Otyłość u mężczyzn to nie ta sama choroba co u kobiet. Ma inny przebieg, prowadzi do niedoboru testosteronu, wywołuje inne powikłania i inaczej powinno się ją leczyć — twierdzą naukowcy i lekarze na podstawie wieloletnich obserwacji i najnowszych badań.
Konrad (44 l.) jest taksówkarzem, wcześniej pracował jako kurier w jednej z dużych korporacji. — Musiałem przesiąść się do taksówki, bo już nie dawałem rady chodzić z przesyłkami po schodach, od wielkiego brzucha wysiadał mi kręgosłup — mówi.
Nic dziwnego, Konrad przy wzroście 185 cm waży 130 kg. — Zacząłem tyć po trzydziestce i doskonale wiem dlaczego — z powodu miłości do kebabów i coli — przyznaje. Ma już cukrzycę typu 2, stłuszczoną wątrobę. Seks uprawiał ostatnio pół roku temu, właściwie to już mu się nie chce. — Oczywiście, że próbowałem różnych ćwiczeń i diet, ale kiedy niby mam sobie gotować według tych przepisów? One są dla kobiet lubiących gotować, a nie dla mnie. Ja tego nie umiem i nie mam czasu. Może w końcu zdecyduję się na zastrzyki odchudzające czy operację bariatryczną — wzdycha.
To, co Konrad zaobserwował na własnym organizmie, potwierdzają najnowsze badania. O tym, jak bardzo otyłość męska różni się od kobiecej i jak odmiennych strategii leczenia wymaga, opowiadali naukowcy z Uniwersytetu Dokuz Eylul w Izmirze w Turcji podczas tegorocznego Europejskiego Kongresu Otyłości (ECO) w Stambule w Turcji. Wyniki swoich badań przedstawili też w artykule w jednym z ostatnich wydań naukowego periodyku „Nature Communications”.
Gdzie gromadzi się tłuszcz
Badacze pod kierownictwem dr Zeynep Pekel przeanalizowali dane 886 kobiet (średni wiek 45 lat) i 248 mężczyzn (średni wiek 41 lat), wszystkie te osoby były leczone w Klinice Otyłości w Katedrze Medycyny Wewnętrznej Wydziału Medycznego Uniwersytetu Dokuz Eylul w latach 2024-2025. Uczestnicy przeszli w tej klinice kompleksowe badania. Zmierzono im wzrost, wagę, wskaźnik masy ciała (BMI) i ciśnienie krwi. W badaniach krwi wyznaczony został poziom lipidów, w tym poziom cholesterolu całkowitego, „złego” cholesterolu LDL, „dobrego” cholesterolu HDL, trójglicerydów oraz stężenie glukozy we krwi na czczo. Do badań włączono także tzw. próby wątrobowe, kreatyninę dla sprawdzenia funkcji nerek oraz poziom markerów stanu zapalnego, czyli białka C-reaktywnego, wskaźnika OB, liczbę białych krwinek i płytek krwi.
Z analizy tych danych wyłonił się obraz zasadniczych różnic między otyłymi kobietami a mężczyznami. U mężczyzn biorących udział w badaniu stwierdzono również wyższy poziom trójglicerydów, kreatyniny oraz enzymów wątrobowych, co może sygnalizować uszkodzenie wątroby. Kobiety za to miały wyższe wskaźniki stanu zapalnego oraz cholesterolu LDL. Przede wszystkim jednak badacze potwierdzili to, co od dawna obserwują lekarze, a także sami pacjenci: u mężczyzn z otyłością tłuszcz częściej niż u kobiet gromadzi się w okolicy brzucha — średni obwód talii u mężczyzn wynosił 120 cm, podczas gdy u kobiet było to 108 cm.
