Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Karol Stopa nie żyje. Legendarny komentator miał 78 lat – Sport Wprost

Karol Stopa nie żyje. Legendarny komentator miał 78 lat – Sport Wprost

9 lipca, 2026
Kursy walut 9 lipca 2026 r. Złoty się wzmacnia – Biznes Wprost

Kursy walut 9 lipca 2026 r. Złoty się wzmacnia – Biznes Wprost

9 lipca, 2026
Puma pod Koszalinem. Zwołano sztab kryzysowy, trwa obława

Puma pod Koszalinem. Zwołano sztab kryzysowy, trwa obława

9 lipca, 2026
Abchazja i Osetia Południowa. Problematyczny region, nowe rozdanie

Abchazja i Osetia Południowa. Problematyczny region, nowe rozdanie

9 lipca, 2026
Braniewo. Lekarz „pracował” nawet 72 godziny na dobę. „Dojenie szpitala”

Braniewo. Lekarz „pracował” nawet 72 godziny na dobę. „Dojenie szpitala”

9 lipca, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Karol Stopa nie żyje. Legendarny komentator miał 78 lat – Sport Wprost
  • Kursy walut 9 lipca 2026 r. Złoty się wzmacnia – Biznes Wprost
  • Puma pod Koszalinem. Zwołano sztab kryzysowy, trwa obława
  • Abchazja i Osetia Południowa. Problematyczny region, nowe rozdanie
  • Braniewo. Lekarz „pracował” nawet 72 godziny na dobę. „Dojenie szpitala”
  • Zanim świat znów zmieni reguły gry. Krastev, Billari i Dalay dołączają do Impact Leading Minds
  • Ceny materiałów budowlanych znów rosną. To może wpłynąć na rynek mieszkań – Biznes Wprost
  • Wspaniałe narodziny w polskim zoo. Mała żyrafa rozczuliła wszystkich
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » „Ukryte ubóstwo” polskiej klasy średniej? Dopadła ją inflacja stylu życia
„Ukryte ubóstwo” polskiej klasy średniej? Dopadła ją inflacja stylu życia
Aktualności

„Ukryte ubóstwo” polskiej klasy średniej? Dopadła ją inflacja stylu życia

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości9 lipca, 2026

Chcą mieć samochód, drogi smartfon, luksusowe mieszkanie, obiady na mieście kilka razy w tygodniu i wakacje za granicą dwa razy w roku i jednocześnie budować oszczędności. A kiedy okazuje się to niemożliwe, czują niedosyt. Wpadli w pułapkę inflacji stylu życia.

— Wydaje mi się, że w Polsce najlepiej żyło się w 2019 r. — mówi 33-letni Przemek z Warszawy, który pracuje w branży technologicznej. Mimo że od tamtej pory dostał kilka podwyżek, to czuje, że jego siła nabywcza spada. Przemek do ręki dostaje między 9 a 12 tys. zł. Jeśli chodzi o polskie realia, to są to naprawdę wysokie zarobki (według danych GUS na taką pensję może liczyć ok. 5-8 proc. pracowników etatowych). Przemek zalicza się więc do polskiej elity zarobkowej. Problem w tym, że wcale się tak nie czuje.

Dlaczego jest źle, skoro jest tak dobrze?

W podobnym tonie jak Przemek wypowiadał się Kuba Szymczuk publikujący w Kanale Zero. „Zjawisko, w którym tkwimy, to po prostu ubóstwo ukryte. Na zewnątrz zachowujemy pozory standardowego życia klasy średniej. Modne ciuchy, drogi smartfon, auto, prywatna opieka medyczna w portfelu. A w rzeczywistości jedziemy od pierwszego do pierwszego. My nie jesteśmy żadną klasą średnią. Jesteśmy wyzyskiwanym tworem prekariatopodobnym” — mówi Szymczyk w swoim wideofelietonie „Kryzys normalsów. Polskie bogactwo: kredyt, leasing i scam”. Materiał opublikowano pod koniec marca i ma już ponad 700 tys. odsłon, musiał więc trafić w jakąś czułą strunę grupy, która uważa się za klasę średnią.

