W pobliżu serbskiego portu Prahovo susza obniżyła poziom Dunaju na tyle, że z dna wyłoniły się zardzewiałe wraki niemieckich okrętów wojennych. We wrześniu 1944 r., gdy niemieckie wojska w popłochu wycofywały się przed nadciągającą Armią Czerwoną, zatopiono tam nawet 200 jednostek.
Osiem dekad później ta sama rzeka zyskała nowe znaczenie w kolejnej europejskiej wojnie. Gdy rosyjskie ataki czynią ukraińskie porty nad Morzem Czarnym zbyt niebezpiecznymi, Dunaj staje się jednym z kanałów, którymi Kijów może eksportować zboże na Zachód. Jednak tego lata sam Dunaj zawodzi. W Rumunii jego nurt spowolnił tak bardzo, że poważnie zakłóciło to żeglugę i produkcję energii.
Jednocześnie Rosja nasiliła ataki na porty wokół Odessy — kluczowego portowego miasta południowo-zachodniej Ukrainy. Tylko w lipcu Ukraina odnotowała 35 ataków na statki w portach, kolejnych 22 na jednostki na morzu i 67 uderzeń w infrastrukturę portową. Rosja uderza także w infrastrukturę prowadzącą do alternatywnych szlaków eksportowych Ukrainy. 9 sierpnia rosyjskie wojska zaatakowały most w Majakach, łączący Odessę z Mołdawią i Rumunią. Według Instytutu Badań nad Wojną most najpewniej stał się celem po to, by zakłócić lądowy korytarz wykorzystywany wtedy, gdy eksport wodny utknął w martwym punkcie.
Rosja celuje w ukraińską infrastrukturę
Rosja od lat atakuje infrastrukturę, która pozwala Ukrainie funkcjonować jako państwo. Ataki na systemy energetyczne rozpoczęły się jesienią 2022 r., gdy zmasowane ostrzały rakietowe uderzyły w elektrownie i stacje transformatorowe w całym kraju. W jeden dzień Rosja wystrzeliła co najmniej 65 rakiet w domy i infrastrukturę energetyczną. Kampania rozszerzyła się także na punkty wydobycia gazu, porty, koleje i mosty.
Intensywność tych działań nie słabnie. Ostatnio Rosja przeprowadziła jeden z największych ataków dronowych od początku wojny, a Rumunia wielokrotnie podrywała lotnictwo, gdy drony przekraczały lub zbliżały się do jej terytorium podczas bombardowań ukraińskich portów nad Dunajem, co doprowadziło do kolejnej konfrontacji między Bukaresztem a Moskwą.
Ukraina zawsze szukała alternatywy. Gdy żegluga po Morzu Czarnym staje się zbyt ryzykowna, zboże przewozi się koleją, drogami lądowymi i Dunajem. Gdy brakuje krajowej produkcji energii, prąd importowany jest z europejskiej sieci. Gdy pada za mało deszczu, pola nawadniane są sztucznie. Ta zdolność do improwizacji była jedną z największych przewag Ukrainy.
„Ekonomiczny wyrok” na Europę
Co jednak, gdy te alternatywy znajdą się pod presją? Moskwa zauważyła tę możliwość, nawet jeśli nazywa to trochę inaczej.
10 sierpnia Anatolij Tichonow, szef Centrum Międzynarodowego Agrobiznesu i Bezpieczeństwa Żywnościowego przy Rosyjskiej Akademii Prezydenckiej, opublikował esej w państwowej agencji prasowej TASS. Jego tytuł można przetłumaczyć jako „Gorąca redystrybucja — kto zapłaci za europejskie nieurodzaje?”. Tekst zaczyna się od informacji o temperaturach sięgających 45°C w części Europy — Tichonow nazywa to zjawisko „ekonomicznym wyrokiem” na osłabioną Europę.
To przewidywalny schemat. Ciekawsze jest jednak to, co Tichonow radzi Rosji. Twierdzi, że Europa będzie potrzebować więcej ukraińskiego zboża (nawet jeśli ukraiński potencjał eksportowy maleje), a także więcej żywności z Ameryki Południowej, Stanów Zjednoczonych i Rosji. Według niego zamożni europejscy kupcy będą konkurować o dostawy z biedniejszymi krajami Bliskiego Wschodu, Afryki i Azji Południowej. Przedstawia to jako kolejny przykład zachodniej „logiki kolonialnej”, a Rosję — jako niekolonialną alternatywę. Rosja — jak uważa — „musi wykorzystać tę chwilę”.
