Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
USA. Strzały na gali w Waszyngtonie. Biały Dom o budowie nowej sali balowej

USA. Strzały na gali w Waszyngtonie. Biały Dom o budowie nowej sali balowej

27 kwietnia, 2026
Paulina Hennig-Kloska odpowiada Polsce 2050. Wystosowała oficjalne pismo

Paulina Hennig-Kloska odpowiada Polsce 2050. Wystosowała oficjalne pismo

27 kwietnia, 2026
Roje szarańczy pustynnej pokonują nawet 200 km dziennie

Roje szarańczy pustynnej pokonują nawet 200 km dziennie

27 kwietnia, 2026
Ostatni wywiad Andrzeja Olechowskiego. Tak oceniał prezydenta i premiera – Wprost

Ostatni wywiad Andrzeja Olechowskiego. Tak oceniał prezydenta i premiera – Wprost

27 kwietnia, 2026
Popyt na oscypki jest, ale na Podhalu brakuje ludzi do pracy z owcami. Pensja dla juhasa – Biznes Wprost

Popyt na oscypki jest, ale na Podhalu brakuje ludzi do pracy z owcami. Pensja dla juhasa – Biznes Wprost

27 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • USA. Strzały na gali w Waszyngtonie. Biały Dom o budowie nowej sali balowej
  • Paulina Hennig-Kloska odpowiada Polsce 2050. Wystosowała oficjalne pismo
  • Roje szarańczy pustynnej pokonują nawet 200 km dziennie
  • Ostatni wywiad Andrzeja Olechowskiego. Tak oceniał prezydenta i premiera – Wprost
  • Popyt na oscypki jest, ale na Podhalu brakuje ludzi do pracy z owcami. Pensja dla juhasa – Biznes Wprost
  • Ta ryba chodzi po dnie i gdacze jak kura. Polacy ją ignorują
  • Mikołów. Skradzione auto stało na torach. Wjechał w nie pociąg
  • USA. Próba zamachu na Donalda Trumpa. 31-latek usłyszał zarzuty
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Wstyd, który paraliżuje Polaków. „Gdy Paulina widzi, jak ktoś mimo błędów swobodnie mówi po angielsku, czuje zazdrość”
Wstyd, który paraliżuje Polaków. „Gdy Paulina widzi, jak ktoś mimo błędów swobodnie mówi po angielsku, czuje zazdrość”
Aktualności

Wstyd, który paraliżuje Polaków. „Gdy Paulina widzi, jak ktoś mimo błędów swobodnie mówi po angielsku, czuje zazdrość”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości18 sierpnia, 2025

Paulina dostała propozycję poprowadzenia ważnej prelekcji po angielsku. Odmówiła – bała się, że jej akcent ją ośmieszy. Mariusz odrzucił jeszcze większą szansę – choć słyszał nie raz, że jego angielski jest ponad przeciętny. Strach przed mówieniem w obcych językach paraliżuje i dotyczy wielu Polaków.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Dziękujemy, że jesteś z nami!

Foto: Newsweek

Gula w gardle, spocone dłonie i płytki oddech. Mariusz nie potrafi zapanować nad reakcjami swojego ciała, gdy musi mówić po angielsku. To nic, że jest w czysto towarzyskiej sytuacji. Że po prostu wyszedł się pobawić na miasto i do jego grupy dołączyła para z Hiszpanii – znajomi jednego z kolegów.

Najchętniej stałby się niewidzialny. Ale nie może, więc wymienia podstawowe uprzejmości, by potem milczeć i znów stać się gadatliwym sobą, gdy tylko miła parka się ulotni. To scenariusz, który – w różnych odsłonach – przerabiał już setki razy.

– Wiem, że to brzmi irracjonalnie, ale panicznie się boję, że coś palnę i rozczaruję wszystkich dookoła – mówi. Od dwóch lat chodzi na lekcje z native speakerem i przy swoim nauczycielu już nie ma tremy. Słyszy, że świetnie mu idzie, że poziom jego języka jest ponadprzeciętny. Nie ma to jednak przełożenia na codzienne życie.