W powszechnej narracji polska middle class ma tak naprawdę ciężko. Ale czy tak naprawdę jest? Z wielu danych wynika, że polska klasa średnia ma się świetnie — zarówno jeśli zestawimy ją z poprzednimi pokoleniami, jak i przyjrzymy się jej globalnie. Weźmy choćby osławioną średnią krajową i cofnijmy się o dekadę. W 2015 r. wynosiła ona niecałe 3900 zł brutto. W 2025 — 8900 zł brutto. Nominalny wzrost wyniósł więc prawie 130 proc. Wielu z Państwa powie — co z tego, skoro podrożał chleb, paliwo i energia elektryczna. Ale tak zwana skumulowana inflacja (czyli po prostu wzrost cen) wyniosła w tym okresie mniej niż 50 proc.

I nie, nie chodzi o to, że podrożało masło, a staniały lokomotywy — inflacja jest liczona dla reprezentatywnych wydatków Polaków. A ci rzadko kupują lokomotywy i tankowce. Pytanie brzmi: dlaczego, skoro jest naprawdę dobrze, to tak wiele osób jest przekonanych, że jest źle?

Zacznijmy od tego, że istnieje kilka „profesjonalnych” definicji klasy średniej. Tu ograniczmy się do dwóch dominujących. Pierwsza z nich, najbardziej elegancka, to domena ekonometrii, czyli połączenia ekonomii, statystyki i matematyki. W takim kontekście klasa średnia to ci z nas, którzy na dochodowej drabinie znajdują się pośrodku — nie są ani biedni, ani naprawdę bogaci. Ekonomiści zajmujący się tematem lokują klasę średnią między 50 proc. (lub 67 proc.) a 200 proc. mediany dochodów.

Mediana to wartość, od której połowa osób (lub gospodarstw domowych) ma mniejsze dochody, a połowa większe. „Dochody” natomiast to kategoria szersza niż tylko pensje. Wchodzą do nich transfery społeczne (np. 800+), zyski z wynajmu nieruchomości, o ile ktoś takie posiada, czy dywidendy.

Do tego zazwyczaj dochody są ważone przez liczbę osób w gospodarstwach domowych. To oznacza, że suma dochodów rodziny nie jest dzielona po prostu na liczbę osób w domu, tylko na pierwiastek z tej liczby. Dlaczego? Ponieważ na dziecko wydajemy mniej środków niż na dorosłego. A dwie osoby dorosłe wykorzystują mniej zasobów (np. na ogrzewanie, czy na kupno sprzętu AGD) niż jedna osoba.

Żeby nie dzielić włosa na czworo, uprośćmy: żeby bezdzietny singiel znalazł się w klasie średniej w Polsce, powinien mieć dochód w okolicach 4 tys. zł. A żeby znalazł się w klasie wyższej, około 8-9 tys. zł. Mało? Może, ale powiedzmy to raz jeszcze — osoba z klasy średniej nie jest ani biedna, ani zamożna.

Klasa średnia czy wyższa?

Żeby zobrazować sprawę, przytoczmy informacje Głównego Urzędu Statystycznego. Otóż w listopadzie 2025 r. (najnowsze dane) 10 proc. najlepiej zarabiających etatowców miało pensje w wysokości nieco ponad 14 tys. zł brutto, co dawało 10 tys. zł netto. Takim miesięcznym dochodem mogła się cieszyć jedna dziesiąta najlepiej zarabiających osób zatrudnionych na umowach o pracę.

12 tys., 15 tys., czy 20 tys. zł do ręki dla singla nie może być tożsame z klasą średnią, ponieważ to oznaczałoby, że do middle class zalicza się kilka procent najlepiej zarabiających.

I tu wracamy do bałaganu definicyjnego — klasa średnia, o której opowiada się w mediach, najczęściej określana jest „na rybkę”, czyli na intuicję tego, który o tym mówi. Zazwyczaj więc, kiedy słyszymy o „klasie średniej”, bardzo często mamy do czynienia już z klasą wyższą.

Pytam Przemka, do której klasy społecznej jego zdaniem przynależy. Automatycznie odpowiada, że czuje się klasą średnią. Dopytuję go o przynależność do klasy wyższej.

— Klasą wyższą się absolutnie nie czuję — odpowiada. — Dla mnie klasa wyższa zaczyna się wtedy, gdy ktoś ma już istotny majątek, najlepiej bez dużego kredytu, albo takie dochody względem kosztów życia, że regularne odkładanie i inwestowanie pieniędzy nie wymaga większego wysiłku — mówi Przemek.

