Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
18-latek dopadł lekarza nad jeziorem. „Kiedy przysypywałem doktorka liśćmi, jeszcze trochę oddychał”

18-latek dopadł lekarza nad jeziorem. „Kiedy przysypywałem doktorka liśćmi, jeszcze trochę oddychał”

13 maja, 2026
Iga Świątek – Jessica Pegula. Nokaut w meczu Polki, to było coś niezwykłego! – Tenis – Sport Wprost

Iga Świątek – Jessica Pegula. Nokaut w meczu Polki, to było coś niezwykłego! – Tenis – Sport Wprost

13 maja, 2026
CPN przedłużony. Andrzej Domański podał termin – Biznes Wprost

CPN przedłużony. Andrzej Domański podał termin – Biznes Wprost

13 maja, 2026
Inwazyjne szerszenie plagą u sąsiada Polski. Za gniazdo płacą 300 euro

Inwazyjne szerszenie plagą u sąsiada Polski. Za gniazdo płacą 300 euro

13 maja, 2026
Wielka Brytania. Kryzys rządu Starmera, możliwa dymisja ministra zdrowia

Wielka Brytania. Kryzys rządu Starmera, możliwa dymisja ministra zdrowia

13 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • 18-latek dopadł lekarza nad jeziorem. „Kiedy przysypywałem doktorka liśćmi, jeszcze trochę oddychał”
  • Iga Świątek – Jessica Pegula. Nokaut w meczu Polki, to było coś niezwykłego! – Tenis – Sport Wprost
  • CPN przedłużony. Andrzej Domański podał termin – Biznes Wprost
  • Inwazyjne szerszenie plagą u sąsiada Polski. Za gniazdo płacą 300 euro
  • Wielka Brytania. Kryzys rządu Starmera, możliwa dymisja ministra zdrowia
  • Przymrozek odczują mieszkańcy południowo-wschodniej Polski. Są alerty
  • Donald Tusk: jesteśmy najambitniejszym narodem w Europie
  • Kursy walut 13 maja 2026 r. Rajd dolara trwa – Biznes Wprost
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » 18-latek dopadł lekarza nad jeziorem. „Kiedy przysypywałem doktorka liśćmi, jeszcze trochę oddychał”
18-latek dopadł lekarza nad jeziorem. „Kiedy przysypywałem doktorka liśćmi, jeszcze trochę oddychał”
Aktualności

18-latek dopadł lekarza nad jeziorem. „Kiedy przysypywałem doktorka liśćmi, jeszcze trochę oddychał”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości13 maja, 2026

Nie był zaskoczony, gdy ciągnąc łódkę po trawie, usłyszał w ciemnościach czyjeś kroki. Po chwili zza krzaków wyłoniły się dwie męskie sylwetki. Zaświecił w ich stronę latarką. Tak jak przypuszczał, to byli miejscowi chłopcy. Ten wyższy, o kościstej twarzy częściowo zasłoniętej kapturem zapytał ochrypłym głosem, czy ryba bierze. Doktor poznał 18-letniego Kamila M.

Odpowiedział zdawkowo: — Na patelnię wystarczy.

Nie chciało mu się gadać, spieszył się do samochodu.

— Może pomóc? — znów odezwał się ten wyższy i nie czekając na odpowiedź, chwycił za bok łódki, którą lekarz wciągał na bagażnik auta.

Newsweek Kryminalny, szukaj w salonach Empik i na Literia.pl

Foto: Newsweek

Towarzystwo wyrostków

— Wrócę wieczorem, szkoda, że Paweł nie ma czasu — mówi 50-letni dr Janusz Lewczuk, żegnając się z żoną w niedzielny poranek. Jest gotowy do drogi. Z Ciechanowa, gdzie mieszkają, do wsi Januszkowo na Mazurach to około 100 km. Doktor od lat w tej popegeerowskiej wsi spędza z wędką weekendy. To pasja, żona Ewa go nie zatrzyma.

Lewczuk ma upatrzone miejsce na łowienie — małe jezioro Kąty koło Nidzicy. Może tam napawać się kojącą ciszą, godzinami sam jeden tkwiąc na plastikowej łódce. Wraz z cichym pluskiem fal odpływają problemy, z którymi codziennie musi się zmierzyć, gdy bierze do ręki skalpel. Doktor ma opinię lekarza walczącego o życie pacjenta do końca. Rodziny ciężko chorych uważają go za cudotwórcę. Nigdy nie odmawia pomocy — zdarza się, że w czasie jednego dyżuru przeprowadza aż trzy operacje, po których dosłownie słania się na nogach. Wyjazd w weekend na ryby to „ładowanie akumulatorów” na cały tydzień.

