Agnieszka Osiecka miała nadzieję, że cechująca ją nietypowość wynika z nieskrępowanej wyobraźni i z czasem przełoży się na oryginalność w myśleniu oraz kreatywność w pracy zawodowej. Sądziła, że odziedziczyła tę dziwaczność i ekstrawagancję po ojcu. W rzeczywistości było jednak inaczej.

Zakochane w Marku [Hłasko -red.] tuzy polskiej literatury oraz krytyki literackiej polecają go w środowisku, forsują publikację jego opowiadań, załatwiają stypendia. Wykorzystują swoją pozycję, kontakty i wpływy. Męscy adoratorzy (podobnie jak zakochane kobiety) rywalizują o względy początkującego pisarza. A on chętnie to wykorzystuje. Być może dowartościowuje go to, że budzi pożądanie nie tylko wśród kobiet. Do dziś wśród biografów Hłaski trwają spory, czy pisarz był biseksualny, czy miał skłonności homoseksualne, które wypierał, czy sypiał z wpływowymi literatami, bo te znajomości ułatwiały mu życie albo czy po prostu ich zwodził.

Jak zauważa Wojciech Kałużyński: „[…] miał w jakiś sposób rozdwojoną naturę, z mężczyznami być nie chciał, a z jedną kobietą dłużej nie mógł”. Zygmunt Hertz, którego Hłasko pozna w paryskiej „Kulturze”: „nie miał wielkiej skłonności do kobiet, stąd jego powodzenie, przez obojętność. Miał homoseksualny podkład i starannie to ukrywał, był w nieustannym wewnętrznym konflikcie”

Karolina Felberg w książce „Osiecka. Rodzi się ptak” pisze, że Agnieszka i Marek byli razem, mimo że rzadko ze sobą sypiali, bo „łączyły ich – wstydliwe w tamtych czasach – kompleksy i nienormatywności. […] Osiecka orientowała się w sekrecie Hłaski. Hłasko znał tajemnicę Osieckiej. Pisarze wzajemnie więc sobie gwarantowali bezpieczeństwo, komfort oraz… alibi”.

Felberg dowodzi, że od młodzieńczych lat Agnieszka nie kwestionowała heteronormy, choć przeczuwała, że się w niej nie mieści. „Zakładała jednak, że jej uwielbienie dla niektórych koleżanek wymykało się normie kulturowej i mogło uchodzić za niestosowne. Dlatego się krygowała. Nawoływała samą siebie do umiarkowania w kontaktach z interesującymi ją dziewczynami”.

Z całą pewnością młoda Osiecka bała się odrzucenia przez otoczenie. I nie rozumiała rodzących się w niej głodów. Twierdziła, że prędzej zrozumie trygonometrię niż samą siebie. Jak przekonuje badaczka: „Obawiała się, że jej osobista skłonność do filozofowania, a więc i przekraczania społecznych tabu, a także błąkania się po opłotkach tego, co można publicznie zakomunikować, czynią z niej osobę nieadekwatną – nieznośną, nienormalną, niemożliwą do przyjęcia. […] Nienormatywność zaś – zarówno seksualna, tożsamościowa, kulturowa, jak i biologiczna czy społeczna – jest naturalna”. Felberg dokładnie przestudiowała młodzieńcze dzienniki Osieckiej, w których ta wciąż samą siebie analizowała. Zauważa: „Jej wczesne zapiski są narzędziem, medium oraz symptomem tej sytuacji – śladem dogłębnej autoanalizy, wyrazem nienormatywnego »ja«, które poszukiwało własnych nisz i azylów. Jeśli przekraczało w tym celu »normę« – czuło się nieadekwatnie, jeśli próbowało się w niej umościć – odbijało się od zbyt sztywnych społeczno-kulturowych ram. Tak źle i tak niedobrze. Z jednej strony Osiecka zazdrościła więc koleżankom poczucia sensu, spójności i akuratności w kwestiach, które wywoływały w niej tak ogromny dyskomfort. Z drugiej zaś ceniła powierzchowność i banalność osób idealnie wpisujących się w »normę«. Miała nadzieję, że cechująca ją nietypowość wynika z nieskrępowanej wyobraźni i z czasem przełoży się na oryginalność w myśleniu oraz kreatywność w pracy zawodowej. Sądziła, że odziedziczyła tę dziwaczność i ekstrawagancję po ojcu. W rzeczywistości było jednak inaczej.

