Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Wieprz w Szczebrzeszynie wywołał burzę. Mieszkańcy mówią o dewastacji

Wieprz w Szczebrzeszynie wywołał burzę. Mieszkańcy mówią o dewastacji

14 września, 2026
Biedronka mówi „nie” importowi. Na półki trafią tylko owoce z Polski

Biedronka mówi „nie” importowi. Na półki trafią tylko owoce z Polski

14 września, 2026
Huti atakują Arabię Saudyjską. Uderzenia w kolejnym regionie, padły groźby

Huti atakują Arabię Saudyjską. Uderzenia w kolejnym regionie, padły groźby

14 września, 2026
Szymon Hołownia już nie w rządzie. Będzie ambasadorem? W tle Karol Nawrocki i Radosław Sikorski – Wprost

Szymon Hołownia już nie w rządzie. Będzie ambasadorem? W tle Karol Nawrocki i Radosław Sikorski – Wprost

13 września, 2026
Może pomóc na zły cholesterol. Czarny czosnek kryje w sobie niezwykłą moc

Może pomóc na zły cholesterol. Czarny czosnek kryje w sobie niezwykłą moc

13 września, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Wieprz w Szczebrzeszynie wywołał burzę. Mieszkańcy mówią o dewastacji
  • Biedronka mówi „nie” importowi. Na półki trafią tylko owoce z Polski
  • Huti atakują Arabię Saudyjską. Uderzenia w kolejnym regionie, padły groźby
  • Szymon Hołownia już nie w rządzie. Będzie ambasadorem? W tle Karol Nawrocki i Radosław Sikorski – Wprost
  • Może pomóc na zły cholesterol. Czarny czosnek kryje w sobie niezwykłą moc
  • Słowacja. Tragedia w Tatrach, Polak próbował zdobyć Gerlacha
  • Siemoniak zabrał głos po pilnej naradzie. Chodzi o atak Rosji obok granicy
  • Wygląda jak miniaturowy hiacynt. Ten kwiat zachwyca błękitnymi paskami
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Pan Waldemar umierał, chciał ostatni raz pogłaskać swoje koty. Szpital spisał się na medal
Pan Waldemar umierał, chciał ostatni raz pogłaskać swoje koty. Szpital spisał się na medal
Aktualności

Pan Waldemar umierał, chciał ostatni raz pogłaskać swoje koty. Szpital spisał się na medal

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości30 marca, 2026

Ukochany pies przy łóżku umierającego człowieka? W polskich szpitalach to na ogół zakazane, jest jednak pewien wyjątkowy oddział i jego szef, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych.

— Pan Waldemar miał raka w zaawansowanym stadium i wiedział dobrze, że zostało mu niewiele czasu — opowiada dr hab. Tomasz Dzierżanowski, kierownik Kliniki Medycyny Paliatywnej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. — Kiedyś przechodziłem koło jego łóżka i chwilę z nim porozmawiałem, widząc, że jest przygnębiony. Okazało się, że powodem jest nie sama choroba i odchodzenie, ale dwa kotki, które pan Waldemar zostawił w domu — mówi prof. Dzierżanowski. Zajmował się nimi od kilku miesięcy sąsiad pana Waldemara, który zresztą był już zmęczony tą rolą. — Mój pacjent strasznie martwił się, co będzie z jego ukochanymi zwierzętami, kiedy on umrze, i marzył o tym, żeby przed śmiercią móc je jeszcze pogłaskać chociaż raz — wspomina ze wzruszeniem prof. Dzierżanowski.

Profesor opowiedział o całej sprawie swojej córce Pauli, a ona postanowiła spełnić marzenie pana Waldemara. Wzięła dwa kontenerki i pojechała na drugi koniec Warszawy po kotki. — I tak, niespodziewanie, kotki wylądowały u nas w klinice, na łóżku tego schorowanego pacjenta. Nie zapomnę jego wzruszenia, kiedy sięgnął do kontenerków i głaskał swoje ukochane zwierzęta. Łzy ciekły mu po policzkach. Podobnie jak drugiemu pacjentowi, który leżał obok — wspomina prof. Dzierżanowski. Córka profesora postanowiła spełnić też drugie marzenie pana Waldemara i znaleźć kotkom dom. Zorganizowała na Facebooku casting na nowych opiekunów. Najważniejszy warunek był jeden — kotki musiały być adoptowane razem. I udało się! Pan Waldemar odszedł spokojny o ich los.

