Kilka lat temu Donald Trump nazwał część krajów „z…piami”, niedawno ukarał je podniesieniem ceł. Ale wciąż są takie, które chcą z nim robić interesy. I mają bardzo mocne argumenty.
— Każdy kraj dba o swoje interesy. Taka jest rzeczywistość — mówi prezydent Botswany Duma Boko w rozmowie z „Newsweekiem”. — Prezydent Trump stawia na Amerykę, ja stawiam na Botswanę. Zadaniem liderów jest znaleźć te punkty styczne, które pozwolą tworzyć wspólne bogactwo.
— Na tych warunkach — dodaje Boko — prezydent Trump to ktoś, z kim da się robić interesy.
Trump, szczerość i zaufanie
Sednem tej umowy są diamenty — surowiec o ogromnym popycie, który pomógł Botswanie przekształcić się z jednego z najbiedniejszych krajów Afryki w jedno z najbogatszych (licząc PKB na mieszkańca). Botswana jest największym producentem diamentów na świecie pod względem wartości oraz drugim co do wielkości producentem pod względem ilości, zaraz po Rosji.
Jednak sektor, który odpowiada za ok. 80 proc. dochodów z eksportu Botswany, zmaga się z poważnymi wyzwaniami — od wzrostu popularności syntetycznych, wyhodowanych w laboratorium diamentów, przez rosnące globalne zapasy, aż po taryfy, zwłaszcza na rynku amerykańskim.
— Cła nie są największym wyzwaniem dla naszej branży diamentowej. Ale bez wątpienia komplikują sytuację — przyznaje Boko. — Nie można udawać, że jest inaczej, skoro to właśnie Stany Zjednoczone są największym na świecie rynkiem zbytu biżuterii z diamentami.
— Stany Zjednoczone, jak każdy kraj, dbają o własne interesy — dodaje prezydent Botswany. — Zgłaszają również zastrzeżenia dotyczące pozataryfowych barier handlowych. Współpracujemy konstruktywnie, by ograniczać te tarcia. Nasze relacje z Waszyngtonem pozostają silne, a my wspólnie pracujemy nad praktycznymi rozwiązaniami.
Kiedy Trump ogłosił w kwietniu ubiegłego roku cła nazwane „Liberation Day”, Botswana została objęta drastyczną stawką 37 proc. Po rozmowach obniżono ją do 15 proc. Boko ma nadzieję na jeszcze większą obniżkę.
Prezydent USA Donald Trump
Foto: ZUMA/NEWSPIX.PLPOLAND / Reuters
— Jest zaufanie, jest szczerość, negocjacje trwają — uważa Boko. — Dojdziemy do zera procent.
W kwestii ułatwienia handlu diamentami prezydent Botswany przekonuje, że obniżenie ceł „po prostu ma sens ekonomiczny”. — Stany Zjednoczone nie posiadają własnego przemysłu diamentowego, który wymagałby ochrony. Niższe cła to niższe koszty dla amerykańskich jubilerów i niższe ceny dla amerykańskich konsumentów — podkreśla Buko. — Ameryka potrzebuje wiarygodnych, stabilnych i kompetentnych partnerów w Afryce. I słusznie kieruje swoją strategię dotyczącą surowców krytycznych w stronę Afryki. Botswana ma to wszystko.
— Botswana z kolei zyska na większych inwestycjach amerykańskich, transferze technologii i wiedzy — wylicza. — Szeroka współpraca handlowa powinna naturalnie się rozwinąć na równych, komercyjnych zasadach.
Boko zabiega również o bardziej restrykcyjne amerykańskie oznakowania, które wyraźnie rozróżnią diamenty naturalne od syntetycznych, argumentując, że „produkowana masowo obfitość to nie to samo, co kamień, który kształtował się przez tysiące lat pod powierzchnią ziemi”.
— Każdy naturalny diament jest geologicznie unikalny, jest nie do podrobienia przez przemysł — zaznaczył Boko. — Ta unikalność przemawia do czegoś głęboko ludzkiego: romantyzmu, trwałości, znaczenia. Rynek już przechodził różne cykle i jeszcze nie raz przejdzie, ale trwałe, niezastąpione cechy naturalnych diamentów nie znikną, a popyt na nie będzie się utrzymywał.
