Bezczelność ludzi pokroju posła-hejtera Dariusza Mateckiego czy rektora-ziobrysty Michała Sopińskiego jest nieprzypadkowa – uwierzyli, że wraz z triumfem Karola Nawrockiego włos nie spadnie im z głowy.
Oskarżony w związku z aferą w Funduszu Sprawiedliwości zachodniopomorski poseł Dariusz Matecki dawno nie był tak zadowolony. Choć jeszcze do niedawna robił z siebie pokorną ofiarę prześladowań, dziś grzmi z mównicy sejmowej i straszy obecną władzę przyszłymi rozliczeniami.
Nie jest w tym jedyny. Prezes Ordo Iuris Jerzy Kwaśniewski, który niespecjalnie udzielał się w ostatnich miesiącach, na początku tygodnia wystąpił z nową inicjatywą. Zachęca i obiecuje otoczyć opieką prawną wszystkich sygnalistów, którzy zechcieliby donosić w sprawie przewin urzędników Donalda Tuska czy pracowników prokuratury Adama Bodnara. Inicjatywa szczególnie przypadła do gustu rektorowi ziobrystowskiej Akademii Wymiaru Sprawiedliwości, Michałowi Sopińskiemu.
Ich zadowolenie jest nieprzypadkowe. Zarówno mający sporo za uszami Matecki jak i ciągle sprawujący swój urząd Sopiński zdają sobie sprawę z politycznej dynamiki, którą uruchomiła przegrana Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich. Nawet jeżeli prokuratury czy komisje dyscyplinarne dobrałyby się im skóry, zawsze będą mogli liczyć na intencję najwyższą – prawo łaski prezydenta Karola Nawrockiego.
Zepsute instytucje dalej takie pozostaną
Ale to nie wszystko. Nie jest szczególną tajemnicą, że próby pociągnięcia do odpowiedzialności osób, które złamały prawo w latach 2015-2023 mogą teraz napotkać na opór instytucjonalny. Funkcjonariusze służb specjalnych czy pracownicy prokuratur oraz sądów będą mieli z tyłu głowy, że już w 2027 r. koalicja może oddać władzę. Czy będą chcieli się narażać przyszłej władzy?
Tym bardziej że – jak wielokrotnie pisaliśmy w „Newsweeku” – instytucji tych nie udało się przez półtora roku zreformować i zweryfikować. Nie trzeba nawet sięgać po ciągle nierozliczoną aferę respiratorową czy Pegasusa – dość powiedzieć, że gdyby nie popisowy występ przed komisją śledczą, swoją funkcję dalej sprawowałaby chociażby szefowa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Agnieszka Kwiatkowska-Gurdak. Mało brakowało, a powiódłby się jej plan ocalenia instytucji, która w ostatnich latach była niczym więcej jak tylko pałką do lania politycznych przeciwników. Czy Agnieszka Kwiatkowska-Gurdak dogadana z dawnymi funkcjonariuszami z czasów Mariusza Kamińskiego oraz Macieja Wąsika i przychodząca przed komisję w towarzystwie byłego rzecznika CBA, byłaby dziś skłonna do wyjaśniania jakichkolwiek matactw z lat 2015-2023? Niech odpowiedzą sobie Państwo sami.
— Z reformą trzeba poczekać na nowego prezydenta – słyszeliśmy z ministerstwa spraw wewnętrznych i administracji, kiedy dopytywaliśmy, na jakim etapie znajdują się prace nad likwidacją Centralnego Biura Antykorupcyjnego (przypominam: jednej z głównych obietnic wyborczych premiera Donalda Tuska). Teraz nawet o dogłębnej reformie CBA w obecnej formie ministrowie spraw wewnętrznych będą mogli tylko pomarzyć.
Czy zabetonowana prokuratura może funkcjonować?
Nie inaczej sprawy mają się w prokuraturze. Zabetonowana przez Zbigniewa Ziobrę instytucja nasycona jego nominatami (część z prokuratorów były minister sprawiedliwości awansował do Prokuratur Regionalnych ostatnim rzutem, jeszcze późną jesienią 2023 r.) pozostanie dysfunkcyjna. Minister Adam Bodnar może oczywiście wymieniać na Twitterze/X całą listę rozpoczętych postępowań, ale czy naprawdę wszystkie uda się skutecznie doprowadzić do końca, kiedy szef resortu nie może nawet wymienić swoich zastępców? Bypassowanie to zawsze rozwiązanie ograniczone i tymczasowe, nie da się w ten sposób funkcjonować na dłuższą metę. Nie zdziwiłbym się, gdyby część spraw, którym nadano już bieg, ugrzęzła i nigdy więcej nie nabrała tempa. Nie twierdzę, że skończą – jak za pisowskich czasów – w garażu prokuratora Ziarkiewicza, ale szefostwo resortu powinno spodziewać się oddolnej obstrukcji.
Trudno przy tym wszystkim nie wspomnieć, że rozliczenia trwają zbyt długo. Kiedy tydzień temu ujawnialiśmy, że na podstawie wewnętrznych audytów ORLEN składa zawiadomienie do prokuratury ws. spraw sądowych Daniela Obajtka opłacanych przez spółkę, część czytelników słusznie pytała, dlaczego dopiero teraz? Wyjaśnianie wątpliwości z czasów Zjednoczonej Prawicy trwa już pół kadencji, a wymierzenia sprawiedliwości winnym ciągle nie widać. Wyborcy, którzy oddali jesienią 2023 r. głos na koalicję, traktowali tę sprawę priorytetowo (widać to było w badaniach). Dziś dziwią się, że tak samo nie potraktowali tego politycy koalicji. Nie brak też głosów, że zamiast faktycznych rozliczeń, politycy skupili się na jasełkach. Zamiast szybkiego stawiania zarzutów, wyborcy dostali kiepski kabaret kolejnych komisji śledczych.
Małe sprawy – wielkie sprawy
Poirytowanie wyborców jest tym większe, że finału nie mogą znaleźć nawet – pozornie – drobne sprawy. Jak informowaliśmy niedawno w „Newsweeku” niebezpiecznie długo trwa chociażby postępowanie dyscyplinarne wspominanego powyżej rektora Akademii Wymiaru Sprawiedliwości, Michała Sopińskiego. Choć powszechnie znane były jego wpisy nawołujące do golenia głów badaczy Holocaustu czy wysyłania do więzienia premiera Donalda Tuska (rektor uczelni wyższej powinien być apolityczny), komisja dyscyplinarna przy Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego ceregieli się z nim już prawie rok. – Jak mamy wierzyć, że sprawiedliwość dosięgnie grubych ryb, skoro władza nie jest w stanie nawet takiej rzeczy doprowadzić do końca? – pytają sygnaliści, którzy przychodzili do nas w sprawie ziobrystowskiej Akademii Wymiaru Sprawiedliwości.
Niestety, ich obawy są uzasadnione. Półtoraroczne okienko, w którym powinien odbyć się proces piętnowania najbardziej oburzających spraw, zdaje się bezpowrotnie zamykać. Dla Koalicji w tej sytuacji mam dosyć prosty przekaz. Skoro w imieniu państwa nie umieliście rozliczyć błędów Zjednoczonej Prawicy, rychło przekonacie się, jak Zjednoczona Prawica będzie rozliczać was. Tylko Polski szkoda.