W Polsce znacząco przybywa osób zakażonych HIV, ale też kiłą i rzeżączką. Nie wszyscy o tym wiedzą, bo na testy i badania trafiają wciąż nieliczni. Tymczasem niezdiagnozowane i nieleczone wirusy w niektórych przypadkach okazują się śmiertelne.
— To było latem ubiegłego roku, nad morzem. Wybraliśmy się na popularny festiwal muzyczny. Były tym różne stoiska, między innymi punkt oferujący bezpłatne testy w kierunku HIV. Ani mąż, ani ja nigdy nie robiliśmy sobie takich testów. Mieliśmy dobre humory, piliśmy piwko ze znajomymi, więc uznaliśmy, że spróbujemy — opowiada 34-letnia Maria (imię zmienione). Kilka dni przed wyjazdem na festiwal świętowali drugą rocznicę ślubu, byli ze sobą w sumie trzy lata. Ufali sobie, kochali się, pożądali. Testy przebiegły szybko i sprawnie, wystarczyło upuścić kroplę krwi. Wyniki pojawiły się po kilkunastu minutach. Maria pamięta, że mąż zbladł, jakby miał zaraz zemdleć. — U mnie też wszystko okej — rzucił, kiedy pokazała mu swój negatywny wynik. Szybko poszedł kupić kolejne piwo. Tego wieczoru Maria pierwszy raz w życiu widziała swojego męża pijanego.
Rano, na kacu, wyznał jej, że wynik testu na HIV okazał się pozytywy.
— To na sto procent pomyłka, no błagam cię! — zawołała Maria, ale nagle poczuła silny niepokój. — Taki test pod chmurką to nic pewnego — dodała, pocieszając bardziej siebie niż jego.
Ocalona
Po powrocie mąż Marii powtórzył testy na HIV w profesjonalnym Punkcie Konsultacyjno — Diagnostycznym (PKD). Wynik ponownie okazał się pozytywny. Maria zalała się łzami. Powtórzyła test, u niej na szczęście ten drugi też był negatywny. Ale jej mężowi świat się zawalił. Trafił pod opiekę lekarza, psychologa i psychiatry. Obecnie czuje się dobrze, przyjmuje codziennie leki. Jest osobą zakażoną, która w porę usłyszała diagnozę. Przyznał Marii, że zanim się z nią związał, ostro szalał.
Kilka razy korzystał z usług seks-turystycznych w Azji, miał kilka przygód, które w terminologii medycznej określa się jako ryzykowne. Bez zabezpieczenia prezerwatywą, choć i ona nie daje stuprocentowej pewności. Maria uważa się za „ocaleńca”. Współżyli z mężem regularnie, często, przecież to ich początki. Natomiast zawsze używali i prezerwatywy, i tabletek antykoncepcyjnych, bo szczególnie ona nie chce zajść w niechcianą ciążę. Prawdopodobnie przezorność ją uratowała nie tylko przed wpadką, ale i przed zakażeniem się wirusem HIV.
To nie jest odosobniony przypadek. W Polsce odnotowuje się wyraźny wzrost liczby osób zakażonych HIV. Liczba zidentyfikowanych pacjentów wzrosła o połowę w ciągu ostatnich kilku lat. Szacuje się, że w kraju żyje obecnie około 35 tys. osób z wirusem.
— Tak naprawdę od trzech dekad obserwujemy powolny, ale konsekwentny wzrost rocznej liczby nowych zakażeń — komentuje lekarz Mariusz Sapuła, specjalista chorób zakaźnych w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym w Warszawie, który współpracuje m.in. z punktem konsultacyjno — diagnostycznym (konsultacje dotyczące PrEP, PEP, leczenie kiły, HIV itd.).
