„Zatrzymana to 12-letnia uczennica tej samej szkoły. Dziewczynki nie były koleżankami, znały się jedynie z widzenia. Motywy działania sprawczyni pozostają nieznane” — przekazuje mediom rzeczniczka jeleniogórskiej prokuratury.
W oczach części społeczeństwa 12-letnia Hania staje się bezwzględną morderczynią. Wystarczy zajrzeć na fora internetowe:
„Dożywocie dla morderczyni”; „Powinna zgnić w więzieniu”; „Zabiła jak dorosły, powinna być sądzona jak dorosła”.
Emocje są skrajne, ale prawo pozostaje jednoznaczne. Hania jest dzieckiem. W polskim systemie prawnym wiek ma kluczowe znaczenie. Niezależnie od dalszych ustaleń policji i prokuratury oraz stanu psychicznego w chwili popełnienia czynu osoba, która ma 12 lat, nie może trafić do więzienia.
Więzienie nie dla dzieci
Więzienie nie jest miejscem dla dzieci — to truizm, jednak śledząc nastroje społeczne w sieci dotyczące tej sprawy, wydaje się, że wymaga on publicznego podkreślenia.
Wyjaśnia to sędzia Gwidon Jaworski z Sądu Apelacyjnego w Katowicach: — Polski system prawny przewiduje odrębne zasady wobec nieletnich sprawców. Środki stosowane wobec dzieci wynikają z ustawy o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich. Sąd rodzinny może zastosować m.in. upomnienie, zobowiązanie do określonego postępowania, np. naprawienia szkody lub przeproszenia pokrzywdzonego, nadzór rodziców lub kuratora, skierowanie do ośrodka wychowawczego albo — w ostateczności — umieszczenie w młodzieżowym ośrodku wychowawczym lub rodzinie zastępczej.
W przypadku najpoważniejszych czynów, takich jak zabójstwo, zgwałcenie czy rozbój, wiek odpowiedzialności karnej może zostać obniżony do 15 lat, a w wyjątkowych sytuacjach nawet do 14. Zgodnie z Kodeksem karnym nieletnim jest osoba, która nie ukończyła 17 lat. Młodocianym natomiast jest sprawca poniżej 21. roku życia w chwili dokonania czynu.
Jak wynika z raportu European Crime Prevention Network — inicjatywy Unii Europejskiej zajmującej się m.in. profilaktyką przestępczości — poziom przestępczości wśród młodzieży w Polsce pozostaje względnie stabilny. Choć odnotowano niewielki spadek ogólnej liczby czynów karalnych popełnianych przez nieletnich, nie dotyczy on najpoważniejszych kategorii, czyli przestępstw z użyciem przemocy przeciwko życiu i zdrowiu.
Na przestrzeni lat nie brakuje spraw tego typu, które budzą ogromne społeczne emocje. Jedna z nich rozegrała się w 2015 r. na Dolnym Śląsku.
Zabił dla telefonu
7 marca 2015 r. w Krapkowicach na Opolszczyźnie nic nie zapowiadało tragedii. 15-letnia Wiktoria wracała do domu po odprowadzeniu koleżanki zwykłą drogą, w zwykły dzień, bez poczucia zagrożenia.
W tym samym czasie 17-letni Artur W. podjął decyzję, która na zawsze odmieniła życie dwojga młodych ludzi. Powód był z pozoru błahy — telefon komórkowy wart około 400 zł. Dla niego stał się celem, dla niej początkiem koszmaru.
Do ich spotkania doszło przypadkiem. Według ustaleń śledczych chłopak zaatakował, próbując wyrwać dziewczynie telefon. Wiktoria broniła się, doszło do szarpaniny. Przez chwilę walczyła o swoją własność i bezpieczeństwo.
W pewnym momencie Artur W. odepchnął ją. Wiktoria upadła, uderzając głową o betonowy element i tracąc przytomność. Zamiast wezwać pomoc, 17-latek zabrał jej telefon i podjął kolejną, jeszcze bardziej dramatyczną w skutkach decyzję dla Wiktorii.
