Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Rezerwaty pod lupą. Jest nowy projekt nowelizacji przepisów o ochronie przyrody – Biznes Wprost

Rezerwaty pod lupą. Jest nowy projekt nowelizacji przepisów o ochronie przyrody – Biznes Wprost

19 kwietnia, 2026
Inwazja skupieńca lipowego. Czy ten owad zagraża polskim drzewom i domom?

Inwazja skupieńca lipowego. Czy ten owad zagraża polskim drzewom i domom?

19 kwietnia, 2026
Trump i republikanie przed midterms. To może być ich katastrofa

Trump i republikanie przed midterms. To może być ich katastrofa

19 kwietnia, 2026
Jak to możliwe, że nikt nie zatrzymał Jankowskiego? „Ta parafia była salonem politycznym III RP”

Jak to możliwe, że nikt nie zatrzymał Jankowskiego? „Ta parafia była salonem politycznym III RP”

19 kwietnia, 2026
Sporo małych fok wyszło na polskie plaże i wymaga pomocy. Co się dzieje?

Sporo małych fok wyszło na polskie plaże i wymaga pomocy. Co się dzieje?

19 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Rezerwaty pod lupą. Jest nowy projekt nowelizacji przepisów o ochronie przyrody – Biznes Wprost
  • Inwazja skupieńca lipowego. Czy ten owad zagraża polskim drzewom i domom?
  • Trump i republikanie przed midterms. To może być ich katastrofa
  • Jak to możliwe, że nikt nie zatrzymał Jankowskiego? „Ta parafia była salonem politycznym III RP”
  • Sporo małych fok wyszło na polskie plaże i wymaga pomocy. Co się dzieje?
  • Wybory parlamentarne w Bułgarii. Jak Rumen Radew chce zmienić kraj?
  • Aż roi się tutaj od kościołów, które są bezcennymi świadkami burzliwej polskiej historii
  • Takin złoty urodzony we Wrocławiu. Tajemnicze zwierzę pod opieką zoo
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Kevin Aiston: W młodości mieszkałem z ludźmi, którzy gwałcili, napadali i kradli. Mam o to ogromny żal do Anglii
Kevin Aiston: W młodości mieszkałem z ludźmi, którzy gwałcili, napadali i kradli. Mam o to ogromny żal do Anglii
Aktualności

Kevin Aiston: W młodości mieszkałem z ludźmi, którzy gwałcili, napadali i kradli. Mam o to ogromny żal do Anglii

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości19 kwietnia, 2026

Gotuję tak samo, jak gasiłem pożary. Z taką samą odpowiedzialnością — Kevin Aiston o życiowej drodze od strażaka do szefa kuchni.

Newsweek: Pana przygoda z gotowaniem rozpoczęła się w londyńskim domu dziecka…

Kevin Aiston: Tak, to był Westbury Children’s Home w okolicy Ealing Broadway. Byłem wtedy mały, a tam mieszkali też chłopcy dużo więksi ode mnie, z różną historią, także kryminalną. Dla nich często byłem jedynie workiem treningowym. Gdy mieli zły nastrój, bo któryś z pracowników socjalnych ich wkurzył, wyżywali się na mnie. Oczywiście starałem się tego unikać. Uciekałem, ale i tak często kończyłem z podbitym okiem. Do czasu, gdy podczas jednej z takich ucieczek Hollis, który był kucharzem z Jamajki, krzyknął do mnie: „Tutaj!”. Wbiegłem do kuchni, a on zamknął za mną drzwi na klucz.

Dlaczego?

— Nie zawsze byliśmy grzeczni. Nie przekarmiano nas, więc czasem próbowaliśmy dostać się do kuchni, żeby coś wykraść. Lepiej zawsze było ją zamykać na klucz.

Myślałem, że Hollis, starszy chudy pan o siwych włosach, pozwoli mi złapać oddech i wyprosi, ale on wskazał mi marchewki i powiedział, żebym wziął się do roboty, skoro i tak z nim siedzę. Pomyślałem sobie: „fair deal” i zacząłem obierać warzywa za schronienie. Miałem wtedy 8-9 lat i to były moje pierwsze cenne kuchenne lekcje.