Ale nawet w Januszkowie nie ma szans, aby całkowicie zapomniał o pracy. Miejscowi wiedzą, że w razie choroby pospieszy im z pomocą, ułatwi przyjęcie do szpitala, położy na operacyjny stół. W niedzielę potrzebujący czekają na swego dobroczyńcę nad brzegiem jeziora.

Doktor zna ich życie od podszewki. Był świadkiem upadku PGR. Widział, jak z roku na rok dawni robotnicy rolni coraz bardziej zatracali się w piciu i na taki los skazywali swoje dorastające dzieci. Kiedy wieczorem przypływał do brzegu, aby rozpalić ognisko, zazwyczaj czekało na niego kilku wyrostków chętnych do skoczenia po piwo. Wiedzieli, że to się opłaci, bo „doktorek”, jak między sobą nazywali potężnej postury chirurga, dawał zwykle 20 zł i nie żądał reszty. Co śmielsi, bardziej wycwanieni przymawiali się do zapłaty za pilnowanie samochodu. Wedle stawki: „Jak tam pan doktor uważa”. Naciągali go, wiedział to, ale miał dla chłopaków miękkie serce.

Smażąc ryby na ognisku, wdawał się z nastolatkami w pogawędkę. Czasem w bluzgu przekleństw zaplątała się wiadomość, że ojciec, dawny oborowy z pegeerowskiego majątku, zapił się na śmierć. Tak było u Kamila M. Chłopiec od 13. roku życia wychowywany tylko przez schorowaną, nieporadną życiowo matkę, bardzo wcześnie zaczął wchodzić w konflikt z prawem. Wagarował, powtarzał pierwszą klasę szkoły zawodowej. Nałogowemu piciu wódki — wpadał w trwające miesiące ciągi alkoholowe — towarzyszyły samouszkodzenia. Kiedy pierwszy raz stanął przed sądem rodzinnym za kradzieże, orzeczono dozór rodzicielski. Matka z miłości do syna gotowa była usprawiedliwiać każdy jego występek. Po kolejnym konflikcie z prawem nad nastolatkiem pochylili się biegli sądowi psycholodzy. Rozpoznano osobowość dyssocjalną, słabo wykształconą sferę uczuciowości wyższej, brak zdolności do wyciągania praktycznych wniosków z dotychczasowych doświadczeń życiowych. Podobnie wykolejonych młodocianych życiorysów dr Lewczuk poznał nad brzegiem jeziora wiele.

Tamtej tragicznej niedzieli 2 października 2005 r. długo zwlekał z powrotem na ląd. Ale nie z powodu spodziewanego na brzegu młodocianego towarzystwa. Szło na burzę i ryba świetnie brała. Przestał zarzucać wędkę, gdy wodę osrebrzył księżyc.

Gdzie jest Kamil?

Żona chirurga niespokojnie chodzi od okna do okna. Jest już po północy, nazajutrz o siódmej rano mąż jako ordynator ma odprawę w szpitalu, a nie wrócił z ryb. Jego komórka milczy. Takie spóźnienie nigdy mu się nie zdarzyło. Nie chcąc denerwować dzieci — córka mieszka osobno, syn student jest w Warszawie — dzwoni do przyjaciela domu Pawła. Prosi go, aby jeszcze tej nocy pojechali nad jezioro. Godzinę później są na miejscu. Wołają, świecą latarką, w końcu rozpalają ognisko. W blasku płomieni kobieta dostrzega na trawie brunatne plamy.

— Co to? — szepcze, dotykając lepkiej mazi.

— Pewnie tutejsi sarnę skłusowali — spieszy z wyjaśnieniami przyjaciel domu. Nie chce jeszcze bardziej niepokoić kobiety.

Dnieje, gdy podjeżdżają na posterunek policji. Kilka minut później policjanci znajdują zwłoki lekarza pod kupką liści na brzegu jeziora.

O tej samej porze z popegeerowskich bloków wychodzi z koszykiem Maria M., matka Kamila. Zamierza nazbierać grzybów i stanąć z nimi na skraju szosy. To miała być robota syna, niechby sobie zarobił na rower, stary nadaje się już tylko na złom. Ale na Kamila nie można liczyć. Jak poszedł w sobotę na wesele kuzynki, jeszcze nie wrócił.

Uzbierała głównie maślaków. Spieszy się, aby zająć najlepsze miejsce przy drodze, ale raz po raz zatrzymuje ją przenikliwe wycie koguta na policyjnym wozie. Maria M. podchodzi do sklepu, koło którego stoi grupka ludzi.

— Co się stało?

— Letnik zaciukany leżał nad jeziorem. Ten doktor, co tu stale przyjeżdżał — informuje ją naraz kilka osób. — Wszystkich chłopaków we wsi przepytują, bo samochód letnika też przepadł.

