Do kin wchodzą filmy „Historie równoległe” w reżyserii Asghara Farhadiego i „Gorzkie święta” Pedro Almodóvara. Obrazy mistrzów opowiadają o artystach, którzy by tworzyć, żerują na życiu innych, o fikcji, która przejmuje władzę nad pozornie realnymi postaciami, ale i o kryzysie twórczym. Niemoc twórcza nie jest tylko tematem filmów. Dotyka obydwu reżyserów, czego dowodem są ich najnowsze dzieła.
Oczekiwania były duże, szczególnie w stosunku do „Historii równoległych”. Film miał być w założeniu reinterpretacją „Krótkiego filmu o miłości” Krzysztofa Kieślowskiego, szóstej części „Dekalogu”. „Historie” wyprodukował Maciej Musiał wraz ze scenarzystą „Dekalogu” Krzysztofem Piesiewiczem, który zmarł krótko przed pokazem filmu na festiwalu w Cannes.
„Krótki film o miłości” z Grażyną Szapołowską i Olafem Lubaszenką w rolach głównych był refleksją nad przykazaniem „nie cudzołóż”. Chłopak podgląda kobietę z bloku naprzeciwko. Zakochuje się w niej. Zraniona przez ukochanego Magda wchodzi w przypadkowe relacje. Kiedy orientuje się, że Tomek ją podgląda, postanawia mu udowodnić, że miłość jest złudzeniem. Zrozpaczony chłopak próbuje popełnić samobójstwo. Oboje dokonali przekroczenia. On, pod pretekstem miłości, naruszył jej intymność. Ona traktowała seks i mężczyzn przedmiotowo. Metaforyczne cudzołóstwo doprowadziło do katastrofy.
Irański reżyser Asghar Farhadi, autor m.in. filmu „Rozstanie”, wydawał się idealnym kandydatem, by opowiedzieć na nowo historię stworzoną przez Kieślowskiego. Pisarka, która lata świetności ma już za sobą (w tej roli świetna Isabelle Huppert), podgląda przez lunetę trójkę sąsiadów, dwóch braci i partnerkę jednego z nich, pracujących nad efektami dźwiękowymi w filmie. Pisze powieść na kanwie wyobrażenia o relacjach między nimi. Seksualne napięcie, przemoc, melodramatyczne gesty nie podobają się wydawczyni, która uważa, że tak się dziś nie opowiada o miłości. Książka ląduje w śmietniku.
Znajduje ją chłopak, którego pisarka zatrudniła do pomocy przy likwidacji mieszkania. Złodziejaszek, który właśnie wyszedł z więzienia, czyta książkę i jest przekonany, że to zapis relacji między sąsiadami, których obserwuje przez okno. Kiedy podsuwa im powieść, zaczynają się zachowywać jak jej bohaterowie. Przeplatanie się historii z powieści i z filmu jest do pewnego momentu fascynujące. Ale w miarę rozwoju akcji tempo siada, bohaterowie tracą napęd, a ja — zainteresowanie ich losami. Film Kieślowskiego, dotykający pytań o sens miłości i relacji, u Farhadiego zmienia się w płaską, obyczajową opowiastkę, której nie ratuje świetne aktorstwo Huppert i Vincenta Cassela.
„Gorzkie święta” Pedro Almodóvara to także piętrowa historia o tworzeniu fikcji na bazie losów ludzi otaczających twórców. Odnosząca sukcesy reżyserka reklam cierpi na bezsenność i ataki paniki. Źródłem niepokoju jest nieprzepracowana żałoba po śmierci matki. Elsa, wspaniale wykreowana przez Bárbarę Lennie, postanawia wyjechać na kilka dni na Lanzarote, żeby skonfrontować się ze swoim bólem. Zaprasza przyjaciółkę szamocącą się w relacji z niewiernym mężem i modelkę, która w wypadku straciła synka. Obydwie stają się bohaterkami scenariusza, który pisze Elsa. Jednocześnie one wszystkie są postaciami ze scenariusza Raúla, starzejącego się reżysera (alter ego Almodóvara), który próbuje przerwać niemoc twórczą i nakręcić jeszcze jeden film.
Bohaterowie szkatułkowych opowieści oburzają się na twórców, że kradną ich emocje. Pojawiają się pytania o naturę twórczości, o granicę między fikcją a życiem, o to, czy sztuka pomaga przeżyć stratę. Almodóvar, mistrz kobiecych portretów, nie zawodzi, gdy przystawia kamerę najbliżej, jak się da, do twarzy Elsy. W swoim pierwszym od siedmiu lat hiszpańskojęzycznym obrazie nie traci poczucia humoru. Uwielbiam moment, kiedy bohaterki filmu w filmie siadają na kanapie w oczekiwaniu na dalszy ciąg własnych losów. Ale przede wszystkim mistrz uwodzi wizualną warstwą filmu. Kolory wnętrz, strojów, kwiatów budują równoległą, chwilami mocniejszą od narracyjnej, warstwę filmu. Dom na Lanzarote jest dziełem sztuki, w którym każdy przedmiot i barwa mają znaczenie.
Almodóvar dekonstruuje filmową opowieść i zarazem własny mit. Filmowy reżyser żyje w lęku, że utracił zdolność tworzenia, które jest sensem jego życia. Agentka bezlitośnie obnaża słabości jego nowego scenariusza. Almodóvar ma świadomość, że „Gorzkie święta” są jedynie powidokiem jego najlepszych filmów, ale nie umie zrezygnować z tworzenia.