Polski patriotyzm opiera się, jak wiadomo, na męczeństwie. A ściślej na męczeństwie, poczuciu krzywdy oraz nieustannym przypominaniu, jak bardzo się cierpiało, jak okrutnie było się umęczonym, jak nam zęby za Polskę wybijali.

Wielcy męczennicy i bohaterskie męczennice z początków chrześcijaństwa umierali za wiarę z uśmiechem na ustach, w trakcie kaźni modląc się za swoich prześladowców, jak tego wymaga miłosierdzie chrześcijańskie. Nawet gdy im obcinano piersi, pieczono na ruszcie, czy gotowano we wrzącym oleju, wybaczali oprawcom i sławili imię Pana. Polski współczesny męczennik nie dość, że miłosierdzia nie zna, to sam pcha się na krzyż, nawet gdy nikt go tam nie zaprasza. Roztrąci rzymskich legionistów i każe się natychmiast przybijać do desek, by móc wrzeszczeć, jak straszna niegodziwość się dokonuje. A potem jeszcze płacze i zawodzi, że gwoździe mu za głęboko w dłonie i stopy wbili, a podany mu na gąbce ocet był za kwaśny.

Golgota Bąkiewicza w Berlinie, gdzie został przez niemieckich oprawców powalony na ziemię i zakuty w kajdanki, urosła do nowej męki pańskiej. Bąkiewicz i jego piętnastu apostołów wybrali się do niemieckiej stolicy, żeby postawić krzyż w miejscu, gdzie powinien stać pomnik polskich ofiar hitleryzmu i odśpiewać tam „Rotę”. Ponieważ nie szło o to, żeby wszystko odbyło się legalnie, ale o to, żeby zostać umęczonym pod niemieckim Piłatem, przezornie nie wystarali się o zgodę na swój występ.

Najstraszliwszą bowiem klęską byłoby, gdyby pokrzyczeli o nazistowskich zbrodniach, postawili krzyż, złożyli kwiaty i na koniec nie dostali łomotu od Niemców. Po godzinie nikt by nie pamiętał, że Bąkiewicz z apostołami w ogóle byli w Berlinie i zawodzili „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”.

Będąc Niemcem, nie można bardziej napluć Polakowi w twarz, niż traktując go z sympatią i szacunkiem, a tym bardziej zgodnie z prawem. Najstraszliwszym upokorzeniem dla prawdziwego Polaka jest to, że go Niemcy nie biją. Ale jeśli go już biją, to zawsze okazuje się, że za mocno. Polak potrzebuje być bity, ale gdy jest bity też jest niezadowolony. Chce być skuty kajdankami przez Niemca, a na koniec potężnie spałowany, bo jak Polak nie jest pałowany przez wrogów ojczyzny, to mu poczucie polskości słabnie. Ale jak już zostanie obsłużony zgodnie ze swoimi preferencjami, to i tak jest rozczarowany. Doświadczyć dużej niemieckiej pałki i kajdanek to dla Polaka największa rozkosz, ale po tej rozkoszy trzeba się skarżyć, że za bardzo bolało.

Apostołowie Bąkiewicza, nie mogąc zostać umęczeni w ojczyźnie, gdzie represje rodzimych władz są niedostateczne i niespełniające ich potrzeb, całe szczęście spotkali się z okrucieństwem policji niemieckiej. Kamień spadł z serca Bąkiewicza, kamienie pospadały z serc polityków na Nowogrodzkiej i redaktorów Republiki, kręcących telewizyjne ewangelie męczeństwa Bąkiewicza.

Jako że Bąkiewicz żadnej książki nie napisał, a ja lubię podeprzeć się literaturą, to sięgnąłem po gorącą nowość autorstwa Wojciecha Polaka „Polski my naród”. W końcu tytuł dzieła pochodzi z „Roty”, którą Bąkiewicz z apostołami odśpiewywali w Berlinie. Jest to rzecz wydana w 2026 r., gdyby komuś się wydawało, że czyta przedwojenną książkę, powiedzmy legendarnego księdza Pirożyńskiego. Warto mieć to w pamięci, gdy sięgamy po to imponujące, bogato ilustrowane reprodukcjami makatek narodowych i obrazów batalistycznych dzieło Wojciecha Polaka.

