Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Na Alasce zaobserwowano szarego niedźwiadka. To wyjątek

Na Alasce zaobserwowano szarego niedźwiadka. To wyjątek

5 sierpnia, 2026
Bliski Wschód. Iran ogłasza porozumienie z Omanem. Chodzi o cieśninę Ormuz

Bliski Wschód. Iran ogłasza porozumienie z Omanem. Chodzi o cieśninę Ormuz

5 sierpnia, 2026
„Polityczny WF”: Grill Morawieckiego. PiS rozesłało SMS-y. Oto ich treść

„Polityczny WF”: Grill Morawieckiego. PiS rozesłało SMS-y. Oto ich treść

5 sierpnia, 2026
W PiS znów się kłócą, mimo wyrzucenia Morawieckiego. Tym razem o szefa EKR – Wprost

W PiS znów się kłócą, mimo wyrzucenia Morawieckiego. Tym razem o szefa EKR – Wprost

5 sierpnia, 2026
Polacy stawiają na mieszkania wakacyjne. Własny second home wygrywa z wymianą mieszkań – Biznes Wprost

Polacy stawiają na mieszkania wakacyjne. Własny second home wygrywa z wymianą mieszkań – Biznes Wprost

5 sierpnia, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Na Alasce zaobserwowano szarego niedźwiadka. To wyjątek
  • Bliski Wschód. Iran ogłasza porozumienie z Omanem. Chodzi o cieśninę Ormuz
  • „Polityczny WF”: Grill Morawieckiego. PiS rozesłało SMS-y. Oto ich treść
  • W PiS znów się kłócą, mimo wyrzucenia Morawieckiego. Tym razem o szefa EKR – Wprost
  • Polacy stawiają na mieszkania wakacyjne. Własny second home wygrywa z wymianą mieszkań – Biznes Wprost
  • Psy coraz gorzej znoszą upały. Te rasy są najbardziej zagrożone
  • Kraków. Łukasz Gibała wystartuje w wyborach na prezydenta miasta
  • Wojna na Ukrainie. Ataki na Kramatorsk, nakazano ewakuację miasta
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Twierdził, że jest Polakiem. Bolszewicy zmumifikowali go jak Lenina
Twierdził, że jest Polakiem. Bolszewicy zmumifikowali go jak Lenina
Aktualności

Twierdził, że jest Polakiem. Bolszewicy zmumifikowali go jak Lenina

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości3 lutego, 2024

Był bandytą, został bolszewikiem. Jego zabalsamowane ciało to druga mumia ZSRR i jak truchło Lenina wciąż spoczywa w mauzoleum. Ile jest prawdy w legendzie o Grigoriju Kotowskim?

Jeśli w Mapach Google wpiszemy Podilśk, pojawi się Kotowsk. Nazwa ta jest nieaktualna od 2016 r. Jesteśmy w obwodzie odeskim na zachodnich rubieżach wielkiego Stepu Pontyjskiego. Od granicy z Mołdawią, a dokładniej separatystyczną Republiką Naddniestrza, dzieli nas 10 km. W ostatnich latach 40-tysięczne ukraińskie miasto przeszło przemianę tożsamościową.

W centrum Podilśka stoi pomnik niczym z „2001: Odysei kosmicznej” Stanleya Kubricka. Jest połowa listopada 2023 r. i na pomniku zatarto litery, na szczycie wokół gwiazdy wyżłobiono koło. A na dole, w niszy, pusty postument ze śladami czerwonej farby. Ale jeszcze rok temu widniały tam daty 1881 i 1925, na górze komunistyczna gwiazda i duża inskrypcja „G.I. Kotowskij”.