Najpierw oddalił się z miejsca zdarzenia, ale po pewnym czasie wrócił, żeby sprawdzić, czy 15-latka żyje. Wiktoria nie dawała jednak żadnych oznak życia. Artur W. zamiast natychmiast wezwać pomoc i podjąć próbę reanimacji, przeniósł nieprzytomną dziewczynę w okolice kolektora ściekowego, w miejsce ukryte i oddalone od zabudowań. Następnie wrzucił ją do znajdującego się tam kanału, położonego niedaleko jej rodzinnego domu. Kolektor jest elementem infrastruktury kanalizacyjnej.
Dziennikarze „Faktu” relacjonowali: „Dziewczyna wciąż żyła, gdy spadła kilka metrów w dół… Zmarła dopiero na dnie, w wyniku utonięcia i uduszenia”.
Wiktorii szukali wszyscy — rodzina, znajomi, policja, wolontariusze. Telefon dziewczyny milczał, a ona sama zniknęła bez śladu, jakby rozpłynęła się w powietrzu, w co nie mogli uwierzyć ci, którzy dobrze ją znali. Wiedzieli, że nie miała powodu, by np. uciekać z domu, co początkowo sugerowali policjanci.
Rozwieszanie plakatów i przeczesywanie okolicy nie przynosiły efektu. Z czasem nadzieja zaczęła ustępować miejsca niepewności i złym przeczuciom — to wszystko trwało zbyt długo. „Wiktoria nigdy by się tak nie zachowała, żeby nie dawać oznak życia, żeby trzymać nas w niepewności” — w jednym z wywiadów płakała załamana mama. Ciało nastolatki odnaleziono dopiero 18 marca 2015 r. Pracownicy wodociągów natrafili na nie przypadkiem w przepompowni ścieków, w kolektorze, nieopodal Osiedla XXX-lecia w Krapkowicach. Ze względu na stan zwłok konieczna była identyfikacja genetyczna.
„Ciało młodej kobiety znalezione w środę w Krapkowicach to poszukiwana od ponad dwóch tygodni 15-letnia Wiktoria. Rodzina nie rozpoznała ciała dziewczyny, dlatego konieczne były badania DNA, które potwierdziły jej tożsamość” — mówił dziennikarzom w 2015 r. Artur Rogowski z Prokuratury Okręgowej w Opolu.
Kiedy śledczy szukali sprawcy, próbując odtworzyć przebieg tamtego dnia, na mieszkańców Krapkowic padł blady strach. W sieci i mediach zaczęły się pojawiać informacje, że szczególnie młode dziewczyny boją się wychodzić z domu, bo być może morderca nadal grasuje. Do ustalenia sprawcy doszło dopiero w maju 2015 r.
Zatrzymanym okazał się Artur W., chłopak nie skończył jeszcze 18 lat. W chwili zatrzymania, a jednocześnie popełnienia czynu, miał 17 lat. Od początku nie przyznawał się do zamiaru zabójstwa, twierdząc, że nie chciał doprowadzić do śmierci dziewczyny. Według jednej z jego relacji — bo zmieniał swoje wyjaśnienia — gdy Wiktoria upadła i nie dawała oznak życia, początkowo odszedł, ale po pewnym czasie wrócił, tłumacząc to nagłą refleksją i chęcią sprawdzenia, co się z nią dzieje. Gdy zobaczył, że nadal leży w tej samej pozycji, twarzą do ziemi, miał wpaść w panikę. Uznał, że dziewczyna nie żyje i podjął decyzję, żeby ukryć ciało.
Po zatrzymaniu Artur W. początkowo usłyszał zarzut rozboju oraz ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego skutkiem była śmierć 15-latki. Po kilku miesiącach prokuratura zmieniła jednak kwalifikację prawną czynu, stawiając mu najcięższy z możliwych zarzutów — zarzut zabójstwa.