— Twój Kamil w domu? — pyta najbliżej stojąca sąsiadka.

— A gdzie ma być? Wesele u Jadźki odsypia.

Maria M. stara się nie zdradzić zdenerwowania. Biegnie do domu.Trzeba odszukać nie wiadomo gdzie pętającego się Kamila.

Potem idzie nad jezioro, może tam czegoś się dowie. Niestety. Wszystkie dojścia do wody obstawiła policja; mundurowi przeganiają gapiów.

Tej nocy do świtu nasłuchuje, czy nie trzaśnie furtka przed domem, nie zachrzęści klucz w drzwiach.

Jest jeszcze jedna osoba, która może wiedzieć, co z jej synem. To Patrycja, dziewczyna Kamila, mieszka w sąsiedniej wsi. W poniedziałek o wpół do ósmej rano Maria M. dzwoni do niej. Ale Patrycja na każde pytanie odpowiada tak samo. Z Kamilem nie spotyka się od wakacji, rodzice jej nie pozwalają. Nie może rozmawiać, zaraz ma autobus do szkoły.

M. podejrzewa, że dziewczyna nie jest sama w domu i dlatego kłamie. Widziała ją przecież kilka dni temu na przystanku autobusowym, jak całowała się z jej synem.

Patrycja rzeczywiście nie mówi prawdy. Późnym wieczorem z niedzieli na poniedziałek dostała SMS od Kamila, żeby wyjrzała przez okno. Kiedy uchyliła firankę, zobaczyła stojące pod furtką Audi na zgaszonych światłach. O maskę samochodu opierał się jej chłopak.

„Taką bryką pojedziemy do Olsztyna” — wysyła jej wiadomość. I jeszcze: „Pa pa pa, całusów sto dwa” [interpunkcja wszystkich cytatów oryginalna — red.].

„A ja tysiąc dwa” — dziewczyna odpisuje i macha mu na pożegnanie.

Rano jest zaspana i jeszcze ten kłopotliwy telefon od Marii M. odebrany w kuchni, pod surowym spojrzeniem matki. Patrycja chwyta naszykowane do szkoły kanapki i biegnie do furtki. Nie ma zamiaru dotrzeć do szkoły — w jej plecaku daremnie szukać choćby jednego zeszytu. Jest kilka bluzek, 160 zł i wszystkie zdjęcia Patrycji, jakie były w domowym albumie. To pomysł Kamila. — Mogą wysłać za nami listy gończe — tłumaczył jej, kiedy planowali ucieczkę. — Niech więc rysują twój portret z pamięci.

Patrycja wysiada z PKS naprzeciw swego liceum, ale zamiast kierować się w stronę bramy, skręca za róg, gdzie Kamil czeka w samochodzie.

— Chwila — powstrzymuje go. Biegnie do sklepu po drugiej stronie ulicy, gdzie kupuje cztery pączki. Ekspedientka zna ją, jak większość uczniów z pobliskiej szkoły. Kiedy kilka dni później w sklepie pojawią się funkcjonariusze policji, kobieta dokładnie opisze wygląd samochodu, do którego wsiadła uczennica.

Przynieś z chlewika siekierę

W Ciechanowie odbywa się pogrzeb zamordowanego chirurga. W kondukcie idą tłumy wdzięcznych pacjentów.

Nazajutrz zaczyna się śledztwo. Wdowa zeznaje, że z palca prawej dłoni męża ktoś zdarł obrączkę. Nie ma też zegarka, portfela ani dokumentów. Przyjaciel domu układa listę mieszkańców Januszkowa, którzy zwykle kręcili się koło samochodu chirurga, gdy ten przyjeżdżał nad jezioro. Na liście nie ma chłopca o wyglądzie Kamila M., nie rzucił się wędkarzowi w oczy.

Podążanie policji tropem spisanych nazwisk jest stratą czasu. Tyle tylko że do akt śledczych trafia sporo informacji o wałęsających się młodych mieszkańcach okolicznych wsi. Takich, którzy nie chodzą do szkoły ani nie fatygują do żadnej roboty.

— A skąd pieniądze na dyskoteki? — pyta przesłuchujący wyjątkowo rozgadanego chłopaka.

— Mało to w okolicy daczy letników, altanek? — dziwi się 16-latek. — Pójdzie się, coś zwędzi i opyli na bazarku. Na piwo wystarczy.

— Policja was nie łapie?

— Frajerów czasem łapie — odpowiada ze wzruszeniem ramion przesłuchiwany. — Taki Kamil M. na przykład — do trzech razy sztuka. Jeśli tym razem wpadnie, pójdzie siedzieć. Chyba że ucieknie — dodaje chłopak.