Klinika Medycyny Paliatywnej WUM na ul. Lindleya w Warszawie jest jednym z nielicznych oddziałów szpitalnych w Polsce, na które można wprowadzać zwierzęta domowe, te należące do pacjentów, jak i zwierzęta terapeutyczne. Prof. Dzierżanowski jest przekonany, że kontakt ze zwierzętami wpływa bardzo pozytywnie na chorych, a możliwość pożegnania się z własnym pupilem bywa często najjaśniejszym momentem trudnego procesu odchodzenia, zwłaszcza w szpitalu. Dlatego chciałby, aby taka możliwość była nie tylko w jego klinice, ale na wszystkich podobnych oddziałach w Polsce. Opracował Kartę Praw Pacjenta do kontaktu ze zwierzęciem towarzyszącym i stara się o to, aby stała się dokumentem obowiązującym w szpitalach, nie tylko w opiece paliatywnej. Czy uda się przebić mur niechęci i stereotypów?

Istoty najbliższe

Profesor od lat obserwuje niepokojące trendy, opiekując się terminalnie chorymi pacjentami. I od dawna ma jedną refleksję. — W Polsce naprawdę mamy zastraszająco szybko szerzącą się epidemię samotności, zarówno wśród ludzi starszych, jak i młodych. Coś takiego się wydarzyło, że starsi ludzie przestali być osobami tak istotnymi w życiu swoich dorosłych dzieci, jak to było kiedyś, nie wspominając o życiu wnuków, których kontakt z babcią czy dziadkiem w nastoletnim życiu jest praktycznie żaden. Kiedyś nastolatek często spędzał ferie u dziadka czy babci. Teraz ta opcja przegrywa z chęcią pozostania w domu przy komputerze — mówi prof. Dzierżanowski.

Zuzia z pacjentką w klinice przy ul. Lindleya w Warszawie, marzec 2026 r.

Foto: Filip Miller

To dlatego starsze osoby czują się tak samotne, przebywając w szpitalu. — Nawet jeżeli rodzina mobilizuje się i odwiedza chorego staruszka, to często widać, że robi to dorosły syn czy córka, często też już w podeszłym wieku. To sprawia, że ci starsi czują jeszcze głębsze wyobcowanie — mówi ze smutkiem prof. Dzierżanowski. Jednocześnie, rozmawiając ze swoimi pacjentami, wielokrotnie słyszał, że najbliższymi im istotami były ich zwierzęta i w szpitalu właśnie tych zwierząt brakuje im najbardziej. — Te relacje są bardzo głębokie. Nie można ich negować — podkreśla profesor.

A dlaczego właściwie ludzie przebywający w szpitalu muszą być odcięci od wizyt swoich pupili? — No właśnie nie muszą. Na poziomie ogólnokrajowym nie ma żadnego przepisu, który zabraniałby wprowadzania zwierząt do szpitali — przekonuje prof. Dzierżanowski. I podkreśla, że mamy prawo, które sankcjonuje wizyty zwierzęcia u swojego właściciela. To ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, artykuł 20. — W punkcie pierwszym ustawodawca zapisał, że świadczenia zdrowotne powinny być udzielane z poszanowaniem godności pacjenta, a w punkcie drugim, że pacjent ma prawo do umierania w warunkach spokoju i godności. A trudno mówić o godności, jeżeli choremu odmawia się wizyty istoty najbliższej — tłumaczy lekarz.