Newsweek Food&Living

Foto: Newsweek

A kolejne?

— Zacząłem przychodzić do kuchni, pukać do drzwi i prosić, by pozwolił zrobić coś jeszcze. Już nie ze strachu, ale z ciekawości. Hollis zadeklarował u pracownika społecznego, że może mnie uczyć. I tak przez 10 lat co drugi-trzeci dzień pomagałem mu. Jeżeli ktoś nie mógł mnie znaleźć, to wiadomo, że siedziałem w kuchni.

Pana największy kulinarny sukces z tamtego czasu?

— Rosół! I pamiętam dobrze dumę, gdy dzieciaki jadły to, co przygotowałem. One myślały, że wciąż tylko obieram warzywa, a gotuje Hollis, ale ja się bardzo rozwinąłem. On dał mi lekcję: jak zostaniesz kucharzem, nigdy nie będziesz głodny. Spać możesz wszędzie, nawet na kamieniu, ale nie najesz się nim. Dobrze to zapamiętałem, a on obiecał, że mi pomoże.

I pomógł?

— Tak, zarekomendował mnie do szkoły gastronomicznej w Londynie. Napisał, że pomagałem mu w kuchni i mam smykałkę. Dużo się tam nauczyłem, ale chyba najlepiej zapamiętałem eksperymenty związane z używaniem zmysłów podczas posiłków. Pokazywały, że wykluczenie choćby jednego powoduje, że całe doświadczenie przestaje być pełne. Wtedy zrozumiałem, że smak, paradoksalnie, jest ostatnim zmysłem, którym doświadczamy jedzenia.

Właściwie od samego początku swoją wiedzę i umiejętności przekazuje pan dalej, prawda?

— Najpierw gotować uczyłem „braci” i „siostry”, którzy wychowali się ze mną w domu dziecka. Gdy jeszcze wszyscy mieszkaliśmy w Londynie, często przychodzili do mieszkania, które wtedy wynajmowałem. Byli głodni, więc kazałem im kupić różne rzeczy, a później pokazywałem, jak zrobić sobie z nich obiad, żeby nie wydawać całej pensji w KFC czy McDonaldzie, bo wcześniej głównie tam się żywili.

Co pan robił po opuszczeniu domu dziecka, mając 18 lat?

— Nie było łatwo, bo w Wielkiej Brytanii źle się patrzy na osoby z takich placówek. Tam do domu dziecka trafia się nie tylko dlatego, że matka czy ojciec zmarli albo że twoi rodzice cię nie chcą — jak w moim przypadku — ale też dlatego, że jesteś nieletnim, który włamał się komuś do mieszkania. Nie możesz iść do więzienia, bo nie masz 18 lat, więc wysyłają cię do domu dziecka — za karę, jak do poprawczaka. Mieszkałem więc z ludźmi, którzy gwałcili, napadali i kradli samochody. Mam o to ogromny żal do Anglii.

Gdy skończyłem 18 lat, usłyszałem: do widzenia. Nie miałem pojęcia, dokąd iść ani co ze sobą zrobić. A gdy szukałem pracy i mówiłem, że jestem z domu dziecka, ludzie reagowali tak, jakbym powiedział, że właśnie wyszedłem z więzienia. Brałem każdą robotę: rano roznosiłem gazety i mleko, później szedłem do innej pracy, bo potrzebowałem pieniędzy na edukację. Szkoła gastronomiczna była płatna i nikogo nie obchodziło, jak ją opłacę. Nie miałem żadnej taryfy ulgowej. Przez jakiś czas byłem nawet bezdomny. Później dostałem pracę w zakładzie chemicznym, w którym poznałem pana Kazimierza. Miałem wtedy 19 lat. On był po pięćdziesiątce.

Kim był pierwszy Polak w pana życiu?

— Kazimierz był „złotą rączką”. Robił wszystko — od hydrauliki, przez elektrykę, po budowlankę. I non stop gadał ze sobą. Pewnego dnia zatrzymałem go i zapytałem go o słowo, którego używa co pięć sekund. I tak dowiedziałem się, co znaczy „kurwa”.

