Ponad godzinny wywiad, jakiego Jarosław Kaczyński udzielił Anicie Gargas, dla przeciętnego widza jest nużący. Ba, nawet wyborcy PiS mogą się znudzić długimi fragmentami, w których prezes skarży się na współczesną kulturę. Ale prezesowi PiS w tej rozmowie nie chodziło o rozgrzanie wyborczej bazy PiS do czerwoności. Miał inny cel i go osiągnął.

Kaczyński bardzo jasno dał do zrozumienia, że operacja Czarnek działa i jest z niej zadowolony. Prezes potwierdził spekulacje komentatorów i ekspertów, wskazujących, że wybór byłego ministra edukacji narodowej jako oficjalnego kandydata PiS na premiera miał na celu głównie zatrzymanie odpływu wyborców do obu Konfederacji. Wprost powiedział, że taki był właśnie cel tej nominacji i jak stwierdził, na obecnym etapie przebiega ona dla PiS bardzo zadowalająco.

Dał też co prawda do zrozumienia, że dobrym wyborem byłby też Zbigniew Bogucki, ale prezydent miał inną koncepcję. Jak można przypuszczać, Kaczyński mówi takie rzeczy nie po to, by dowartościować szefa prezydenckiej kancelarii czy odsłonić kulisy partyjnej nominacji. Chodzi raczej o to, by przypomnieć Czarnkowi, że partia ma też inne opcje. Żeby nie poczuł się zbyt pewnie.

Ostatni sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” pokazywał, że Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna — partia najbardziej zdolna przyciągać rozczarowanych prawicowych wyborców PiS — spada na czwarte miejsce, za Nową Lewicę. Dla PiS to świetna wiadomość. Gdyby „efekt Czarnka” dalej spychał Konfederację Korony Polskiej w okolice progu albo pod niego, to PiS odetchnąłby przed wejściem we właściwą kampanię wyborczą.

Pojawia się oczywiście pytanie, czy idąc z Czarnkiem pod prawą ścianę po wyborców Brauna, PiS nie odcina się od centrum i nie zamyka sobie drogi do powrotu do władzy. Pytany o to przez Anitę Gargas Kaczyński odpowiedział, że większość wyborców PiS jest po prawej stronie — co sugeruje, że przynajmniej na razie to będzie kierunek całej partii i na zwrot ku centrum nie ma co liczyć.

Prezes PiS wykorzystał też wywiad, by trochę publicznie podyscyplinować swoją partię. Mateusz Morawiecki usłyszał, że jego chęć powrotu na stanowisko premiera jest zrozumiała, to jednocześnie powinien pamiętać, że wśród prawicowych wyborców nie jest on najbardziej popularną osobą. Zabrzmiało to dość protekcjonalnie, co nie jest niczym nowym u Kaczyńskiego, który zawsze w ten sposób wypowiadał się o zbyt ambitnych działaczy swojej partii. Tuż po zakończeniu wywiadu Kaczyńskiego rzecznik PiS Rafał Bochenek wrzucił na portal X informację, że decyzją prezesa w prawach członka PiS zawieszony został Krzysztof Szczucki — jeden z ludzi Morawieckiego. Jest to kolejny cios w byłego premiera.

Jednocześnie Kaczyński, pytany o to przez Gargas, powtórzył swój skierowany do działaczy partyjnych zakaz otwartej krytyki rządów Szydło i Morawieckiego. Bo miejsce na dyskusje o tym, jakie błędy popełniono w latach 2015-23, jest na seminarium albo na kartach pamiętników, a nie w warunkach ostrej politycznej walki, gdy PiS atakowany jest zarówno z lewej, jak i prawej strony — zdaniem Kaczyńskiego z obu niesprawiedliwie.

Prezes upomniał też polityków swojej partii, którzy nie wytrzymują ciśnienia i atakowani albo przez dziennikarzy, albo przez swoich kolegów z Konfederacji, zamiast bronić rządów PiS, zaczynają się cofać. W polityce zaś cofać się nie można, a ci, którzy tego nie rozumieją, powinni z niej zniknąć.

Kaczyński ma oczywiście wiele racji w tym, że trudno jest wygrać wybory, gdy uwewnętrznia się język, w jakim polityczni przeciwnicy opisują naszą politykę, gdy przeprasza się nieustannie za podjęte wcześniej u władzy decyzje. Jednocześnie by wygrywać, trzeba też wyciągać wnioski z własnych błędów i tego, co mają o nich do powiedzenia wyborcy. A tym może się nie spodobać PiS deklarujący: nie żałujemy niczego, co zrobiliśmy u władzy.

By potwierdzić kurs w prawo, Kaczyński przed długie minuty dawał wyraz wszelkim możliwym prawicowym obsesjom. Pojawił się więc ulubiony ostatnio u tego polityka temat niemiecki. Prezes raz jeszcze straszył „niemiecką Europą”, budowaną pod płaszczykiem integracji europejskiej. Opowiadał o złowieszczych niemieckich pomysłach na nasz region, w którym ma być on zredukowany do rolniczego zaplecza i źródła taniej siły roboczej wielkich Niemiec i podzielony między małe, słabe państwa. Szkoda, że Kaczyński od dawna nie udziela wywiadów dziennikarzom, którzy zapytaliby go, czy od „niemieckiej Europy” większym problemem nie jest jednak np. chaos, jaki generuje polityka prezydenta Trumpa.

Pojawiły się też przestrogi przed destrukcyjnymi trendami kulturalnymi z Zachodu, rozkładającymi nie tylko wspólnotę narodową, ale same podstawy życia społecznego. Idee te, za Dmowskim — powtarzał Kaczyński — są jeszcze bardziej niebezpieczne w Polsce niż na Zachodzie, bo to, co tam jest grypą, u nas jest gruźlicą — bo Polska jest krajem o stosunkowo krótkim okresie powszechnej edukacji. Gdyby ktoś z obozu liberalnego użył podobnego argumentu, by tłumaczyć nim poparcie dla PiS, to z prawej strony przez miesiąc głośno niosłyby się hasła o „pogardzie liberalnych elit dla Polaków”.

Prezes przestrzegał przed „lumpenproletaryzacją” kultury i całych grup społecznych. Jak zwykle obwiniał też media, „układ”, kształt oświaty i transformacji o to, że ludzie są zaczadzeni propagandą i nie dociera do nich to, co PiS chce im przekazać.

Wszystkie te skargi wygłaszane były trochę bez energii, brzmiały dość usypiająco i chyba nawet wyborcy PiS, oglądając potem te fragmenty wywiadu, będą odczuwali pokusę, by je przewinąć.

Kaczyński nie byłby też oczywiście sobą, gdyby nie wykorzystał afery pedofilskiej z Kłodzka — w której skazana została lokalna działaczka KO — do uderzenia w tę partię. Nie przedstawił żadnych dowodów, pokazujących, by kobieta mogła być chroniona ze względu na swoje polityczne powiązania, ale dał do zrozumienia, że coś może być na rzeczy.

Powiązał też aferę z liberalizmem i nowym charakterem KO jako „partii lewackiej”, wyznającej ideologię, która ma prowadzić społeczeństwo do „lumpenproletaryzacji”. Powiązał też pedofilię z homoseksualizmem, co jest nadużyciem i stygmatyzacją społeczności LGBT+ w najgorszym stylu polityki PiS z 2020 r. i kampanii wyborczej Dudy.

Niestety, tak długo, jak długo to będzie działać, zgodnie z kierunkiem wyznaczanym przez wybór Czarnka, możemy się spodziewać więcej podobnych insynuacji.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version