Skąd się biorą te różnice? Zdaniem tureckich naukowców wpływa na to wiele czynników, głównie biologicznych, takich jak hormony, reakcje immunologiczne i rozmieszczenie tkanki tłuszczowej. Badacze podkreślają, że badania były robione wyłącznie w populacji tureckiej. — Choć nasze odkrycia wymagają potwierdzenia w innych grupach pacjentów, to dają one istotną wiedzę na temat tego, jak otyłość może odmiennie wpływać na mężczyzn i kobiety — mówi dr Pekel.
Cytryna na zapałkach
To kolejne badanie, które potwierdza, że mężczyźni chorują na otyłość inaczej niż kobiety. Zazwyczaj widać to na pierwszy rzut oka — nie tylko u Turków bowiem dominującym miejscem, w którym gromadzi się tłuszcz, jest brzuch. To niezależne od grupy etnicznej. Męski brzuszek dominuje i u Europejczyków, i u Amerykanów, a coraz częściej również u Azjatów, których styl życia i dieta wydawały się do niedawna chronić przed otyłością.
U Polaków „piwny brzuch” to widok powszechny, a liczba mężczyzn z nieprawidłową masą ciała rośnie szybciej niż kobiet. Zgodnie z danymi NFZ, nadwagę lub otyłość ma 64,5 proc. Polaków, a kliniczna otyłość dotyczy 15,3 proc. mężczyzn. — I większość przypomina cytrynę osadzoną na zapałkach — cienkie nogi oraz ręce i okrągły, otłuszczony tułów, gdzie gromadzi się 90 proc. tkanki tłuszczowej. A właśnie ten rodzaj tłuszczu, zwany tłuszczem trzewnym, jest niezwykle niebezpieczny, bo otacza narządy wewnętrzne, w tym wątrobę, i jest silnie powiązany z poważnymi chorobami serca i metabolicznymi — mówi dr Jakub Bukowczan, endokrynolog, diabetolog i specjalista leczenia otyłości.
U obu płci choroba otyłościowa zaczyna się podobnie — od dostarczania organizmowi zbyt dużej ilości kalorii, przez co organizm zaczyna gromadzić nadmiarowe ilości energii w postaci tkanki tłuszczowej, w podobny sposób prowadząc do zjawiska insulinooporności, czyli coraz mniejszej wrażliwości komórek na insulinę wydzielaną przez trzustkę. Im mniejsza wrażliwość komórek, tym więcej insuliny wydziela trzustka, żeby zrównoważyć wysoki poziom glukozy po obfitych posiłkach. Tak powstaje stan zwany hiperinsulinemią.
Gdzie mój testosteron?
Ten proces podobny u obu płci prowadzi w przypadku mężczyzn do zupełnie innych skutków. — U mężczyzn otyłość skutkuje niedoborem testosteronu — mówi dr Bukowczan. Odpowiada za to kilka mechanizmów, wśród których jest również hiperinsulinemia. Występujący u pacjentów nadmiar insuliny bezpośrednio obniża produkcję białka SHBG, czyli globuliny wiążącej hormony płciowe — im mniej SHBG, tym niższy poziom testosteronu całkowitego, natomiast wpływ na stężenie wolnego testosteronu jest bardziej złożony. Dodatkowo przewlekły stan zapalny oraz oporność na leptynę zaburzają oś podwzgórze-przysadka-jądra — tłumaczy lekarz.
Lekarze wiedzą już także, że tkanka tłuszczowa nie jest zwykłym magazynem energii, ale organem aktywnym hormonalnie. — Zwiększona ilość tkanki tłuszczowej powoduje przemianę testosteronu i androgenów na kobiece hormony płciowe — estrogeny. I tu powstaje błędne koło. Nadmierna ilość obwodowej tkanki tłuszczowej i wynikający z niej nadmiar estrogenów powodują, że gonadotropiny LH i FSH z przysadki nie pobudzają wystarczająco jąder do zdrowej produkcji testosteronu — wyjaśnia dr Bukowczan.