Jej stale domagająca się wyrazu nienormatywność ujawniała te same pęknięcia, które po drugiej wojnie światowej myśliciele diagnozowali na pozornie dość jeszcze jednolitym naskórku rzeczywistości”. Czternastoletnia Agnieszka, będąc w Karpaczu, tęskni za Ewunią, dla której skłonna byłaby wcielić się w chłopca: „Strasznie chciałabym móc jej zastąpić takiego Reta [!], chociaż sama takiego (mniej więcej) kogoś chcę i potrzebuję. Dla Ewuni bardzo chciałabym być chłopcem – nie taką lebiegą jak Ludwik, ale takim »przyszłym Retem«. Nie mogłabym Jej chyba więcej kochać, niż Ją kocham, ale kochałabym inaczej, mogłabym Jej to okazać i byłabym Jej potrzebna”. Pierwsze związki z chłopakami wyrabiają w Agnieszce przekonanie, że seks to „haracz za uciechy natury towarzysko-intelektualnej”, cena, którą trzeba płacić za możliwość lepszego poznania drugiego człowieka. Felberg zastanawia się nad tym, czy Osiecka aby nie była osobą aseksualną, która uważa, że trzeba się zmuszać do sypiania z innymi, bo świat tak funkcjonuje. Przytacza zapiski dziewczyny, które mogą świadczyć o jej aseksualizmie. Wyznaje w nich, że odczuwa przyjemność pocałunku, ale każde „dalej” powoduje u niej nagłe ochłodzenie i niechęć. „Najgorsze są chwile pieszczoty. Czasami oddaję się im machinalnie – gram, czasem robię to z przyzwyczajenia, czasem ulegam dawnej tkliwości (namiętności – nigdy), czasem odczuwam wstręt, nudę i gryzącą autoironię. To bywa straszne”.

Felberg zwraca uwagę na złożoną naturę ludzkich uczuć i to, że młoda Osiecka dostrzega oficjalne modele dyskryminujące związki inne niż monogamiczny związek kobiety i mężczyzny. Cytuje Angelę Chen, autorkę książki „Asy. Czego może nas nauczyć aseksualność”: „Zdarza się, że obdarzamy innych ludzi silnymi uczuciami, których nie da się łatwo zaszufladkować, albo zakochujemy się bez pociągu seksualnego. Jednowymiarowe narracje – o tym, że miłość równa się seks albo że można ją odczuwać tylko w relacji romantycznej, o konieczności potwierdzania własnej wartości przez miłość do innych albo o przyjaźni jako więzi pośledniejszej niż nie do końca zdefiniowana miłość romantyczna – odwracają naszą uwagę. Mają poważne konsekwencje i niezaprzeczalne negatywne skutki”. To interesujący trop. Przypominający, że pozory mylą. Kogoś, kto uchodzi za osobę wyzwoloną i nieprzejmującą się konwenansami, mogą pętać wewnętrzne blokady, o których inni nie mają pojęcia. Biografka zastanawia się, co wybierałaby Osiecka, jaki ciężar by z siebie zrzuciła, gdyby nie bała się, że wiedza o jej nienormatywnościach spowoduje brak akceptacji otoczenia. Trzeba jednak pamiętać, że Agnieszka pisze o swojej niechęci do seksu, gdy nie ma jeszcze nawet dwudziestu lat. A seksualność zmienia się z czasem.

