KO nie ma kandydata na prezydenta Krakowa, który pozwoliłby zamienić porażkę w sukces. W partii odradzają się frakcje, które dawno zostały złożone do grobu i konieczne być może będzie znalezienie wspólnego kandydata całej koalicji, a to też nie będzie łatwe. Sytuację ma ratować wicemarszałkini Sejmu Dorota Niedziela.
Tydzień po przegranym przez Aleksandra Miszalskiego referendum Donald Tusk podjął radykalną decyzję i rozwiązał całą małopolską strukturę partii.
Tusk chciał się odciąć
— Podjął decyzję, żeby odciąć się od porażki, a inaczej nie dało się tego zrobić, chociaż Olek próbował go przekonywać, że może dalej prowadzić strukturę, że może być szefem regionu, ale to by się nijak dało uzasadnić. Ale chyba dlatego to trwało tydzień, że on próbował coś tam jeszcze ugrać — słyszymy od małopolskich polityków KO.
Zwłaszcza że wszyscy znający sytuację w Krakowie powtarzają jedno — ceny biletów, opłaty za parkowanie czy inne elementy polityki miejskiej dałoby się znieść, gdyby nie zatrudnieni wszędzie kolesie.
— Wie pani, jaki jest największy problem w takich przypadkach? W kampanii nie można ich wszystkich wywalić, nawet jak wiadomo, że to wyborców najbardziej kłuje w oczy, bo jak się zacznie wywalać, to się dopiero okazuje ilu ich było i wtedy jest poważny problem. Wydawało się, że może uda się trochę ten temat przemilczeć — mówi nam osoba zaangażowana w kampanię przedreferendalną.
„Namiestniczka Tuska” na czele małopolskich struktur
Tylko że tutaj jest właśnie pies pogrzebany. Jedyną właściwie metodą na tę kampanię było przemilczenie tematu. Wobec bardzo agresywnej kampanii przeciwników ta metoda zupełnie się nie sprawdziła. Zwłaszcza że nawet małopolska Koalicja Obywatelska nie była specjalnie zainteresowana pomaganiem prezydentowi i szefowi regionu.
— Olek nie był tym liderem, którzy jest bezkonkurencyjny i przez lata kieruje regionem, i w sumie wszyscy są zadowoleni. Nikt nie wystartował w marcu przeciwko niemu w wyborach wyłącznie dlatego, żeby nie dawać sygnału przed referendum: „o patrzcie, my też go nie lubimy”. Gdyby nie to referendum, to pewnie by się nie utrzymał — prorokują działacze z Małopolski.
Teraz na czele nowej struktury stanie Dorota Niedziela, wicemarszałkini Sejmu. Ma zorganizować na nowo działanie partii w Krakowie i całym województwie.
— Mam przeanalizować sytuację, która się wydarzyła — powiedziała w radiowej Jedynce — Struktury dalej funkcjonują, nie tracimy członków — dodała.
Dorota Niedziela to jedna z najwierniejszych polityczek Donalda Tuska. Jest jego „namiestniczką” w parlamencie i faktycznie to ona pilnuje premierowi „interesu”. To ona na przykład stoi zawsze na czele komisji liczącej głosy we wszystkich wyborach i prawyborach w partii. Teraz ma zrobić porządki, opatrzone nazwą „nowego otwarcia” i „nowej energii”. Ale najtrudniejszym zadaniem jest znalezienie kandydata na prezydenta Krakowa i zrobienie kampanii, która nie okaże się porażką. Problem jest naprawdę ogromny.
Wicemarszałkini Sejmu Dorota Niedziela
Foto: Paweł Supernak / PAP
Kto kadydatem KO?
Paweł Kowal już w 2023 r. był rozważany jako jedynka do Sejmu z Krakowa, ale pojawił się problem, który pojawia się zawsze od 15 lat. Jak twierdzą politycy z Krakowa, w mieście wielu wyborców KO pamięta, że to on był pomysłodawcą pogrzebu Lecha Kaczyńskiego na Wawelu, a nigdy nie budziło to akurat w tym elektoracie entuzjazmu. Drugi problem jest taki, że akurat teraz Kowal jest obiektem zmasowanych ataków z powodu narastającej antyukraińskiej narracji i zaangażowania w sprawy dialogu polsko-ukraińskiego. Jego kandydatura pojawiła się w rozmowach wewnątrz KO, ale niemal natychmiast została odrzucona.