W organizmie mężczyzny robi się go coraz mniej, co ma przełożenie na samopoczucie. — Mężczyźni są permanentnie zmęczeni, przez co stają się rozdrażnieni i mają problemy ze snem. Rozdrażnienie i zmęczenie mogą sprzyjać wzmożonemu apetytowi i sięganiu po wysokokaloryczne produkty. Pacjenci próbują w szybki sposób pozyskać energię, dlatego zaczynają odczuwać większą ochotę na rzeczy wysokoenergetyczne — słodkie, przetworzone i słone, a na domiar złego nierzadko piją mnóstwo energetyków czy kawy, jeszcze bardziej pogłębiając problemy ze snem i uczuciem notorycznego zmęczenia. Frustracja utratą kontroli nad uczuciem głodu może uruchamiać mechanizmy emocjonalnego jedzenia, czyli niwelowania napięcia poprzez przyjemność płynącą ze spożywania słodkich i tłustych pokarmów — tłumaczy dr Bukowczan.
Niski poziom testosteronu to też poważne zagrożenia zdrowotne, w tym zwiększone ryzyko zachorowania na raka — odkryli właśnie naukowcy z University of Western Australia. Przeanalizowali oni 11 badań z udziałem ponad 26 tys. mężczyzn w różnym wieku i okresami obserwacji wynoszącymi co najmniej pięć lat. Na tej podstawie ustalili, że mężczyźni z bardzo niskim poziomem testosteronu (poniżej 8,6 nmol/l) mieli wyższe ryzyko zdiagnozowania raka, a także zgonu z jego powodu. Co zaskakujące, naukowcy nie wykryli tej korelacji w przypadku jednego typu raka — raka prostaty, choć to on powinien być najwrażliwszy na poziom testosteronu. Badacze dopiero zamierzają wyjaśnić to zjawisko.
Przywrócić ochotę na seks
Nie ma jednak wątpliwości, że niski testosteron plus otyłość to combo bardzo niekorzystne dla męskiego zdrowia. Również reprodukcyjnego i seksualnego. Z badań przeprowadzonych przez naukowców z University of Adelaide w Australii wynika, że otyłość nie tylko obniża jakość spermy, ale też zmienia strukturę komórek rozrodczych w jądrach, a ostatecznie dojrzewających plemników. To oznacza mniejszą szansę na spłodzenie dziecka. O ile w ogóle choremu chce się uprawiać seks.
— U mężczyzn z otyłością libido i potrzeby seksualne są znacznie zmniejszone nie tylko z powodu niskiego testosteronu, ale również z powodu samego zmęczenia i niskiej samooceny — mówi dr Bukowczan. Do tego dochodzą problemy naczyniowe i neurologiczne, takie jak neuropatia, nadciśnienie czy wysoki poziom lipidów, które powodują różne dysfunkcje seksualne. — To np. problemy z osiągnięciem czy utrzymaniem wzwodu, ale również trudności z osiąganiem orgazmu lub przeciwnie — przedwczesny wytrysk — wylicza lekarz.
Na szczęście zmiany te są odwracalne, przynajmniej częściowo. — Duża metaanaliza z 2024 r. pokazała, jak zmieniają się poziomy hormonów na niskokalorycznej diecie — mówi dr Bukowczan. — Wiemy, że poziom testosteronu całkowitego zwiększa się średnio o ok. 2,5 nmol/l po utracie kilogramów, a po chirurgii bariatrycznej — nawet o 7,5 nmol/l. Wiemy więc, że jest to element w dużym stopniu odwracalny, ale z pewnością poziom testosteronu nie wróci do wartości, jakie powinny być normalnie w danym wieku — podkreśla lekarz.
Żeby chcieli się leczyć
Te wszystkie problemy rzadko jednak skłaniają mężczyzn do szukania pomocy w wychodzeniu z otyłości. Takie obserwacje ma Agnieszka Węgiel, psycholożka i psychodietetyczka, specjalizująca się w pomaganiu pacjentom z otyłością. — Mężczyźni zgłaszają się o wiele rzadziej niż kobiety, często nawet nie przychodzi im do głowy, żeby sięgnąć po pomoc psychologiczną w leczeniu otyłości, poza tym uważają, że to niemęskie. A już zwłaszcza rozmawianie o trudnościach emocjonalnych — mówi Agnieszka Węgiel.