I ma swoje powody. Z jednej strony zarabia naprawdę nieźle, z drugiej odkłada na mieszkanie. W tym momencie wynajem zżera dodatkowe 4 tys. zł. Mimo że żona Przemka zarabia podobnie jak on, to jej przewlekła choroba podkrada z ich domowego budżetu 2-2,5 tys. zł miesięcznie. Podsumowując, z ich całkiem sporego budżetu każdego miesiąca topnieje co najmniej 8 tys. zł.

Jednocześnie mężczyzna zauważa, jak duży awans zaliczył w stosunku do swoich rodziców. Jego mama była urzędniczką we wsi. Ojciec — kierowcą. Dziadkowie z obu stron z kolei byli rolnikami, którzy skończyli podstawówkę. Jego rodzice nie jeździli po świecie, nie jadali w knajpach. — Ja jestem mega wdzięczny za awans społeczny i wiem, że żyje mi się naprawdę dobrze. Tylko w życiu bym się nie nazwał klasą wyższą — dodaje.

Drugim kryterium rozróżniającym klasy jest status zawodowy. Według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Klasa średnia w Polsce”, middle class to osoby pracujące w biurach, specjaliści niższego szczebla, pracownicy wykonujący prace umysłowe. Klasa wyższa z kolei to osoby na wyższych kierowniczych stanowiskach, korporacyjni specjaliści, profesjonaliści, eksperci. I znów — kiedy osoby z wielkich miast mówią o klasie średniej, zazwyczaj tak naprawdę mówią o klasie wyższej.

Zanim pójdziemy dalej, jeszcze jedna sprawa. Sporo osób może przecież powiedzieć: „ale jak to? Programista jest w tej samej klasie społecznej, co Rafał Brzoska?” Rozplączmy i tę wątpliwość. Po pierwsze osób o majątku i dochodach zbliżonych do Rafała Brzoski jest w Polsce kilka, albo kilkanaście. Trudno, żeby dla kilkunastu, kilkudziesięciu czy nawet kilkuset osób wydzielać w 37-milionowym kraju oddzielną klasę społeczną.

Po drugie — klasa wyższa jest najbardziej zróżnicowaną spośród wszystkich klas społecznych. Znajdują się w niej zarówno osoby, które mają miesięczny dochód w wysokości kilkunastu tysięcy złotych, jak i ci z wartymi miliony firmami. Po prostu multimilionerzy znajdują się na samym czubku klasy wyższej. W przeciwnym przypadku — tu cofnijmy się o kilka akapitów — klasą średnią byłoby kilka procent najzamożniejszych osób w kraju. To się po prostu nie klei.

Próg wejścia do klasy wyższej

Dodajmy do tego jeszcze wątek majątkowy. Niektórzy mówią, że klasa wyższa to ci, którzy „żyją z majątku”. To jednak jest wprowadzenie zupełnie innego, archaicznego podziału klasowego pamiętającego jeszcze czasy Marksa i jego rozróżnienie na właścicieli kapitału oraz proletariat.

Oczywiście przy dochodach u progu wejścia do klasy wyższej (8-10 tys. zł na rękę dla singla) znaczną różnicę w jakości życia robi to, czy dysponujemy mieszkaniem w dużym mieście kupionym przez rodziców albo odziedziczonym po babci. To daje dodatkowe 3–4 tys. zł luzu w miesięcznym budżecie. Te środki z kolei można przeznaczyć albo na oszczędzanie na kolejną nieruchomość (lub inne inwestycje) albo na rozbudowywanie kompetencji. Przy jednoczesnej świadomości, że gdyby przydarzyła się jakaś trudna życiowa sytuacja, to ma się majątek, który może ratować z opresji.

Natomiast posiadanie takiego dodatkowego „boostu” ekonomicznego jest czymś zupełnie innym niż „życie z majątku”. Żeby dobrze żyć z nieruchomości, nie wystarczy kawalerka, czy nawet trzypokojowe mieszkanie choćby w centrum Warszawy. Takich mieszkań musielibyśmy mieć siedem lub więcej. To majątek w wysokości 5-6 mln zł. Mało kto w Polsce takim dysponuje.