Kazik dużo opowiadał o Polsce, a ja nawet nie wiedziałem, gdzie leży ten kraj. Dopiero od niego dowiedziałem się, że Polacy brali udział w bitwie o Anglię, o Dywizjonie 303, Cudzie nad Wisłą, o Witoldzie Pileckim i PRL. O kupowaniu na bazarze mięsa i gorących bochenków chleba z samochodowego bagażnika. Zacząłem przyglądać się Polsce w angielskiej telewizji. Zawracałem mu głowę, że chcę to wszystko zobaczyć na własne oczy, aż pewnego dnia przyniósł do pracy klucze, swój adres na kartce i powiedział: „Chcesz? Jedź!”.

To były klucze do jego pustego mieszkania?

— Tak, w Pruszkowie pod Warszawą. Mieszkałem tam trzy tygodnie.

I co najlepiej zapamiętał pan z tego czasu?

— Ostrą zimę i kupowanie gorącego chleba — dwóch bochenków, pod dwie pachy. Był 1991 r., miałem 22 lata i wtedy jeszcze nie zamierzałem tu zamieszkać.

Pod koniec szkoły gastronomicznej w ramach praktyk trafiłem na okręt podwodny marynarki wojennej, ale łapałem się też innych prac. Przez jakiś czas byłem np. fotoreporterem dla BBC. Ale Anglia jest dla mnie jak zła matka. Byłem pod jej opieką, ale państwo mnie nie ochroniło. Kiedy więc już po ukończeniu szkoły wymówiono mi mieszkanie, pomyślałem, że to musi być przeznaczenie. Można powiedzieć, że uciekłem z Wielkiej Brytanii. I wiedziałem, że już tam nie wrócę.

To było rok później.

— Przed wyjazdem wszystko sprzedałem, miałem 6 tys. funtów, więc w Polsce zostałem milionerem. I znów zamieszkałem w mieszkaniu Kazimierza. Śmiałem się, że jestem turystą stałym, i postanowiłem kombinować jak Polacy, żeby móc tu legalnie zostać. Dowiedziałem się, że na terenie Rzeczypospolitej Polskiej mogę przebywać przez sześć miesięcy, a później muszę ją opuścić, więc co pół roku wyjeżdżałem do Cieszyna, żeby przekroczyć granicę z Czechami. Przez 13 lat byłem w Czechach 26 razy. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej w 2004 r. mogłem przestać.

Jak uczył się pan polskiego?

— Oglądałem dużo starych polskich filmów: „Jak rozpętałem II wojnę światową”, „Nie lubię poniedziałku”, „Misia”, „Seksmisję”… Oczywiście początkowo niewiele rozumiałem, ale oglądałem kolejny raz i robiłem notatki. Poznałem też kolegów w barze. Kupowałem im piwo, a oni tłumaczyli mi różne sformułowania i uczyli polskiego, bo przecież wtedy nie było tak łatwo jak dziś, że masz telefon z internetem i w sekundę wszystkie informacje. Niedawno znalazłem tamte zapiski, próbowałem zapamiętać: odpisać, dopisać, napisać, przepisać, przypisać, wypisać, wpisać… Powoli moja obecność w Polsce stawała się coraz bardziej realna. Dzisiaj jestem dumnym obywatelem polskim, z dowodem osobistym i paszportem.

Dzisiaj jest pan też współwłaścicielem restauracji w Mielcu, ale wcześniej był strażakiem, konferansjerem. Co sprawiło, że postanowił pan wrócić do gotowania?

— Wystąpiłem w telewizyjnym programie „Europa da się lubić”, potem z występami jeździłem po całej Polsce z Andrzejem Grabowskim, Arturem Andrusem, Jerzym Kryszakiem, kabaretem Ani Mru-Mru. To były dobre pieniądze, ale w pewnym momencie zobaczyłem, że to, co działo się na scenie, nie pokrywało się z rzeczywistością, która była za kulisami. Jest taki kawał o facecie, który ma depresję i idzie do lekarza. A ten mówi mu, że dziś w mieście będzie wielki klaun Pagliacci, który go rozweseli.