Posterunkowy, zapisując nazwisko Kamila, stawia przy nim wykrzyknik. Jeszcze tego samego dnia puka do drzwi mieszkania Marii M. Słyszą płacz matki: chłopak wyszedł dwa dni temu na wesele, jeszcze nie wrócił, może się utopił albo spotkało go inne nieszczęście? Kobieta już obeszła wszystkich jego kolegów, nikt nic nie wie. Teraz cała nadzieja w policji.

Funkcjonariusz zakłada arkusz przesłuchań świadka Marii M. Spisuje wszystkie informacje o weselu kuzynki Kamila — kto się bawił, jak zachowywali się nastoletni goście. Te zeznania to początek nitki z kłębka. Kilka godzin później śledczy wie, że w niedzielę wieczorem młody M. wszedł do mieszkania świeżo poślubionej kuzynki, gdzie w kuchni ostatni goście zapijali klinem weselnego kaca. Przy stole kiwał się smętnie 17-letni Andrzej A. — Chodź ze mną — rozkazał. Chłopak posłusznie wychodzi z izby.

− Przynieś z chlewika siekierę − pada kolejne żądanie.

To też zostało spełnione, bez wścibskiego pytania, po co w dzień poprawin siekiera.

Jeszcze trochę oddychał

— Wstawaj, policja do ciebie — matka Andrzeja potrząsa wystającym spod pierzyny gołym ramieniem syna. Chłopak, jeszcze nie całkiem obudzony, otwiera oczy i widzi tłum przy swoim łóżku. Siedmioro młodszego rodzeństwa, a nad nimi górującego policjanta.

— Całą poprzednią noc nie mogłem usnąć, tak się bałem, co teraz będzie — to pierwsze słowa podejrzanego 17-latka, jakie zapisano na posterunku, dokąd zawiózł go radiowóz.

Przesłuchiwany gorliwie odpowiada na pytania śledczego. Potwierdza, że w niedzielę był na poprawinach razem ze swoją dziewczyną Elą, siostrą Kamila. Potem poszedł z nim w kierunku jeziora.

— Zapytałem, dokąd idziemy, a on, żeby ukraść samochód. Bo chce wyjechać z Polski, nim mu przywalą więzienie za włamanie do domu wczasowego po sezonie. Ukradł rower, taczkę i jakieś meble. Prokurator powiedział mu, że teraz już nie będzie wyroku w zawiasach. Kamil miał za paskiem siekierę, którą wcześniej kazał mi przynieść z chlewika. Nie tłumaczył dlaczego. Odkąd usiedliśmy na plaży, w ogóle się nie odzywał. Patrzył na wodę, gdzie tkwiła nieruchomo łódka doktora. Czekaliśmy godzinę, aż Lewczuk dopłynie i będzie wkładał sprzęt na dach samochodu.

Andrzej A. płacze, dyktując do protokołu, że Kamil zamachnął się na doktora obuchem. Napadnięty nie wiedział, co się dzieje, bo kiedy upadł i próbował się podnieść, zapytał: „Co jest, panowie?”. Kamil drugi raz uderzył. I jeszcze kilka razy, nie zawsze trafiał, bo było zupełnie ciemno.

— Chciałem uciekać — płacze — w butach chlupotała mi krew, ale Kamil krzyknął: „Wróć!”. Miał taki głos, że się go wystraszyłem.

Potem łódkę i siekierę wrzucili do wody. W przeszukanych kieszeniach umierającego doktora znaleźli kluczyki do samochodu. W portfelu było prawie 300 zł. Kamil przeliczył i ucieszył się, że tyle pieniędzy.

— Co zrobiliście z ciałem? — pyta policjant.

— Dociągnęliśmy do krzaków. Kiedy przysypywałem doktorka liśćmi, jeszcze trochę oddychał, jakby chrapał. Mówiłem o tym Kamilowi, ale on odpowiedział, że nie mamy czasu. Odpalił ukradzione Audi. Kiedy wsiedliśmy, zagroził mi, że jeśli go wydam, zaciuka mnie siekierą. On zamierzał uciec z Patrycją.

Następnego dnia policja dociera do domu dziewczyny Kamila. A tam rozpacz — jedyne dziecko uciekło z domu.

— Dlaczego nam to zrobiła? — płacze matka. — Kto ją zbałamucił? Przecież była dobrą uczennicą, chcieliśmy, by poszła na studia. Pierwsza w rodzinie. Nie zostawiła żadnego listu pożegnalnego, tylko zabrała wszystkie swoje zdjęcia. Dlaczego?

Policjant pyta, jak dziewczyna była ubrana. Matka pamięta każdy szczegół garderoby: bawełniany sweterek w niebiesko-różowe pasy, biała spódniczka, podkolanka w różyczki, srebrzyste adidasy. Na lewym uchu córka miała dwa kolczyki, na prawym cztery. Włosy ostatnio tleniła na blond, z rudymi pasemkami. Tak, wzięła ze sobą komórkę na kartę, ale jej numer nie odpowiada.