— Od początku epidemii HIV w Polsce środowisko lekarzy chorób zakaźnych, pielęgniarki pracujące w oddziałach zakaźnych oraz organizacje pozarządowe podjęły kolosalny wysiłek, aby ograniczać liczbę nowych zakażeń poprzez szerzenie wiedzy na temat dróg przenoszenia i metod zapobiegania, wczesne wykrywanie nowych zakażeń HIV oraz wdrażanie leków antyretrowirusowych. Niestety, bez potraktowania zakażenia HIV jako tematu priorytetowego oraz wspólnej, solidarnej walki z epidemią HIV nie uda się odwrócić tego trendu. Obecnie pilnie potrzebny jest szeroki dostęp do profilaktyki przed — i poekspozycyjnej HIV, niezależny od miejsca zamieszkania czy zamożności pacjenta. Konieczne są szeroko zakrojone inicjatywy edukacyjne w zakresie bezpieczniejszego seksu, używania prezerwatyw, dostęp do testowania — mówi Sapuła.
Nie tylko rozwiązłość
HIV to nie jedyny problem. W Polsce obserwuje się alarmujący, ponad 300-proc. wzrost zakażeń chorobami przenoszonymi drogą płciową (STI) w porównaniu do ubiegłych lat. Największy skok dotyczy kiły (wzrost nawet o 325 proc. ), chlamydiozy, rzeżączki oraz wspomnianego HIV. Zakażenia te najczęściej diagnozuje się u osób w wieku 20–39 lat. Dla przykładu, liczba przypadków kiły wzrosła z ok. 700 do ponad 2,9 tys. rocznie w szczytowym okresie ostatnich lat. A wiele osób nadal nie ma pojęcia, że jest kiłą zakażona.
Michał Tęcza, seksuolog, edukator seksualny, konsultant w Punkcie Konsultacyjno — Diagnostycznym „Chex Chmielna Express”, który jest prowadzony przez Społeczny Komitet ds. AIDS, opowiada:
— Trzy podstawowe infekcje, które są u nas badane anonimowo i bezpłatnie, to: HIV, czyli wirus niedoboru odporności, kiła (syfilis), choroba łatwo przenoszona, nawet przez pocałunki (jeśli występują zmiany w jamie ustnej). Często bezobjawowa lub z objawami, które można przeoczyć (niewielkie, niebolesne owrzodzenia), co prowadzi do zaskoczenia u wielu diagnozowanych osób. Prezerwatywa nie zapewnia pełnej ochrony przed kiłą. Nieodpłatnie testujemy także w kierunku HCV (wirus zapalenia wątroby typu C), przenoszony głównie przez krew. Obecnie zdarzają się dni z trzema lub czterema takimi pozytywnymi wynikami u różnych osób — przyznaje. Zastrzega, że preferowane określenie to „infekcje przenoszone drogą kontaktów seksualnych” lub „infekcje przenoszone drogą płciową”, zamiast przestarzałych „chorób wenerycznych”.
Wokół osób z pozytywnym wynikiem krąży potężna ilość mitów, co powoduje stygmatyzację i niechęć do testowania, jak mówią eksperci. To nieprawda, że „te choroby, te wirusy” są przypisane tylko do osób uważanych za rozwiązłe, mających szerokie lub częste kontakty seksualne itd. Szkodliwym mitem jest ten, że one nie dotyczą heteroseksualnych albo białych osób, które są w stałych związkach (i zwykle deklarują oraz oczekują wierności).
Transmisja wirusa
Czy da się zatem ustalić profil osoby z pozytywnymi wynikami?
— Przekrój osób jest bardzo różnorodny. Kluczowe populacje, takie jak mężczyźni mający kontakty seksualne z mężczyznami, charakteryzują się większą świadomością i częściej się badają, co przekłada się na większą liczbę wykrytych zakażeń — mówi Tęcza.
Podaje przykład z jednego dnia pracy, kiedy wydał aż cztery dodatnie wyniki różnym osobom: — Wśród nich była jedna heteroseksualna kobieta, przed pięćdziesiątką, dwóch młodych mężczyzn mających kontakty seksualne z mężczyznami (jeden z nich dość dojrzale przyjął diagnozę, zdając sobie sprawę z możliwości leczenia, zaś drugi wpadł w panikę). Trzecią osobą była trzydziestoletnia kobieta z Ukrainy, która najpewniej zakaziła się już w Polsce. Najczęściej zgłaszają się do nas osoby w wieku 30-40 lat, jednak ostatnio zauważamy wzrost liczby młodych osób, urodzonych na początku lat 2000. Zdarzają się przypadki diagnozowania osób starszych, nawet 80-letnich, u których po menopauzie i andropauzie częstsze są niezabezpieczone kontakty seksualne. Jednak w skali kraju wciąż wykonuje się stanowczo za mało testów, do nas przecież trafiają nieliczni.