A facet mówi: to ja jestem Pagliacci.

— Dokładnie. Dlatego zacząłem budować pozycję w polskiej gastronomii.

Czyli kuchnia znów przyszła panu na ratunek?

— Wyrobienie sobie nazwiska w świecie gastronomicznym było bardzo trudne, musiałem udowadniać, że potrafię gotować, kiedy ludzie wciąż widzieli we mnie strażaka, którym byłem w programie „Europa da się lubić”. Przełom przyniosło spotkanie z szefem kuchni Jarosławem Uścińskim i przyjęcie mnie do Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szefów Kuchni i Cukierni. Jarek i Katarzyna Nadolska zaproponowali mi, żebym skorzystał z akademii kulinarnej. Z moją partnerką Gosią uczyliśmy gotowania dzieci z polskich domów dziecka. To było dla mnie ważne, bo wiem, jak to jest, gdy opuszcza się takie miejsce i zostaje samemu. Wiele firm wsparło ten projekt. Trafiły do nas dzieci z Warszawy, Łodzi, Poznania, Szczecina, Mielca…

Co gotowaliście?

— Zaczynaliśmy od podstaw z blatami do pizzy, które dostaliśmy od sponsora. Z czasem dzieciaki same robiły ­ciasto. Były też burgery, lasagne, ale i kotlety. Uczyłem je kroić mięso, ostrzyć noże i robić dobrego schabowego.

Pobił pan też rekord Guinnessa w gotowaniu największego ruskiego pieroga na świecie.

— Ważył 94 kg, został ugotowany w wannie, a rekord został ustanowiony pod sztandarem Polski. W drużynie byli Polacy, którzy byli moimi sous-chefami, czyli drugimi kucharzami na statku należącym do DFDS Seaways w Wielkiej Brytanii.

Wtedy pracował pan jeszcze w Warszawie w restauracji na Saskiej Kępie, ale kilka lat później, w 2019 r., wraz z partnerką otworzyliście restaurację w Mielcu. Ludzie już się przyzwyczaili, że teraz pan gotuje?

— Jak wychodzę z kuchni, nadal często widać zdziwienie. Czasem słyszę: „Patrzcie, przecież to Kevin”. A ja lubię wychodzić, gadać z ludźmi. Zresztą oboje to bardzo lubimy.

I widzę po menu, że lubicie tradycyjne polskie dania.

— Tak, ale to są nasze dania, z nutką nowoczesności. Nie zwykłe gołąbki, ale gołąbki Gosi. Kiedyś klient powiedział nam, że teraz to on już nigdzie indziej nie będzie w stanie zamówić schabowego ani pierogów, ponieważ podnieśliśmy poprzeczkę. Kilkakrotnie to samo usłyszałem o moim siekanym trzema tasakami tatarze z byka bieszczadzkiego.

Czy w Kuchni Kevina i Gosi wszystko robicie razem?

— Tak, od samego początku. Razem ją otworzyliśmy i razem gotujemy. Bez niej nie byłoby tego miejsca.

A czy to nie jest trudne — pracować i żyć razem?

— Nie, bo oboje kochamy to robić. Więcej, ubóstwiamy gotować, podawać i odbierać czysty talerz. To coś ­fantastycznego.

Czy pamięta pan może pierwsze polskie danie, o którym pomyślał podobnie — „coś fantastycznego”?

— Śledź! W oleju z cebulą i chlebem wiejskim.

Były takie polskie potrawy, które teraz też pan lubi, ale początkowo odrzucały?

— Bigos. Choć za pierwszym razem chyba trafiłem na złą kucharkę, bo jak spróbowałem kilka lat później, bardzo mi posmakował. Podobnie było z kiszonkami. Najpierw uznałem je za zepsute, ale teraz uwielbiam.