Ukraina daje jeszcze bardziej namacalny przykład na to, dlaczego pojawiła się szansa, na którą zwraca uwagę Tichonow.
Zboże
Gdy w 2022 r. pełnoskalowa inwazja Rosji de facto zamknęła ukraińskie porty nad Morzem Czarnym, zboże zaczęto transportować ciężarówkami, koleją i barkami, a porty dunajskie — jak Izmail czy Reni — gwałtownie się rozwinęły. Po wycofaniu się Rosji z porozumienia zbożowego, wynegocjowanego przez ONZ w 2023 r., Ukraina ostatecznie uruchomiła własny korytarz morski. To prowizoryczne rozwiązanie działało nieźle, ale nie było w stanie w pełni zastąpić wcześniejszych możliwości.
Obecna rosyjska ofensywa ponownie wystawia ten system na próbę. Minister rolnictwa Ukrainy Taras Wysocki w rozmowie z Reutersem powiedział, że jeśli zakłócenia nie zostaną usunięte, nieco ponad 30 mln ton zbóż i nasion oleistych może nie trafić na rynki międzynarodowe, kiedy ceny drastycznie spadły, a koszty transportu poszybowały w górę. Według niego kolej i Dunaj łącznie są w stanie przewieźć zaledwie jedną trzecią ładowności portów Morza Czarnego.
Rosja zaczęła atakować dunajską alternatywę, w tym most w Majakach, będący częścią lądowego połączenia do portów dunajskich — ostatni atak miał miejsce 9 sierpnia. Szlak czarnomorski Ukrainy jest więc pod ostrzałem, dunajska alternatywa ograniczona przez suszę, a obsługująca ją infrastruktura również jest atakowana.
Energia
Wiosną 2024 r. Rosja radykalnie nasiliła ataki na ukraiński system energetyczny. Na początku czerwca Ukraina straciła ok. dziewięciu gigawatów mocy. Miesiąc później przyszła fala upałów. 15 lipca w Kijowie zanotowano 34°C, rekord dla tej daty. Operator sieci Ukrenergo wprowadził awaryjne wyłączenia prądu w siedmiu regionach po tym, jak awaria urządzeń jeszcze bardziej zwiększyła deficyt w trakcie upałów.
Margaryta Zacharczuk, 43-letnia mieszkanka Kijowa, rozmawiając z Reutersem opisała codzienność w tych warunkach. Gdy podczas przerw w dostawie prądu winda do jej mieszkania na 12. piętrze nie działała, czasem zostawała z dwojgiem dzieci na dworze do godz. 22, zamiast wnosić je po schodach. Gdy prąd wracał, rodzina błyskawicznie się myła, prasowała, gotowała i ładowała urządzenia. Jednoroczną córeczkę Wasylisę chłodziła w zlewie. Jedzenie w lokalnych sklepach psuło się przez brak chłodzenia.
Upał zwiększa zapotrzebowanie na prąd, jednocześnie podnosząc wagę urządzeń i instalacji, które przestają wtedy działać: chłodziarek, wind, klimatyzatorów czy maszyn. Ukraińską alternatywą była europejska sieć. Skala tej zależności była najbardziej widoczna zimą, gdy w lutym import prądu był o 41 proc. wyższy niż w styczniu.
Potem sytuacja się odwróciła. W lipcu Ukraina znów stała się eksporterem netto energii elektrycznej — największym jej odbiorcą były Węgry. Jednak zmiana ta nastąpiła w momencie, w którym Węgry same odkrywały, jak bardzo ich system zależy od dotkniętego suszą Dunaju. Elektrownia jądrowa Paks, która zwykle dostarcza prawie połowę energii w kraju, musiała ograniczyć moc do ok. 10 proc.
Rumunia posunęła się jeszcze dalej, by utrzymać pracę swoich reaktorów. Rekordowo niski poziom Dunaju wyłączył jeden z dwóch bloków w Cernavodă. Władze usuwały skalną przeszkodę, pogłębiały dno rzeki i zatopiły cztery barki wypełnione kamieniem, by zbudować prowizoryczną tamę kierującą wodę chłodzącą. 11 sierpnia operator Nuclearelectrica ostrzegł, że pomimo tych działań Rumunia może wkrótce wyłączyć ostatni pracujący blok.
To pokazuje, że system, na którym opiera się ukraińska awaryjność, sam zawiera infrastrukturę zależną od pogody. Węgry obecnie analizują rozbudowę Paks 2 — częściowo dlatego, że planowane reaktory także miałyby być chłodzone przez Dunaj — jednocześnie przyspieszając inwestycje w energetykę wiatrową.
