Komunistyczna Partia Chin (KPCh) prowadzi prawdziwą ofensywę szpiegowską, zalewając świat agentami i dążąc w ten sposób do uzyskania przewagi politycznej i gospodarczej nad Stanami Zjednoczonymi oraz Zachodem, który zdaniem Pekinu słabnie. Tak twierdzą eksperci, z którymi rozmawia „Newsweek”.
Jednak część tych szpiegów wpada w ręce służb, bo kolejne państwa podejmują walkę z szeroko zakrojonymi operacjami Pekinu.
Praktycznie co tydzień pojawiają się doniesienia o zatrzymaniu podejrzanego o szpiegostwo obywatela Chin lub o skazaniu Chińczyka za działalność szpiegowską — ma to miejsce od Korei Południowej po Norwegię, od Stanów Zjednoczonych po Niemcy.
— Mówimy o gigantycznej machinie szpiegowskiej Chin — zauważa I-Chung Lai, prezes tajwańskiego think tanku Prospect Foundation. — Chiny wysyłają wielu ludzi, zbierają wszystkie możliwe informacje, a następnie analizuję je u siebie w centrali, np. w Pekinie.
Ambasada Chin w Waszyngtonie nie odpowiedziała na prośbę o szybki komentarz.
Chiny coraz bardziej ofensywne
W ostatnim czasie liczba spraw gwałtownie wzrosła. Tylko w maju doszło m.in. do:
- skazania dwóch obywateli Chin w Korei Południowej za szpiegostwo polegające na fotografowaniu w sumie siedmiu koreańsko-amerykańskich baz wojskowych i lotnisk cywilnych (to pierwszy taki wyrok w tym kraju);
- aresztowania niemieckiego małżeństwa chińskiego pochodzenia pod zarzutem pracy dla niewymienionej z nazwy chińskiej agencji wywiadowczej, która poszukiwała poufnych informacji naukowych i technologicznych o „zastosowaniu wojskowym”, poinformowali niemieccy prokuratorzy;
- zatrzymania w Norwegii obywateli Chin w dwóch niezależnych sprawach — z informacji „Newsweeka” wynika, że przynajmniej jedna z nich związana jest z wywiadem wojskowym.
Przykłady można by mnożyć. Również w maju USA burmistrzyni miasta Arcadia w Kalifornii Eileen Wang przyznała się do bycia chińską agentką. Z kolei w czerwcu do tego samego przyznał się amerykański dziennikarz pracujący dla chińskiej agencji Xinhua.
Chiny są przekonane, że Stany Zjednoczone i kraje demokratyczne zmagają się z narastającymi problemami wewnętrznymi, szczególnie odkąd Donald Trump rozbija tradycyjny sojusz Zachodu, co daje Pekinowi okazję do zwiększenia wpływów.
Jak zwraca uwagę I-Chung Lai, na wzrost chińskiej aktywności wpływają także inne czynniki, w tym obawy o własną, słabnącą gospodarkę i próby ograniczenia dostępu Pekinu do najnowocześniejszych technologii na świecie. Chiny wierzą, że rywalizacja z USA rozstrzygnie się na polu nauki i technologii, o czym wierchuszka KPCh z Xi Jinpingiem na czele mówi otwarcie.
— Z całą pewnością Chiny zwiększają aktywność szpiegowską, zwłaszcza teraz, gdy ich gospodarka przeżywa kryzys i nie mają już tak łatwego dostępu do technologii, jak wcześniej — podkreśla Lai.
Podobnego zdania są inni eksperci.
— Chińskie służby bezpieczeństwa mają coraz większe wymagania w związku z coraz bardziej asertywną polityką zagraniczną Xi Jinpinga — mówi Matthew Brazil, ekspert The Jamestown Foundation w Waszyngtonie i współautor książki „Chinese Communist Espionage, an Intelligence Primer”. — Ponieważ Chińczycy intensyfikują swoje działania, naturalnie ujawnionych zostanie więcej przypadków.