Ale nadal nie lubię wędzonych kiełbas wiejskich — suche jak wiór! Wolę śląskie, które mają dużo tłuszczu. Nie lubię też flaków, kisielu ani budyniu — obrzydliwa konsystencja.

Gotowanie to zawód jak każdy inny czy jest w nim coś wyjątkowego?

— Gotuję tak samo, jak gasiłem pożary. Z taką samą odpowiedzialnością.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
1

08.04.2026

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Jak to możliwe, że nikt nie zatrzymał Jankowskiego? „Ta parafia była salonem politycznym III RP”

Jak to możliwe, że nikt nie zatrzymał Jankowskiego? „Ta parafia była salonem politycznym III RP”

Aż roi się tutaj od kościołów, które są bezcennymi świadkami burzliwej polskiej historii

Aż roi się tutaj od kościołów, które są bezcennymi świadkami burzliwej polskiej historii

Były ambasador USA w Polsce: Trump atakuje Europejczyków i NATO, bo jest sfrustrowany

Były ambasador USA w Polsce: Trump atakuje Europejczyków i NATO, bo jest sfrustrowany

Varga: To mogłaby być ozdoba toruńskiej kolekcji Rydzyka. Dlatego ubolewam nad upadkiem władzy Sasina

Varga: To mogłaby być ozdoba toruńskiej kolekcji Rydzyka. Dlatego ubolewam nad upadkiem władzy Sasina

„Trzeba od niego jak najdalej, bo nas zatopi”. W PiS nie wiedzą, jak sobie poradzić z tym „geniuszem”

„Trzeba od niego jak najdalej, bo nas zatopi”. W PiS nie wiedzą, jak sobie poradzić z tym „geniuszem”

Matcha matchy nierówna. „Ta tradycyjna to zaledwie ułamek produkcji herbaty w Japonii”

Matcha matchy nierówna. „Ta tradycyjna to zaledwie ułamek produkcji herbaty w Japonii”

Dolny Śląsk na rowerze. Ta trasa jest trochę dzika, trochę historyczna, momentami wymagająca

Dolny Śląsk na rowerze. Ta trasa jest trochę dzika, trochę historyczna, momentami wymagająca

Trump po raz kolejny uderza w papieża Leona XIV. Wykorzystuje do tego jego brata

Trump po raz kolejny uderza w papieża Leona XIV. Wykorzystuje do tego jego brata

Przełomowe odkrycie naukowców. Ten materiał ma właściwości samonaprawiające

Przełomowe odkrycie naukowców. Ten materiał ma właściwości samonaprawiające

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Inwazja skupieńca lipowego. Czy ten owad zagraża polskim drzewom i domom?

Inwazja skupieńca lipowego. Czy ten owad zagraża polskim drzewom i domom?

19 kwietnia, 2026
Trump i republikanie przed midterms. To może być ich katastrofa

Trump i republikanie przed midterms. To może być ich katastrofa

19 kwietnia, 2026
Jak to możliwe, że nikt nie zatrzymał Jankowskiego? „Ta parafia była salonem politycznym III RP”

Jak to możliwe, że nikt nie zatrzymał Jankowskiego? „Ta parafia była salonem politycznym III RP”

19 kwietnia, 2026
Sporo małych fok wyszło na polskie plaże i wymaga pomocy. Co się dzieje?

Sporo małych fok wyszło na polskie plaże i wymaga pomocy. Co się dzieje?

19 kwietnia, 2026

Najnowsze Wiadomości

Wybory parlamentarne w Bułgarii. Jak Rumen Radew chce zmienić kraj?

Wybory parlamentarne w Bułgarii. Jak Rumen Radew chce zmienić kraj?

19 kwietnia, 2026
Aż roi się tutaj od kościołów, które są bezcennymi świadkami burzliwej polskiej historii

Aż roi się tutaj od kościołów, które są bezcennymi świadkami burzliwej polskiej historii

19 kwietnia, 2026
Takin złoty urodzony we Wrocławiu. Tajemnicze zwierzę pod opieką zoo

Takin złoty urodzony we Wrocławiu. Tajemnicze zwierzę pod opieką zoo

19 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.