Jair Bolsonaro przegrał Brazylię o włos. Potem stracił wolność. Teraz jego najstarszy syn chce odzyskać i jedno, i drugie.
Flávio Bolsonaro, 45-letni senator i pierworodny syn skompromitowanego byłego prezydenta Brazylii, próbuje odsunąć od władzy Luiza Inácia Lulę da Silvę, uwolnić ojca skazanego na 27 lat więzienia i przywrócić dynastię Bolsonaro do pałacu prezydenckiego.
Częściowo jest to walka o najwyższy urząd, częściowo osobista vendetta — polityczna opowieść tak pikantna, że zapewne już teraz szefowie Netflixa głowią się, kogo obsadzić w ośmioodcinkowej fabularyzowanej serii dokumentalnej. Ale jak w każdej dobrej serii dramatycznej, także tutaj pojawia się czarny koń: „Wuj Donald”.
Prezydent Stanów Zjednoczonych to stary znajomy seniora Bolsonaro, a zwolennicy „Doktryny Donroe” widzą w Brazylii jedną z największych nagród do zdobycia. Jak ocenili eksperci, z którymi rozmawiał „Newsweek”, powrót Bolsonaro do władzy postawiłby sojusznika Trumpa na czele największej gospodarki Ameryki Łacińskiej, osłabiłby wpływy Chin i dodatkowo wzmocnił interesy Waszyngtonu w jego „przydomowym ogródku”. Najpierw jednak Junior musi wygrać, a każda próba Trumpa, by przechylić szalę na korzyść Flávia przed październikowymi wyborami, może dać Luli całą amunicję potrzebną do ostatecznego rozprawienia się z klanem Bolsonaro.
Napięte starcie o pałac
Starcie wyborcze pomiędzy Lulą a Bolsonaro było niesamowicie napięte. Kampanię zdominowały brutalne wymiany ciosów: Bolsonaro nazwał swojego rywala „złodziejem” i „byłym więźniem”, który powinien wrócić za kratki — nawiązując do wyroku skazującego prezydenta za korupcję, który został później unieważniony przez Sąd Najwyższy Brazylii. Lula zaś przedstawiał się jako obrońca demokracji, chroniący kraj przed „ludobójczym” byłym kapitanem armii.
Obaj wyszli z tej rywalizacji poranieni, ale to Lula wyszarpał zwycięstwo. W 2022 r. zdobył 50,9 proc. głosów wobec 49,1 proc. dla Bolsonaro, zapewniając sobie trzecią kadencję i wygrywając wybory z najmniejszą różnicą poparcia między kandydatami w historii współczesnej Brazylii.
Przegrany Bolsonaro skorzystał z podręcznika Trumpa. Najpierw odmówił uznania porażki. Potem zaczął opowiadać o fałszerstwach i podważać wiarygodność elektronicznych urn wyborczych. Brazylijczyk poszedł jednak o krok dalej i zapłacił za to cenę. W ubiegłym roku sąd uznał go za winnego planowania wojskowego zamachu stanu i skazał na 27 lat więzienia. Obecnie przebywa w areszcie domowym, walcząc z narastającymi problemami zdrowotnymi.
Jeden z synów już się sparzył, próbując go ratować. Były kongresmen Eduardo został uznany przez Sąd Najwyższy Brazylii za winnego lobbingu wśród władz USA, by te interweniowały w sprawie jego ojca. Teraz mieszka w Stanach Zjednoczonych i jeśli wróci do Brazylii, grozi mu 4-letni wyrok.
Flávio obrał inną strategię. Po co walczyć z wymiarem sprawiedliwości z zewnątrz, skoro można wygrać wybory i ułaskawić ojca z pałacu prezydenckiego? W niedzielę senator z Rio de Janeiro oficjalnie rozpoczął kampanię prezydencką na plaży Copacabana pod jednym wyraźnym hasłem: zemsta.
Flávio ma realne szanse. Według sondażu Quaest z 14 sierpnia w hipotetycznej drugiej turze Lula uzyskałby 43 proc., a Flávio 40 proc. — to praktycznie remis przy błędzie statystycznym wynoszącym dwa punkty proc. W badaniu BTG/Nexus, opublikowanym kilka dni później, obaj mieli odpowiednio 47 i 44 proc.
Przyjazna twarz u władzy
Dla USA kandydatura Flávia to coś więcej niż krajowy spór polityczny.
Doktryna Donroe zakłada, że Waszyngton musi „pozyskiwać” przyjazne rządy i liderów gotowych na współpracę przy zwalczaniu karteli, ograniczaniu migracji oraz powstrzymywaniu „pozahemisferycznych konkurentów” (czytaj: Chin) przed przejęciem kluczowych aktywów.
Jako największa gospodarka Ameryki Łacińskiej, bogata w surowce i majątek, Brazylia ma w tej strategii kluczowe znaczenie. Tymczasem za rządów Luli wymiana handlowa Brazylii z Chinami osiągnęła w 2025 r. rekordowe 171 mld dol. — ponad dwa razy więcej niż obroty z USA. Ta przewaga wciąż się powiększa: w pierwszej połowie 2026 r. eksport Brazylii do USA i import z USA spadły odpowiednio o 12,2 i 10,4 proc., a handel z Chinami wzrósł o 19,7 i osiem proc. — wynika z danych brazylijskiego rządu.
— Administracja Trumpa oczekuje, że Brazylia, która za rządów Luli zacieśniła współpracę z Chinami, wróci do preferencyjnych, jeśli nie wręcz zależnych relacji ze Stanami Zjednoczonymi — powiedział „Newsweekowi” Rafael Ioris, profesor historii i polityki Ameryki Łacińskiej na Josef Korbel School of International Studies. — Lula nie jest na to gotowy. Jasne jest, że prezydent Trump, a w szczególności sekretarz stanu Marco Rubio, uważają powrót klanu Bolsonaro za korzystniejszy dla interesów USA. I mają rację.