Życiowa szansa

Może nawet machnąłby na to ręką, gdyby chodziło tylko o drobne niezręczności. Ma jednak poczucie, że ten lęk pozbawił go życiowej szansy. Pracuje w międzynarodowej korporacji na menedżerskim stanowisku. Sprawdza się – ludzie go lubią, a do tego potrafi tak pokierować zespołem, że przynosi firmie zyski.

Jedna z filii korporacji mieści się w Australii. Trzy lata temu dostał propozycję – polecieć tam na rok, pomóc rozwinąć oddział, wdrożyć rozwiązania, które wprowadził w Polsce. – Od dziecka marzyłem, żeby zwiedzić ten kraj. Jako nastolatek obsesyjnie oglądałem serial „Szkoła złamanych serc”, który się tam rozgrywa, i wyobrażałem sobie, że któregoś dnia zobaczę Sydney – podkreśla.

Szef powiedział mu, że wylot jest za dwa miesiące, ale decyzję musi podjąć w ciągu tygodnia. Był wtedy singlem, bez dzieci, zwierząt czy innych zobowiązań. Wystarczyło się zgodzić, a kto wie, jak wyglądałoby teraz jego życie. Jednak Mariusz odmówił. Wcześniej, przez ten tydzień przed podjęciem decyzji, właściwie nie spał, a jeśli już się udało, to zaraz budził się spocony od koszmarów.

W głowie wyświetlały mu się czarne scenariusze: że po kilku dniach każą mu wracać, bo nie są go w stanie zrozumieć. I wyrzucą go z pracy, bo przecież deklarował, że zna język bardzo dobrze. Albo że ma wypadek i w szpitalu nie jest w stanie wytłumaczyć, co mu dolega. Na logikę wiedział, że nie byłoby tak źle. Ale emocje wzięły górę. Szef był zaskoczony jego decyzją. Dopytywał, czy Mariusz rozumie, że taka szansa może się nie powtórzyć. – Rozumiałem i to bolało najbardziej – wspomina.

Kontrowersyjne metody

Wtedy też poczuł, że musi coś z tym zrobić – by nie tracić takich okazji w przyszłości. Zaczął od lekcji, a niedawno do „zestawu ratunkowego” dołożył też terapię. Zrozumiał, że problem leży głębiej. I zidentyfikował dwie prawdopodobne przyczyny swojego lęku: lekcje angielskiego w gimnazjum i starszego brata.

– Nasza nauczycielka miała, mówiąc delikatnie, kontrowersyjne metody wpajania nam języka. I chyba nie muszę dodawać, że mało skuteczne – mówi Mariusz. Wspomina stawianie pod tablicą i przymus powtarzania jakiegoś słowa tyle razy, aż wymówi się je perfekcyjnie. Gdy komuś nie wychodziło, mógł usłyszeć, że jest debilem, nierobem, nic z niego nie będzie. Wszystko przy akompaniamencie śmiechów kolegów z klasy.

Kiedy dorósł i poszedł na studia, do grona jego językowych oprawców dołączył starszy brat. Gdy tylko znajdowali się w sytuacji, w której Mariusz musiał powiedzieć coś po angielsku, brat nie omieszkał tego później skomentować. Że składnia marna, że akcent słaby, że słownictwo ubogie. Wbijał szpile, wymawiając się troską. – W końcu dobitnie mu wyjaśniłem, że ma się odwalić. Posłuchał. Teraz tylko jeszcze ja się muszę odwalić od samego siebie – mówi Mariusz. I ma nadzieję, że mu się uda, zanim kolejna duża szansa przejdzie mu koło nosa.

Sprawa życia i śmierci

Chociaż znajomość języków obcych deklaruje znaczna część Polaków – według badania przeprowadzonego na zlecenie firmy Babbel przez SW Research twierdzi tak 8 na 10 Polaków – to jednocześnie 56 proc. z nich ma trudność z wypowiedzeniem się w takim języku. Uczuciem, które często utrudnia porozumiewanie się, jest wstyd przed mówieniem. W badaniu, które przeprowadził glottodydaktyk dr Tomasz Róg, aż 25 proc. osób wskazywało tę emocję jako główną przeszkodę w nauce języka obcego.

