— Stanęli murem za swoim kumplem — pan Eichelberger, pan Santorski, pan Czapiński. I może to jest też powód, dlaczego ofiary Andrzeja Samsona zostały pozostawione same sobie — zastanawia się w „Rachunku sumienia” Tomasz Sekielski. Gościem podcastu jest Błażej Kmieciak, pełnomocnik Rzecznika Praw Obywatelskich do spraw Ochrony Zdrowia Psychicznego.
Minęło 20 lat, odkąd opinia publiczna dowiedziała się, że słynny psychoterapeuta Andrzej Samson, który miał leczyć dzieci z autyzmu, był pedofilem. — Co się przez te 20 lat działo i dzieje z tymi dziećmi, które teraz są już dorosłe? Czy państwo się nimi zaopiekowało? — pyta Magdalena Rigamonti.
— Skala traumy, skala zniszczenia, jakie czyni wykorzystanie seksualne, jest nie do ogarnięcia. To jest coś, co dla mnie pozostaje nie tyle znakiem zapytania, co znakiem zapytania z wykrzyknikiem — mówi Błażej Kmieciak, pełnomocnik Rzecznika Praw Obywatelskich do spraw Ochrony Zdrowia Psychicznego. — Według tego, o czym mówiły głównie mamy dzieci, które były rozpoznane na zdjęciach psychologa Andrzeja Samsona, tymi dziećmi nikt nie zajął się w toku postępowania sądowego. I to jest dla mnie przerażające.
Kmieciak dodaje, że opis tych wydarzeń w książce Edyty Krześniak „Psycholog. Sprawa Andrzeja Samsona” jest piorunująco bolesny. — Mnie trudno jest przez usta wypowiedzieć pewne słowa, które, jak wskazuje na to materiał dowodowy, że mężczyzna ten czynił dzieciom. Dzieciom, które doświadczały szeroko rozumianej niepełnosprawności.
Tomasz Sekielski przypomina konferencję prasową, na której inni znani psycholodzy bronili Samsona. — Stanęli murem za swoim kumplem — pan [Wojciech] Eichelberger, pan [Jacek] Santorski, pan Janusz [Czapiński]. I może to jest też powód, dlaczego ofiary zostały pozostawione same sobie. Bo środowisko, a przynajmniej postaci znaczące dla tego środowiska psychoterapeutów, stanęły po stronie przestępcy, stanęły po stronie drapieżcy, stanęły po stronie zwyrodnialca, który krzywdził dzieci. I już nikt się niespecjalnie zajmował ofiarami, bo dla części być może było jasne, że właściwie się nic nie wydarzyło? — zastanawia się Sekielski.
Kmieciak odpowiada, że tamta konferencja prasowa była czymś, co dzisiaj nazwalibyśmy wtórną wiktymizacją. — Była tak naprawdę umniejszeniem postaci osób skrzywdzonych. Jest zdanie, które pada dwukrotnie albo trzykrotnie w książce Krześniak. Z tego, co pamiętam, jest ono wypowiedziane przez pana prof. Czapińskiego: „Pokażcie mi ofiarę, wtedy będę współczuł”.
Hiperinteligentny, manipulujący sprawca
Kmieciak przypomina, że Samson nie był naukowcem. — To nie była osoba, która publikowała artykuły w czasopismach naukowych o wysokiej cytowalności, tylko był to człowiek, który został wykreowany przez ówczesne media jako ekspert. Ekspert znany z tego, że jest inny, chwilami bezczelny, że nie wchodzi w pewnego rodzaju układy i relacje. Że jest nieprzewidywalny.
Gość „Rachunku sumienia” opisuje Samsona jako hiperinteligentnego, manipulującego sprawcę. — [To był] człowiek, który był w stanie powiedzieć, że to nie jest mikrofon, tylko jest to np. szabla. I ten człowiek posiada takie umiejętności, żeby powiedzieć, że krzywdząc, wykorzystując seksualnie dzieci, robiąc im zdjęcia, kiedy płaczą, to on tak naprawdę stosuje psychoterapię spektrum autyzmu.
Rigamonti zastanawia się, czy Państwowa Komisja ds. Pedofilii nie powinna wszcząć postępowania w sprawie Samsona. — Wziąć akta sądowe, sprawdzić, z kim współpracował pan Andrzej Samson? Przesłuchać pana Eichelbergera, pana Czapińskiego, pana Santorskiego i innych ludzi, którzy wtedy stawali w jego obronie?
Kmiecik był jednym z twórców tej komisji. — To jest wątek badawczy, tak bym powiedział, co najmniej do przeanalizowania. Państwowa Komisja jest tym organem, który posiada uprawnienia ustawowe, edukacyjne, prewencyjne, żeby tak, jak pani redaktor Krześniak, wniknąć po prostu w akta i to jest jak najbardziej możliwe.
Sekielski wskazuje, że z książki Krześniak jasno wynika, iż śledczy w ogóle nie poszli tropem skrzynek mailowych i innych osób, z którymi korespondował Samson, wymieniając się ostrą dziecięcą pornografią. Chodzi tutaj również o powiązania Samsona z szajką z Dworca Centralnego, czyli siatką pedofilską, która szukała dzieci na warszawskim dworcu, z którego je wywoziła i gwałciła. — Może jednak trzeba wszcząć nie tylko prace badawcze, ale regularne postępowanie przed komisją, aby uzupełnić wiedzę, o którą nie postarała się prokuratura w czasie, kiedy oskarżała pana Samsona? — pyta Sekielski.
Dziennikarz przypomina też sprawę opisaną w ubiegłym roku m.in. przez dziennikarzy WP. Chodzi o profesora Janusza Heitzmana, jednego z najsłynniejszych polskich psychiatrów, członka komisji kodyfikacyjnej Ministerstwa Sprawiedliwości, prezesa Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Heitzman opiniował w najgłośniejszych sprawach kryminalnych w Polsce w tym sprawę zabójstwa Pawła Adamowicza. — Dziennikarze opisali, że Heitzman miał wykorzystywać seksualnie pacjentów, że w Towarzystwie Psychiatrycznym mówiono o tym już bardzo długo i wszyscy udawali, że nie ma problemu — mówi Sekielski.
— Znowu mówimy o sytuacji guru. Zadziałały tutaj być może podobne mechanizmy. Ja nie skazuję pana profesora, nie znam akt sprawy, mówię o zarzutach — odpowiada Kmieciak.
Czym jest „Rachunek sumienia”?
Kościół. Dla jednych skompromitowana instytucja cynicznie wykorzystująca religię jako narzędzie do zarabiania pieniędzy. Dla drugich opoka oraz źródło wszelkiego dobra i miłości. „Rachunek sumienia” to nie jest podcast tylko o Kościele. To podcast o ludziach, na których kariery, a czasem i na całe życie, wpływ miała (lub nadal ma) instytucja, jaką jest Kościół katolicki. Jeśli nie macie w sobie uczuć religijnych, koniecznie posłuchajcie. Jeśli je w sobie macie — posłuchajcie tym bardziej.