Bogdan Klich, wieloletni senator z Krakowa, jest naturalnym kandydatem. Jak mówią politycy KO, „ma profesorski vibe”, dokładnie taki, jaki lubią mieszkańcy miasta. Tylko że od ponad roku jest chargé d’affaires w Waszyngtonie. Nie ma jednak żadnych gwarancji, że Klich wygrałby te wybory, bo referendum zmieniło układ sił na lokalnej scenie politycznej i otworzyło zupełnie nowe możliwości.
Pomysł, który pojawia się w tej chwili z dużą intensywnością to wspólny kandydat koalicji rządzącej, albo przynajmniej partii o profilu bardziej konserwatywnym. To może mieć sens, bo PiS już wystawiło swojego kandydata. Konfederacja myśli, Grzegorz Braun na pewno sobie nie odmówi, a do puli kandydatów konserwatywno prawicowych dochodzą jeszcze Marianna Schreiber czy Marian Banaś.
Lewica też będzie miała przynajmniej dwie kandydatki: Aleksandrę Owcę z Partii Razem i Darię Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy. Nie można też zapominać o tradycyjnie startującym w każdych krakowskich wyborach Łukaszu Gibale, który był na dobrej drodze do prezydentury dwa lata temu. W tym nagromadzeniu kandydatów jeden kandydat reprezentujący KO, PSL i Polskę 2050 miałby poważne szanse zawalczyć w pierwszej turze. Zwłaszcza że problem ma też Polska 2050. Dwa lata temu wystawiła tu posła Rafała Komarewicza, ale ten jest teraz w klubie Centrum, a ostatnio jest bardzo krytyczny wobec rządu Donalda Tuska i po sejmowych korytarzach krąży informacja, że może poważnie myśleć o zmianie strony politycznej barykady. Wydaje się, że dość kompromisową kandydatką mogłaby być senator Monika Piątkowska, w poprzednim rządzie Tuska odpowiedzialna za komunikację w resorcie gospodarki i związana z PSL.
Odżyła „spółdzielnia”
Ale w Koalicji Obywatelskiej zaczęła odżywać też „spółdzielnia”, która chciałaby wspólnie wybrać nowego prezydenta Krakowa. To istniejąca ponad dekadę temu w ówczesnej Platformie Obywatelskiej frakcja konserwatywna, która przez lata uległa kilku rozpadom, a jej członkowie znaleźli się w różnych środowiskach. Jak słyszymy, Ireneusz Raś, obecnie w klubie PSL, Marek Sowa, obecnie KO, i Marek Biernacki, też z PSL, zaczęli prowadzić rozmowy o tym, kto mógłby być kandydatem na prezydenta Krakowa. Obaj, Raś i Sowa, pochodzą z tego miasta i uważają, że krakusi są wciąż bardzo konserwatywni i trzeba im zaproponować właśnie takiego kandydata.
Na pytania o to, czy KO jest bliżej wybrania kandydata, słyszymy, że „rekrutacja trwa”. Dla partii to teraz jedna z najważniejszych decyzji. Jeśli uda się jej udowodnić, że potrafi przegrać bitwę, ale wygrać wojnę, zamknie usta wszystkim krytykom. Jeśli nie, to tylko otworzy drzwi do kolejnych kampanii referendalnych w innych miastach, ale także przez następne półtora roku PiS będzie budowało narrację, że Kraków to zapowiedź zmiany w całej Polsce.
Donald Tusk doskonale zna ten scenariusz, bo sam go wprowadził w życie po wcześniejszych wyborach w Rzeszowie w 2021 r. Wtedy symbolem była stolica Podkarpacia, a wspólny kandydat całej opozycji zapowiedzią tego, co wydarzy się po 2023 r.




