System emerytalny w Polsce zakłada, że mężczyzni mają prawo zakończyć aktywność zawodową w wieku 65 lat, a kobiety pięć lat wcześniej. Próba zmiany tego porządku rzeczy w 2012 roku zakończyła się dla rządu Donalda Tuska utratą władzy. Mocno zyskał PiS w 2017 roku, bo stary porządek przywrócił. A tak naprawdę to wszyscy na tym stracili.
W Unii Europejskiej już nie ma krajów, w których powszechny ustawowy wiek emerytalny dla kobiet jest niższy niż w Polsce. W wieku 57 lat na emeryturę przechodzą tylko Rosjanki, a wieku 58 lat – Białorusinki. Czy to jest standard, który należy naśladować, bo oba kraje bogacą się szybciej niż Polska? Wiadomo, że nie, a jednak podniesienie wieku emerytalnego Polek wciąż budzi duży sprzeciw, choć jest w ich interesie.
Dom, dzieci, starzy rodzice. Kobiety ogarniają więcej niż tylko etat
Niższy wiek emerytalny dla kobiet został w Polsce wprowadzony jeszcze w okresie PRL-u. Dokładnie w 1954 roku. Był to pomysł silnie powiązany z tradycyjnym podziałem ról w rodzinie. Zakładano wówczas, że kobieta wykonuje podwójny etat – pracując zawodowo, a także zajmując się domem i wychowywaniem dzieci.
To kobiety o wiele częściej biorą na siebie ciężar opieki nad dziećmi czy niesamodzielnymi członkami rodziny. Wcześniejsze przejście na emeryturę jest traktowane jako forma docenienia tej nieodpłatnej pracy. Ale czym się dla kobiet kończy?
Tak to już jest w nowym systemie emerytalnym, że krótszy czas pracy, a więc mniejszy kapitał emerytalny i pobieranie świadczeń z ZUS dłużej z uwagi na większą średnią długość życia kobiet, skutkuje tym, że emerytury kobiet są często o około 30 proc. niższe niż świadczenia mężczyzn. ZUS dzieli zgromadzony w czasie aktywności zawodowej kapitał na indywidualnym koncie przez ilość miesięcy życia, które statystycznie kobieta ma przed sobą. A ma ich więcej niż mężczyźni. To nie magia, tylko podstawowa matematyka.
Nie można zapomnieć o jeszcze jednym czynniku – luce płacowej, która ma się w Polsce świetnie. Kobiety systemowo zarabiają na tych samych stanowiskach mniej niż mężczyźni. Oficjalnie i statystycznie: 4 proc. mniej. Nieoficjalnie – nawet 7-8 proc. mniej miesiąć w miesiąc wpływa im całe zawodowe życie na konto. I w związku z tym również na konto w ZUS.
Dłuuuugie godziny w pracy. Wyższy wiek emerytalny budzi srogi sprzeciw
W Polsce pracuje na emeryturze obecnie 879,5 tys. emerytów, co stanowi zaledwie 13,7 proc. pełnej emeryckiej puli. Kobiety stanowią zdecydowaną większość tej grupy – 58,2 proc. Naprawdę nie ma przypadku w tym, że to kobiety częściej dorabiają do emerytury – bo muszą.
Ale i tu matematyka jest bezwzględna. Okazuje się, że kiedy porównać korzyści z dłuższej pracy czy z dorabiania na emeryturze, to pierwszy pomysł jest lepszy. Jak podał ZUS, opóźnienie decyzji o przejściu na emeryturę choćby o rok trwale (!) podnosi wysokość emerytury o około 8 proc. I ta kwota już z człowiekiem zostaje. To co można dorobić do świadczenia szybko za to zniknie z domowego budżetu, kiedy zdrowie już dorabiać nie pozwoli.
Eksperci i ekonomiści są zgodni – w pierwszej kolejności trzeba wiek emerytalny w Polsce wyrównać do 65 roku życia, a w kolejnym kroku – wszystkim podnieść. Taką konieczność rozumieją Duńczycy, Holendrzy, Niemcy, ale nie Polacy. I to nawet za cenę niższego świadczenia. Co jest powodem? Zmęczenie, zły stan zdrowia oraz przepracowanie. Bo nie zmienia się również to, że Polacy są w europejskiej czołówce narodów, które długo siedzą w pracy.
Średni tygodniowy czas pracy w Polsce wynosi 38 godzin. Na pełnym etacie – 40 godzin. Tymczasem średnia europejska to około 33-34 godziny tygodniowo. I to robi różnicę.














