„Od tej chwili, za każdym razem, gdy Islamska Republika Iranu ostrzela statek w cieśninie Ormuz – czy to pociskiem rakietowym, rakietą, dronem, czy jakimkolwiek innym urządzeniem lub rodzajem broni – Stany Zjednoczone zbombardują i zniszczą jeden most lub elektrownię, w tym także te znajdujące się w pobliżu lub na terenie stolicy, Teheranu” – tak brzmi nowe ultimatum Donalda Trumpa, które pojawiło się w serwisie Truth Social w środę.
Nim prezydent USA zdążył spełnić swą groźbę, rebelianci Huti udowodnili, że nie rzucają słów na wiatr. W poniedziałek rzecznik ich sił zbrojnych Yahya Saree ogłosił, że Huti nakładają na Arabię Saudyjską blokadę morską. Po czym już w czwartek uszkodzili na Morzu Czerwonym dwa tankowce, przewożące saudyjską ropę. Komunikując tak zarówno Arabii Saudyjskiej, jak i Stanom Zjednoczonym z ich sojusznikami, że prawdziwe kłopoty dopiero się zaczynają.
Oto Iran, pomimo intensywnych bombardowań, potrafi wciąż skutecznie zniechęcać do płynięcia przez cieśninę Ormuz. Czym doprowadził do tak znaczącej redukcji podaży ropy na światowych rynkach, że jej ceny nie tylko wzrosły, ale też kluczowe państwa muszą uwalniać strategiczne rezerwy paliw, trzymane na czarną godzinę.
Do obecnego tygodnia wszystko układałoby się jeszcze gorzej, gdyby nie biegnący przez Arabię Saudyjską do leżącego nad Morzem Czerwonym portu Janbu (Yanbu) rurociąg Wschód-Zachód. Dzięki niemu na światowe rynki trafia codziennie ponad siedem mln baryłek ropy. Zaspokajając ok. 7,5 proc. globalnego zapotrzebowania na ten surowiec. Jednak aby to trwało, supertankowce, zbyt duże na Kanał Sueski, po odebraniu ropy z Janbu muszą przepłynąć na Ocean Indyjski przez cieśninę Bab al-Mandeb. A tam już czają się uzbrojeni po zęby Huti. Kontynuując wielowiekową tradycję piratów polujących w tym rejonie na statki. Nic więc dziwnego, że arabska nazwa Bab al-Mandab oznacza „Bramę łez”.
Iran-USA. Tykający zegar prezydenta Trumpa
Stan amerykańskiej Strategicznej Rezerwy Ropy Naftowej (SPR) od momentu uderzenia sił USA i Izraela na Iran zmalał o 104 mln baryłek ropy.
20 lipca rezerwę stanowiło 311,4 mln baryłek. Przez pięć miesięcy wojny zmniejszyła się ona o ok. 25 proc.
Departament Energii sukcesywnie korzysta ze zgromadzonych na czarną godzinę zapasów, żeby łatać nimi zbyt niską podaż paliw na rynku. Starając się utrzymać cenę baryłki ropy poniżej 100 dolarów.
Jest to najskuteczniejsze narzędzie, jakie posiada, bowiem nadzieje na szybki wzrost wydobycia ropy w USA zupełnie nie chcą się ziścić. Wedle danych udostępnianych przez zajmującą się gromadzeniem informacji inwestycyjnych platformę „ycharts.com” w dniu 20 lutego 2026 r. na terenie Stanów Zjednoczonych wydobyto 13,70 mln baryłek ropy, po czym przez kolejne tygodnie prawie się to nie zmieniało. Dopiero z początkiem czerwca osiągnięto wynik 13,80 mln, a 10 lipca pokonano próg 13,86 mln baryłek. Wzrost jest zatem homeopatyczny.