— Błagam — prosi matka — szukajcie mojego dziecka!

Policjant pyta o najbliższą przyjaciółkę zaginionej. Owszem, jest taka, ma na imię Monika, chodzą do jednej klasy. Dziewczyna jest wystraszona, pierwszy raz zeznaje, ale ostatecznie okazuje się gadatliwa. Tak, widziała, kto zajechał pod szkołę zielonym Audi. To był Kamil M. Zdziwiła się, bo on dotychczas poruszał się rozklekotanym rowerem. I rzecz jasna nie miał prawa jazdy.

− Patrycja zwierzała się z planów ucieczki?

− Nie, wspomniała tylko, że wkrótce zaczyna nowe życie. Była bardzo szczęśliwa.

Na tym przesłuchaniu policyjny trop się urywa. Po tygodniu poszukiwań zapada decyzja o wydaniu listów gończych.

W tym czasie para zamyka się w kawalerce na olsztyńskim osiedlu. Patrycja już wie, że jej chłopak jest mordercą. Dowiedziała się o tym pół godziny po opuszczeniu Januszkowa. Zjedli pączki, nastawili ostrą, heavymetalową muzykę z kasety i nagle chłopak, przekrzykując ulubionych Scorpions, wyznał, że zabił człowieka.

Ona najpierw oniemiała, potem zaczęła płakać, ale gdy powiedział, że to niechcący, musiał zdobyć samochód, aby mogli uciec w świat, zdecydowała, że od tej chwili są ze sobą na dobre i na złe. Więcej do tego tematu nie wracali.

Kawalerkę w Olsztynie wynajął im na dwa tygodnie wujek Kamila. Właściciel mieszkania zgodził się, aby odpracowali czynsz pomalowaniem ścian. Dostarczył farbę. Uciekinierzy, spędzając dni i noce w łóżku, nawet nie spojrzeli na pędzle. Po tygodniu idyllę przerwała wizyta właściciela z gazetą w ręku. Pokazał wydrukowane listy gończe i kazał im natychmiast się wynosić.

Ledwo wyszli na ulicę, zatrzymała ich policja. Zielone Audi ze śladami krwi ofiary na siedzeniu (Kamil miał ubrudzone krwią ofiary spodnie) stało pod blokiem.

W pierwszych godzinach po zatrzymaniu Patrycja usiłuje wybielać swojego chłopaka. Twierdzi, że przypadkowo spotkała go w Olsztynie, a uciekła z domu z kimś innym, poznanym w internecie. Kłamstwo jest tak nieporadne, że po kilku nieudanych próbach odbijania krzyżowych pytań śledczego dziewczyna z płaczem przyznaje się do konfabulacji.

Inaczej przebiega przesłuchanie Kamila M. Dla niego to nie pierwszyzna, nie boi się policji i nie jest skłonny do płaczu.

— O morderstwie lekarza słyszę od panów po raz pierwszy — stawia się. — Uciekliśmy z Januszkowa, bo chcieliśmy się bzykać, a rodzice Patrycji nie pozwalali na nasze spotkania.

M. stanowczo domaga się oddania mu 248,85 zł, które zostały zarekwirowane jako prawdopodobnie ukradzione doktorowi.

Po nocy spędzonej w areszcie przyznaje się do morderstwa. Chwilę potem usiłuje sforsować kraty i zbiec z komendy. Wartownicy powalają go na ziemię. 18-latek jest dumny ze swego oporu, przechwala się tym w grypsie do szkolnego kolegi: „Za próbę ucieczki dostałem od psów gnatem od tego r… mi się szczęka i kichawa”.

Przerażoną Patrycję po kilkudniowym pobycie w areszcie odbiera ojciec. Już w obecności policjantów przeprasza go za to, co zrobiła.

Cały czas świruj

Po prokuratorskim oskarżeniu brata o najcięższe przestępstwo Ela musi wybierać — albo uwierzy organom ścigania, albo Kamilowi, który wbrew temu, co zeznał na policji, pisze, że nie ma nic wspólnego z morderstwem. Całą winę zrzuca na Andrzeja A.

Dziewczyna staje po stronie brata i zrywa ze swoim chłopakiem. Jej ostatni list do zamkniętego w areszcie narzeczonego nie daje mu żadnej nadziei na przetrwanie związku: „To wszystko przez ciebie, chciałeś bronić swoją dupę i myślałeś że ci się uda a tu nici z tego każdy to powie. Nie pisz więcej listów bo cię znienawidziłam za to co zrobiłeś mojemu bratu a po drugie mam już chłopaka który od dawna za mną szalał”.