Powiedziawszy to wszystko, pozostanę absolutnie niekonsekwentny i za klasę średnią dalej będę w tekście uznawał niższe rewiry klasy wyższej. To nie jest dysertacja naukowa, to tekst na poły publicystyczny, który ma się zmierzyć z pewnymi mitami.

Jeden z nich został rozbity: klasa średnia nie jest tak bogata, jak się klasie wyższej (przekonanej, że jest klasą średnią) wydaje. Drugi, najważniejszy mit: klasie średniej (czyli niższemu rewirowi klasy wyższej) żyje się naprawdę zamożnie. Tylko pewne zjawiska psychologiczne powodują, że nie może tego dostrzec.

Inflacja stylu życia

Przypomnijmy słowa Kuby Szymczuka, który mówił, że „ubóstwem ukrytym” są modne ciuchy, drogi telefon, auto i pakiet medyczny. Przecież to brzmi kompletnie niedorzecznie! Osoba uboga to taka, która nie może sobie pozwolić na żadną z tych rzeczy! Na tym polega ubóstwo — na braku, a nie na dostatku. Najważniejsze pytanie brzmi — dlaczego osoby radzące sobie finansowo całkiem nieźle, zarówno z perspektywy polskiej (np. 10 proc. najlepiej zarabiających), jak i globalnej, uważają, że nie są zamożne?

Dziennikarz Kanału Zero sam podsuwa nam pewien trop. Mówi, że mimo tych wygód „żyjemy od pierwszego do pierwszego”. Otóż to! Problem może polegać na tym, że klasa średnia chce często całego życia. I chce go teraz! Często (mylnie) uważamy, że przynależność do klasy średniej oznacza niemal niczym nieograniczoną konsumpcję.

Część osób chce mieć samochód, najnowszy drogi smartfon, smartwatch, obiady kilka razy w tygodniu na mieście, mieszkanie przy jednoczesnym budowaniu oszczędności. Jednak taki stan ekonomiczny rzeczywiście nie jest łatwy do osiągnięcia. Wymaga bardzo dużych dochodów dostępnych tylko garstce najbardziej uprzywilejowanych ludzi na świecie. Większość wielkomiejskich profesjonalistów na całym globie (klasa wyższa!) musi coś poświęcić — ten nowy smartfon, citybreaki lub pizzę z pieczoną gruszką, orzechami włoskimi i szynką dwa razy w tygodniu.

I tu pojawia się kategoria, która jakiś czas temu podbiła media ekonomiczno-lifestylowe. Chodzi o tzw. lifestyle creep, czyli lifestyle inflation. Można to przetłumaczyć jako „podpełzający styl życia” albo „inflacja stylu życia”. Chodzi o to, że wielu z nas wraz ze wzrostem dochodu przeskalowuje również swoje oczekiwania konsumpcyjne. Kupowaliśmy ciuchy w tańszych sieciówkach? Dostajemy lepszą pensję i zamieniamy Reserveda na COS-a. Smakowała nam pizza z DaGrasso? Ale po awansie chodzimy do włoskich drogich pizzerii. Piwo z puszek zamieniliśmy na craftowe, używanego stare audi z 2005 r. na BMW X3 w leasingu. To właśnie jest lifestyle creep — zamiana punktów odniesienia.

Hedoniczna bieżnia

Ten dziennikarsko-social mediowy buzz word ma jednak swój naukowy, nieźle zbadany odpowiednik. Chodzi o tak zwaną hedoniczną bieżnię, hedoniczny kierat czy hedoniczną adaptację, jak kto woli. — Adaptacja hedoniczna to mechanizm polegający na psychicznym dostosowaniu się do nowych warunków życia. Większe mieszkanie czy lepszy samochód początkowo nas cieszą, ale po pewnym czasie stają się nową normą, ponieważ przesuwa się nasz punkt odniesienia — mówi badacz prof. dr hab. Piotr Zielonka z Instytutu Biologii SGGW zajmujący się między innymi ekonomią behawioralną, autor książki „Punkt odniesienia”.