Co innego eksport ropy z USA. Ten przez ostatnie miesiące bił kolejne rekordy. Na początku wojny wynosił 3,92 mln baryłek, aby tuż przed zawarciem rozejmu przekroczyć 6,43 mln baryłek. Rafinerie z Azji oferowały wówczas takie pieniądze, że skutecznie zasysały paliwo ze Stanów Zjednoczonych, podbijając cenę benzyny, tankowanej przez zwykłych Amerykanów.
Niezadowolenie obywateli studziło sukcesywne uwalnianie rezerw ropy przez SPR, podobnie jak zapobiegało wzrostowi cen żywności i innych produktów. Chroniło też amerykańską gospodarkę przed recesją.
Zawarcie 17 czerwca rozejmu z Iranem i odblokowanie cieśniny Ormuz nie zahamowało tego procesu. Aby to nastąpiło, światowy rynek musiałby znów nasycić się paliwem. Tymczasem zawieszenie broni potrwało zaledwie 21 dni. Po czym na dokładkę Huti postanowili zamknąć „Bramę łez”. Jeśli im się to uda, z rynku może zniknąć dodatkowo nawet 7 proc. dostaw ropy.
Tymczasem administracja Trumpa nie może zaniechać opróżniania magazynów, bo w listopadzie odbędą się „połówkowe” wybory do Kongresu. Jeśli rozwścieczeni cenami benzyny oraz wzrostem kosztów życia wyborcy totalnie odwrócą się od republikanów, ci stracą większość w obu izbach Kongresu. Wówczas nad prezydentem zawiśnie groźba impeachmentu. Akurat w momencie, gdy jak co roku na półkuli północnej nadejdzie zima. A wraz z nią większe zapotrzebowanie na paliwa.
Czasu ubywa więc Trumpowi w rekordowym tempie, a wybór, przed jakim staje, prezentuje się coraz tragiczniej. Bo albo, nie bacząc na straty, pokona do zimy Iran i odblokuje cieśninę Ormuz (co bez operacji lądowej wydaje się niemożliwe). Albo pogodzi się ze strategiczną klęską – swoją oraz Stanów Zjednoczonych i władzę nad tym newralgicznym rejonem świata odda w ręce Teheranu.
Precedens nie do przecenienia
– Jeśli stworzymy na Bliskim Wschodzie precedens, na mocy którego państwo decyduje, że będzie kontrolować międzynarodową drogę wodną, pobierać opłaty, a w przypadku ich braku wysadzać statki w powietrze, będzie to bardzo niebezpieczna sytuacja – oświadczył w środę Marco Rubio.
Zadeklarował, że USA są otwarte na rozmowy z Iranem, ale jeśli Teheran odmówi: „zrobimy to, co konieczne dla ochrony interesów USA i naszych sojuszników”.
Amerykański sekretarz stanu ma całkowitą rację co do wyjątkowo niebezpiecznego precedensu. Jednak problem w tym, że reżym rządzący w Teheranie uwierzył, iż zdoła wygrać wojnę.
Nie zadowolił go więc „złoty most”, zaoferowany przez Trumpa, by mógł się po nim z honorem wycofać z blokowania cieśniny Ormuz, otrzymując w zamian mnóstwo profitów. Włącznie ze zniesieniem międzynarodowych sankcji, otwarciem rynku amerykańskiego na ropę z Iranu oraz dostępem do 300 mld dolarów ze specjalnego Funduszu Odbudowy i Rozwoju.
Tymczasem ajatollahowie zauważają, że czas zaczyna pracować dla nich. Zatem od pięciu miesięcy grają na zwłokę, blokując Ormuz i dając jednocześnie Amerykanom nadzieję, że porozumienie pokojowe jest możliwe. Jednak gdyby Teheran na nie się zgodził, wówczas utraciłby niepowtarzalną okazję do wygrania wojny ze Stanami Zjednoczonymi. Ale w dłuższym okresie wzrost wydobycia ropy z nowych złóż w różnych regionach świata i rozbudowa infrastruktury przesyłowej omijającej Zatokę Perską sprawią, że znacznie kontroli nad cieśniną Ormuz zmaleje. Wówczas ponowne chwycenie za gardło Amerykanów przez Iran stanie się niemożliwe.