W maju Lula poleciał do Waszyngtonu, by rozmawiać z Trumpem o nierównowadze handlowej. Obaj zgodzili się na powołanie wspólnej grupy roboczej do rozwiązywania sporów. Kilka tygodni później Flávio i Eduardo Bolsonaro odbyli własną wizytę w Białym Domu, podczas której niemal słowo w słowo przedstawili Trumpowi założenia Doktryny Donroe.
Najpierw była mowa o walce z przestępczością zorganizowaną. Flávio, który zamierza zbudować w Brazylii kilka więzień o zaostrzonym rygorze na wzór słynnego megawięzienia CECOT w Salwadorze, poprosił Trumpa o uznanie dwóch brazylijskich gangów — Primeiro Comando da Capital (PCC) i Comando Vermelho (CV) — za organizacje terrorystyczne. Formalności zostały dopełnione dwa dni później.
Następnie rozmowy zeszły na handel.
— Flávio Bolsonaro wskazał zasoby ziem rzadkich jako możliwy obszar współpracy między Brazylią a USA i jest skłonny pójść na ustępstwa wobec Białego Domu, by odbudować relacje handlowe — powiedział „Newsweekowi” Gustavo A. Flores-Macías, ekspert od polityki brazylijskiej i profesor University of Maryland School of Public Policy.
Konflikt się zaostrza
Trump może chcieć, by u władzy znalazł się młodszy Bolsonaro, ale jego ingerencja w brazylijską politykę wcale nie pomogła ojcu kandydata.
Prezydent USA i jego otoczenie otwarcie wspierali brazylijskiego sojusznika przed wyborami w 2022 r., przedstawiając go jako jedyną nadzieję na powstrzymanie komunizmu i socjalizmu w Ameryce Łacińskiej oraz powielając jego krytykę brazylijskiego systemu głosowania elektronicznego, by podważyć ewentualny niekorzystny wynik.
Po przegranej Bolsonaro i wszczęciu śledztwa w sprawie planowanego zamachu stanu, Trump poszedł jeszcze dalej: nałożył 50-proc. cła na brazylijski import i objął sankcjami jednego z sędziów tamtejszego Sądu Najwyższego.
Nadużycie władzy nie przyniosło oczekiwanych efektów. Sądy i tak wymierzyły sprawiedliwość, a Lula zyskał na popularności, stawiając się w roli obrońcy narodu przed zewnętrznym szantażystą. Teraz korzysta z tego samego scenariusza: oskarża Waszyngton o próbę ingerencji w wybory, a kontrolę Brazylii nad własnymi surowcami i gospodarką przedstawia jako sprawę suwerenności narodowej.
Na nieco ponad dwa miesiące przed głosowaniem konflikt znów się zaostrza. W lipcu Waszyngton ogłosił nowe taryfy na setki brazylijskich towarów. Brazylia odmówiła wydania wiz dwóm amerykańskim urzędnikom, tłumacząc to obawami o próbę ingerencji w wybory. W odpowiedzi USA cofnęły wizę ambasadorowi Brazylii, a jak podaje „Financial Times”, Biały Dom rozważa kolejne sankcje wobec sędziego Sądu Najwyższego Alexandre’a de Moraesa.
Paradoksalnie Trump nie potrzebuje nawet syna starego przyjaciela u władzy, by poprawić swoje relacje z Brazylią.
— Lula jest bardzo pragmatycznym politykiem, gotowym negocjować handel i inne sprawy z każdym, kto zasiada w Białym Domu — stwierdził Ioris, zauważając, że nawet potężne grupy biznesowe dotąd związane z Bolsonaro poparły Lulę w krytyce taryf Trumpa.
Mimo to prezydent USA wydaje się zdeterminowany, by znów wywierać presję na rzecz Bolsonaro.
— Logiczniej byłoby negocjować z Lulą… ale mimo deklaracji o obronie interesów amerykańskiej gospodarki, administracja kieruje się motywacjami ideologicznymi — ocenił Ioris.
Flores-Macías podchodzi sceptycznie do wpływu, jaki Trump może mieć na brazylijskich wyborców w tak spolaryzowanym społeczeństwie.
— Jeśli prezydent Trump otwarcie poprze Flávia Bolsonaro, tylko niewielka część wyborców może się tym przejąć. Jednak z uwagi na coraz gorszy stosunek Latynosów do USA, każda próba ingerencji w wybory może obrócić się przeciwko niemu — zauważył.
Obaj eksperci zgodzili się co do jednego — zwycięstwo Luli będzie dla Trumpa policzkiem.
— Administracja Trumpa zasadniczo chce, by region pozostał sprzymierzony z jej planami dla półkuli, a najlepiej nawet wobec nich podporządkowany, co dotyczy także rywalizacji hegemonicznej z Chinami — powiedział Ioris. — Taka porażka z pewnością przyćmiłaby dotychczasowe sukcesy w przeobrażaniu Ameryki Łacińskiej, a w przypadku tak dużego kraju jak Brazylia miałaby ogromne znaczenie.
Flávio chce zostać prezydentem, by uwolnić swojego ojca. Trump chciałby, żeby młodszy Bolsonaro przywrócił USA prymat w zachodniej hemisferze. Ale jeśli „Wuj Donald” za bardzo zaangażuje się w ratowanie brazylijskiej dynastii, to tylko pomoże człowiekowi, który ją pogrzebał.
Ten serial Netflixa zapowiada się naprawdę wyśmienicie.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.