— To, co jeszcze niedawno wydawało się luksusem, zaczyna wyglądać jak standard. Rosną także nasze oczekiwania, które można nazwać aspiracjami. Wyższe zarobki przenoszą aspiracje na wyższy poziom. Ma to swoją złą stronę — ciągle odczuwamy niedosyt. Ma też dobrą stronę, otóż przyczynia się do wzrostu gospodarczego — dodaje badacz.

O tym, jak działa hedoniczna bieżnia (pozornie się na niej przesuwamy, ciągle jednak pozostając w miejscu), pisali w artykule naukowym zamieszczonym w czasopiśmie naukowym „Journal of Economic Behavior & Organization” ekonomiści Rafael Di Tellaa, John Haisken-De Newc i Robert MacCullochd. Przyglądali się oni danym z Niemiec z lat 1984-2000, zestawiając wzrost dochodów z poczuciem szczęścia badanych. Co się okazało? Że w ciągu czterech lat od zwiększenia się dochodów ich wpływ na odczuwane szczęście drastycznie maleje. Badacze wyliczyli, że chodzi o 65 proc. tego wpływu. Inaczej mówiąc — jeżeli dostaliśmy podwyżkę i ona podniosła nasz dobrostan psychiczny, to w ciągu kilku lat efekt w dużej mierze zniknie i wrócimy (niemal) do naszych „fabrycznych” ustawień zadowolenia z życia.

Badacze doszli jednak do jeszcze jednego wniosku — zjawisko hedonicznego kieratu ma zastosowanie w przypadku dochodów, ale z jakichś powodów nie działa na status społeczny. Kiedy zyskujemy wysoki status, zadowolenie z jego posiadania towarzyszy nam znacznie, znacznie dłużej niż w przypadku podwyżki.

Ważne jest to, ile mają inni

Swoje trzy grosze dorzucają do sprawy ekonomiści Xilin Li, Christopher Hsee i Li Wang, którzy w artykule naukowym zamieszczonym w „Journal of Experimental Psychology” stwierdzają, że na nasz dobrostan bardziej niż porównanie do naszych przeszłych zarobków wpływa porównanie do tego, ile zarabiają inni.

To zresztą częściowo wyjaśnia fenomen internetowego wyśmiewania przekazu partii rządzącej na temat Polski jako 20. gospodarki świata. Jest to zresztą zgrywa częściowo uzasadniona. Ale tylko częściowo. O ile bowiem prawdą jest, że Polska naprawdę zauważalnie awansowała w ostatnich dekadach, jeśli chodzi o siłę gospodarki, i naprawdę znaleźliśmy się blisko wejścia do pierwszej 20. największych ekonomii globu, tak w tej narracji jest pewne

Chodzi o to, że do porównań dobrobytu między krajami znacznie bardziej nadaje się nie tyle suche PKB danego państwa, ile PKB na głowę mieszkańca skorygowane o siłę nabywczą. I tutaj Polska nie radzi sobie już tak świetnie. Ale i tak całkiem nieźle! Znajdujemy się w okolicach 30.-35. miejsca. Od początku transformacji awansowaliśmy co najmniej o kilkanaście pozycji.

Spora część z nas nie docenia tej zmiany właśnie dlatego, że niemal wszyscy zaliczyliśmy ekonomiczny awans. Trudno w naszym kraju znaleźć grupę społeczną, której dochodowo w ostatniej dekadzie (nie mówiąc o dwóch dekadach) się nie poprawiło.

— Dla jednej osoby punktem odniesienia jest jej dawne życie, dla kogoś innego — status znajomych, sąsiadów, współpracowników, a nawet influencerów z internetu. Zatem ten sam status materialny daje odmienne poczucie bogactwa w zależności od tego, jak go postrzegamy. Ktoś może postrzegać samego siebie jako człowieka zamożnego, jeśli porównuje się z własnym, skromnym statusem materialnym z dzieciństwa, ale może czuć się biedny, jeśli porównuje się z bogatymi ludźmi, którzy go otaczają — mówi prof. Zielonka.

Jesteśmy istotami społecznymi, by nie powiedzieć „społecznie porównującymi się”. Właśnie dlatego osoby radzące sobie całkiem nieźle, będące w istocie klasą wyższą (ale uważające się za klasę średnią) sądzą jednocześnie, że ekonomicznie wiedzie im się tak sobie. Z jednej strony dostosowują swoje aspiracje do osiąganych dochodów, a z drugiej do pozycji innych osób w ich otoczeniu — i tej ekonomicznej, i tej prestiżowej.