Hajduk, ataman, Robin Hood

Urodzony w 1881 r. Grigorij Iwanowicz Kotowski całe życie przekonywał, że jest Polakiem z pochodzenia. Powtarza to m.in. polskojęzyczna Wikipedia, pisząc o nim jak o synu „zrusyfikowanego, prawosławnego Polaka”. Faktem jest, że Kotowski sam budował swoją legendę i, trzeba przyznać, był w tym świetny. Od razu po jego śmierci w 1925 r. dzieło podjęli radzieccy macherzy od propagandy. Biografię podrasowano, a młodość wymyślono na nowo.

Trudno więc powiedzieć coś pewnego o pochodzeniu tego bolszewickiego bohatera, zwanego też ostatnim hajdukiem, czyli rozbójnikiem, lub besarabskim bądź czerwonym Robin Hoodem. Najpewniej urodził się w miasteczku Hîncești. Leży ono w dzisiejszej Mołdawii, niedaleko Kiszyniowa. Historycznie zaś przynależy do Besarabii, którą Rosja przejęła od Turcji w 1812 r.

Jego ojciec, jak wynika z oficjalnych dokumentów, Iwan Nikołajewicz, urodził się w miasteczku Bałta, dziś w obwodzie odeskim, choć do pierwszego rozbioru było to polskie miasto Józefgród. Może dlatego Kotowski przekonywał, że jest potomkiem Polaków. Twierdził również, że jego dziadek był rosyjskim pułkownikiem i miał odmówić tłumienia powstania styczniowego. To jednak nie może być prawdą. Według urzędowych dokumentów ojciec Grigorija był bowiem nie szlachcicem, a mieszczaninem i mechanikiem w gorzelni w Hîncești. O matce, Akulinie Romanowej, nie wiemy niemal nic. Wszystko to historycy wyciągnęli z archiwów, bo z opowieści Kotowskiego oraz bolszewickich apologetów wynika coś przeciwnego. Rodzina biedna, wyzyskiwana przez właścicieli ziemskich, a sam Grigorij – ofiara „wysysaczy krwi ludu pracującego”.

Mściciel z Besarabii

Matka Kotowskiego zmarła w 1889 r., sześć lat później ojciec. I tu pojawił się właściciel gorzelni, który wcale nie okazał się krwiopijcą. Przeciwnie, finansował leczenie swojego pracownika, a po jego śmierci zaopiekował się sierotami. Nastoletni Grigorij już wtedy wyróżniał się spośród rówieśników. Zwano go Bieriozą, a więc brzozą, i w ludowej tradycji taki pseudonim przysługiwał przywódcy chuliganów.

Każda kropla przelanej krwi w przyszłości zamieni się w promienne gwiazdy proletariackich podbojów” – Grigorij Kotowski

Skończył dwuletnią powszechną szkołę. Uczył się słabo, ale doskonale bił, a przy tym pięknie śpiewał i grał na instrumentach. Miał też znak rozpoznawczy – od wczesnego dzieciństwa po upadku z dachu jąkał się. Musiał jednak budzić sympatię, bo to w niego najwięcej zainwestował opiekun. Wysłał do szkoły w Kiszyniowie, skąd podopieczny szybko wyleciał, a później umieści go w szkole rolniczej. Tam Kotowski się odnalazł. Dobrze się uczył i wszystko wskazywało na to, że będzie świetnym zarządcą. Poza tym miał niebywały talent do języków i oprócz rosyjskiego opanował polski, rumuński, francuski, niemiecki i jidysz. Zapamiętano go jako świetnego jeźdźca, zapowiadającego się muzyka oraz zaangażowanego czytelnika. Patron, zaskoczony postępami, zapowiedział, że wyśle go na studia do Niemiec.

Na polskim froncie w 1920 r. Grigorij Iwanowicz Kotowski stoi pośrodku

Foto: Wikimedia

To był dobry czas i Kotowski wspominał, że „z całego przeżytego życia okres spędzony w szkole rolniczej [był] najjaśniejszy, najwyraźniejszy, najradośniejszy”. Wtedy też „zaczęła się kształtować [jego] postawa sprzeciwu wobec istniejącego porządku rzeczy” – dodawał. Ale tu potrzebne jest sprostowanie. Warunkiem uzyskania dyplomu było zrealizowanie praktyki w konkretnym gospodarstwie i Kotowski trafił do Polaka, Mieczysława Skopowskiego. Stamtąd został wyrzucony po dwóch miesiącach z powodu relacji, jaką nawiązał z żoną gospodarza. Kotowskiego przyjął inny ziemianin, niejaki Maksimow, po czym oskarżył o kradzież i przegonił.

