Nieumiejętność wykorzystania początkowych sukcesów w wojnie z Iranem było kluczowym powodem, dla którego Biały Dom zdecydował się na zawarcie memorandum. Miało być krokiem w stronę zawarcia pokoju z Teheranem, ale Donald Trump się z niego wycofał. Wzajemny brak zaufania między USA i Iranem pogłębia się. A to, oczywiście, niczego dobrego nie wróży.
Porozumienie to przyniosło początkowe efekty, łagodząc część napięć pomiędzy Waszyngtonem a Teheranem — przede wszystkim poprzez zniesienie wzajemnych blokad na szlaku energetycznym przez cieśninę Ormuz oraz przedłużenie rozejmu ogłoszonego 7 kwietnia, w szóstym tygodniu konfliktu. Jednak zawarta 17 czerwca umowa pozostawiła najważniejsze kwestie do dalszych negocjacji, które do tej pory nie przyniosły rozstrzygnięcia. Brak wzajemnego zaufania się pogłębia, a obie strony spierają się co do treści ustaleń.
— Memorandum przesunęło najbardziej sporne tematy pomiędzy USA a Iranem, w tym sprawę nuklearną, na później. Na pierwszym miejscu postawiono łagodzenie skutków gospodarczych konfliktu — zauważa Naysan Rafati, starszy analityk ds. Iranu w International Crisis Group. — W teorii jest to rozsądne podejście. W praktyce niesie jednak ryzyko rozbieżnych interpretacji ustaleń i wiele możliwych punktów zapalnych.
Powrót do porozumienia Obamy
Działania administracji Trumpa na rzecz porozumienia z Iranem porównywane są do sukcesu prezydenta Baracka Obamy, który w lipcu 2015 r. doprowadził do zawarcia porozumienia nuklearnego znanego jako Joint Comprehensive Plan of Action (JCPOA). Umowa ta zniosła sankcje wobec Teheranu w zamian za ścisłe ograniczenia jego programu nuklearnego, lecz została wypowiedziana przez Trumpa w maju 2018 r., a więc podczas jego pierwszej kadencji.
W przyszłym tygodniu przypada jedenasta rocznica zawarcia JCPOA, a obecne memorandum wydaje się podążać podobną drogą. Oba dokumenty zasadniczo się jednak różnią.
— JCPOA było szczegółowym, lecz w zasadzie jednowątkowym porozumieniem — tłumaczy Rafati. — Skupiało się na kluczowym układzie: ograniczenia nuklearne w zamian za zniesienie sankcji. To, że negocjacje trwały latami, pokazuje, jak trudno jest wypracować szersze porozumienie obejmujące nie tylko kwestie proliferacji, ale również sprawy regionalne w obliczu głębokiej nieufności, niestabilnych kontaktów i wizji odnowionego konfliktu.
Co Trump pokazał Iranowi?
W przeciwieństwie do memorandum wypracowanego pośpiesznie w samym centrum konfliktu JCPOA uzyskało poparcie największych potęg, w tym Chin, Francji, Niemiec, Rosji i Wielkiej Brytanii. Umowie tej, podobnie jak obecnemu memorandum, otwarcie sprzeciwiał się tylko Izrael. Państwa arabskie Zatoki Perskiej, wcześniej sceptyczne wobec JCPOA, dziś domagają się nowego porozumienia po bezpośrednim ataku Iranu na ich terytoria.
Mimo krytyki ze strony konserwatystów w Waszyngtonie i Teheranie JCPOA było powszechnie uznawane za sukces dyplomacji, jednak jego stopniowy rozpad po wycofaniu się USA jedynie wzmocnił pozycję twardogłowych sceptyków.
— Poza rozwiązaniem zagrożenia rozprzestrzenianiem broni jądrowej ze strony Iranu, JCPOA pokazało, że Iran i USA są w stanie na drodze dyplomacji wypracować satysfakcjonujące rozwiązanie rzeczywistych problemów — mówi Alan Eyre, były urzędnik Departamentu Stanu USA i członek zespołu negocjacyjnego JCPOA. — Z kolei jednostronne wycofanie się prezydenta Trumpa z JCPOA w 2018 r. pokazało Iranowi, że zobowiązania USA wypracowane metodą dyplomatyczną nie są godne zaufania, co jeszcze bardziej utrudnia kolejne dwustronne negocjacje.