Te problemy panowie często topią w alkoholu. — A przecież alkohol oprócz tego, że dostarcza nam dodatkowe kalorie, robi coś jeszcze gorszego — osłabia kontrolę, czyli sprawia, że przy piwie czy drinku pojawiają się tłuste potrawy, np. kiełbasa, sery albo przekąski wysokoprzetworzone typu chipsy, krakersy, ciasteczka — zauważa Agnieszka Węgiel.
Powodem, dla którego mężczyzna w końcu pojawia się u lekarza od otyłości, są najczęściej bardzo złe wyniki badań krwi. — Taki pacjent, ważąc np. 150 kg, zarzeka się, że nic mu nie jest i świetnie się czuje, tylko te wyniki jakieś nienajlepsze. Albo lekarz medycyny pracy nie dopuścił go do pracy, bo ciśnienie ma np. 220/120, ale przecież „to na pewno efekt białego fartucha”, tłumaczą się — opowiada dr Bukowczan. Z czego wynika ta skłonność do pomniejszania swoich problemów? — Ze strachu, że pójdą z jednym problemem, a lekarz znajdzie pięć innych, ze wstydu, że sobie nie radzą, z poczucia odpowiedzialności, bo przecież oni mają dowozić pracę, a nie zajmować się sobą. Tyle że to krótkowzroczne myślenie — mówi dr Jakub Bukowczan.
Z tych powodów terapia musi być dostosowana do stylu życia i indywidualnych potrzeb każdego mężczyzny. — Inaczej po prostu nie będą z niej korzystać. Generalnie mężczyźni są niecierpliwi, najlepiej, żeby wszystko zostało ogarnięte jednym lekiem, żeby się to skończyło szybko. Dlatego leczenie musi przynosić szybki efekt, bo to działa najbardziej motywująco — podkreśla lekarz.
Najczęściej stosowane jest leczenie wielotorowe, z wykorzystaniem coraz skuteczniejszej farmakoterapii analogami GLP-1, znanymi jako zastrzyki na otyłość. — Jednak bardzo ważny jest ruch, w tym trening siłowy, higiena snu oraz odpowiednia dieta — podkreśla Agnieszka Węgiel. W przypadku mężczyzn ważny jest też aspekt edukacyjny. — Gdybym miała określić przyczynę męskiej otyłości, to o wiele częściej chodzi o brak wiedzy związanej z tym, że trzeba się wysypiać, że regularne posiłki są ważne, jakie te posiłki mają być — dodaje Agnieszka Węgiel.
Nowe życie
Dr Bukowczan widzi, jak zmienia się życie tych twardych facetów, kiedy leczenie zaczyna przynosić efekty. — Bardzo ich cieszy to, że mogą wreszcie więcej zrobić, że nie są już tak senni, mają więcej energii. Cieszy ich też odzyskana sprawność seksualna, związana z tym większa pewność siebie — mówi lekarz. I choć mężczyźni najczęściej zapewniają u lekarza, że nie zależy im na wyglądzie, to gdy zaczynają chudnąć, okazuje się, że ma to fundamentalne znaczenie. — Najczęściej chodzi o to, że ten nieszczęsny brzuch wreszcie zaczyna się zmniejszać. Pacjenci chwalą się, że zapinają pasek o kilka dziurek mniej, że brzuch przestaje im się wylewać ze spodni — mówi dr Bukowczan.
A wraz ze zmniejszeniem tłuszczu trzewnego poprawiają się wyniki badań. — Spada poziom transaminaz wątrobowych, kwasu moczowego, poprawia się profil lipidowy, poprawia się kontrola glikemii oraz zmniejsza się hiperinsulinemia. Efekty są tak spektakularne, że nawet robienie sobie zastrzyków co tydzień czy dwa do końca życia przestaje być tak przerażające — uśmiecha się dr Bukowczan.





