Aby otworzyć nowy kierunek, nie trzeba było dużo, wystarczyło 50 tys. zł i dobra kolacja. Afera Collegium Humanum była wstrząsem, ale niczego nie zmieniła. Będą skandale na kolejnych patouczelniach.

Prokuratura, która prowadzi śledztwo w sprawie afery Collegium Humanum, ustaliła, że kilka wyższych uczelni z Warszawy dawało łapówki za możliwość otworzenia nowych kierunków studiów. Jak wynika z akt sprawy, by otworzyć nowy kierunek, wystarczyło 50 tys. zł, a łapówki przyjmował ówczesny dyrektor biura Polskiej Komisji Akredytacyjnej Artur G. Wraz z nieżyjącym już księdzem zrobili z tego niezwykle dochodowy, choć nielegalny interes.

Afera Collegium Humanum była wstrząsem, ale niczego nie zmieniła. Piszę o niej już cztery lata i bardzo szybko stało się dla mnie jasne, że nie jest to jedyna prywatna uczelnia, na której dochodzi do patologii. Podobnych fabryk dyplomów jest w Polsce więcej. I wciąż kształcą tysiące studentów mniej lub bardziej świadomych, że płacą za edukacyjną fikcję.

Wszędzie działa podobny mechanizm: minimalizacja kosztów kształcenia przy maksymalizacji zysków. Czyli model stricte biznesowy, który zakłada całkowity brak odpowiedzialności za rezultaty nauczania na poziomie, przypomnijmy, wyższym. I absolutny brak misyjnego myślenia o szkolnictwie wyższym. Patologiczne uczelnie myślą bowiem tak: nie obchodzi nas, jak będą przygotowani absolwenci studiów, których wypuścimy na rynek. Nie będą przygotowani? To już nie nasz problem, niech się martwią oni sami i ci, którzy ich zatrudnią.

Od początku pisałam też, że Collegium Humanum to wierzchołek góry lodowej, będą inne afery. I rzeczywiście, co jakiś czas słyszymy o kolejnej uczelni, która właśnie trafiła na celownik prokuratury. A dzieje się tak, bo korupcja dotknęła kluczową dla jakości polskiej nauki instytucję — Polską Komisję Akredytacyjną (PKA), która zajmuje się opiniowaniem w sprawie wpisu uczelni niepublicznej do ewidencji, wydaje opinię, czy spełnione zostały warunki prowadzenia studiów na określonym kierunku, poziomie i profilu, a także przeprowadza ocenę programową i kompleksową. PKA może zwracać się do uczelni o wyjaśnienia i informacje oraz przeprowadzać wizytacje. Jej opinia nie jest dla ministra nauki i szkolnictwa wyższego wiążąca, ale w praktyce decyduje o tym, czy uczelnia może otworzyć nowy kierunek, czy nie.

To właśnie dlatego były dyrektor biura PKA Artur G. mógł żądać gigantycznych łapówek. Według prokuratury niektóre uczelnie płaciły mu po kilkaset tysięcy złotych za przychylne decyzje.

Pytanie, czy teraz Polska Komisja Akredytacyjna działa już, jak należy. Jej obecny przewodniczący dr hab. Janusz Uriasz zapewnił dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, że „zgodnie z aktualnymi informacjami posiadanymi przez PKA w obecnym składzie Polskiej Komisji Akredytacyjnej nie ma członków, którym postawiono zarzuty prokuratorskie”.

Szczerze mówiąc, wcale mnie to oświadczenie nie uspokaja. Wolałabym usłyszeć, że w ostatnich latach zrobiono przegląd kadr i wszystkich procedur, jakie stosuje PKA. Bo tylko wtedy mielibyśmy pewność, że Polska Komisja Akredytacyjna działa, jak należy. I że jej decyzje są uczciwe nie tylko dlatego, że pracownicy nie domagają się od nikogo łapówek, ale również dlatego, że struktura i sposób działania PKA są tak przejrzyste, że nie ma tam miejsca na żadne nieprawidłowości. Ani na wydawanie pozytywnej decyzji po wspólnej kolacji wizytatorów z władzami uczelni, ani na przymykanie oczu na rażące niedociągnięcia na ocenianych kierunkach. Bo właśnie takie sytuacje zostały opisane w prokuratorskich aktach.

Chciałabym też wiedzieć, co zrobiono, kiedy już wiadomo było, że jednym z głównych oskarżonych w aferze Collegium Humanum jest wysoki rangą urzędnik biura PKA. Jakie wyciągnięto wnioski? Jakie zabezpieczenia wprowadzono, żeby mieć pewność, że już nigdy Polska Komisja Akredytacyjna nie będzie się kojarzyć z przekupstwem i wymuszaniem łapówek?

Dopiero wtedy mielibyśmy pewność, że podobny skandal w polskim szkolnictwie wyższym już się nie powtórzy, nie będzie zatrzymań rektorów ani urzędników PKA, nie będzie zarzutów i aktów oskarżenia. Na razie możemy być pewni tylko jednego: za jakiś czas wybuchnie afera na kolejnej patouczelni.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version