Był początek roku 1902 i Kotowski znów znalazł się u Skopowskiego. Nie wiadomo, jak do tego doszło, na pewno jednak i tym razem się nie udało. Kotowski pisał, że stanął w obronie bartaków i uderzył ziemianina. Skopowski zemścił się, związał go i w lutowy mróz wyrzucił w step. Chłopak doturlał się do najbliższego drzewa, przetarł sznury i tak w śniegach Besarabii narodził się ludowy mściciel.

Fakty były inne. Zachowało się zawiadomienie o kradzieży złożone przez Skopowskiego. O ten występek obwinił praktykanta. Młodzieniec uciekł i później starał się o pracę u kolejnego ziemianina. Ten zażądał rekomendacji, chłopak je podrobił, oszustwo wyszło na jaw i Kotowski pierwszy raz trafił do więzienia. I w rzeczy samej to był początek jego kariery.

Anarchista indywidualista

Na wolność wyszedł po kilku miesiącach, ale niebawem znów go zamknięto na parę miesięcy. Według urzędowych dokumentów pracował w lesie jako dozorca, a później robotnik w browarze w Kiszyniowie. Rozpoczęła się wojna rosyjsko-japońska, Kotowski nie zgłosił się do poboru. W 1905 r. wcielono go więc siłą, ale zbiegł i wrócił do Besarabii.

Dezercja była poważnym przestępstwem, nie miał już odwrotu i śmiało ruszył po bandyckiej ścieżce. I wtedy spotkał, zapewne po raz pierwszy, lewicowych eserowców. W Besarabii dołączył do grupy anarchistów, komunistów i terrorystów. Komitywa trwała ledwie miesiąc czy dwa. Kotowski uznał, że jest anarchistą indywidualistą, zerwał z rewolucjonistami i do 1917 r. działał na własny rachunek. Zgromadził szajkę. Najpierw napadali na drogach, ale szybko rozochocili się i grabili w miastach czy w posiadłościach ziemskich. Ataki były śmiałe, ofiarami padali najbogatsi.

Świadectwa, jakoby rozdawał pieniądze biednym, nie są dostatecznie wiarygodne. Zbierano je po 1940 r. Sowietom chodziło o udowodnienie, że Kotowski był bolszewickim Robin Hoodem i wspierał uciśnionych. Ktoś wspominał, że dostał od niego pieniądze na krowę, inny na konia czy na mieszkanie, jakaś grupa przekonywała, że zajechał do wioski i rozdawał złoto. Brzmi to dość wątpliwie.

Ale ziarno prawdy w tych opowieściach pewnie było i powstała nawet piosenka o Kotowskim, którą śpiewano jeszcze przed I wojną światową. Jedna zwrotka brzmi: „Rozbił bank i szaraban / Kafieszantan i restauran / Napoił winem krestian / Taki nasz piekielny ataman”. Szaraban z francuskiego oznacza powóz, kafieszantan – od café-chantant – rozśpiewana kawiarnia. A kriestianie – już po rosyjsku – to włościanie. Słowa te nie są bez znaczenia i mogłyby wskazywać na Odessę, gdzie francuszczyzna była chlebem powszednim. A jeśli tak, bandycka reputacja Kotowskiego dotarłaby już wtedy nad brzegi Morza Czarnego. Odessa po dziś dzień słynie z własnych bandytów, w tym z unieśmiertelnionego przez Babla Miszki Japończyka. Dokonania Kotowskiego w Besarabii musiały być znaczące, żeby powstała taka pieśń.

