ląd.
— Iran ma także rozbudowany system transferów gotówkowych, dzięki któremu 90 proc. najbiedniejszych otrzymuje pieniądze na podstawowe potrzeby — dodał. — Przed wojną pozwalało to na zakup co najmniej czterech bochenków chleba na osobę dziennie. Ponadto podstawowe towary są dostępne w specjalnych sklepach, w których zakupy można robić na kupony. To bardzo ważne dla sprawiedliwego rozdziału skromnych zasobów w warunkach wojennych.
Salehi-Isfahani zauważa też, że zamiast podważać legitymację władzy wojna wręcz umocniła popularność Islamskiej Republiki jako „obrońcy ojczyzny”. Wpływ na to miały groźby Trumpa dotyczące „unicestwienia cywilizacji” i zniszczenia infrastruktury cywilnej Iranu.
— Obelgi ze strony amerykańskich przywódców pod adresem Iranu jako państwa i cywilizacji sprawiły, że nawet wielu przeciwników reżimu zaczęło przedkładać obronę kraju nad dobro osobiste, które wcześniej było dla nich najważniejsze — podsumował.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.