Proces i wyrok
Proces nastolatka odbywał się za zamkniętymi drzwiami. Powodów było kilka — w tym ochrona prywatności ofiary, młody wiek oskarżonego i fakt, że opinii publicznej, zwłaszcza w wymiarze lokalnym towarzyszyło w związku z tą sprawą tak silne wzburzenie, że zarówno prokuratura, jak i obrona oskarżonego wnioskowały o utajnienie szczegółów sprawy.
Artur W., mimo młodego wieku, był sądzony jak dorosły, ale kara wymierzona przez sąd pierwszej instancji wywołała ogromne oburzenie społeczne. Sąd Okręgowy w Opolu wymierzył mu w 2016 r. karę 14 lat pozbawienia wolności, uznając, że nastolatek dopuścił się zabójstwa Wiktorii w zamiarze ewentualnym, co oznacza, że nie miał on bezpośredniego zamiaru pozbawienia dziewczyny życia, ale godził się na jej śmierć. Ustne motywy wyroku tak uzasadniał przewodniczący składu sędziowskiego:
— Kara 14 lat więzienia może być uznawana w tej sprawie za niezbyt wysoką, ale dla oskarżonego, który w chwili zbrodni miał tylko 17 lat, to kara równa długości jego świadomego życia — wyjaśniał przewodniczący składu sędziowskiego. W telewizyjnych wywiadach rodzina zamordowanej Wiktorii jeszcze przed rozpoczęciem procesu sądowego zapowiadała, że będzie wnioskować o najsurowszy wymiar kary z katalogu kar przewidzianych w polskim systemie prawnym, czyli o karę dożywocia dla oskarżonego. Choć formalnie nie było na to najmniejszych szans, bo takiej kary wobec młodocianych przestępców sądy po prostu orzekać nie mogą.
Łagodniejsze kary?
— Wobec młodych sprawców rzadko stosuje się najsurowsze kary. Sankcja ma przede wszystkim wychowywać, a wobec osób poniżej 18. roku życia nie orzeka się dożywocia — tłumaczy sędzia Gwidon Jaworski.
— A to często trudno jest zrozumieć rodzinom ofiar — mówi adwokat Karolina Jewiarz, która w swojej zawodowej pracy nieraz miała kontakt z osobami po stratach i traumach.
— Z punktu widzenia bliskich pokrzywdzonego żadna kara nie będzie wystarczająca, ponieważ żadna decyzja sądu nie jest w stanie przywrócić utraconego życia. Tymczasem prawo karne, szczególnie w odniesieniu do sprawców młodocianych, nie może się opierać wyłącznie na odwecie. Jego podstawą jest zasada proporcjonalności oraz założenie, że młody człowiek, nawet jeśli dopuścił się czynu wyjątkowo brutalnego, wciąż znajduje się na etapie kształtowania swojej osobowości. Sądy wymierzając kary osobom nieletnim analizują stopień demoralizacji. Sędzia Gwidon Jaworski podkreśla, że znaczenie mają sposób życia, wcześniejsze konflikty z prawem coraz charakter czynu.
W sprawie śmierci Wiktorii apelacje od wyroku wniosły obie strony postępowania — zarówno obrona, jak i prokuratura. Pełnomocnicy oskarżonego domagali się zmiany kwalifikacji prawnej czynu, argumentując, że powinien on zostać uznany za pobicie skutkujące nieumyślnym spowodowaniem śmierci. Z kolei prokuratura wnosiła o zaostrzenie kary i jej podwyższenie do 25 lat pozbawienia wolności.
W tamtym czasie, jeszcze przed ostatecznym rozstrzygnięciem, ówczesny minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro w jednym z wywiadów podkreślał, że kara nie jest adekwatna do czynu. Takie przestępstwa trzeba piętnować, a wyroki powinny być wysokie.
W styczniu 2017 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu ponownie rozpatrzył sprawę zabójstwa Wiktorii i uznał, że wcześniejsza kara była zbyt łagodna w stosunku do popełnionego czynu. W rezultacie zdecydowano o jej zaostrzeniu i podwyższeniu do 25 lat pozbawienia wolności.