Adresat nie odpowiada. Spotkało go większe nieszczęście — jest dręczony przez współwięźniów w celi. Zrobili z niego tzw. cwela. Ma w tym udział wujek Kamila, aresztowany pod zarzutem pomagania mu w sprzedaniu samochodu zamordowanego lekarza. Po osadzeniu w celi — w tej samej, w której siedzi Andrzej — wujek przemyca do Kamila gryps: „Siema. Andrzej to k… ty weź on nam wszystkim ubliża. P… o naszych sprawach klawiszom. Ja mu tego nie daruję, napisz mi czy jechać mu przez lipe nie zrobię tego sam tylko porozmawiam z chłopakami tu jest kilku ziomali”.

W grypsie wujek radzi też siostrzeńcowi, aby przed prokuratorem udawał psychicznego („Cały czas świruj”).

Kamil zgadza się na pobicie Andrzeja i zapowiada, że dawny kolega też go popamięta: „Teraz tylko jedno myślę i nie mogę się doczekać spotkania z ta parówą a dlaczego to pomyśl. Nawet i po ćwiarze dopnę swego”.

„Ćwiara” − to w więziennej mowie 25 lat za kratkami. W miarę zbliżania się procesu Kamil M. oswaja się z myślą, że w najgorszym razie może otrzymać taki wyrok.

Andrzej w listach wysyłanych z aresztu udaje przed kolegami z Januszkowa, że wszystko w porządku. W jego środowisku tylko twardziel może być poważany. Najlepiej, żeby miał za sobą więzienie. Nastolatek wysyła do swoich rówieśników ten sam tekst.

Do Rafała ksywa Hary: „Chyba wiesz że ten ch… Kamil chce wszystko na mnie zwalić że to niby ja zaplanowałem. Hary co tam u ciebie słychać bo u mnie same nudy. Teraz musieliśmy oddać telewizor jedyne co zostało w celi to radio. Co pewnie chlejesz co Hary?. Będę powoli kończył ten krótki list Hary odpisz szybko. Pozdrów chłopaków”.

Co innego Kamil M. Wiele czasu spędza nad kartkami wyrwanymi ze szkolnego zeszytu. Najwięcej korespondencji dostaje Patrycja. Kamil roztacza przed nią plany, co będzie, gdy wyjdzie na wolność: „Na początku mego listu pragnę ci przesłać cmokasa wielkiego. Wiesz słonko że cię kocham tęsknie za tobą. Po wyjściu z mamra pójdę do ciebie jak poniesiony byk i nie będę zwracać uwagi na przeszkody. (…)

Możesz być ze mnie dumna słonko mnie tu szanują a największy szacunek bierze się stąd że ja grypsuje. Moja cela jest najgłośniejsza śpiewamy jabu daba da dostałem za to już drugi kwit ale mam p… My tu razem z innym więźniem znęcamy się nad dwoma frajerami. Jeden s… siedzi za pobicie żony a ja wiesz jestem uczulony na takie rzeczy ten drugi za znęcanie się nad rodziną przez niego 15letnia córka się truła” [w oryginale wyrazy wulgarne w pełnym brzmieniu i liczne błędy ortograficzne, dotyczy to wszystkich cytowanych listów − red.].

Kamil najmniej do powiedzenia ma swojej matce. Zazwyczaj korespondencja ogranicza się do upominania się o paczkę. Zawsze kończy ją polecenie: „I utrzymuj kontakt z Patrycją bo ja jeszcze chce ją zobaczyć”.

Z listów Marii M. wyziera nieporadność w wyrażeniu uczuć i lęk przed rozmową z Kamilem. Powtarza się prośba, aby chciał zeznawać przed prokuratorem. Bo milczenie nic już nie da, tak powiedział jej adwokat. W każdym liście zapewnia, że przypomina Partycji, aby wiernie czekała.

Jest wyrok na ciebie

Patrycja odpisuje, że będzie czekać na „swojego misia” nawet 25 lat. On ma chyba jednak chwile zwątpienia, bo po kolejnej takiej deklaracji odpowiada: „K… wyjdę a ty będziesz miała męża i dzieci to wymyśliłem już co zrobię jak tak będzie. Bo ja mam zrytą psychikę na twoim punkcie”.

