Ukraińcy ponownie atakowali magazyny i centra dystrybucyjne sieci Wildberries, a skala zniszczeń była na tyle duża, że 19 sierpnia Władimir Putin polecił przygotowanie programu odbudowy zniszczonych magazynów. Rosjanie mają też inny problem — chodzi o zboże.
W lipcu rosyjscy rolnicy mieli poważne obawy, że żniwa ze względu na ukraińskie ataki będą nieudane. Kreml jednak stanął na wysokości zadania i ustawił rolników w kolejce po paliwo zaraz za armią. Dzięki temu Rosja nadal zbiera zboże, a tegoroczne plony są dobre. Problem pojawia się później, kiedy ziarno trzeba odebrać od rolników, przewieźć, zmagazynować, a następnie wysłać do odbiorców zagranicznych.
Rosyjskie Ministerstwo Rolnictwa zakłada, że w tym roku kraj zbierze około 100 mln ton zboża. W zeszłym roku było to 138,76 mln ton zbóż, a w 2024 r. 125,9 mln ton. Jest to znaczny spadek, ale związany głównie z suszą, a nie ukraińskimi atakami. Choć i one zaczęły przynosić skutki.
Ukraińskie ataki na Noworosyjsk doprowadziły do wstrzymania pracy terminali zbożowych. Dla rosyjskiego rolnictwa jest to szczególnie problematyczne, ponieważ tegoroczne żniwa są spore, a główny kanał wywozu zboża zaczyna się zatykać.
Według rosyjskiego Związku Zbożowego połączenie dużych zbiorów z ograniczeniami eksportowymi powoduje narastanie zapasów u producentów i sprawia, że powoli zaczyna brakować powierzchni magazynowych. W południowej Rosji magazyny zbożowe są już wypełnione nawet w 91 proc. Związek informuje, że eksport rosyjskiego zboża w sierpniu może spaść do około 2,5 mln ton, czyli do poziomu 2,3 raza niższego od średniej z lat 2021-2025.
Choć Ukraińcom nie udało się zakłócić żniw, to ich ataki powodują, że Rosja ma coraz większy problem z tym, co zrobić ze zbożem po jego zebraniu.
Bitwa o Konstantynówkę
Rosyjskie trolle znów rozsiewają informacje, że Konstantynówka została zajęta. Co ciekawe, tym razem główny wysiłek został skoncentrowany na Ukrainie i podbijany w odniesieniu do problemów z mobilizacją i coraz częstszymi protestami przeciwko decyzjom władz. Kreml gra na zniechęcenie Ukraińców do stawiania dalszego oporu, podkreślając kolejne straty, jakie ponoszą na froncie. A Konstantynówka, jako symbol ostatnich walk, nadaje się do tego znakomicie. Dlatego właśnie Rosjanie kolejny raz ją „zdobyli”.
Niestety dla nich walki nadal toczą się głównie na podejściach do miasta. Ukraiński Sztab Generalny informuje, że dziennie dochodzi do 30-35 kontaktów bojowych. Nie oznacza to jednak, że Rosjanie szybko przesuwają linię frontu. Tempo natarcia nadal jest znikome, ponieważ Konstantynówka jest trudnym celem. Ukraińska obrona opiera się zarówno na zabudowie miejskiej, jak i na systemie umocnionych pozycji na podejściach do miasta.
Dlatego Rosjanie przede wszystkim próbują poszerzać zajęte wcześniej obszary i wprowadzać do walki niewielkie grupy szturmowe wspierane przez drony. Tym sposobem chcą rozbić cały system obrony pomiędzy Konstantynówką, Drużkiwką i Słowiańskiem. Z tego powodu tak ważne są działania na północ i południe od miasta, gdzie toczą się najbardziej zacięte walki. Każde przesunięcie na tych skrzydłach może zmusić Ukraińców do przesunięcia oddziałów i wprowadzenia zmian w organizacji logistyki.
I to zapewne prędzej czy później nastąpi. Rosjanie, mimo dużych strat, wciąż posiadają sporą przewagę liczebną. Dzięki niej, jak w wielu przypadkach wcześniej, powoli wyczerpują siły obrońców. Nadal bowiem mają więcej ludzi niż Ukraińcy środków, którymi mogą ich wyeliminować. Przynajmniej na dwóch odcinkach frontu.
Walki pod Pokrowskiem
Drugim odcinkiem, na którym Rosjanie prowadzą aktywne działania, jest rejon Pokrowska. Dochodzi tutaj do maksymalnie 30 kontaktów bojowych dziennie, głównie w rejonie Udacznego, Kotlynego, Mołodeckiego, Nowego Donbasu, Hanniwki, Szewczenki, Bilyćkiego, Nowohryszyna, Myrnego i Serhijiwki.
Rosjanie nie rezygnują przy tym z prób obejścia ukraińskich pozycji od północy. Szczególne znaczenie ma rejon Bilyćkiego i Nowego Donbasu, ponieważ wyjście na zachód od Pokrowska pozwoliłoby rosyjskim wojskom zwiększyć zagrożenie dla ukraińskich dróg zaopatrzenia prowadzących w kierunku Dobropola. Problemem dla rosyjskiego dowództwa pozostaje jednak wciąż niskie tempo zdobyczy.
