Padła propozycja, aby jednostce nadać imię „Kłyma Sawura” — mówi „Newsweekowi” znany ukraiński historyk Jarosław Hrycak. „Kłym Sawur” to pseudonim dowódcy UPA bezpośrednio odpowiedzialnego za zbrodnie na Polakach. Jego metody w 1943 r. budziły opór nawet wśród Ukraińców. Hrycak opowiada o tym, dlaczego zrezygnowano z tego pomysłu i o kulisach decyzji Wołodymyra Zełenskiego, by uhonorować „Bohaterów UPA”.
Prezydencki dekret nadający imię „Bohaterów UPA” Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy wywołał potężną falę krytyki w Polsce. Oburzył zarówno b. prezydenta Lecha Wałęsę, jak i obecnego — Karola Nawrockiego. Pierwszy ogłosił, że Zełenski go obraził i zdjął ostentacyjnie ukraińską flagę z klapy marynarki. Drugi chce odebrać prezydentowi Ukrainy Order Orła Białego, najstarsze i najwyższe odznaczenie państwowe Rzeczypospolitej Polskiej.
Zełenski się nie wycofa
W rozmowie z „Newsweekiem” Hrycak tłumaczy, kim po inwazji rosyjskiej stał się dla Ukraińców Stepan Bandera i jaki status ma dziś w Ukrainie Ukraińska Armia Powstańcza. Historyk zapewnia, że decyzja Zełenskiego była podyktowana „względami pragmatycznymi” i nie była wymierzona w Polskę.
Historyk apeluje o zrozumienie ukraińskiej perspektywy historycznej. — Od dawna tłumaczę Polakom, że Bandera jest w Ukrainie bohaterem narodowym głównie dlatego, że stał się symbolem oporu wobec Rosji. Jestem już zmęczony powtarzaniem tego, że odwoływanie się do dziedzictwa UPA nie ma wymiaru antypolskiego — mówi. Tłumaczy też, dlaczego mimo bardzo krytycznej reakcji strony polskiej i katastrofalnych skutków tego posunięcia dla wzajemnych relacji, Zełenski nie wycofa się ze swojego dekretu.
W wywiadzie dla „Newsweeka” zwolennik pojednania polsko-ukraińskiego ujawnia też kulisy uhonorowania przez Zełenskiego UPA.
— Po pierwsze, wbrew temu, co mówi się w Polsce, nazwanie tej jednostki imieniem Bohaterów UPA nie było inicjatywą prezydenta. Pomysłodawcami byli wojskowi, całość poprzedziła bardzo skomplikowana procedura prowadzona na różnych szczeblach Sił Zbrojnych Ukrainy (SZU). Prezydent zatwierdził to wszystko na samym końcu swoim podpisem pod dekretem. Zełenski dostaje od wojska kilkadziesiąt podobnych propozycji miesięcznie — mówi historyk.
— Po drugie, z tego, co wiem, inicjatorzy zmiany nazwy byli świadomi ewentualnych problemów. Chodziło im jednak o wrażliwość Ukraińców, a nie Polaków. Stosunek Ukraińców do UPA nie jest bowiem jednoznaczny — a w ukraińskiej armii walczą wszyscy: zarówno ukraińskojęzyczni, jak i rosyjskojęzyczni, ci z Zachodu i ze Wschodu kraju. Dlatego ostatecznie jednostka otrzymała imię „Bohaterów UPA”, a nie po prostu „UPA”. W ten sposób — w rozumieniu inicjatorów — upamiętnieni zostaną tylko bohaterowie Ukraińskiej Powstańczej Armii, a nie wszyscy jej żołnierze, w tym zbrodniarze, których w jej szeregach też nie brakowało. Poza tym pojęcie „bohaterowie” jest bardzo szerokie, bo każdy Ukrainiec może mieć własnych. Na początku padła nawet propozycja, aby tej jednostce nadać imię „Kłyma Sawura”, ale ktoś ostrzegł, że wybuchnie skandal, więc zrezygnowano z tego patrona — mówi Hrycak.
Kim był „Kłym Sawur”?
„Kłym Sawur” to pseudonim Dmytro Klaczkiwskiego, dowódcy okręgu UPA-Północ na Wołyniu, który wydał tajny rozkaz o eksterminacji Polaków w 1943 r. Wiele wskazuje na to, że „Kłym Sawur” nie tylko opracował plany Rzezi Wołyńskiej, ale także nią kierował. Mirosław Piotr Szumiło, historyk, profesor nauk humanistycznych i wykładowca Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, uważa Klaczkiwskiego za „głównego sprawcę ludobójstwa wołyńskiego”.
„Do dziś trwają spory historyków wokół przyczyn zbrodni wołyńskiej dokonanej przez ukraińskich nacjonalistów w 1943 r. Nie zachowały się pisemne rozkazy, jednakże wszystkie dowody i poszlaki wskazują, że bezpośrednią odpowiedzialność za rozpętanie fali mordów na polskiej ludności cywilnej ponosi ówczesny dowódca UPA na Wołyniu — Dmytro Klaczkiwski ps. »Kłym Sawur«” — pisze Szumiło w tekście, który cytowany jest na stronie internetowej Instytutu Pamięci Narodowej.
— Z taką sprawnością zorganizował akcję na Wołyniu, że sama OUN była tym wstrząśnięta. Podzieliła się wtedy na dwa stronnictwa — jedno uważało, że należy zaniechać takich działań, drugie, któremu przewodził Roman Szuchewycz, uważało, że należy „wołyńską taktykę” zaakceptować i usprawiedliwić. Ostatecznie, po burzliwej dyskusji, w sierpniu 1943 r. na III zjeździe OUN wygrała druga opcja — mówił „Newsweekowi Historia” w 2023 r. prof. Grzegorz Motyka, wybitny badacz zbrodni na Wołyniu i stosunków polsko-ukraińskich.
Całą rozmowę z Jarosławem Hrycakiem opublikujemy w najbliższych dniach w „Newsweeku” i na Newsweek.pl.