Nie każdy kontakt seksualny z osobą zakażoną prowadzi do transmisji wirusa, podkreślają eksperci. Tęcza mówi, że największe ryzyko zakażenia występuje od osób świeżo zakażonych, u których poziom wirusa we krwi jest bardzo wysoki, jeszcze zanim organizm wytworzy przeciwciała. — Zaleca się więc regularne, coroczne badania na obecność chorób przenoszonych drogą płciową. Nawet w stałych związkach. I nie jest to wynik braku zaufania, lecz zdrowy nawyk profilaktyczny. Osoby, które podejmują kontakty seksualne z różnymi osobami, powinny badać się częściej. Najlepiej raz na trzy miesiące. Należy pamiętać, ze zakażenie wykluczyć możemy dopiero po 6 lub 12 tygodniach od kontaktu seksualnego, w zależności od testu — precyzuje seksuolog.
Nie tracić czujności
A skąd bierze się wzrost zakażeń innych wirusów i chorób, przenoszonych drogą płciową, jak HPV, kiły, HCV? — Tutaj sytuacja jest złożona i bardzo zależna od tego, o jakiej infekcji mówimy. HPV obecnie wykrywamy częściej m.in. dlatego, że częściej wykonujemy badania w tym kierunku, na przykład podczas rozpoznania raka szyjki macicy — tłumaczy lekarz Sapuła. I dodaje, że częstość tego zakażenia ma szansę w przyszłości się zmniejszyć, gdyż dysponujemy w Polsce szczepionką zawierającą 9 najczęściej przenoszonych drogą płciową genotypów.
— Nawrót kiły jako problemu epidemiologicznego jest zjawiskiem obecnie obserwowanym na całym świecie, może być związany m.in. z rzadszym używaniem prezerwatyw, w szczególności podczas seksu oralnego. Natomiast jeśli chodzi o HCV, to w wielu populacjach zmniejsza się częstość nowych zakażeń dzięki aktywnemu wykonywaniu badań w tym kierunku i wdrażania terapii przeciwwirusowej, która pozwala na całkowite wyleczenie zakażenia. Historia, w tym ostatnich dekad, pokazuje, że choroby zakaźne odchodzą i powracają, więc nie można tracić czujności. A na trendy epidemiologiczne można wpłynąć przez szczepienia. Jeśli chodzi o infekcje przenoszone drogą płciową, obecnie dysponujemy szczepionkami przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A i B oraz HPV— wyjaśnia.
Każdego dnia w PKD eksperci muszą obalać szkodliwe mity na temat HIV i innych chorób przenoszonych drogą płciową. — Raz przyjąłem młodego człowieka z Azji Środkowej, studiującego w Polsce, który nie miał pojęcia o istnieniu HIV. Trafił tu na prośbę przyjaciela. Okazało się, że jest seropozytywny. Wciąż pokutują mity, dotyczące dróg przenoszenia HIV: komary, deska klozetowa, picie z tych samych kubków. Ludzie błędnie uważają, że brak ejakulacji lub stosunek przerywany wykluczają zakażenie — mówi Michał Tęcza.
Wynik czy diagnoza
Pewna 25-letnia kobieta uzyskała pozytywny wynik testu przesiewowego na HIV. Okazał się fałszywie dodatni z powodu infekcji wirusem HPV (miała kłykciny na wargach sromowych). Przez tydzień, zanim zrobiła kolejne badania, była pewna, że jest zakażona HIV i przeżywała osobisty dramat.