Jak upadło memorandum?
Nieufność wobec amerykańskich zobowiązań była bezustannie podkreślana przez irańskich analityków, nawet gdy memorandum przedstawiano jeszcze jako dowód skutecznej presji Iranu w obliczu egzystencjalnego zagrożenia. Część komentatorów twierdziła, że bez finalnego porozumienia Iran może stracić swoją przewagę, tak jak miało to miejsce po odrzuceniu zawarcia rozejmu na korzystnych warunkach podczas wojny z Irakiem w 1987 r.
Największą słabością memorandum okazała się niejasność zapisów — USA i Iran spierały się o kluczowe punkty, takie jak uwolnienie miliardów dolarów zamrożonych irańskich aktywów, apel o równoległy rozejm pomiędzy Izraelem a wspieranym przez Iran Hezbollahem, zakres kontroli Iranu nad ruchem morskim przez cieśninę Ormuz czy zobowiązanie USA do wycofania wojsk z bezpośredniego sąsiedztwa Iranu.
Przy braku postępów w tych obszarach, trwały sporadyczne starcia. Przełomowym momentem mógł być wtorkowy atak na trzy tankowce przepływające przez cieśninę Ormuz. Choć irańskie władze oficjalnie nie przyznały się do odpowiedzialności, wskazywały też na to, że statki pływały bez transponderów, korzystając z nieautoryzowanych szlaków morskich.
Po kolejnej serii amerykańskich nalotów, podczas których — według Central Command (CENTCOM) — zaatakowano ponad 80 celów wojskowych, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) ogłosił przeprowadzenie operacji wymierzonych w 85 amerykańskich baz wojskowych w regionie. Podczas szczytu NATO w Turcji Trump ostrzegł w środę, że USA „najprawdopodobniej uderzą ponownie tej nocy” i mogą nawet „po prostu dokończyć robotę”. Wkrótce potem pojawiły się doniesienia o nalotach w południowej prowincji Iranu — Bandar Abbas.
Nadzieje na zawarcie pokoju słabną
Mimo to droga USA do zdecydowanego zwycięstwa pozostaje niejasna, a sam Trump przyznał, że nie spodziewał się przedłużającego się konfliktu, który może zaszkodzić republikanom w nadchodzących wyborach do Kongresu.
Zabójstwo najwyższego przywódcy, ajatollaha Alego Chameneiego, którego uroczystości pogrzebowe zaplanowano na pięć dni, oraz zniszczenie znaczącego potencjału militarnego Iranu na początku wojny pokazały przewagę militarną USA i Izraela. Jednak brak zdolności do wykorzystania tych początkowych sukcesów wobec głęboko zakorzenionej Islamskiej Republiki, która potrafi w zamian nałożyć koszta zarówno na partnerów USA w regionie, jak i światowe rynki energetyczne, ujawnił także słabości Waszyngtonu. I właśnie te słabości były kluczowym powodem, dla którego Biały Dom zdecydował się na zawarcie memorandum.
— Administracja USA przystąpiła do memorandum, gdy zorientowała się, że sukces militarny USA i Izraela nie wystarczył do osiągnięcia strategicznych celów, a co gorsza, doprowadził do zamknięcia cieśniny Ormuz przez Iran — mówi Eyre. — W skrócie, memorandum miało na celu ponowne otwarcie cieśniny, nawet jeśli wiązało się to z „odsunięciem kwestii nuklearnej na później”.
— W istocie memorandum było spóźnionym przyznaniem się do poważnego strategicznego błędu, jakim było rozpoczęcie wojny z Iranem — dodaje.
Od czasu podpisania memorandum sytuacja strategiczna niewiele się zmieniła, a nadzieje na trwałe porozumienie pokojowe słabną.
— Obecne cele USA to ograniczyć straty i przywrócić ruch morski przez cieśninę Ormuz do poziomu sprzed wojny lub przynajmniej zbliżonego — ocenia Eyre. — Z kolei Iran dąży do odbudowy strategicznego odstraszania poprzez uzyskanie kontroli operacyjnej nad cieśniną, aby zmniejszyć ryzyko przyszłych ataków. Osiągnięcie jakiegokolwiek porozumienia w sprawie programu nuklearnego pomiędzy Iranem a USA jest bardzo mało prawdopodobne.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