Do tego wiele osób mierzy się z czymś, co psychologowie nazywają foreign language anxiety (FLA). To uczucie niepokoju, nerwowości i obawy odczuwane podczas nauki lub używania obcego języka. – Taki lęk utrudnia realną ocenę swoich możliwości językowych. Może też prowadzić do nadawania zbyt dużego znaczenia temu, jak dobrze znamy jakiś język. W subiektywnym odbiorze staje się to czasem kwestią życia i śmierci – wyjaśnia psycholożka Katarzyna Wieloch.

Jednocześnie – paradoksalnie – duży poziom lęku może negatywnie odbijać się na funkcjach poznawczych, a więc utrudniać uczenie się lub ograniczać zdolności komunikacyjne. – Taki lęk często łączy się też z wysokim poziomem perfekcjonizmu, który z kolei wynika m.in. z presji, jakiej byliśmy poddawani w dzieciństwie – mówi Wieloch. Tłumaczy, że poza środkami doraźnymi – jak niwelowanie napięcia poprzez oddech czy ruch – warto pracować nad przyzwoleniem sobie na błędy i zaakceptowaniem, że są naturalną częścią życia.

Karygodne odstępstwo

Na to, jak podchodzimy do porozumiewania się w języku obcym, wpływa też środowisko, w jakim go przyswajamy. Według wykładowczyni Uniwersytetu SWPS i językoznawczyni Julii Jaworskiej problemem w Polsce jest lingwicyzm, a więc ocenianie czyjejś wartości i przypisywanie konkretnych cech na podstawie poziomu posługiwania się językiem.

– Jesteśmy silnie przywiązani do jednego standardu języka i traktujemy go jako jedyny poprawny. Nawet w ramach naszego kraju traktujemy gwary jako gorsze, błędne. Brakuje przyzwolenia na wielobarwność języka. I podobnie traktujemy też te zagraniczne. Trzymamy się jednego standardu, a wszystko inne jest widziane jako karygodne odstępstwo od normy. W innych krajach nie zaobserwowałam aż takiego nacisku na poprawność. Jest większa swoboda – wyjaśnia Jaworska.

To dbanie o poprawność dotyczy także akcentu. Gdy w grudniu 2019 r. Ipsos sprawdził w ośmiu krajach (Kanada, Francja, Niemcy, Włochy, Polska, Hiszpania, Wielka Brytania i USA), co powstrzymuje ludzi przed mówieniem w języku obcym, aż 46 proc. Polaków wskazało właśnie akcent. Pod tym względem znaleźliśmy się na pierwszym miejscu wśród obywateli badanych państw.

– W przypadku angielskiego wydaje się nam, że będziemy traktowani jak profesjonaliści, tylko jeśli będziemy mówić z brytyjskim czy amerykańskim akcentem. Widać to chociażby w tym, jak ostro zdarza się nam oceniać polityków. Nieważne, czy potrafią przekazać to, co mają do przekazania, istotniejsze zdaje się to, czy nie brzmią „zbyt polsko”. A przecież akcentów jest tyle, ile narodowości, i naprawdę mało kto oczekuje, że ludzie będą się wysławiać jak „od linijki” – podkreśla Julia Jaworska.

Językoznawczyni boleje nad takim podejściem, bo wie, że ogranicza ono zapał do nauki języków. A ich znajomość to nie tylko kwestia umiejętności porozumiewania się, ale też możliwość poznawania innych kultur – których niuanse często są osadzone w nieprzetłumaczalnych zwrotach.

Wymuszona anglicyzacja

Stres związany z posługiwaniem się językiem angielskim to też kwestia historyczna. Gdy na Zachodzie stał się już bardzo popularny jako sposób dogadywania się osób z różnych krajów, w Polsce mało kto znał angielski. Powszechne wprowadzanie go jako przedmiotu w szkołach publicznych zaczęło się dopiero w 1989 r.