Tęcza wyjaśnia: — Dodatni wynik testu przesiewowego, wykrywającego przeciwciała, nie jest równoznaczny z potwierdzoną diagnozą HIV. Konieczne jest wykonanie testu potwierdzającego.
Kolejnym wyzwaniem bywają czasami reguły prawne. W Polsce dopiero pełnoletniość gwarantuje możliwość samodzielnego skorzystania z opieki medycznej.
— A przecież aktywność seksualna często rozpoczyna się wcześniej. Pamiętam wizytę pewnego 18-latka, którego zdiagnozowano na rzeżączkę. Przyszedł po poradę w sprawie swojego 17-letniego partnera. Istnieje podejrzenie, że 17-latek również jest zakażony, ale nie chce o tym poinformować rodziców. Oni mają dostęp do NFZ-owskiego konta pacjenta, co uniemożliwia młodemu człowiekowi utrzymanie swojego leczenia w tajemnicy. Brak uregulowań prawnych w tej kwestii stwarza poważne problemy — komentuje Tęcza.
Konsultanci jednego z punktów wspominają młodego mężczyznę, który zgłosił się po wynik testu na HIV tuż przed zamknięciem przychodni. Miał wynik dodatni, a kompletnie się tego nie spodziewał. To miał być rutynowy test. Kiedy odebrał wynik, rozpłakał się. Mówił, że zawalił mu się świat, że nie ma sensu dalej żyć. Pracownicy postanowili zostać, aby wesprzeć pacjenta. Zachodziła obawa, że może targnąć się na swoje życie.
29-letnia kobieta, która również miała wynik dodatni, zdziwiła się, słysząc, że kiedy podejmie leczenie, może mieć zdrowe dziecko i nie będzie zakażała innych osób. I że nic wielkiego nie zmieni się w jej życiu, poza przyjmowaniem raz dziennie tabletki i kontrolami lekarskimi co kwartał. Dlatego warto o tym pisać, mówić. Dziś diagnoza HIV, oczywiście w porę wykryta i leczona, nie oznacza już rychłej śmierci.
Niewykrywalny
Diagnoza… I co dalej? — Pacjent dostaje od nas zaświadczenie, z którym idzie do lekarza prowadzącego. Raz na trzy miesiące otrzymuje paczkę leków, które przyjmuje codziennie. Są też inne metody leczenia, w tym przyjmowanie zastrzyków, mało popularne w Polsce. Co pół roku bada się pacjenta, sprawdzając, czy wirus jest dalej na tak niskim poziomie, że nie jesteśmy w stanie go wykryć. Od uzyskania diagnozy do niewykrywalności zwykle nie mija więcej niż sześć miesięcy. I po takim czasie, kiedy już się uzyska status niewykrywalności, dana osoba nie zakaża ani kontaktem z krwią, ani z płynami ustrojowymi — wyjaśnia Michał Tęcza.
A jakie zachowania seksualne są szczególnie ryzykowne? Jak można ustrzec się przed zakażeniem HIV i innymi wirusami przenoszonymi drogą płciową?
— Najbardziej ryzykowne są kontakty seksualne bez prezerwatywy z osobą, której nie przebadaliśmy na infekcje przenoszone drogą płciową — informuje lekarz Sapuła.
— Może to być osoba poznana na imprezie lub aplikacji, ale równie dobrze dziewczyna, z którą spotykamy się od roku. W kontekście zakażenia HIV seks waginalny i analny wiążą się z o wiele większym ryzykiem zakażenia niż seks oralny. W przypadku kiły czy HPV technika seksualna nie ma większego znaczenia. Kontakty seksualne pod wpływem alkoholu lub substancji psychoaktywnych również wiążą się ze zwiększonym ryzykiem: nie zawsze wtedy myślimy o swoim bezpieczeństwie. I nie zawsze pamiętamy, co się wydarzyło. Ostatecznie największe ryzyko wiąże się z niewiedzą. Jeśli mieliśmy możliwość nabycia infekcji przenoszonej drogą płciową, przebadajmy się. Każdy wynik takiego badania jest dobry, bo pozwala podjąć leczenie i powrócić do zdrowia.





