W 1999 roku w ramach reformy ministra Mirosława Handkego w polskim szkolnictwie wprowadzono trzyletnie gimnazja. Celem było m.in. wydłużenie obowiązkowego okresu kształcenia ogólnego, wyrównanie szans edukacyjnych uczniów oraz poprawa jakości nauczania.
Program nauczania w gimnazjach miał kłaść nacisk na umiejętności niezbędne w dorosłym życiu, takie jak sprawne komunikowanie się, praca w grupie, rozwiązywanie problemów oraz krytyczne myślenie.
Gimnazja funkcjonowały mniej niż 20 lat. W 2016 roku ogłoszono ich likwidację. Według inicjatorów tej zmiany trzyetapowy system edukacyjny jest sztucznie podzielony i niekorzystny dla rozwoju dzieci.
Reforma Anny Zalewskiej, ówczesnej minister edukacji, przywróciła ośmioklasową szkołę podstawową i czteroletnie liceum. Kilka lat później Najwyższa Izba Kontroli oceniła, że wprowadzone w niecałe dziewięć miesięcy zmiany w systemie oświaty zostały nierzetelnie przygotowane i wdrożone.
Likwidacja gimnazjów. Ekspert ocenia po latach
O to, jak po latach ocenia likwidację gimnazjów zapytaliśmy prof. Macieja Jakubowskiego, dyrektor Instytutu Badań Edukacyjnych – Państwowego Instytutu Badawczego.
– Zlikwidowanie gimnazjów było niepotrzebnym zamieszaniem – mówi krótko.
– Patrząc na dane, wiemy, że gimnazja były dobrymi szkołami. Zaryzykowałbym twierdzenie, że to był najmocniejszy element polskiego systemu edukacji.
– Przy likwidacji gimnazjów środowisko eksperckie i badawcze protestowało, bo dane czarno na białym wskazywały, że ta zmiana jest bez sensu – dodaje.
W ocenie Jakubowskiego likwidacja gimnazjów i przywrócenie ośmioklasowych szkół podstawowych odwróciły pozytywne trendy, które widać było w wynikach nauczania.
Wskazuje na badanie PISA – jedno z największych na świecie badań umiejętności uczniów. Sprawdza ono umiejętności 15-latków.
– Wyniki polskich 15-latków szły w górę od powstania gimnazjów. To były rzeczywiste efekty. We wszystkich podstawowych przedmiotach – czyli w czytaniu, matematyce i naukach przyrodniczych wyniki były wyższe. Ponadto efekty były wyrównane – zarówno chłopcy, jak i dziewczęta, a także słabsi i lepsi uczniowie mieli lepsze wyniki, kiedy uczęszczali do gimnazjów – mówi Jakubowski.
Ostatnie badanie PISA z udziałem polskich gimnazjalistów odbyło się w 2018 roku. Kolejne, przeprowadzone w 2022 roku, czyli po likwidacji gimnazjów, wykazało spadek wyników.
W 2018 r. średni wynik polskich uczniów w zakresie rozumienia czytanego tekstu wyniósł 512. W 2022 r. – 489 punktów.
Wynik z zakresu umiejętności matematycznych polskich uczniów w 2018 r. wyniósł 516 punktów. Cztery lata później – 489 pkt.
– Choć część tego regresu można przypisać pandemii, szacuje się, że za około połowę spadku odpowiada bezpośrednio likwidacja gimnazjów – mówi Jakubowski.
Badanie PISA. Polscy 15-latkowie na tle Europy
Najnowsze badanie PISA za rok 2025, którego wyniki przedstawiono kilka dni temu, pokazało podobny poziom. W przypadku umiejętności matematycznych średni wynik w Polsce to 484 punkty (średnia UE to 460), a w rozumieniu czytanego tekstu 482 punkty (średnia UE to 451).
W zakresie nauk przyrodniczych średni wynik polskich uczniów wyniósł 495 punktów (średnia dla krajów UE to 476 pkt.)
