Sen, aktywność fizyczna, spotkania z przyjaciółmi w świecie rzeczywistym — wszystko to jest niezwykle ważne dla zdrowia psychicznego. Dlatego jednym z głównych powodów pogarszającej się kondycji psychicznej młodych ludzi może być właśnie to, że te elementy są wypierane przez czas spędzany przed ekranami na różnego rodzaju platformach internetowych zwanych mediami społecznościowymi — mówi szwedzki psychiatra Anders Hansen, autor bestsellerowych książek o mózgu.

Anders Hansen: Tak naprawdę wciąż tego w pełni nie wiemy, jesteśmy w trakcie wielkiego eksperymentu. Jest jednak kilka badań, które pokazują pewne zależności. Na przykład w Instytucie Karolinska przeprowadzono duże badanie wśród młodszych nastolatków. Obserwowano dzieci przez dwa lata i okazało się, że te, które spędzały najwięcej czasu przed ekranem, miały później wyraźne problemy z koncentracją. To nie była tylko korelacja — badacze stwierdzili związek przyczynowo-skutkowy. Szczególnie szkodliwe okazało się korzystanie z mediów społecznościowych. Co ciekawe, podobnego efektu nie zaobserwowano w przypadku gier komputerowych ani oglądania telewizji. Problemem okazało się właśnie intensywne korzystanie z social mediów.

— Trudno podać dokładną granicę, ale prawdopodobnie około trzech godzin dziennie zaczyna mieć negatywny wpływ na psychikę. Problem polega na tym, że większość nastolatków spędza znacznie więcej czasu na korzystaniu z social mediów — sześć, siedem czy osiem godzin dziennie.

— Dokładnie. A to oznacza, że cierpią na tym sen, aktywność fizyczna, spotkania z przyjaciółmi w świecie rzeczywistym — wszystko to, co jest niezwykle ważne dla zdrowia psychicznego. Dlatego jednym z głównych powodów pogarszającej się kondycji psychicznej młodych ludzi może być właśnie to, że te elementy istotne dla zdrowia są wypierane przez czas spędzany przed ekranami telefonów.

— W dużej mierze dlatego, że social media wymuszają nieustanne porównywanie się. Pojawiają się wątpliwości: czy jestem wystarczająco dobra, wystarczająco mądra, wystarczająco atrakcyjna? To nie jest nic nowego, bo ludzie zawsze się porównywali. Problem polega na tym, że przez większość historii robiliśmy to w bardzo małych społecznościach. Kiedyś żyliśmy w grupach liczących około stu osób. Konkurentów było może dwudziestu czy trzydziestu. Dziś porównujemy się z całym światem. I to nawet nie z prawdziwym światem, ale z jego idealną fasadą — z filtrowanymi zdjęciami i starannie wyreżyserowanymi obrazami życia. Na każde doskonałe zdjęcie z Instagrama przypadają dziesiątki fotek, które nigdy nie zostaną pokazane. Oglądamy gwiazdy z ich idealnym, nieosiągalnym dla nas życiem, nierzadko przetworzonym jeszcze przez sztuczną inteligencję. Młody człowiek bombardowany takimi zdjęciami musi poczuć się gorzej, bo zawsze jest ktoś lepszy, piękniejszy, bogatszy, osiągający większe sukcesy. Podkopana pewność siebie — gwarantowana.

Badania dużej grupy nastolatków potwierdziły, że oglądanie instagramowych wizerunków znacząco pogorszyło samoocenę, większość czuła się mniej atrakcyjnie, często wskazywano na niezadowolenie ze swojego ciała. Dziewczęta przyznawały się do tego częściej niż chłopcy. Samopoczucie pogarsza także ciągła obecność na Facebooku, który jeszcze niedawno był uważany za narzędzie służące do zaspokajania podstawowej potrzeby kontaktu społecznego. Dotyczy to szczególnie użytkowników pasywnych, którzy tylko oglądają zdjęcia i posty innych osób, nie uczestniczą w dyskusjach i nie publikują własnych treści. Te osoby najczęściej odczuwają pogorszenie samopoczucia.

— Wiemy, że może stanowić duże zagrożenie dla najmłodszych użytkowników i uzależnić, niezależnie od wieku. Media społecznościowe mają ogromną infrastrukturę sztucznej inteligencji. Jej jedynym zadaniem jest odpowiedzieć na pytanie: co pokazać, by przykuć uwagę do aplikacji? Algorytmy przeanalizowały miliardy filmów i miliardy użytkowników. Wiedzą dobrze, jakie treści nas interesują. Najczęściej takie, które wywołują strach albo złość. Nic w tym dziwnego. Z ewolucyjnego punktu widzenia zawsze musieliśmy być bardzo wrażliwi na zagrożenia i konflikty, dlatego najłatwiej przyciągnąć naszą uwagę, pokazując treści, które wywołują silne emocje.