Ucieczka katorżnika

Pobyty w zakładach karnych to oddzielna opowieść. Kotowski za kratami przekupywał, oszukiwał, znajdował wspólników, m.in. tak w 1907 r. zapoznał się z Miszką Japończykiem.

Był skazany dwukrotnie na kilkanaście lat katorgi i za każdym razem uciekał z więzienia. Później wracał do Besarabii i odbudowywał swoją bandę. W końcu powstała nieformalna grupa śledczych. Udało się im wytropić i złapać Kotowskiego. Wiosną 1910 r. zesłano go na Syberię. Warunki były trudne, na dodatek strzeżono go skrupulatnie, nie próbował więc ucieczki i czekał na amnestię. Nie objęła ona jednak pospolitych przestępców, a tylko politycznych. Dopiero wtedy hajduk spróbował szczęścia. Udało się i swoim zwyczajem wrócił do Besarabii.

Przez cały 1913 r. i 1914 r., czyli również w pierwszym roku Wielkiej Wojny, Kotowski pracował jako tragarz, a równocześnie zbierał nową grupę nalotczików; polszczyzna nie ma chyba tu odpowiednika i można mówić o skrzyżowaniu złodziejskich profesji: klawiszników, a więc specjalistów włamywaczy, szopenfeldziarzy okradających sklepy i kasiarzy grabiących instytucje, gdzie cenności ukryte są w sejfie. Innymi słowy – ludzie Kotowskiego byli zawodowcami w każdym calu, a przy tym działali okrutnie, choć nie zabijali. Ich ataman mógł pozbawić delikwenta cennych rzeczy, pobić, rozebrać i puścić nago, postrzelić, wywieść na pustkowie i porzucić, ale do roku 1917 nikomu życia nie odebrał.

W 1915 r. Kotowski z nową bandą, liczącą do 30 ludzi, dokonał najbardziej zuchwałych napadów. Rabował instytucje finansowe i m.in. zagarnął rządową kasę przechowywaną w urzędzie w Benderach, na trasie kolejowej Tyraspol – Kiszyniów. Postawił tym „na nogi całą policję Besarabii i Odessy”. Służby sporządziły opis Kotowskiego i rozesłały go telegrafem po całym południu Imperium Rosyjskiego. Czytamy tam, że poszukiwany jest poliglotą, „ubiera się porządnie i może sprawiać wrażenie prawdziwego gentlemana”, budzi sympatię itd.

List łaski

Kotowskiego zgubiła zapewne popularność – pisano o nim i mówiono wiele. Donosiciel za 2 tys. rubli przekazał policji informację, w jakim chutorze, kolonii pośród pól, się ukrył. 24 czerwca 1916 r. przybył tam pluton oraz wszyscy komisarze tropiący atamana. Łącznie ponad 30 pistoletów. Wywiązała się strzelanina i raniony w pierś Kotowski trafił do aresztu.

Opracował oczywiście plan ucieczki. Zamierzał zrobić drabinkę sznurową z kul ortopedycznych jednego z osadzonych; grypsy, jakie w tej sprawie wysyłał, trafiły jednak w ręce więziennej administracji i przewieziono go do Odessy. Tam zasądzono karę śmierci przez powieszenie.

Kotowski miał wtedy 35 lat, był u szczytu sił, nie chciał umierać. Napisał do Aleksieja Brusiłowa, dowódcy Frontu Południowo-Zachodniego. Błagał, żeby zamiast na szafot wysłano go do okopów. Generał pozostawał nieugięty i piekielny ataman zwrócił się do jego żony, Nadieżdy Żelichowskiej. Ten list zadziałał i Brusiłow zamienił karę śmierci na „katorgę dożywotnią”.