Wyniki uczniów w Polsce znacząco różnią się w zależności od typu szkoły, do której uczęszczają piętnastolatkowie – średni wynik uczniów liceów to 538 punktów, techników – 480 punktów, natomiast branżowych szkół I stopnia – 396 punktów.
Wysokie wyniki polskich 15-latków na tle innych krajów europejskich to dobry sygnał, jednak jak powiedziała szefowa MEN Barbara Nowacka, „wyniki dla całej Europy są alarmujące”.
– Polska edukacja ewidentnie potrzebuje zmian, bo chociaż udało nam się w znacznej mierze wyhamować spadki, które w niektórych krajach są drastyczne, to wiemy, że wiele pracy przed nami – oceniła podczas prezentacji wyników badania.
Jak mówiła, wyniki powinny skłonić wszystkich do podjęcia działań.
– Mam nadzieję, że też w najbliższych tygodniach, miesiącach, kiedy pokażą się jeszcze dodatkowe badania, będziemy mogli więcej porozmawiać o tym, w jaki sposób zapobiegać kryzysowi. Zapobiegać kryzysowi znajomości nauk matematycznych, przyrodniczych, które były tutaj wiodące, czy umiejętności czytania – dodała Nowacka.
Likwidacja gimnazjów a stabilność emocjonalna dzieci
Kilka lat temu, gdy temat likwidacji gimnazjów był przedmiotem debaty publicznej, zwolennicy takiej reformy wskazywali m.in. na to, że powrót do ośmioklasowych podstawówek będzie miał lepszy wpływ na stabilność emocjonalną dzieci i lepsze przygotowanie do dorosłości.
Prof. Maciej Jakubowski nie zgadza się z tymi argumentami, które, jak mówi, „nie mają żadnego oparcia w psychologii ani badaniach edukacyjnych„.
– W rzeczywistości to właśnie przejście do gimnazjum, wiążące się z wyjściem z lokalnego, kameralnego środowiska, dojazdami i zmianą grupy rówieśniczej, sprzyjało budowaniu samodzielności i odpowiedzialności. Sami uczniowie wskazywali ten moment jako swój pierwszy krok ku dorosłości – podkreśla Jakubowski.
Problemy wychowawcze, naturalnie powiązane z trudnym wiekiem dorastania, według eksperta niesłusznie przypisano samej strukturze szkół.
– Te same trudności występują obecnie w starszych klasach szkół podstawowych oraz na początku szkół średnich. Co więcej, skumulowanie dzieci w różnym wieku (od najmłodszych do dorastających nastolatków) w budynkach szkół podstawowych wygenerowało nowe, poważniejsze problemy z przemocą rówieśniczą, które w gimnazjach wcale nie były większe – uważa.
Kosztowne szkoły i brak funduszy na podwyżki
– Gimnazja miały umożliwić starszym dzieciom z wyludniających się terenów wiejskich naukę w większych, lepiej wyposażonych placówkach. Większe szkoły generowały również korzyści ekonomiczne – były po prostu tańsze w utrzymaniu – mówi Jakubowski.
Jak ocenia, odwrócenie tych zmian doprowadziło do sytuacji, w której funkcjonują małe, kosztowne szkoły podstawowe, które pochłaniają środki finansowe z budżetu oświaty, „przez co brakuje funduszy na kluczowe potrzeby, w tym na podwyżki wynagrodzeń dla nauczycieli”.
Utrzymanie niewielkich szkół mogło wydawać się dla nich ratunkiem, ale, jak podkreśla Jakubowski, w obliczu postępującego spadku liczby uczniów proces ten staje się ekonomicznie nie do udźwignięcia.
– Patrząc na demografię i ponownie analizując dane, wiemy, że liczba uczniów w małych szkołach będzie dalej spadać. To jest proces, którego nie da się zatrzymać, a który obecnie niebywale dużo nas kosztuje – podkreśla Jakubowski.
Anna Nicz
Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: [email protected]