Dziewczyna zaczyna się bać. Przerywa pisanie listów, na widok matki Kamila przechodzi na drugą stronę ulicy. Wieści o tym szybko roznoszą się wśród młodzieży Januszkowa i do czekającego w areszcie na koniec procesu Kamila napływają miłosne listy od jego koleżanek. Wszystkie zapewniają, że gdy tylko wyjdzie na wolność, chcą z nim chodzić, a na razie będą przyjeżdżać na widzenia. Wysyłają swoje zdjęcia w skąpej bieliźnie. Kamil wybiera na początek Milenę. Ona pierwsza we wsi dostaje od niego list: „Na początku pisania przesyłam ci moc uścisków do przywitania. Nie gniewaj się że cię zapomniałem ale ja mam taką k… krótką pamięć. Co jak co ale muszę ci napisać że z… wyszłaś na tym zdjęciu teraz mam je przyklejone koło koja. (…) Ostatnio tego frajera Andrzeja przerzucili tam gdzie siedzą moi ziomkowie. Powiedziałem im żeby kazali tej parówie spać na kiblu. Nie pisz do tej k… bo to cwel a z cwelem nikt się nie zadaje”.

Patrycja otrzymuje od niego ostatni już list: „Słyszałem że ładnie się bawisz. Od początku wiedziałem że pójdziesz się j… Teraz nienawidzę cię najbardziej na świecie. To ty mnie namówiłaś byłem gotowy wszystko dla ciebie zrobić i dlatego tu się znalazłem. Ale na każdego z nas czeka wyrok. Odsiedzę swoje i wyjdę a ten wyrok co zapadł na ciebie jest nie do zmiany muszę widzieć strach w twoich oczach.

Jestem sławny

W czasie rozprawy w sądzie Kamil M. zachowuje się butnie. — Panu to ja już podziękuję — odpowiada na pytania prokuratora.

Patrycja, przesłuchiwana jako świadek, na widok oskarżonego jest tak spanikowana, że z wrażenia osuwa się na podłogę, mdleje. Wezwany lekarz nie pozwala na przebywanie dziewczyny w sali rozpraw. Ela wierzy bratu. Na procesie broni oskarżonego. Kiedy któryś ze świadków zeznaje, że młody M. w zasłaniającym twarz kapturze wałęsał się wieczorami w okolicy domków letniskowych, gdzie szukał okazji do kradzieży, siostra tłumaczy te spacery frustracją po samobójczej śmierci ojca.

— Brat bardzo przeżył tragedię, przez tydzień nie wychodził z domu, głównie leżał na łóżku i patrzył w sufit. A potem ubzdurał sobie, że musi chodzić w odludnych miejscach z nożem, aby w razie czego zdążyć z odcięciem jakiegoś niedoszłego samobójcy. Kamil w głębi duszy jest całkiem inny niż na wierzchu — przekonuje sąd Elżbieta M. — Ma czułe serce, opiekował się szczurkiem hodowanym w klatce. Nawet z aresztu pisał do mnie, abym nie zapomniała nakarmić zwierzaka.

Podczas procesu niektóre listy Kamila są odczytane na sali sądowej jako dowód głębokiej demoralizacji oskarżonego.

Do Bartka: „Siemka ziomo. Na początek pisania wyjeżdżam ci z ręką do przywitania. Zostałem zatrzymany i przebywam w pierdlu. Jestem oskarżony o z… jakiegoś doktora i wypożyczenie jego audicy. Zagonił mnie ta k… Andrzej, który zeznał że zabiłem i nawet nakręcili z nim wizję lokalną. Ja do niedzieli byłem z Patrycją na wolności i z… był ten tydzień. Sam na sam ze swoją panienką na swoim kwadracie, z kasitą też nie było problemu. Miałem z… byle czego to ja nie jadłem. Westy się paliło, browary codziennie, bo było mnie na wszystko stać. Brakowało to się wyskoczyło do sklepu. A tak to cały czas leżałem ze swoją kobitą (…). Teraz wszystko się urwało ale biorę to lajtowo. Nie wiem czy czytałeś o mnie w gazetach chyba we wszystkich i w szkiełku. Jestem sławny”.

Do Patrycji: „Siemka mała. U mnie jak co dzień pobudka apel śniadanie później leżę do obiadu a po obiedzie leżę do kolacji. Teraz jest trochę p…, bo chcieli mnie zawiesić po tej nieudanej ucieczce. Ta k… Andrzej mnie wrobił i na razie mu się udaje. Ale mam nadzieje, że sąd będzie po naszej stronie i uważaj co teraz ci piszę, bo to jest prawda: to on zabił, ja się tylko przed tobą chwaliłem, że potrafię ciachnąć siekierą. Ja robiłem w życiu różne rzeczy nieraz kolegów pobiłem nieraz coś skradłem, ale nie byłbym zdolny do zabicia człowieka i nawet na komendzie powiedzieli że Andrzej to zwyrodnialec. Pa, pa pa całusów sto dwa”.

Do matki: „Siemano. To, co piszą w tej gazecie to nieprawda, to p… Andrzej zabił a mnie w ogóle tam nie było. Ja tylko jeździłem samochodem doktorka, bo mi go dał. Powiedz małej [chodzi o Elę, młodszą siostrę Kamila, dziewczynę Andrzeja A. — red.] niech się przyzwyczaja do mojej nieobecności, bo tak szybko to nie będę. Powiedz jej niech wyjmie moje zdjęcie z ramki to ze szkolnej wycieczki gdzie jestem z Andrzejem bo nie chcę być razem z tą parówą”.