Pożary
Ukraiński sezon pożarowy 2024 r. jeszcze wyraźniej pokazuje, jak pogoda potęguje zniszczenia wywołane wojną.
Dane satelitarne Wspólnego Centrum Badawczego Komisji Europejskiej wskazują, że w 2024 r. w Ukrainie spłonęło 965 tys. ha ziemi, ponad dwa razy więcej niż w całej Unii Europejskiej w tym samym czasie. Największe pożary wybuchały podczas gorącego, suchego lata, a ich lokalizacja niemal idealnie pokrywała się z linią frontu.
Recenzowane badanie opublikowane w tym roku w „Fire Ecology”, które było oparte na danych z lat 2001-2024, wykazało, że rosnące temperatury i spadające ilości opadów znacznie zwiększyły liczbę pożarów, zwłaszcza w coraz bardziej suchych regionach centralnych, południowych i wschodnich Ukrainy. Wojna niezależnie od tych czynników klimatycznych i użytkowania ziemi dodatkowo nasiliła pożarową aktywność w pobliżu linii frontu.
Pociski i ostrzały zapalają uprawy i łąki. Miny i niewybuchy czynią dotarcie na miejsce niebezpiecznym dla strażaków, a zniszczone drogi i rozregulowane instytucje utrudniają podjęcie akcji. Gorętsze i bardziej suche warunki jeszcze podnoszą ryzyko sytuacji, w której zapłon przeradza się w poważny pożar.
Woda
Jeszcze poważniejsze skutki może mieć problem z wodą na południu Ukrainy.
Przed zniszczeniem w czerwcu 2023 r. tama i zbiornik w Kachowce zasilały 31 systemów nawadniających w obwodach chersońskim, zaporoskim i dniepropietrowskim. W 2021 r. dzięki nim wyprodukowano ok. 4 mln ton zbóż i nasion oleistych. Po wysadzeniu tamy Ministerstwo Rolnictwa Ukrainy ostrzega, że co najmniej 500 tys. ha pozbawionych nawadniania może faktycznie zamienić się w pustynię.
Tama została zniszczona, gdy znajdowała się pod rosyjską okupacją. Ukraina oskarżyła Rosję o wysadzenie jej, natomiast Rosja o to samo oskarżyła Ukrainę. Zbiornik w Kachowce był również głównym źródłem wody chłodzącej dla zajętej przez Rosję, największej w Europie elektrowni jądrowej w Zaporożu. Po opróżnieniu zbiornika wykopano studnie, by dostarczać wodę, ale to nie wystarcza. Przedstawiciel Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej powiedział Reutersowi, że zużycie wody byłoby „wielokrotnie” większe, gdyby zdecydowano się na ponowne uruchomienie wszystkich reaktorów.
Paks, Cernavodă i Zaporoże to nie identyczne przypadki. Węgry i Rumunia straciły wodę chłodzącą z powodu suszy obniżającej poziom Dunaju, natomiast Zaporoże — z powodu zniszczenia tamy w trakcie wojny. Razem pokazują jednak, jak bardzo potężna infrastruktura, gdziekolwiek stoi, opiera się na ukrytym założeniu, że zawsze uda się zapewnić ogromne ilości wody, gdy będą potrzebne.
Globalne ocieplenie nie oszczędza Rosji
Rosja również jest zagrożona skutkami klimatu. W 2025 r. susza i przymrozki zniszczyły lub poważnie uszkodziły ok. 1 mln ha upraw w obwodzie rostowskim, a skala strat była na tyle duża, że Moskwa ogłosiła stan klęski żywiołowej na poziomie federalnym.
To między innymi dlatego esej Tichonowa w TASS jest tak wymowny. Autor nie twierdzi bowiem, że klimat sprzyja Rosji — przeciwnie, otwarcie ostrzega, że ekstremalne zjawiska pogodowe zagrażają również jej rolnictwu. Jego zdaniem Moskwa powinna lepiej radzić sobie ze skutkami tych zjawisk niż konkurenci, po to, by wyciągnąć z tego korzyści polityczne i gospodarcze.
Dunaj tego lata nie pokazuje, że Ukraina nie ma już żadnych alternatyw, lecz że każda z nich znalazła się pod podwójnym ostrzałem. Rosja od lat usiłuje zredukować margines błędu Ukrainy. Gorętsza, suchsza i paląca się Europa może go ograniczyć jeszcze bardziej. Putin nie może sterować tymi siłami, ale wciąż może zbierać ich owoce.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.