W praktyce jedyne regulacje dotyczące odwiedzin zwierząt w szpitalach to zakazy wydawane przez dyrektorów placówek. — A oni często nie wiedzą, że nie wolno takich bezwzględnych zakazów wprowadzać. Rzeczywiście istnieją oddziały, gdzie nie można wpuszczać zwierząt. Intensywna terapia, transplantologia czy miejsca z pacjentami o obniżonej odporności. To zrozumiałe ograniczenie — mówi prof. Dzierżanowski. Podkreśla, że jego projekt dotyczy głównie psów i kotów. — Trudno mi sobie wyobrazić i chyba nie wydałbym na to zgody, żeby ktoś przyniósł pacjentowi węża boa czy pająka ptasznika, chociażby ze względu na komfort i bezpieczeństwo innych pacjentów — zastrzega prof. Dzierżanowski. Trzeba też uszanować fakt, że niektórzy pacjenci mogą mieć fobie związane ze zwierzętami, np. mogą się bać psów. — To jednak nie oznacza całkowitego zakazu, tylko konieczność odpowiedniej organizacji, aby zachować równowagę między potrzebami pacjentów a bezpieczeństwem i komfortem wszystkich, i ludzi, i zwierząt — przekonuje lekarz.

Małgosia i Zuzia przybywają na pomoc

Prof. Dzierżanowski postanowił włączyć do swojej misji studentów medycyny. Ogłosił, że w ramach Studenckiego Koła Naukowego Medycyny Paliatywnej organizuje grupę wolontaryjną w swojej klinice. — Chciałem dać im miejsce, gdzie mogłaby odbywać się ich formacja jako przyszłych lekarzy, empatycznych, takich, którzy są wierni pacjentowi — tłumaczy profesor. Nie liczył na tłumy wolontariuszy, miał nadzieję, że będzie ich chociaż kilku. A zgłosiło się 146 osób! Wśród nich Małgorzata Brzozowska, studentka IV roku wydziału lekarskiego na WUM, prywatnie opiekunka dwóch psów terapeutycznych — jamniczki Zuzi oraz Kluski, suczki rasy owczarek australijski.

I to właśnie Małgorzata wpadła na pomysł, że będzie ze swoimi psami odwiedzać pacjentów w klinice. — Mam ukończony kurs dogoterapeuty, a moje psy przeszły i szkolenie, i testy sprawdzające, czy nadają się na psy terapeutyczne, czy np. nie są lękowe i czy poradzą sobie w trudnych warunkach — mówi Małgorzata Brzozowska. — Ludzie najczęściej myślą: taki słodki piesek, co to dla niego za problem wskoczyć na łóżko i dać się pogłaskać? Tymczasem dla psa przyjście na oddział, gdzie są wszystkie te piszczące pompy, masa obcych zapachów, to także spory stres. Nie każdy pies będzie w stanie się do tego dostosować — tłumaczy dogoterapeutka. Wiedzą o tym również pacjenci, którzy mają w domu zwierzęta. Jeśli ich pies czy kot ma naturę lękową, rezygnują z możliwości przyprowadzenia pupila do szpitala.

Małgorzata Brzozowska, dogoterapeutka, studentka medycyny, z Kluską, Warszawa, 23 marca 2026 r.

Małgorzata Brzozowska, dogoterapeutka, studentka medycyny, z Kluską, Warszawa, 23 marca 2026 r.

Foto: Filip Miller

Tacy pacjenci, którzy tęsknią za swoimi zwierzakami, wręcz garną się do Zuzi i Kluski, które doskonale przystosowały się do szpitalnych warunków. — Nie spodziewałam się, że moje odwiedziny z psami mogą być dla pacjentów tak ważne. Bo przecież tam lekarze walczą o ich życie, robią poważne rzeczy, a ja przychodzę z psem, to jakieś głupstwo, myślałam. Aż kiedyś jedna pacjentka powiedziała mi z wdzięcznością, że jej ostatnim marzeniem przed śmiercią było jeszcze raz zobaczyć i pogłaskać psa — opowiada studentka.

Dlaczego jeszcze pacjenci tak lubią jej wizyty? — Wydaje mi się, że przynoszę im wraz z Zuzią czy Kluską jakąś namiastkę normalności, zwyczajnego życia. Pacjenci na oddziałach paliatywnych zazwyczaj leżą dość długo, aż do końca. I są tego końca świadomi. Kiedy przychodzę z psem, rozmawiamy o nim, o jego zwyczajach, o zwierzętach, które znał pacjent, to odrywa go od przygnębiających myśli, kieruje je ku życiu — mówi Małgorzata.