Wyrok

15 listopada 2006 r. Sąd Okręgowy w Olsztynie skazuje Kamila M. na dożywocie; z warunkowego odbycia kary może skorzystać dopiero po 40 latach. Andrzej A. ma przebywać w więzieniu 12 lat.

Pół roku później Sąd Apelacyjny w Białymstoku uchyla w stosunku do Kamila M. surowe ograniczenie warunkowego przedterminowego zwolnienia. W grudniu 2007 r. SN oddala wniosek obrońcy o kasację wyroku, jako oczywiście bezzasadny. Pięć lat później SN nie zgadza się na warunkowe przedterminowe zwolnienie Kamila M. po 25 latach. Jest to orzeczenie prawomocne. Sąd, wydając tak surowy wyrok, bierze pod uwagę „brak litości cechujący skazanego w postępowaniu z niewinną ofiarą i jego wyrachowanie”, ale przede wszystkim orzekający sędziowie kierowali się przekonaniem, że „żadne oddziaływanie psychiatrów i psychologów nie wywoła u oskarżonego uczuciowości wyższej. Ten nastolatek jest jej definitywnie pozbawiony”.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
2

29.04.2026

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Donald Tusk: jesteśmy najambitniejszym narodem w Europie

Donald Tusk: jesteśmy najambitniejszym narodem w Europie

Powrót do sytuacji sprzed „Dnia Wyzwolenia”. „To najlepsze, na co może liczyć Trump w Pekinie”

Powrót do sytuacji sprzed „Dnia Wyzwolenia”. „To najlepsze, na co może liczyć Trump w Pekinie”

Granie flądry o niecnych zamiarach Pacuła doprowadziła do perfekcji. Ale w tej szufladce bywa ciasno

Granie flądry o niecnych zamiarach Pacuła doprowadziła do perfekcji. Ale w tej szufladce bywa ciasno

Dla Marka noc poślubna była traumą. „Ze smutku przytuliłem się do psa”

Dla Marka noc poślubna była traumą. „Ze smutku przytuliłem się do psa”

Ruszył Impact’26. „Historia się jednak nie kończy — kończy się nasza cierpliwość”

Ruszył Impact’26. „Historia się jednak nie kończy — kończy się nasza cierpliwość”

Cały świat śledził losy tej małpki. Co będzie dalej z małym Punchem?

Cały świat śledził losy tej małpki. Co będzie dalej z małym Punchem?

Projekt Kaczyńskiego stawia PiS pod ścianą. Buntują się wszystkie frakcje

Projekt Kaczyńskiego stawia PiS pod ścianą. Buntują się wszystkie frakcje

To będzie gorące lato we Wrocławiu. Tu musisz być

To będzie gorące lato we Wrocławiu. Tu musisz być

Gen. Sikorski lawirował, a tego Piłsudski nie wybaczał. Kulisy zamachu majowego

Gen. Sikorski lawirował, a tego Piłsudski nie wybaczał. Kulisy zamachu majowego

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Iga Świątek – Jessica Pegula. Nokaut w meczu Polki, to było coś niezwykłego! – Tenis – Sport Wprost

Iga Świątek – Jessica Pegula. Nokaut w meczu Polki, to było coś niezwykłego! – Tenis – Sport Wprost

13 maja, 2026
CPN przedłużony. Andrzej Domański podał termin – Biznes Wprost

CPN przedłużony. Andrzej Domański podał termin – Biznes Wprost

13 maja, 2026
Inwazyjne szerszenie plagą u sąsiada Polski. Za gniazdo płacą 300 euro

Inwazyjne szerszenie plagą u sąsiada Polski. Za gniazdo płacą 300 euro

13 maja, 2026
Wielka Brytania. Kryzys rządu Starmera, możliwa dymisja ministra zdrowia

Wielka Brytania. Kryzys rządu Starmera, możliwa dymisja ministra zdrowia

13 maja, 2026

Najnowsze Wiadomości

Przymrozek odczują mieszkańcy południowo-wschodniej Polski. Są alerty

Przymrozek odczują mieszkańcy południowo-wschodniej Polski. Są alerty

13 maja, 2026
Donald Tusk: jesteśmy najambitniejszym narodem w Europie

Donald Tusk: jesteśmy najambitniejszym narodem w Europie

13 maja, 2026
Kursy walut 13 maja 2026 r. Rajd dolara trwa – Biznes Wprost

Kursy walut 13 maja 2026 r. Rajd dolara trwa – Biznes Wprost

13 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.