Ale na front ani na Syberię nie trafił. Nadeszła lutowa rewolucja 1917 r. i nawet zakład karny zastrajkował. A że niedawny straceniec był postacią powszechnie znaną, w marcu upomnieli się o niego ministrowie rządu Kiereńskiego, a sam premier dwa miesiące później podpisał decyzję o uwolnieniu. Była to formalność, bo Kotowski od tygodni bawił już na salonach.

Odessa wrzała i jednego dnia była za carem i monarchistami, a drugiego za bolszewikami. Tamtejsza prasa pisała: „nowa rewolucyjna Rosja przyjęła Kotowskiego z zachwytem i miłością”, wtedy też ukuto powiedzenie: „Kotowskij jawiłsia, burżuj wspołosziłsia”, czyli Kotowski się pojawił, burżuj się spłoszył.

Ataman brylował w towarzystwie. 23 marca zjawił się w operze podczas spektaklu charytatywnego na rzecz ofiar rewolucji. Na aukcję wystawił kajdany katorżnika. Kupił je znany adwokat za bagatela 3,1 tys. rubli. Z tej sumy na rzecz osadzonych w więzieniu przekazano 783 ruble. A reszta, cóż, została rozdysponowana na cele wiadome tylko dla dawnego właściciela kajdan, miłośnika dobrych restauracji i burdeli.

Promienne gwiazdy proletariackich podbojów?

Wreszcie Kotowski faktycznie ruszył na front. Tam zastała go rewolucja październikowa i wybrano go do komitetu żołnierskiego 6 Armii. Niebawem polecono mu uspokoić sytuację w Kiszyniowie i było to już ważne zadanie wojskowo-zarządcze. Mimo to sytuacja na południu imperium była skrajnie niestabilna. Od 1918 r. do 1921 r. nad brzegami Morza Czarnego władza przechodziła z rąk do rąk kilkanaście razy. Nieraz zmiany zachodziły w ciągu godzin.

W tych trudnych chwilach Kotowski, jak za dawnych lat, ukrywał się. Kiedy biali, zwolennicy dawnej Rosji, przejęli inicjatywę na południu, przybył do Odessy i schronił w domu publicznym prowadzonym przez Mejera Zajdera alias Majorczyk. Pozostał czujny i wiosną 1919 r., gdy nadarzyła się okazja, wywiózł depozyty odeskiego banku trzema ciężarówkami. Radzieccy biografowie nic o tej kradzieży nie piszą, bo i o świadectwa było trudno. Czerwony Robin Hood zadbał, żeby wieści o największym rabunku w jego karierze się nie rozeszły.

Rok 1919 okazał się dla bolszewików bardzo trudny. Potrzebowali Kotowskiego i najpierw naznaczyli go dowódcą jednej brygady, później dwóch, a w końcu stanął na czele całej 45 Dywizji Strzeleckiej. Wraz z nią był nawet pod Pietrogradem. Jego ludzie byli ranni i schorowani, dane mówią o 70 proc. niezdolnych do walki. Kotowski dał im odpocząć, a następnie stanął na czele nowo sformowanej jednostki – 17 Dywizji Kawalerii Czerwonych Kozaków. Najpierw używano jej przeciw tzw. petlurowcom, walczącym o niepodległą Ukrainę. Uderzyć znienacka, wyciąć w pień, przełamać impas – tu kotowcy spisywali się doskonale.

Walka z Polakami okazała się prawdziwym testem. Kłamstwem są rozpowszechniane przez radziecką propagandę tezy, jakoby był drugim dowódcą Armii Czerwonej, po Tuchaczewskim. Nieprawdziwe będą też wyliczenia, zgodnie z którymi wyeliminował tysiące białopolaków. Starcia z polskim regularnym wojskiem przegrywał. Jego Czerwoni Kozacy dotarli pod Lwów i tam w sierpniu 1920 r. zostali zdziesiątkowani. Świadkowie przekonują, że Kotowski opłakiwał wszystkie śmierci w dywizji i zapamiętano mu słowa wygłoszone nad mogiłą prostego żołnierza: „Każda kropla przelanej krwi w przyszłości zamieni się w promienne gwiazdy proletariackich podbojów”.