Od pół roku regularnie odwiedza klinikę z Zuzią i Kluską, a pacjenci zawsze wyczekują jej wizyt, dopytując, czy na pewno do nich także zajrzy. — Traktujemy to nie jako rozrywkę czy źródło pocieszenia dla pacjentów, ale jako normalną procedurę leczniczą. Niefarmakologiczna interwencja przy pomocy zwierzęcia może powodować niesamowite zmiany w samopoczuciu — mówi prof. Dzierżanowski. Do dziś wspomina jedną z pacjentek, panią Beatę, która była w tak ciężkim stanie, że profesor, wychodząc w piątek z kliniki, liczył się z tym, że w poniedziałek już jej nie zobaczy. — Tymczasem w poniedziałek zastałem ją siedzącą na łóżku. Wstała, była uśmiechnięta. To była diametralna poprawa stanu ogólnego — opowiada lekarz. Zdumiony, zaczął dopytywać, co się stało i okazało się, że w weekend klinikę odwiedziła Małgorzata Brzozowska ze swoimi psami i pani Beata miała okazję się z nimi pobawić.

Małgorzata jako przyszła lekarka też docenia terapeutyczne oddziaływanie psów na osoby chore. Dzięki swojemu wolontariatowi w klinice prof. Dzierżanowskiego miała okazję zobaczyć to na własne oczy. — Kiedyś, gdy akurat byłam w szpitalu, profesor poprosił, żebym poszła z Kluską do sali, gdzie przyjechała świeżo przyjęta pacjentka, bardzo przerażona tym, co się dzieje — wspomina wolontariuszka. Porozmawiała z ta pacjentką, Kluska leżała na jej łóżku. — Nagle zauważyłam, jak jej bardzo wysokie ze stresu ciśnienie zaczęło się normować, jak walące serce zaczynało bić prawidłowo. To było coś niesamowitego, zobaczyć, jak ten kontakt ze zwierzęciem naprawdę działa — mówi Małgorzata.

To naprawdę pomaga

I są to nie tylko obserwacje Małgorzaty czy prof. Dzierżanowskiego. Również badania naukowe potwierdzają dobroczynne oddziaływanie kontaktu człowieka z psem czy kotem, zwłaszcza podczas długotrwałego pobytu w szpitalu czy w okresie terminalnym choroby. Wykazało to chociażby badanie przeprowadzone przez naukowców z hiszpańskich uniwersytetów w Walencji i w Madrycie, którzy przeanalizowali dostępne badania ze świata dotyczące terapii z udziałem zwierząt w opiece paliatywnej, obejmujące łącznie 663 terminalnie chorych dorosłych i dzieci. Z analizy tej wynika, że obecność zwierząt w opiece paliatywnej zdecydowanie poprawia dobrostan psychiczny i fizyczny chorych. Korzyści psychiczne to m.in. obniżenie lęku, objawów depresji, lepsza adaptacja do środowiska szpitalnego, mniejsze poczucie samotności. Korzyści fizyczne obejmowały obniżenie poziomu hormonu stresu — kortyzolu, spadek tętna, zmniejszenie bólu i duszności. Dane ze wszystkich ośrodków medycznych, które zezwoliły na przeprowadzenie terapii z udziałem zwierząt, są bardzo podobne i wszystkie wskazują na korzystne aspekty obecności zwierząt w opiece paliatywnej.

Tymczasem dyrektorzy polskich szpitali są na tę wiedzę jakby impregnowani. Najczęściej zasłaniają się lękiem przed chaosem na oddziale czy przed patogenami przenoszonymi przez zwierzęta. — Ale takie zagrożenie jest minimalne, patogeny zwierzęce, zwłaszcza takie, które może mieć domowy kot czy pies, są na ogół nieszkodliwe dla człowieka w zwykłym kontakcie typu głaskanie czy przytulanie. Zdecydowanie bardziej niebezpieczne są dla chorych wirusy i bakterie wnoszone na oddziały przez innych ludzi — podkreśla prof. Dzierżanowski. Oczywiście, pozostaje problem astmy czy alergii na zwierzęcą sierść, ale — jak proponuje profesor — wystarczy tylko znaleźć jakieś miejsce, np. pokój, gdzie takie kontakty mogłyby się odbywać bez szkody dla alergików, jeśli akurat tacy na oddziale są.