W książce „Luka. Jak wstyd i lęk dziurawią nam język” Jagody Ratajczak czytamy, że nastąpiła masowa, a czasem też wymuszona anglicyzacja nauczycieli. Wielu nie miało odpowiedniego przygotowania ani umiejętności pedagogicznych, więc chociaż w teorii młodzież uczyła się angielskiego, to często w wersji wykoślawionej.

Zaczęły powstawać prywatne szkoły językowe, ale ze względu na koszty nauki były dostępne dla niewielu. Jak pisze Ratajczak „w 1992 r., w jednej z pierwszych powstałych w Polsce po zmianie ustrojowej szkół językowych, żorskiej Right Now, roczny kurs języka angielskiego kosztował 3 120 000 zł. Według danych z ZUS średnia roczna pensja wynosiła wtedy 35 220 000 zł; to zaś oznacza, że na ów roczny kurs w Right Now zainteresowani przeznaczali niemal 10 proc. rocznej pensji”.

Znajomość angielskiego nabrała więc cech klasowości – ci lepiej sytuowani znali język lepiej, mniej majętni posługiwali się prostszą wersją wyniesioną ze szkół publicznych.

Przełamać barierę

Po dziś dzień nauczanie szkolne pozostawia wiele do życzenia. Jak zauważa anglista i tłumacz Marcin Wąsiel, chodzi nie tyle o umiejętności samych nauczycieli, ile o to, jak skonstruowany jest sam system nauczania.

– Mamy podstawę programową, którą trzeba wcisnąć w 45-minutowe lekcje przy sali pełnej uczniów. Trudno wtedy o indywidualne podejście. Albo o ćwiczenie dialogów bądź wymowy – priorytetem są gramatyka, rozwiązywanie testów i czytanie – stwierdza Wąsiel.

Dodaje jednak, że chociaż wciąż skuteczniej można się nauczyć języka prywatnie i na własną rękę, to szanse osób gorzej sytuowanych w końcu zaczynają się wyrównywać. Szkół językowych jest na tyle dużo, że konkurują cenowo, a do tego mamy teraz dostęp do darmowych aplikacji czy tanich platform do nauki języków. Lekcje z native speakerami można odbyć już za kilkadziesiąt złotych.

Żeby przełamać barierę językową, Wąsiel poleca po prostu rozmawiać – najlepiej z kimś życzliwym, kto nie będzie nas strofował za każdy błąd, a delikatnie naprowadzał. Poczucie bezpieczeństwa w rozmowie jest kluczowe.

– A gdy zdarzy się nam zapomnieć słowa, zawsze możemy coś powiedzieć dookoła, obrócić w żart, wspólnie z rozmówcą poszukać odpowiedniego określenia. Czasem i rodzimy użytkownik języka zapomni jakichś zwrotów. Istotą jest to, żebyśmy się zrozumieli, poprawność wypowiedzi ma naprawdę drugorzędne znaczenie – podkreśla.

To nie koniec świata

Gdy Paulina obserwuje, jak ktoś bez wstydu, mimo złego akcentu i błędów, swobodnie mówi po angielsku, czuje ukłucie zazdrości. Gdy ma z kimś konwersować godzinę czy dwie na jakiś konkretny temat, też czuje się dość swobodnie. Problem pojawia się, gdy trafi się jakaś niezapowiedziana rozmowa. Albo konieczność występu przed szerszą publicznością.

Na poprzednim stanowisku – gdy pracowała jako digital learning specialist – została poproszona o wygłoszenie na konferencji prelekcji po angielsku. I chociaż była pewna swojej wiedzy w temacie, którego miało dotyczyć wystąpienie, to odmówiła. Przeraziła ją wizja mówienia w języku obcym i tego, że poziom jej umiejętności będzie oceniany przez kilkadziesiąt osób. Choć to sytuacja sprzed kilku lat, to wciąż ją wspomina.