Walki wciąż toczą się na ziemi niczyjej i żadna ze stron nie może pochwalić się stałymi zdobyczami. Co z kolei powoduje, że obie strony działają przede wszystkim propagandowo i starają się każde udane uderzenie wyolbrzymić. Dlatego wszelkie doniesienia publikowane zarówno przez oficjalne kanały, jak trolle obu stron trzeba przyjmować z dużą dozą ostrożności.
Ukraińska inicjatywa
Na południu Ukraińcy nadal utrzymują lokalną inicjatywę, a rosyjskie dowództwo próbuje przede wszystkim zatrzymać skutki ukraińskiego kontruderzenia prowadzonego z różną intensywnością od początku roku w rejonie Oleksandriwki i Hulajpola. Do 12 sierpnia ukraińskie wojska odzyskały według danych Instytutu Studiów nad Wojną około 627 km kw, a ukraińskie dowództwo informowało 13 sierpnia o wyzwoleniu 26 miejscowości. Co jest rzadkością w ostatnich miesiącach, niezależne analizy potwierdzają znaczną część tych zdobyczy.
W ostatnim tygodniu Rosjanie próbowali odzyskać część utraconego terenu, ale ich działania nie przyniosły wymiernych skutków. 16 i 17 sierpnia rosyjskie wojska prowadziły ataki na kierunkach nowopawliwskim i oleksandriwskim, jednak nie uzyskały żadnych postępów. Rosyjskie grupy szturmowe pojawiały się także w części miejscowości oraz na ziemi niczyjej na odcinku Filija-Nowopawliwka-Orichowe.
Wciąż szczególnie ważny dla obu stron jest kierunek Hulajpola. Rosjanie jeszcze niedawno próbowali wykorzystać swoje pozycje w rejonie Wielkiej Nowosiłki i w oparciu o nie posuwać się na zachód oraz północny zachód. Ukraińskie działania z ostatnich dni zmusiły ich jednak do cofnięcia części sił i przejścia do obrony. Dlatego rosyjskie komunikaty o kolejnych zdobyczach na południu należy traktować ostrożnie. Np. 15 sierpnia rosyjskie Ministerstwo Obrony twierdziło, że podczas letniej ofensywy Rosjanie zajęli 19 miejscowości w obwodach dniepropetrowskim i zaporoskim. Żadne inne źródła nie potwierdziły tych sukcesów.
Wojna w powietrzu
Po zeszłotygodniowym masowym uderzeniu Rosjanie tradycyjnie ograniczyli skalę ataków. W nocy z 12 na 13 sierpnia rosyjskie Siły Powietrzno-Kosmiczne wysłały nad Ukrainę 133 drony. W kolejnych dniach prowadzono ataki o podobnej skali. Najmniejszy nalot miał miejsce 19 sierpnia, kiedy Rosja użyła 65 dronów i dwóch pocisków Iskander-M.
Rosyjskie uderzenia były skierowane przede wszystkim przeciwko infrastrukturze energetycznej, przemysłowej i elementom logistyki, ale część środków napadu powietrznego trafiała również w obszary miejskie. 16 sierpnia rosyjski atak uszkodził m.in. sklep w Kijowie, a w kolejnych dniach celem były także domy mieszkalne w Chersoniu i Zaporożu. W środę, 19 sierpnia 2026 r., rosyjski dron FPV uderzył w cywilny minibus w dzielnicy Korabelnej w Chersoniu. W wyniku tego ataku zginęły cztery osoby, a pięć kolejnych zostało rannych i trafiło do szpitala.
Ukraińcy z kolei wciąż kontynuują kampanię przeciwko rosyjskiemu przemysłowi petrochemicznemu i logistyce. W nocy z 12 na 13 sierpnia ukraińskie bezzałogowce znów uderzyły na bardzo dalekie zaplecze. Ukraińcy zaatakowali obiekty w Baszkortostanie, w tym kompleks Gazprom Neftechim Salawat, położony około 1300 km od granic Ukrainy.
Dwa dni później zaatakowane zostały rafinerie w Saratowie i Nowokujbyszewie, a 19 sierpnia zakład Baszneft-UNPZ w Ufie. 14 sierpnia Ukraińcy poważnie uszkodzili terminal przeładunkowy Sziescharis w Noworosyjsku, co spowodowało wstrzymanie załadunku ropy na tankowce floty cieni.
Ukraińcy ponownie atakowali magazyny i centra dystrybucyjne sieci Wildberries, a skala zniszczeń była na tyle duża, że 19 sierpnia Władimir Putin polecił przygotowanie programu odbudowy zniszczonych magazynów. Od 18 lipca ukraińskie drony miały trafić w co najmniej 24 obiekty należące do tej sieci, co poważnie ograniczyło rosyjski handel i spowodowało poważne braki w sieciach handlowych.