Chińska ofensywa obejmuje cały świat. Państwo Środka działa także w Afryce i w Rosji, choć o tych operacjach wiadomo stosunkowo niewiele.
— Chiny mają zasoby i interesy na całym świecie, prawda? Jeśli jesteś światową potęgą, musisz mieć zasięg globalny — powiedział „Newsweekowi” ekspert, mający bezpośrednie doświadczenie w chińskim wywiadzie, który wypowiadał się anonimowo.
Na tropie chińskich szpiegów
Lai wskazuje, gdzie warto szukać śladów chińskiego szpiegostwa za granicą. Jak tłumaczy, wystarczy przeanalizować coroczny raport z prac politycznych rządu przedstawiany podczas tzw. dwóch sesji legislacyjnych i konsultacyjnych w Pekinie, które odbywają się w marcu.
— Chińskie operacje mają jasno wyznaczone cele narodowe. Jeśli chcemy znaleźć ogólny kierunek działań, najczęściej wystarczy spojrzeć na raport z prac politycznych prezentowany co roku podczas „dwóch sesji” — zwraca uwagę Lai. — W takich raportach podawane są cele na kolejny rok oraz podsumowanie realizacji tych zadań w roku poprzednim.
— W ten sposób można ustalić, jakie działania były dla nich najważniejsze w ubiegłym roku, a następnie prześledzić powiązane z tym zadania i akcje szpiegowskie. To może pomóc w zidentyfikowaniu obszarów, którymi są szczególnie zainteresowani — wskazuje.
I zaznacza, że w przypadku operacji mających na celu wpływanie na politykę, najważniejsza jest cierpliwość: — Gdy prowadzą operacje wpływu politycznego, zwykle są one rozpisane na pięć, siedem lat. To jest podstawowy horyzont czasowy, o jakim mówimy.
Szpiegowanie przepustką do kariery?
Co ciekawe, chińscy agenci za granicą czasem popełniają elementarne błędy, np. nosząc przy sobie telefony z obciążającymi ich wiadomościami, co rodzi wątpliwości, jak poważne są ich działania.
Jednak — tłumaczy Lai — z uwagi na ogromną skalę i różnorodność chińskiego aparatu szpiegowskiego, widać zarówno działania profesjonalne, jak i zupełnie amatorskie.
Brazil przyznaje: — W przypadku „płotek” czasem mają dobre wyszkolenie, a czasem nie mają żadnego.
— To ogromna machina i trudno powiedzieć, czy mają centralny mechanizm koordynacji, bo różne agencje działają niezależnie, mają własne sieci i zbierają informacje na własną rękę. Co więcej, często ze sobą konkurują — wyjaśnia Lai.
Ważną rolę odgrywają również tzw. niestandardowi zbieracze informacji, np. studenci: — Widać całą falę młodych ludzi wyjeżdżających za granicę. Wielu z nich to wcale nie profesjonalni szpiedzy.
Mimo to często są wykorzystywani przez agencje do wykonywania konkretnych zadań. Wielu, zwłaszcza studentów, chętnie się angażuje, wierząc, że pomoże im to w karierze zawodowej.
Setki tysięcy chińskich szpiegów
Jak wielkie są chińskie służby wywiadowcze? Tego nikt nie jest pewien. — Słyszałem, że Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego może mieć 100 tys. pracowników. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego prawdopodobnie jest jeszcze większe — wskazuje Brazil. — Do tego dochodzą służby wojskowe: zajmujące się wywiadem radiowym i wojną elektroniczną siły wsparcia informacyjnego, odpowiedzialne za obiekty strategiczne siły cyberprzestrzeni oraz siły powietrzno-kosmiczne, które zajmują się fotografią z powietrza. To wyspecjalizowane wojskowe jednostki wywiadowcze.
