Szefowa biura prasowego klubu PiS w Sejmie i kilka innych osób złożyło wypowiedzenia. Po rozłamie w samej partii dochodzi więc też do rozłamu na zapleczu PiS. Sejmowe biuro prasowe było instytucją ważną dla partii, to m.in. tutaj pisane były legendarne przekazy dnia PiS.
Podziały i sympatie w biurze prasowym PiS, a więc na zapleczu organizacyjnym partii, były podobne jak w całym ugrupowaniu Jarosława Kaczyńskiego. Jedni trzymali stronę Mateusza Morawieckiego. Inni — np. Oskar Szafarowicz — stronę Jacka Sasina. Po rozłamie w partii rozłam na zapleczu był więc możliwy, a nawet prawdopodobny. Teraz stał się faktem.
— Wszyscy sami złożyli rezygnacje — mówią nasze źródła.
Szefową biura prasowego była Edyta Kazikowska. Po rozłamie w Prawie i Sprawiedliwości to jej przypadł obowiązek usuwania z partyjnych grup polityków, którzy związali się ze stowarzyszeniem Rozwój Plus. Screeny z tej eliminacji polityków bliskich Morawieckiemu z grup na komunikatorach obiegły partię i media społecznościowe.
Biuro prasowe PiS w Sejmie, tak jak i pracownicy centrali na Nowogrodzkiej, pisali legendarne przekazy dnia PiS. Pokazywały one linię partii Jarosława Kaczyńskiego w najważniejszych sprawach.
W samym PiS słychać, że osoby, które odeszły z biura prasowego klubu parlamentarnego PiS, mogą rychło tworzyć biuro prasowe nowego klubu w Sejmie — Rozwoju Plus. — Ludzie Morawieckiego podbierają nam pracowników biura prasowego — mówi człowiek z PiS.
Inni rozmówcy twierdzą, że biuro prasowe PiS w Sejmie i tak czekały w najbliższej przyszłości duże zmiany. Partyjna centrala miała wątpliwości co do lojalności części pracowników, bo niektórych identyfikowano jako związanych z Morawieckim albo z Ryszardem Terleckim. Jak mówią nasi rozmówcy z PiS, na razie mało kto jeszcze wie, że biuro PiS w Sejmie się rozsypało. — Jak dotrze do posłów, to się odbije echem — słyszymy.
PiS traci finansowo na rozłamie. Milion złotych rocznie z Sejmu
Kluby parlamentarne mają z Kancelarii Sejmu pieniądze na zorganizowanie zaplecza. Z tytułu przynależności do klubu jest to prawie 2 tys. zł za jednego parlamentarzystę. Klub Rozwoju Plus liczy obecnie 40 posłów, a w klubie jest też paru senatorów. Z kolei w klubie PiS pozostało 147 posłów. Po rozłamie PiS straci około 1 mln zł rocznie z kasy Kancelarii Sejmu.
Zarządzenie marszałków Sejmu i Senatu stanowi, że klubom parlamentarnym należy się:
„a) 1925 zł miesięcznie na jednego posła — członka koła poselskiego albo parlamentarnego albo klubu poselskiego albo parlamentarnego liczącego do 50 osób,
b) 1 828 zł miesięcznie na jednego posła — członka klubu poselskiego albo parlamentarnego liczącego od 51 do 100 osób,
c) 1 733 zł miesięcznie na jednego posła — członka klubu poselskiego albo parlamentarnego liczącego powyżej 100 osób”.
Ale na tym nie koniec: „na doradztwo naukowe w formie ekspertyz i opinii organizowane przez biuro klubu poselskiego albo parlamentarnego, albo biuro koła poselskiego, albo parlamentarnego — 163 zł miesięcznie na jednego posła”. A więc klub PiS — liczący powyżej 100 posłów — dostaje za jedną osobę 1896 zł.
To pieniądze ważne w budżetach partii, choć klub wydaje je na swoje potrzeby. Dotychczas klub PiS otrzymywał miesięcznie 430 tys. zł (za 186 posłów). Gdy z klubu odejdzie ok. 40 osób, to partia Kaczyńskiego straci prawie 100 tys. zł miesięcznie, a rocznie to będzie ok. 1 mln zł. Dokładne kwoty będą wyliczać kancelarie Sejmu i Senatu.