Komuna G. Kotowskiego

Historycy doszukują się zapowiedzi Hołodomoru już w pierwszych latach rządów bolszewików. Wtedy też z Kotowskiego uczyniono narzędzie ugniatania niepokornej Ukrainy, a jego autorytet wykorzystano do budowy nowej gospodarki; kotowcy z Czerwonych Kozaków przedzierzgnęli się w strażników zakładów produkcyjnych, m.in. cukrowni.

Sam Kotowski nie wyzbył się marzeń o idealnym gospodarstwie i założył w 1924 r. we wsi Obodiwka – w dawnym pałacu Sobańskich – szkołę rolniczą. Przy niej zaś prawdziwą komunę. Placówkę wyposażył w traktory zakupione w USA oraz 60 koni. Niestety dziś pałac pozostaje w ruinie, a o tej historii w Polsce przeczytamy tylko na stronach Fundacji im. Feliksa hr. Sobańskiego, co jest swego rodzaju ironią.

Kotowski postanowił zmierzyć się też z 10. muzą i grał w popularnym i niezłym artystycznie, choć maksymalnie zideologizowanym filmie „P.K.P.” („Piłsudskij kupił Petluru”). Wcielił się tam w rolę samego siebie, asystował mu kolejny naturszczyk, Jurko Tiutiunnyk, przeciw któremu kilka lat wcześniej walczył na froncie. Zdjęć nie udało mu się dokończyć, bo 6 sierpnia 1925 r. na daczy w Czabance Kotowskiego zastrzelił wspomniany wcześniej Majorczyk. Nie wyjaśniono, co było przyczyną zbrodni. Byłaby to zemsta za los Miszki Japończyka? Zabójca był jego prawą ręką. Ewentualnie działał na zlecenie Moskwy i Stalin obawiał się, że czerwony Robin Hood stanie się zbyt popularny. A miał ku temu powody, bo poznał go osobiście w czasach wojny z Polską.

Zwłoki Kotowskiego zabalsamowano jak Lenina i złożono w Birzule, w 1935 r. przemianowanej na Kotowsk. Nad grobem piekielnego atamana zbudowano mauzoleum. Miejsce było w całym ZSRR ważne i popularne; uczyły się o nim dzieci w szkołach. Podczas II wojny światowej Niemcy zniszczyli je, a mumię wyrzucili na śmieci. Miejscowi zebrali jednak szczątki i ukryli. Po 1945 r. odbudowano mauzoleum i z powrotem umieszczono tam zwłoki.

Po rozpadzie ZSRR już w niepodległej Ukrainie niewiele się zmieniło i dopiero w 2016 r. Kotowsk stał się Podilśkiem. Wtedy też rada miasta podjęła decyzję o przeniesieniu mumii na cmentarz. Od tego czasu zdewastowano monument, choć atamana nie ruszono.

Tożsamość ukraińska nie rymuje się z radziecką.

– Dlaczego pomnik Kotowskiego wciąż stoi? – pytamy dyrektorkę podilśkiego muzeum krajoznawczego Olenę Kobyliuk.

– Ponieważ nie został jeszcze wykreślony z Państwowego Rejestru Nieruchomych Zabytków Kultury, a tym powinno zająć się ministerstwo kultury Ukrainy.

– A czy trzeba go konserwować, czy może zniszczyć? – drążymy.

– On tak naprawdę nie pasuje do najnowszej historii, a tym bardziej do ukraińskiej tożsamości, bo sam Kotowski nie postrzegał Ukrainy jako wolnej i niepodległej. W 1921 r. brygada Kotowskiego rozstrzelała 359 wziętych do niewoli żołnierzy ukraińskich jako wrogów ludu. Ludzie mówili, że ginęli, śpiewając: „Szcze ne wmerła Ukrajiny i sława, i wola” [dzisiejszy hymn państwowy – red.].