„Nawet zeznania oskarżonego nie pokrywają się z wersją, że nie chciał zabić. Oskarżony nie miał wątpliwości, co stanie się z pokrzywdzoną. Nie można więc rozstrzygać na jego korzyść (…). To kara jedynie słuszna i jedynie sprawiedliwa” — uzasadniał sąd.
Tym bardziej że — jak się okazało — Artur W. jeszcze przed zabójstwem Wiktorii, mimo młodego wieku, był znany wymiarowi sprawiedliwości, a w trakcie trwania postępowania wielokrotnie zmieniał swoje wyjaśnienia.
Wymiar tego wyroku został potwierdzony w styczniu 2018 r. przez Sąd Najwyższy, który oddalił kasację wniesioną przez obrońcę skazanego. Oznaczało to, że nie doszło do dalszej zmiany orzeczenia, a kara 25 lat więzienia (bez możliwości przedterminowego zwolnienia) stała się prawomocna i ostateczna. Artur W. będzie miał ponad 40 lat, gdy wyjdzie na wolność.
O tym trzeba mówić
W debacie publicznej od lat powraca przekonanie, że nieletni sprawcy przestępstw mogą liczyć na pobłażliwość wymiaru sprawiedliwości. Sędzia Gwidon Jaworski stanowczo rozprawia się z tym mitem, podkreślając, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Odpowiedzialność karna młodocianych nie jest iluzją, a jej wymiar bywa dotkliwy — szczególnie w przypadkach głębokiej demoralizacji.
— Jeśli są zdemoralizowani, otrzymują bardzo surowe kary — mówi. W opinii sędziego równie mylące jest przekonanie, że system częściej staje po stronie sprawcy niż ofiary. — Tego rodzaju narracje, obecne często w przestrzeni medialnej i społecznej, nie uwzględniają mechanizmów działania sądów ani realiów konkretnych spraw — podkreśla sędzia Jaworski. Sam fakt skierowania sprawy do sądu oznacza brak jakiejkolwiek ochrony dla sprawcy.
Najbardziej wstrząsające są jednak sprawy, które na zawsze pozostają w pamięci sędziów. Sędzia Jaworski przyznaje, że wielokrotnie miał do czynienia z wyjątkowo brutalnymi zbrodniami popełnianymi przez bardzo młode osoby. Decyzje o dalszym losie takich sprawców należą do sądu rodzinnego i zapadają na podstawie oceny ich demoralizacji oraz realnych szans na resocjalizację.
— Pamiętam co najmniej kilka, wszystkie to zabójstwa, zazwyczaj bardzo brutalne. Sąd rodzinny podejmuje taką decyzję, kierując się stopniem demoralizacji sprawcy i oceniając, czy środki, jakimi dysponuje, będą w stanie zapewnić skuteczną resocjalizację. Orzekanie w takich sprawach bywa trudniejsze z przyczyn psychologicznych, bo często i sprawca, i ofiara to osoby w podobnym wieku, z grupy kolegów czy znajomych. Na sali rozpraw pojawiają się członkowie ich rodzin, dla których cała ta sytuacja jest tragedią bez względu na to, po której są stronie procesu. Samo postępowanie jest analogiczne jak wobec dorosłego.
To właśnie ten ludzki wymiar — dramat rodzin, młody wiek zarówno sprawców, jak i ofiar oraz emocjonalne napięcie obecne na sali rozpraw — powoduje, że sprawy nieletnich należą do najbardziej wymagających w całym systemie wymiaru sprawiedliwości.
Mecenas Karolina Jewiarz podkreśla, jak istotną rolę odgrywają w związku z tym pełnomocnicy rodzin po stratach bliskich w wyniku brutalnych przestępstw popełnianych przez niepełnoletnich sprawców: — Naszym zadaniem jest rzetelne wyjaśnienie tych uwarunkowań rodzinom ofiar oraz przedstawienie ich w sposób pozwalający na właściwe zrozumienie mechanizmów działania prawa, co sprzyja ograniczeniu, choć w minimalnym stopniu, napięcia emocjonalnego towarzyszącego tego typu zbrodniom.





