W ferworze walki o SAFE i sporów wokół prezydenckiego weta mógł umknąć fakt, że prezydent zawetował również nowelizację Kodeksu postępowania karnego. Była to zmiana szeroka, ale z punktu widzenia obywateli kluczowe znaczenie miały przepisy dotyczące aresztu tymczasowego. Autorzy podcastu „W związku ze śledztwem” zastanawiają się, co naprawdę stało za decyzją prezydenta i czy nie okaże się ona w dłuższej perspektywie wyjątkowo kosztowna społecznie.

Wyciął ponad 1500 drzew na Mazurach. Sąd uznał, że to nie był las

Rządowa propozycja — w dużym uproszczeniu — zakładała, że areszt tymczasowy nie mógłby być stosowany w przypadku przestępstw zagrożonych karą do dwóch lat więzienia. Takie rozwiązanie obowiązywało w Polsce do 2015 roku. Później przepisy zmieniono i dziś aresztu tymczasowego nie stosuje się jedynie wobec czynów zagrożonych karą do roku pozbawienia wolności. W praktyce oznacza to, że znacznie szersza grupa podejrzanych musi liczyć się z trafieniem do aresztu.

Areszty tymczasowe, często nazywane aresztami wydobywczymi, od lat są jedną z największych patologii polskiego wymiaru sprawiedliwości. Stosowane są przez prokuraturę niezależnie od tego, kto sprawuje władzę, często w sposób budzący poważne wątpliwości. Co prawda każde przedłużenie aresztu wymaga zgody sądu, jednak w praktyce przeciążeni sędziowie nie zawsze mają czas na szczegółową analizę akt przed posiedzeniami aresztowymi. Czasem po prostu ufają mądrości prokuratorów.

Jednym z najbardziej drastycznych przykładów nadużycia aresztu tymczasowego była sprawa Macieja Dobrowolskiego, który spędził w nim 40 miesięcy, czyli ponad trzy lata, bez wyroku. Prokuratura opierała się wyłącznie na zeznaniach świadka koronnego. Dobrowolski został zatrzymany w ramach głośnej akcji policji wymierzonej w środowisko warszawskich kibiców. Opuścił areszt dopiero w 2015 roku. Akcja #uwolnićMaćka była wspierana przez kibiców z całej Polski.

Otoczenie prezydenta Karola Nawrockiego początkowo nie tłumaczyło powodów weta wobec nowelizacji KPK. Jednak w ciągu weekendu coś się zmieniło i w poniedziałek szef Kancelarii Prezydenta zdecydował się szczegółowo wyjaśnić stanowisko Pałacu. Trudno nie zauważyć, że zbiegło się to w czasie z wydarzeniami na meczu Rakowa z Górnikiem Zabrze, które — niezależnie od interpretacji — wywołały spore poruszenie.

Mecz i powitanie Karola Nawrockiego jako pierwszy opisał „Dziennik Zachodni”, publikując również nagranie, na którym wyraźnie słychać gwizdy. Prawicowy komentariat natychmiast zaczął przekonywać, że gwizdy nie były skierowane wobec głowy państwa. Część twierdziła, że tak naprawdę gwizdano na prezydenta Zabrza, inni przekonywali, że co prawda wygwizdany został Nawrocki, ale nie jako polityk, lecz jako kibic Lechii Gdańsk.

Pojawiła się jednak także trzecia interpretacja: że powodem niezadowolenia mogło być weto dotyczące aresztów tymczasowych. Nieprzypadkowo część — głównie lokalnych — polityków koalicji rządzącej, komentując prezydencką decyzję, odwoływała się do sprawy Macieja Dobrowolskiego i akcji #uwolnićMaćka. W środowiskach kibicowskich ta historia wciąż jest żywa, mimo że minęła ponad dekada. Przekaz był prosty: prezydenckie weto może otworzyć drogę do powrotu takich historii.

Być może właśnie dlatego Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Karola Nawrockiego, po kilku dniach zdecydował się publicznie wyjaśnić motywy weta. Oficjalnie wskazywano na błędy po stronie resortu sprawiedliwości, jednak Bogucki podał także jeden kluczowy argument prawny, odwołując się do przepisów dotyczących uszczerbku na zdrowiu dziecka poczętego.

Chodzi o art. 157a Kodeksu karnego, który stanowi, że „kto powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. W praktyce oznacza to, że Kancelaria Prezydenta nie chce dopuścić do jakiegokolwiek obejścia penalizacji aborcji.

Za pomocnictwo i podżeganie do przerwania ciąży polskie prawo przewiduje karę do trzech lat pozbawienia wolności, podobnie jak za wykonanie zabiegu niezgodnie z obowiązującymi przepisami. W Sejmie od niemal trzech lat toczy się dyskusja o depenalizacji aborcji, jednak nie przynosi ona żadnych realnych efektów. Nawet gdyby udało się osiągnąć kompromis parlamentarny, prezydent zapowiada, że takich zmian i tak nie podpisze.

Ona jest czołową dziennikarką polityczną, on — uznanym reporterem śledczym. Prywatnie Dominika Długosz i Mariusz Gierszewski są małżeństwem z niemal 20-letnim stażem, a teraz łączą siły również jako współprowadzący podcast „W związku ze śledztwem”.

Nowe odcinki podcastu będą ukazywać się w każdy wtorkowy wieczór na stronie Newsweek.pl, w aplikacji Onet Audio, a także na kanałach Radia ZET i Newsweek Polska na YouTube

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version