Najpierw pomyślałem, że to książka prymasa Wojciecha Polaka, ale szybko okazało się, że prof. Wojciecha Polaka, byłego członka Narodowej Rady Rozwoju przy byłym prezydencie Andrzeju Dudzie oraz aktualnego członka kolegium IPN i zarazem niedawnego członka komitetu wsparcia Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich. W sumie niezaskakujące, że to Wojciech Polak z IPN, a nie Wojciech Polak z episkopatu, wszak prymas Polak zazwyczaj nie wypowiada się na palące problemy Polski. To bodaj jedyny Polak, który nie ma zdania w żadnej kwestii.

Otóż prof. Polak ubolewa, że Polakom brakuje dumy narodowej, szczególnie w obliczu zagrożenia ze strony Niemiec i genderyzmu. Odpowiedzią na germanizm, który chce nas skolonizować, i genderyzm, który nam niszczy tożsamość płciowo-narodową, mogą być wyłącznie patriotyzm i katolicyzm. Bąkiewicz spełnia w całości postulaty prof. Polaka. Trudno znaleźć kogoś, kto by tak bardzo mieścił się w modelu polskości prof. Polaka jak Bąkiewicz.

Profesor Polak pisze wyłącznie o zwycięstwach narodu polskiego, bo pod natchnionym piórem Polaka nawet najstraszliwsza klęska urasta do cudownego zwycięstwa. Tak jak ukrzyżowanie Bąkiewicza przez Niemców okazało się Bąkiewicza wielkim zwycięstwem. Chrystus przez swoją mękę na krzyżu zwyciężył w boju z szatanem i śmiercią, a Bąkiewicz poprzez swoje ukrzyżowanie zwyciężył w walce z germanizmem i genderyzmem.

Nie będziemy tu streszczać całej gawędy prof. Polaka o wielkich dokonaniach Polaków, ale powiedzmy tyle, że w jego dziele nawet klęski z rąk muzułmanów pod Legnicą w 1241 r. i pod Warną w 1444 r. urastają do niezwykłych zwycięstw. Miarą tych zwycięstw jest to, że zabitym w walce zarówno Henrykowi Pobożnemu, jak i Władysławowi Warneńczykowi średniowieczni islamiści obcięli głowy. Obcięcie Polakowi głowy przez innowiercę zawsze będzie polskim zwycięstwem, może nie militarnym, ale moralnym na pewno. Im więcej obciętych polskich głów, tym większa chwała narodu polskiego. Dobrze, że Bąkiewicz nie czytał książki Polaka, bo w swoim pragnieniu męczeństwa mógłby się za daleko zapędzić.

U prof. Polaka wątek cierpienia za wiarę i ojczyznę jest mocno wybity. „Obowiązkiem Polaka jest modlitwa za Polskę” — pisze Polak, no ale jak się modlić za Polskę, skoro wierzący Polacy są nawet w Polsce prześladowani? „Obecny rząd Donalda Tuska przypuścił gwałtowny atak na Kościół. Każdy chrześcijanin powinien być przygotowany na prześladowania”. To ostrzeżenie prof. Polaka — podpierającego się słowami św. Pawła o nieuchronności prześladowań — mogło dojść uszu Bąkiewicza. Jako jednak, że prześladowania polskich chrześcijan w Polsce idą jak po grudzie, a rząd Tuska nawet w tej kluczowej sprawie zawodzi, to polscy chrześcijanie muszą wyjeżdżać za granicę, by tam mogli być prześladowani. Przyznaję ze smutkiem, że spośród rozlicznych moich rozczarowań rządem Tuska wciąż niemogące rozpocząć się prześladowania chrześcijan bolą mnie najbardziej.

Nie będę też ukrywał, że jednak najsilniej podnieca mnie część dzieła prof. Polaka poświęcona wyjątkowości polskiej kuchni. To prawdziwy pean na cześć naszej tradycji, a szczególną estymą prof. Polak otacza ziemniaki. „Ziemniak to roślina z rodziny psiankowatych, spokrewniona z pomidorem, bakłażanem i papryką” — cieszy się Polak, bo ziemniak nie dość, że smaczny i zdrowy, to jest podstawą polskiej, patriotycznej kuchni. Owszem, Polacy jadają potrawy włoskie, greckie, hiszpańskie czy francuskie, ale całe szczęście „nie ma w tym jednak niczego niebezpiecznego dla naszej tożsamości, gdyż i tak koniec końców wracamy do pierogów, rosołu i schabowych” — uspokaja prof. Polak.

Gdybyż tylko Polacy zostali przy pierogach, rosole i schabowych, ale nie pchali się na krzyż, nawet gdy nikt ich ukrzyżować nie chce, bylibyśmy szczęśliwym narodem.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version