To, co wciąż nie udaje się w szpitalach, od dawna praktykowane jest w hospicjach — tam na ogół zwierzęta mogą być przyprowadzane. Często jest też tak, że w hospicjum nawet mieszka jakiś zwierzak, np. kot, choć trochę w tajemnicy, żeby nie było problemów z sanepidem. — Pora wreszcie przestać się obawiać, bo w tym lęku przed zarazkami, kłopotami, kontrolami gubi nam się to, co najważniejsze: potrzeby odchodzącego człowieka — podkreśla prof. Dzierżanowski.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
14

29.03.2026

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Sierakowski: kryptowaluty połączyły prawicę mocniej niż wartości. Nie bez powodu

Sierakowski: kryptowaluty połączyły prawicę mocniej niż wartości. Nie bez powodu

Szadkowski: najlepsi prezydenci według Karola Nawrockiego? Taki ranking byłby fascynujący

Szadkowski: najlepsi prezydenci według Karola Nawrockiego? Taki ranking byłby fascynujący

Polityka Trumpa uderza w nich pierwsza i najmocniej. „Kraj Trumpa” cierpi

Polityka Trumpa uderza w nich pierwsza i najmocniej. „Kraj Trumpa” cierpi

Prawda o życiu w Szwajcarii jest zaskakująca. „Kobiety wpadają w złotą klatkę”

Prawda o życiu w Szwajcarii jest zaskakująca. „Kobiety wpadają w złotą klatkę”

Morawiecki jak antyczny heros? „Kiepski patron politycznego powrotu”

Morawiecki jak antyczny heros? „Kiepski patron politycznego powrotu”

Kim jest Patrycja Kotecka? „To nie jest typowa żona konserwatywnego polityka. Była politycznym mózgiem Ziobry”

Kim jest Patrycja Kotecka? „To nie jest typowa żona konserwatywnego polityka. Była politycznym mózgiem Ziobry”

Jeszcze niedawno Brytyjczycy z nas kpili. Dziś uciekają nad Wisłę

Jeszcze niedawno Brytyjczycy z nas kpili. Dziś uciekają nad Wisłę

Tomasz Schuchardt: Myślałem, że nie nadaję się do filmu – nie mam urody, nie jestem interesujący

Tomasz Schuchardt: Myślałem, że nie nadaję się do filmu – nie mam urody, nie jestem interesujący

Major Fiszer: Wróciłem do Polski z ciężkim PTSD. Po tej misji nie mogłem już latać

Major Fiszer: Wróciłem do Polski z ciężkim PTSD. Po tej misji nie mogłem już latać

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Biedronka mówi „nie” importowi. Na półki trafią tylko owoce z Polski

Biedronka mówi „nie” importowi. Na półki trafią tylko owoce z Polski

14 września, 2026
Huti atakują Arabię Saudyjską. Uderzenia w kolejnym regionie, padły groźby

Huti atakują Arabię Saudyjską. Uderzenia w kolejnym regionie, padły groźby

14 września, 2026
Szymon Hołownia już nie w rządzie. Będzie ambasadorem? W tle Karol Nawrocki i Radosław Sikorski – Wprost

Szymon Hołownia już nie w rządzie. Będzie ambasadorem? W tle Karol Nawrocki i Radosław Sikorski – Wprost

13 września, 2026
Może pomóc na zły cholesterol. Czarny czosnek kryje w sobie niezwykłą moc

Może pomóc na zły cholesterol. Czarny czosnek kryje w sobie niezwykłą moc

13 września, 2026

Najnowsze Wiadomości

Słowacja. Tragedia w Tatrach, Polak próbował zdobyć Gerlacha

Słowacja. Tragedia w Tatrach, Polak próbował zdobyć Gerlacha

13 września, 2026
Siemoniak zabrał głos po pilnej naradzie. Chodzi o atak Rosji obok granicy

Siemoniak zabrał głos po pilnej naradzie. Chodzi o atak Rosji obok granicy

13 września, 2026
Wygląda jak miniaturowy hiacynt. Ten kwiat zachwyca błękitnymi paskami

Wygląda jak miniaturowy hiacynt. Ten kwiat zachwyca błękitnymi paskami

13 września, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.