Pewność siebie w tej branży Boko podkreśla poprzez starania o większy udział w brytyjskim gigancie diamentowym De Beers, który wywodzi się z sąsiedniej Republiki Południowej Afryki. Jak tłumaczy, taki ruch pozwoliłby mieszkańcom Botswany czerpać jeszcze większe korzyści z lukratywnego handlu diamentami.
— Botswana się zmienia. Nie jest tajemnicą, że dążymy do większego udziału w De Beers, bo uważamy, że powinniśmy mieć większy udział w zyskach z zasobów, którymi zarządzają — wyjaśnił Boko. — Chcemy przesunąć się wyżej w łańcuchu wartości, poprzez własne przetwarzanie, cięcie, polerowanie i większy udział w branży.
Trump, Botswana i „wieczne interesy”
Botswana zmienia się także na inne sposoby.
— To diamenty zbudowały Botswanę. Ale żadna budowla nie stoi wiecznie na jednym filarze — zauważa Boko. — Dywersyfikacja nie jest dla nas wyborem, to konieczność.
Aby wesprzeć tę transformację, w lipcu ubiegłego roku Boko przedstawił pięciofilarowy Program Transformacji Gospodarczej Botswany. Ambitny plan obejmuje m.in. zwiększenie inwestycji w inne branże, takie jak produkcja wołowiny, wzmocnienie sektora finansowego oraz dalszy rozwój infrastruktury, mieszkalnictwa i transportu.
Jednym z kluczowych filarów, które zyskują na znaczeniu, jest wydobycie innych surowców. W lutym kanadyjska firma Tsodilo Resources Limited ogłosiła odkrycie złóż obejmujących wszystkie 15 pierwiastków ziem rzadkich z listy surowców krytycznych USA, a także potencjalne rezerwy innych kluczowych minerałów, takich jak miedź, kobalt, nikiel czy wanad.
— Rola rządu jest prosta: usuwać przeszkody — mówi Boko. — Przyspieszamy wydawanie pozwoleń i zgód regulacyjnych, modernizujemy mapowanie geologiczne i ograniczamy zbędną biurokrację, żeby inwestorzy mogli działać w tempie, jakiego wymaga rynek.
Takie zasoby budzą jeszcze większe zainteresowanie w USA po tym, jak wojna rozpoczęta przeciwko Iranowi w lutym podała w wątpliwość stan amerykańskich zapasów uzbrojenia i amunicji. Metale ziem rzadkich i inne krytyczne minerały są kluczowe dla produkcji zaawansowanych technologii — od pojazdów elektrycznych i półprzewodników, po sprzęt wojskowy.
Problemy z łańcuchem dostaw pogłębia fakt, że większość światowego handlu metalami ziem rzadkich kontrolują Chiny, odpowiadające za ponad dwie trzecie globalnej produkcji. Trump starał się przełamać przewagę Pekinu poprzez wsparcie poszukiwań i wprowadzanie ograniczeń handlowych, ale chińskie kontrposunięcia okazały się skuteczne.
Podczas ostatniego spotkania z prezydentem Chin Xi Jinpingiem Trump przyjął wyraźnie pojednawczy i konstruktywny ton, choć nie doszło do podpisania formalnej umowy dotyczącej ziem rzadkich.
Tymczasem Botswana jest jednym z wielu krajów afrykańskich, które zacieśniły więzi z Chinami — to część trwającej od dekad strategii Chińskiej Republiki Ludowej na rzecz budowy relacji na całym kontynencie. Boko podkreślił, że nie musi to jednak oznaczać rezygnacji z umów z Zachodem.
— Afryka coraz mocniej przyciąga partnerów z całego świata: na początku wieku były to Chiny i inne kraje azjatyckie, w poprzedniej dekadzie — państwa Bliskiego i Środkowego Wschodu, a ostatnio przez kraje zachodnie — naszych tradycyjnych partnerów, którzy szukają odnowienia relacji — mówi Boko. — Nie wierzymy w to, że umowy z jednym czy kilkoma państwami muszą oznaczać stratę dla innych. Żyjemy w świecie wielobiegunowym. Botswana będzie oceniać każdą okazję indywidualnie, w zależności od tego, co będzie korzystne dla naszych obywateli. Naszym obowiązkiem jest zapewnić im jak najwięcej.