Jakiś czas po naszej pierwszej rozmowie odzywa się do mnie Przemek. — Wiesz co, zastanawiałem się nad tym poczuciem, że w 2019 r. żyło się super. I mam jeszcze na ten temat przemyślenie. Po prostu moje potrzeby i oczekiwania wzrosły. Bo ja faktycznie zarabiam więcej niż wtedy, nawet biorąc pod uwagę inflację.

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Zanim świat znów zmieni reguły gry. Krastev, Billari i Dalay dołączają do Impact Leading Minds

Zanim świat znów zmieni reguły gry. Krastev, Billari i Dalay dołączają do Impact Leading Minds

Majmurek: Nie będzie wielkiej reformy zdrowia. Mogłaby okazać się zbyt kosztowna politycznie

Majmurek: Nie będzie wielkiej reformy zdrowia. Mogłaby okazać się zbyt kosztowna politycznie

Iga próbowała zrobić „to” po pijaku. „41-letnia dziewica? Masakra!”

Iga próbowała zrobić „to” po pijaku. „41-letnia dziewica? Masakra!”

To był początek ich upadku. „Im bardziej kogoś kochamy, tym bardziej chcemy go kontrolować”

To był początek ich upadku. „Im bardziej kogoś kochamy, tym bardziej chcemy go kontrolować”

Życie intymne w PRL. „Kolega litościwie zostawiał nas samych na kilka godzin”

Życie intymne w PRL. „Kolega litościwie zostawiał nas samych na kilka godzin”

To jedno z niewielu miejsc w Polsce, które nie poddało się turystom. Słynie ze wspaniałej kuchni

To jedno z niewielu miejsc w Polsce, które nie poddało się turystom. Słynie ze wspaniałej kuchni

Fejfer: Konfederacja zupełnie zmieniła front. Zniknęły wszelkie pozory

Fejfer: Konfederacja zupełnie zmieniła front. Zniknęły wszelkie pozory

„Wszystkie horrory znormalizowano”. Tak szkoła w Rosji uczy o wojnie

„Wszystkie horrory znormalizowano”. Tak szkoła w Rosji uczy o wojnie

Pięć możliwych scenariuszy po słowach Trumpa. Jeden z nich jest szczególnie niebezpieczny, a może wydarzyć się przypadkowo [ANALIZA]

Pięć możliwych scenariuszy po słowach Trumpa. Jeden z nich jest szczególnie niebezpieczny, a może wydarzyć się przypadkowo [ANALIZA]

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Kursy walut 9 lipca 2026 r. Złoty się wzmacnia – Biznes Wprost

Kursy walut 9 lipca 2026 r. Złoty się wzmacnia – Biznes Wprost

9 lipca, 2026
Puma pod Koszalinem. Zwołano sztab kryzysowy, trwa obława

Puma pod Koszalinem. Zwołano sztab kryzysowy, trwa obława

9 lipca, 2026
Abchazja i Osetia Południowa. Problematyczny region, nowe rozdanie

Abchazja i Osetia Południowa. Problematyczny region, nowe rozdanie

9 lipca, 2026
Braniewo. Lekarz „pracował” nawet 72 godziny na dobę. „Dojenie szpitala”

Braniewo. Lekarz „pracował” nawet 72 godziny na dobę. „Dojenie szpitala”

9 lipca, 2026

Najnowsze Wiadomości

Zanim świat znów zmieni reguły gry. Krastev, Billari i Dalay dołączają do Impact Leading Minds

Zanim świat znów zmieni reguły gry. Krastev, Billari i Dalay dołączają do Impact Leading Minds

9 lipca, 2026
Ceny materiałów budowlanych znów rosną. To może wpłynąć na rynek mieszkań – Biznes Wprost

Ceny materiałów budowlanych znów rosną. To może wpłynąć na rynek mieszkań – Biznes Wprost

9 lipca, 2026
Wspaniałe narodziny w polskim zoo. Mała żyrafa rozczuliła wszystkich

Wspaniałe narodziny w polskim zoo. Mała żyrafa rozczuliła wszystkich

9 lipca, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.