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
1

10.01.2024

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Majmurek: sukces Morawieckiego na trzech polach. Kluczowe są sondaże

Majmurek: sukces Morawieckiego na trzech polach. Kluczowe są sondaże

Zagórski: Rakieta spadła, ale syreny milczały, bo dyżurny spał? Ukraińcy mają na to sposób [OPINIA]

Zagórski: Rakieta spadła, ale syreny milczały, bo dyżurny spał? Ukraińcy mają na to sposób [OPINIA]

Jak mało kto poznał świat superbogatych. „Uważają, że nie są w stanie zapobiec katastrofie”

Jak mało kto poznał świat superbogatych. „Uważają, że nie są w stanie zapobiec katastrofie”

Wesele bez alkoholu? Oficjalnie nikt nie narzekał. Aż przyjechało pogotowie

Wesele bez alkoholu? Oficjalnie nikt nie narzekał. Aż przyjechało pogotowie

Europa stoi przed historycznym wyzwaniem. „Przeżywamy najniebezpieczniejszy moment od 1948 r.”

Europa stoi przed historycznym wyzwaniem. „Przeżywamy najniebezpieczniejszy moment od 1948 r.”

Jadwiga bała się siostrzeńca i słusznie. „Groszek” ze „Świrem” wykonali zlecenie

Jadwiga bała się siostrzeńca i słusznie. „Groszek” ze „Świrem” wykonali zlecenie

26-latka myślała, że „na wszystko ma jeszcze czas”. Spotkanie z koleżankami ją otrzeźwiło

26-latka myślała, że „na wszystko ma jeszcze czas”. Spotkanie z koleżankami ją otrzeźwiło

Rozbijał gangi złodziei samochodów. „Nie było w Warszawie drugiego takiego patrolu. I właśnie dlatego warto było nas usunąć”

Rozbijał gangi złodziei samochodów. „Nie było w Warszawie drugiego takiego patrolu. I właśnie dlatego warto było nas usunąć”

Guru pseudomedycyny w Pałacu Prezydenckim. Ujawniamy kulisy spotkania

Guru pseudomedycyny w Pałacu Prezydenckim. Ujawniamy kulisy spotkania

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Bliski Wschód. Iran ogłasza porozumienie z Omanem. Chodzi o cieśninę Ormuz

Bliski Wschód. Iran ogłasza porozumienie z Omanem. Chodzi o cieśninę Ormuz

5 sierpnia, 2026
„Polityczny WF”: Grill Morawieckiego. PiS rozesłało SMS-y. Oto ich treść

„Polityczny WF”: Grill Morawieckiego. PiS rozesłało SMS-y. Oto ich treść

5 sierpnia, 2026
W PiS znów się kłócą, mimo wyrzucenia Morawieckiego. Tym razem o szefa EKR – Wprost

W PiS znów się kłócą, mimo wyrzucenia Morawieckiego. Tym razem o szefa EKR – Wprost

5 sierpnia, 2026
Polacy stawiają na mieszkania wakacyjne. Własny second home wygrywa z wymianą mieszkań – Biznes Wprost

Polacy stawiają na mieszkania wakacyjne. Własny second home wygrywa z wymianą mieszkań – Biznes Wprost

5 sierpnia, 2026

Najnowsze Wiadomości

Psy coraz gorzej znoszą upały. Te rasy są najbardziej zagrożone

Psy coraz gorzej znoszą upały. Te rasy są najbardziej zagrożone

5 sierpnia, 2026
Kraków. Łukasz Gibała wystartuje w wyborach na prezydenta miasta

Kraków. Łukasz Gibała wystartuje w wyborach na prezydenta miasta

5 sierpnia, 2026
Wojna na Ukrainie. Ataki na Kramatorsk, nakazano ewakuację miasta

Wojna na Ukrainie. Ataki na Kramatorsk, nakazano ewakuację miasta

5 sierpnia, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.