Ludzie Karola Nawrockiego dopiero kolejnego dnia poinformowali, że prezydent Polski wziął udział w bankiecie z Donaldem Trumpem i że dłużej z nim wtedy rozmawiał. Pałac triumfuje, bo kto drwił z wizyty w USA, został na spalonym.
Feler jest jednak taki, że z rzeczonego bankietu nie ma póki co żadnych zdjęć ani nagrania. Są jedynie słowa, że rozmowa była dłuższa niż 80 sekund (tyle trwało już de facto pożegnanie Trumpa z Nawrockim w czasie gali walk UFC). W jej trakcie miały być jednak poruszone najważniejsze punkty: obecność sił USA w Polsce i współpraca gospodarcza Polski i Stanów Zjednoczonych — wedle relacji Pałacu Trump potwierdził chęć wzmocnienia obecności marines w Polsce.
Na bankiecie Polskę reprezentowali tylko Karol Nawrocki i Jan Błachowicz (utytułowany zawodnik walk w klatkach). Zabrakło tam kogokolwiek z politycznego otoczenia Nawrockiego — nie było żadnego ministra ani współpracownika. Po bankiecie odbyła się gala mieszanych sztuk walk w ogrodach Białego Domu. Zorganizował ją bliski przyjaciel Trumpa, Dana White (szef federacji UFC).
Szef prezydenckiego biura polityki międzynarodowej Marcin Przydacz dopiero następnego dnia informował, że Nawrocki był na tym wydarzeniu. Bankiet trwał podobno dwie godziny, a „głównym rozmówcą” Nawrockiego miał być Trump, a obok niego także m.in. J.D. Vance i inni politycy z administracji prezydenta USA. Wszystko, co ludzie Nawrockiego wiedzą o przebiegu jego rozmowy z Trumpem, wiedzą od niego. A on mógł zdać im relację dopiero w nocy po bankiecie i gali walk.
To, że doszło do takiej — drugiej, już nie aż tak krótkiej jak kurtuazyjne pożegnanie w czasie gali — rozmowy z Trumpem to powód, dla którego Pałac teraz triumfuje. Drwiny, że prezydent poleciał za ocean na darmo i przestrogi, by nie dał się wciągnąć do klatki, zderzają się z przekazem, że był na bankiecie z prezydentem USA najważniejszymi ludźmi jego administracji oraz wielkimi biznesmenami.
Sam Przydacz na oczywiste pytanie, dlaczego z takim poślizgiem poinformował o rozmowie z Trumpem na bankiecie, odparł: — Jeśli będzie potrzeba, my będziemy zawsze na bieżąco informować o tym, co się dzieje. Jest w USA godz. 11, mocno przed południem, pierwszy możliwy czas, kiedy z państwem się spotykam.
Ludzie prezydenta — w szczególności Przydacz — celowo wchodzili w spięcia a to z niektórymi dziennikarzami (na konferencji ściął się z Markiem Wałkuskim — korespondentem Polskiego Radia w Waszyngtonie), a to wyzłośliwiali się wobec polityków rządowych. Pytany o uszczypliwości ze strony szefa MSZ Radosława Sikorskiego, szef prezydenckiego biura polityki międzynarodowej rzucił: — To wyraz jakiejś frustracji po stronie pana ministra Sikorskiego. Rozumiem, że ma jakiś ból wewnętrzny w sobie, już nie chcę tutaj wchodzić w szczegóły anatomiczne, ale myślę, że ma w sobie ból wynikający z tego faktu, że nie on znajduje się tutaj w Białym Domu, tylko znajduje się prezydent i dba o polskie interesy.
Szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker kilka godzin po tym, jak pojawiła się informacja o drugiej, dłuższej rozmowie Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem, napisał triumfalnie na X: „Dziś, wśród komentatorów, dziennikarzy i pracowników mediów komentujących wizytę Prezydenta Karola Nawrockiego w USA, wyraźnie widać, kto jest kim. Łatwo odróżnić ludzi zainteresowanych faktami od tych, którzy przede wszystkim bronią własnych środowisk, politycznych sympatii lub medialnych narracji. I być może właśnie dlatego reakcje na tę wizytę mówią więcej o komentujących niż o samym wydarzeniu”.
Przed wizytą Nawrockego w USA Sikorski żartował: — Trzymam kciuki, aby prezydent Nawrocki wszedł co najmniej do półfinału.
Z kolei premier Donald Tusk apelował: — Z gorącym apelem zwracam się do pana prezydenta, żeby nie dał się tam zaciągnąć do klatki. Wiemy, że lubi boks, ale lepiej nie ryzykować.
Pałac traktuje rząd, a w szczególności MON jako „podwykonawcę” tego, co Nawrocki słyszy od Trumpa. Chcąc ugruntować narrację o wizycie Nawrockiego w USA jako o owocnej, prezydent ma wezwać na dywanik Władysława Kosiniaka-Kamysza, aby go „zadaniować” (to określenie użyte przez Przydacza na konferencji).
W kraju już trwa wyścig o to, kto będzie ojcem stałej a nie rotacyjnej obecności amerykańskich wojsk w Polsce. Minister obrony narodowej wyszedł z propozycją uchwały rządu.
— Jeśli myślimy na serio o stałej bazie, to musimy zacząć przygotowywać Polskę do tego — mówił z kolei premier Tusk przed posiedzeniem rządu.