W wakacje 1955 i 1956 roku Osiecka wybiera się ze swoją przyjaciółką Hanią Żurek na Mazury (jej zdjęcie w książce „Na początku był negatyw” wiele lat później podpisze: „Hanka Żurek – moja pierwsza kobieta”). Pływają kajakami. Agnieszka twierdzi, że mogłaby „całe życie przeflirtować z piętnastoma chłopakami naraz”, wracając z każdej randki z radością do mieszkania, w którym czekałaby na nią Hanka. Choć w tym czasie o jej względy zabiegają różni chłopcy, Osiecka wyznaje: „z każdego potrafiłabym zrezygnować – a nawet każdego skrzywdzić – dla… Hanki, każdy mógłby mnie »rzucić« i odsapnęłabym z nutką zadowolenia”. Być może po wyjeździe z Hanką rozmawia o swoich odczuciach z Grzegorzem Lasotą (tym, który poznał ją z Dąbrowskim), bowiem on zaczyna ją postrzegać jako osobę, która wstydzi się swojego biseksualizmu. Po latach przypomina sobie, że Frykowski skarżył się, że ona nie chce z nim sypiać. Lasota pytany przez Karolinę Felberg o liczne zawody Osieckiej w życiu osobistym, mówi, że „[…] kluczem są jej lesbijskie skłonności, których ona nigdy nie wyrażała”. Wspomina o tym, że kochała się w Barbarze Kwiatkowskiej­‑Lass. „Agnieszka czuła do niej platoniczną miłość o charakterze homoseksualnym. Była ukrytą lesbijką i to jest istotny klucz do zrozumienia jej zagubienia pośród mężczyzn. Każdy jej mężczyzna był zupełnie inny – to nie miało większego sensu”.

Przekonuje, że wstydziła się biseksualizmu. „Zresztą biseksualizm charakteryzował zarówno ją, jak i Witka Dąbrowskiego”. Dopytywany, czy dla każdego z nich to był temat tabu, potwierdza: „Oczywiście. Ja ją o to podejrzewałem. Rakowski powiedział mi kiedyś, że też tak uważa”. Powiedział tak, choć… sam przez chwilę z nią romansował. Na wielu polach Agnieszka Osiecka pozostaje zagadką. W 1974 roku w liście do swojego przyjaciela Janusza Minkiewicza pisze, że gdy myśli o swoich romansach, to czasem jej strasznie siebie żal. Bo w nich było tyle sztuczności… Narzeka na okropną jamę pomiędzy tym, co sprawia radość, a tym, co trzeba robić, by być akceptowanym. Żałuje, że wtedy nie było mody na psychoanalizę, ale nie wiadomo, czy by się jej chętnie poddała. Korzenie jej twórczości są przecież w jej emocjonalnym splątaniu. Są naukowcy, którzy twierdzą, że biseksualizm jest wpisany w ludzką naturę. Ale na nasze wybory wpływa to, jak jesteśmy formowani od najmłodszych lat przez otoczenie, oraz zrządzenia losu, na jakie napotykamy w dorosłości. Burzliwe życie uczuciowe Osieckiej przypadło na lata PRL-u, gdy z powodu orientacji seksualnej ludzie bywali prześladowani. Lęki związane z potencjalnym napiętnowaniem i szykanowaniem mogłyby więc być zasadne.

Trudno jednak uwierzyć, że Osiecka wchodziłaby w liczne relacje z mężczyznami, szukając tej najlepszej dla siebie, a pod koniec życia czekając na Zbyszka, który zdecydował się ją zostawić, gdyby tego nie potrzebowała. Gdyby tych mężczyzn nie pragnęła, nie pożądała, co by ją zmusiło do obcowania z nimi? Czy osoba mająca tak wielką potrzebę wolności wypierałaby przez całe życie marzenie o byciu z kobietami, lękając się, że spełnienie go zagrozi jej pozycji zawodowej?

Fragment książki „Mężczyźni Osieckiej” Joanny Podsadeckiej wydanej nakładem Wydawnictwa Mando.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version