Teraz, nawet jeśli lotnictwo USA rozniesie w puch wszystkie irańskie elektrownie i mosty, ale mimo to Teheran wciąż będzie posiadał zdolność do blokowania cieśniny Ormuz, to on zachowa strategiczną przewagę. Wszystko dlatego, że czas ucieka Trumpowi o wiele za szybko. Świadczy o tym choćby nagły wzrost ceny benzyny na stacjach w USA. Znów, jak przed rozejmem, jeden galon kosztuje średnio cztery dolary (a w Kalifornii nawet 5,66 USD). Zahamowanie tego trendu wymaga rzucenia na rynek nowej porcji ropy z rezerwy strategicznej.
Zakaz eksportu ropy z USA?
Tymczasem w Kongresie leżą już trzy różne projekty ustaw, zakazujących eksportu ropy i produktów ropopochodnych z USA. Ich autorami są politycy z Partii Demokratycznej, pragnący zademonstrować wyborcom, że troszczą się o ich portfele.
Wprowadzenie takiego zakazu oznaczałoby, że po zablokowaniu cieśnin Ormuz i Bab al-Mandeb jeszcze na dokładkę Stany Zjednoczone odcięłyby świat od swojej ropy. Inicjując tym wstrząs ekonomiczny, który uderzyłby rykoszetem także w amerykańską gospodarkę. Zatem administracja Trumpa oraz republikanie są temu stanowczo przeciwni. Jednak prący do wyborczego zwycięstwa demokraci dociskają przeciwnika. W czwartek serwis „Politico” doniósł, że Partia Demokratyczna przygotowuje zmasowany atak na Trumpa i jego powiązania z sektorem wydobywczym, gdy tylko przejmie Kongres.
„Odzyskanie przez partię młotków w komisjach (stanowisk przewodniczących – przyp. aut.) – i wynikającej z tego możliwości wydawania wezwań sądowych – sprawi, że relacje administracji Trumpa z przemysłem naftowo-gazowym staną się głównym celem” – informuje „Politico”.
Udowodnienie wyborcom, że to Trump ponosi główną odpowiedzialność za drożyznę na stacjach benzynowych, ma sprawić, że odwróci się od niego nawet twardy elektorat MAGA.
Tak oto swym nierozważnym uderzeniem na Iran prezydent zastawił na siebie pułapkę. Trzymają go w niej zdeterminowani by wygrać wojnę irańscy ajatollahowie, rebelianci Huti, światowe rynki paliw oraz demokraci.
Ropa naftowa. Co zrobią Chiny?
Pozostała też jeszcze jedna niewiadoma. Mianowicie w ostatnich miesiącach Chiny radykalnie ograniczyły zakupy ropy, przechodząc na korzystanie ze swych ogromnych rezerw strategicznych. Stabilizując jej cenę i chroniąc własną gospodarkę, a także światową przed recesją.
W czerwcu chiński import ropy liczony rok do roku zmalał aż o 41 proc. Jednak w Pekinie zawsze może narodzić się pokusa, żeby tuż przed wyborami w USA na kilka tygodni przestać hamować swój apetyt i podbić cenę baryłki do rekordowych poziomów. A potem poczekać, jak zagłosują Amerykanie. Oczywiście to tylko spekulacje, acz dopełniające obrazu pułapki, w jakiej znalazł się prezydent Trump.
Najprostszym wyjściem z niej byłoby pokonanie Iranu. Jest to też jedyne wyjście gwarantujące, że poczytania Donalda Trumpa nie zamienią się w klęskę nie tylko dla niego, ale też Stanów Zjednoczonych.
Andrzej Krajewski