Wskazuje również na wspólne wartości łączące Botswanę — regularnie uznawaną za jedną z najbardziej demokratycznych i przejrzyście zarządzanych państw Afryki — z krajami Zachodu, takimi jak USA, co sprzyja współpracy.
— Mówi się, że kraje nie mają wiecznych przyjaciół ani sojuszników, a jedynie wieczne interesy. Uważam, że to tylko częściowo prawda — stwierdza Boko. — W interesie kraju jest bowiem mieć trwałych przyjaciół, bo zaufanie i wspólnota celów to strategiczne atuty.
— Dla Botswany, najbardziej demokratycznego i najlepiej zarządzanego kraju Afryki, oznacza to szczególną więź z takimi państwami jak Stany Zjednoczone i Wielka Brytania — podkreśla. — Oczywiście, Botswana ma wybór, ale w pierwszej kolejności będziemy dążyć do porozumień z tymi, którzy podzielają nasze wartości.
Trump, Afryka i „handel zamiast pomocy”
Trump również sygnalizował chęć zacieśnienia relacji z Afryką w myśl podejścia „handel zamiast pomocy” skupiającego się na rozwoju relacji gospodarczych. Dotyczy to m.in. eksploracji złóż ziem rzadkich w RPA czy Mozambiku oraz wspartego przez USA korytarza kolejowego łączącego portowe miasto Lobito w Angoli z bogatymi w surowce regionami Demokratycznej Republiki Konga i Zambii.
W ślad za próbą mediacji między Demokratyczną Republiką Konga a Rwandą w czerwcu ubiegłego roku administracja Trumpa podpisała także umowę dotyczącą praw do wydobycia minerałów w regionie.
— Sektor energetyczny i rozwój surowców krytycznych to dziedziny, które interesują amerykańskich inwestorów w całej Afryce — zaznacza rzecznik Departamentu Stanu USA w rozmowie z „Newsweekiem”. — Zgodnie z wizją prezydenta Trumpa szukamy okazji do inwestycji w projekty związane z surowcami krytycznymi na całym kontynencie, aby zabezpieczyć amerykańskie łańcuchy dostaw i jednocześnie zapewnić dobrobyt krajom afrykańskim poprzez duże inwestycje i stabilne miejsca pracy w tym sektorze.
— Stany Zjednoczone wciąż współpracują z Botswaną, by zwiększać bezpieczeństwo w regionie oraz pobudzać inwestycje, tworzyć miejsca pracy i wspierać wzrost gospodarczy w obu krajach — dodaje rzecznik.
Jednak cła nie są jedynym czynnikiem, który nadwyrężył relacje Białego Domu z Afryką. Trump był krytykowany za obraźliwe wypowiedzi na temat krajów rozwijających się na tym kontynencie, a Botswana w 2018 r. należała do państw, które potępiły prezydenta USA za domniemane lekceważące określenie niektórych państw afrykańskich jako „shithole countries („zadupia”).
Obecnie Boko podkreśla, że status kraju o wysokich dochodach pozwala Botswanie prowadzić negocjacje „z pozycji siły”, wykorzystując rolę „przykładu stabilności” oraz dążenie do odejścia od „nadmiernej zależności od diamentów” w celu osiągnięcia „największej szansy rozwojowej”.
— Na szczęście nasi poprzednicy w rządzie zostawili nam niezwykły kapitał: wykształconych, kompetentnych ludzi i solidny system zarządzania, w którym równowaga między władzą wykonawczą, ustawodawczą a sądowniczą jest zachowana — podkreśla Boko. — Mamy też bogate doświadczenie we współpracy z międzynarodowymi korporacjami w sektorze diamentowym.
— Wszystko to sprawia, że jestem pewien, iż przyszłość naszego kraju będzie lśnić równie jasno jak diamenty, które pomogły go zbudować.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.