Ponadto Departament Pracy Jednolitego Frontu, Departament Propagandy i Ministerstwo Spraw Zagranicznych również prowadzą działalność szpiegowską. W operacje angażują się różne szczeble partii i rządu, od poziomu centralnego po prowincje, a nawet lokalne władze.
— W sumie to setki tysięcy osób. Ich budżet? Nie mam pojęcia — przyznaje Brazil.
Lai podkreśla, że wywiad osobowy pozostaje dla Chin kluczowy, bo Państwo Środka obawia się zakłóceń sygnałów elektronicznych. To jeden z powodów, dla których chińscy szpiedzy wciąż pojawiają się fizycznie w newralgicznych miejscach, np. na lotniskach czy w bazach wojskowych, jak w przypadku Korei Południowej.
Umiejętności Amerykanów w zakresie cyberprzechwytywania i technik wykrywania sprawiają, że Chiny wolą przekazywać informacje za pośrednictwem ludzi, a nie sygnałów — boją się, że sygnały mogą zostać przechwycone lub zmanipulowane, albo zdradzić lokalizację.
W przypadku Koreańczyków dwaj zatrzymani mieli przy sobie radio, ale — według południowokoreańskich mediów — nie było ono włączone.
Działalność profesjonalistów
Wśród wspomnianych już osób aresztowanych w Norwegii znaleźli się:
- obywatelka Chin próbująca sprowadzić na wyspę, z której wystrzeliwane są rakiety orbitalne, 22-tonowy odbiornik satelitarny;
- oraz obywatel Chin zatrzymany w opuszczonym bunkrze nieopodal NATO-wskiego centrum lotniczego — mężczyzna miał przy sobie „sprzęt”, o którym oficjalnie nic więcej nie wiadomo.
Lai przyznaje, że mogą to być działania profesjonalistów.
— Jeśli sprzęt służył do przekazywania informacji, to ta kobieta prawdopodobnie była bezpośrednio powiązana z Ludową Armią Wyzwolenia i dla niej pracowała. Żeby sprowadzić taki sprzęt, trzeba umieć go złożyć, obsłużyć, więc nie była to zwykła osoba, tylko prawdopodobnie wyszkolony żołnierz — ocenia.
W przypadku bunkra odosobniona lokalizacja sugeruje istnienie zorganizowanej, zewnętrznej siatki wsparcia dla podejrzanego agenta. — Jeśli ktoś mieszka w bunkrze, to raczej nie zabiera informacji samodzielnie do Chin. Prawdopodobnie ktoś inny przekazuje te dane dalej, co oznacza, że działa tam cała zorganizowana siatka. W takiej sytuacji państwo będące celem jest w poważnych tarapatach — podkreśla Lai.
Nierówna walka z technologicznym mocarstwem
Coraz powszechniejsze wykorzystanie sztucznej inteligencji sprawia, że sytuacja staje się coraz trudniejsza, a ochrona przed inwigilacją — coraz mniej realna. Tak twierdzi były funkcjonariusz wywiadu z kraju zachodniego, który wypowiada się anonimowo. Podkreśla, że Chiny to technologiczne mocarstwo, które dostarcza rozwiązania całemu światu.
— Gdy naprawdę rzucą światło na jakąś osobę lub obszar, zobaczą bardzo dużo. Jeśli będą chcieli śledzić każdy twój ruch, sztuczna inteligencja im to bardzo ułatwi. Coraz trudniej będzie ukryć swoje działania, jeśli państwo zaangażuje odpowiednie zasoby — wskazuje w rozmowie z „Newsweekiem” były oficer. Zasięg technologii Chin obejmuje bowiem także zagranicę.
— Zapewnienie bezpieczeństwa agentowi lub oficerowi wywiadu — albo nawet utrzymanie go przy życiu — będzie wielokrotnie trudniejsze niż dawniej. To nie tylko rozpoznawanie twarzy, ale też analiza chodu czy inne metody. Sztuczna inteligencja połączy to wszystko bardzo szybko, być może nawet w czasie rzeczywistym — ocenił.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.