Zdarzało się jej też odrzucać propozycje pracy, mimo że bez potknięć przechodziła kolejne etapy rekrutacji. Na drodze znów stawało wyobrażenie o niewystarczającym poziomie angielskiego. – Tu żal mam mniejszy, bo wychodzę z założenia, że jak nie ta praca, to inna. Z konferencjami jest jednak tak, że jak odmówisz jeden, drugi raz, to zaproszenia przestają spływać. A przecież sama chodziłam na takie imprezy, słyszałam, że ludzie mówią bardzo prostym językiem, wobec siebie miałam jednak oczekiwanie, że powinnam mówić równie płynnie jak po polsku – wzdycha.

Dziś stara się wychodzić poza strefę komfortu. Dużo dały jej lekcje z lektorką, z którą dyskutowały i o sprawach codziennych, i o kulturze czy polityce. Dzięki temu odczuwa teraz nieco mniejszy stres, kiedy znienacka musi się porozumieć po angielsku. Paulina podkreśla: – Uczę się też myślenia, że nawet jak coś pomylę, to nie będzie koniec świata, lecz lekcja.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
34

17.08.2025

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Roje szarańczy pustynnej pokonują nawet 200 km dziennie

Roje szarańczy pustynnej pokonują nawet 200 km dziennie

Zjawy płowe 
to nietoperze żyjące w Afryce

Zjawy płowe to nietoperze żyjące w Afryce

Te konie wykonywały ciężkie prace. Dziś pomagają chorym

Te konie wykonywały ciężkie prace. Dziś pomagają chorym

Żurawie stepowe zakładają gniazda na stepach Azji i Europy Wschodniej

Żurawie stepowe zakładają gniazda na stepach Azji i Europy Wschodniej

Kim: Politycy piszą teraz pełne uniesienia posty, a powinni się wstydzić. Bo to akt oskarżenia przeciwko nim

Kim: Politycy piszą teraz pełne uniesienia posty, a powinni się wstydzić. Bo to akt oskarżenia przeciwko nim

Podróż w poszukiwaniu sensu. Millennium Docs Against Gravity rusza już w maju!

Podróż w poszukiwaniu sensu. Millennium Docs Against Gravity rusza już w maju!

Kraby czerwone wędrują z lasu do Oceanu Indyjskiego, by złożyć jaja

Kraby czerwone wędrują z lasu do Oceanu Indyjskiego, by złożyć jaja

Ten żółw różni się od większości przedstawicieli swego gatunku. Chodzi o szyję

Ten żółw różni się od większości przedstawicieli swego gatunku. Chodzi o szyję

Nie tylko przystanki. Oto dziesięć polskich dworców, które zachwycają

Nie tylko przystanki. Oto dziesięć polskich dworców, które zachwycają

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Paulina Hennig-Kloska odpowiada Polsce 2050. Wystosowała oficjalne pismo

Paulina Hennig-Kloska odpowiada Polsce 2050. Wystosowała oficjalne pismo

27 kwietnia, 2026
Roje szarańczy pustynnej pokonują nawet 200 km dziennie

Roje szarańczy pustynnej pokonują nawet 200 km dziennie

27 kwietnia, 2026
Ostatni wywiad Andrzeja Olechowskiego. Tak oceniał prezydenta i premiera – Wprost

Ostatni wywiad Andrzeja Olechowskiego. Tak oceniał prezydenta i premiera – Wprost

27 kwietnia, 2026
Popyt na oscypki jest, ale na Podhalu brakuje ludzi do pracy z owcami. Pensja dla juhasa – Biznes Wprost

Popyt na oscypki jest, ale na Podhalu brakuje ludzi do pracy z owcami. Pensja dla juhasa – Biznes Wprost

27 kwietnia, 2026

Najnowsze Wiadomości

Ta ryba chodzi po dnie i gdacze jak kura. Polacy ją ignorują

Ta ryba chodzi po dnie i gdacze jak kura. Polacy ją ignorują

27 kwietnia, 2026
Mikołów. Skradzione auto stało na torach. Wjechał w nie pociąg

Mikołów. Skradzione auto stało na torach. Wjechał w nie pociąg

27 kwietnia, 2026
USA. Próba zamachu na Donalda Trumpa. 31-latek usłyszał zarzuty

USA. Próba zamachu na Donalda Trumpa. 31-latek usłyszał zarzuty

27 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.