– Pracuję na Uniwersytecie Warszawskim od kilkunastu lat. Przez ten czas miałam studentów, którymi ktoś powinien się był zająć i im pomóc, ale to się nie wydarzało. A nas, wykładowców, nikt nie uczył, ani nie uczy, jak postępować z problematycznymi uczniami – mówi „Newsweekowi” wykładowczyni z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, do której na zajęcia uczęszczał zatrzymany w środę 22–latek.

Rozmawiamy z wykładowczynią studenta III roku prawa na Uniwersytecie Warszawskim, który w środę zaatakował siekierą 53-letnią pracowniczkę UW oraz próbującego bronić jej strażnika. Kobieta nie żyje, stan mężczyzny jest ciężki, ale stabilny.

Z ustaleń „Wyborczej” wynika, że zatrzymany Mieszko R. pochodzi z Gdyni, jest synem prawnika i nauczycielki akademickiej. Znajomi opisują go jako cichego i wycofanego, mówią, że należał do Młodzieży Wszechpolskiej, interesował się militariami, miał kolekcjonować broń.

W czwartek Mieszko R. dostał zarzuty zabójstwa 53-letniej kobiety ze szczególnym okrucieństwem, znieważenia jej zwłok oraz usiłowania zabójstwa 39-letniego pracownika straży uniwersyteckiej.

Wykładowczyni w obawie o konsekwencje w pracy poprosiła nas o zapewnienie jej anonimowości.

Wykładowczyni z Wydziału Prawa i Administracji UW: – Jestem jego wykładowczynią. U mnie na zajęciach niczym się nie wyróżniał, nie przeszkadzał, nie był agresywny, zachowywał się normalnie, był komunikatywny i spokojny. Ale gdyby nawet zachowywał się dziwnie, to i tak nikt by z tym nic nie zrobił. U nas na wydziale i tak nikt się takimi rzeczami nie przejmuje.

– Pracuję na Uniwersytecie Warszawskim od kilkunastu lat. Przez ten czas miałam studentów, którymi ktoś powinien się był zająć i im pomóc, ale to się nie wydarzało.

A nas, wykładowców, nikt nie uczył, ani nie uczy, jak postępować z problematycznymi osobami, ani jak reagować w trudnych sytuacjach.

– Dobrowolne. Na ogół gubią w się w mnogości ogłoszeń o szkoleniach z pozyskiwania grantów, emisji głosu, obsługi tablic multimedialnych itd. Przychodzi jeden mail z listą ponad 20 różnych szkoleń. Poza tym szkolenia odbywają się w godzinach pracy. Najbliższe szkolenie z sytuacji trudnych ze studentami miało się odbyć stacjonarnie 22 maja i trwać 6 godzin (9–15). Nikt nie może sobie pozwolić na coś takiego, prowadząc zajęcia w tym samym czasie.

– W toku studiów doktoranckich ani przy zatrudnieniu – nie. Nie wiemy też, komu zgłaszać dziwne zachowania albo po prostu problemy ze studentami.

Nie wiemy nawet tego, jak rozliczać nieobecności i jak traktować usprawiedliwienia. Jesteśmy zostawieni samym sobie. Bardzo trudno jest zrobić postępowanie dyscyplinarne studentowi, z przekazów medialnych wiemy o tym dobrze. Często odpuszczamy taką walkę. A pomysł na studentów trudnych, problematycznych, jest taki, żeby ich po prostu przepuszczać.

– Szczerze? Nawet nie wiem, do kogo miałabym się zwrócić. Mogłabym pójść do ochrony, ale nasi ochroniarze to bardziej portierzy. Nie ma żadnych procedur, co robić w takim momencie. O nasze bezpieczeństwo nikt nie dba.

Nie wiemy, jak się zachowywać w kontakcie z osobami atypowymi. Nikt mi nie powiedział, co mam zrobić, kiedy widzę przed egzaminem studenta uderzającego głową o podręcznik, który ma tiki, który się trzęsie prawdopodobnie ze stresu. Albo ze studentem, który zaczyna płakać, kiedy dostanie niedostateczny.

– Nie wpuszczam studentów na egzamin ustny pojedynczo, zawsze musi być więcej osób w sali. Kiedy docieram na uczelnię albo ją opuszczam, zawsze piszę o tym mężowi. Staram się nie zostawać do późna na kampusie.

– Tak. Nieraz zdarzało się, że po egzaminie student agresywnie negocjował ocenę i nie chciał wyjść z sali. Czuję się też tak zawsze, kiedy czytam wnioski o egzamin komisyjny, gdzie często różne sytuacje opisywane są w sposób skrajnie niezgodny z rzeczywistością. Skoro ktoś pisze takie rzeczy pod nazwiskiem, nie wiadomo, jak może się zachować później.

– Bardzo specyficznym. Studia bywają stresujące, młodzi ludzie uczą się w przeświadczeniu, że od trzeciego roku powinni pracować w kancelarii, bo inaczej nigdzie się nie załapią, choć to nieprawda. Napędzanie się na pracę w zawodzie jest bardzo duże.

Na wydziale panuje chaos, co roku brakuje miejsc na zajęciach w grupach lub na egzaminach, jakby nikt nie umiał policzyć, ile właściwie osób tutaj studiuje. Muszę jednak zaznaczyć, że niedawno doszło do zmian dziekańskich i już widać starania o poprawę poziomu tego, co my jako uczelnia możemy tej młodzieży dać. Mam nadzieję, że szybko to odczujemy.

– Udzielić studentom i wykładowcom pomocy psychologicznej, co akurat teraz się już dzieje. Wypracować procedury, żebyśmy wiedzieli, co mamy zrobić w wypadku dziwnej albo niebezpiecznej sytuacji. Wprowadzić obowiązkowe szkolenia z pracy z osobami z zaburzeniami i w spektrum autyzmu. Dziś nie wiemy, co mamy robić, a jak coś nawet zrobić chcemy, to boimy się, że zostaniemy oskarżeni o mobbing, dręczenie studentów lub bycie problematycznym pracownikiem.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version