— Historyk Yuval Noah Harari powiedział kiedyś, że ludzie są „hakowalnymi zwierzętami”. Lubimy myśleć, że podejmujemy racjonalne decyzje, ale w rzeczywistości nasze zachowanie w dużym stopniu sterowane jest przez instynkty. Firmy technologiczne nauczyły się je wykorzystywać. Walczą o naszą uwagę. Na świecie jest ponad 8 mld ludzi i każdy z nas ma około 16 godzin aktywnego czasu dziennie. To właśnie o ten czas rywalizują technologiczne potęgi. Ich produkty są coraz bardziej skuteczne w przyciąganiu naszej uwagi.

— Moim zdaniem najważniejsze jest tworzenie dystansu, świadome odłączanie się od wirtualnego świata. Nie możemy polegać wyłącznie na sile woli. To trochę jak z jedzeniem. Ewoluowaliśmy w świecie, w którym groził nam głód. Dlatego nasz mózg jest zaprogramowany, by natychmiast zjeść coś kalorycznego, jeśli znajduje się w zasięgu wzroku i ręki. Podobnie jest ze smartfonem: jeśli leży obok, bardzo trudno go nie dotknąć. Sam nie trzymam telefonu w tym samym pokoju, w którym przyjmuję pacjentów, nie mam go też w pobliżu, kiedy piszę książki. Inaczej stale walczyłbym z pokusą sprawdzania, co mnie właśnie omija.

— Rzeczywiście, u dzieci i młodzieży nie w pełni rozwinęła się część mózgu odpowiedzialna za wyhamowanie impulsów. To płat czołowy odpowiada m.in. za to, czy powstrzymamy się przed zjedzeniem wszystkich przekąsek leżących na stole. Tak samo z telefonem komórkowym — nastolatek wpatruje się w ekran, nie reaguje na uwagi rodziców, a kiedy zabierają komórkę, zaczyna z nimi dyskutować albo zachowuje się agresywnie. Cyfrowe technologie są doskonałym wabikiem na młode umysły, a coraz bardziej atrakcyjne aplikacje i doskonale skonstruowane cyfrowe platformy powodują silne wyrzuty dopaminy. Nic dziwnego, że nastolatek nie może się oderwać od urządzenia mobilnego. Im młodsza osoba, tym więcej czasu spędza z telefonem.

— Wiemy z badań, że telefony komórkowe używane przez uczniów zakłócają proces uczenia się. Najlepiej byłoby, gdyby nie przynosili telefonów do szkoły. Tam, gdzie udało się zakazać komórek, wyniki nauczania wyraźnie się poprawiły. Nawet w przypadku uczniów, którzy mieli wcześniej kłopoty w nauce. Gdy ograniczeniu czasu ekranowego towarzyszyły wydłużenie czasu snu i większa aktywność fizyczna — wyniki uczniów były jeszcze lepsze. Naukowcy nie mają wątpliwości, że optymalne funkcjonowanie dzieci i młodzieży wymaga tych wszystkich czynników: snu w odpowiedniej dawce (nawet 9-11 godzin), co najmniej godziny ruchu dziennie i ograniczenia do dwóch godzin korzystania z telefonów komórkowych. Dziś te zalecenia spełnia może kilka procent dzieci.

— Nie wiemy. To wielki eksperyment. Jedno jest pewne: cyfryzacja dopiero się zaczęła. Technologia będzie się zmieniać bardzo szybko, ale my pozostaniemy tacy sami. Dlatego, jeśli chcemy dobrze korzystać z technologii, musimy lepiej rozumieć samych siebie — naszą biologię i nasze słabości.

Anders Hansen — lekarz psychiatra i badacz mózgu, popularyzator wiedzy. W Szwecji prowadzi program, w którym w zrozumiały sposób tłumaczy najnowsze odkrycia neurobiologii oraz wyjaśnia, jak możemy wykorzystać je w codziennym życiu

Ewa Rogala — promotorka kultury, dziennikarka, aktywistka. Publikuje teksty dotyczące kwestii społecznych, praw kobiet, kultury, edukacji, psychologii

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version