Marta czuła się nieco inna niż wszyscy wokół, ale nie wiedziała, co jest przyczyną. A kiedy wreszcie dostała diagnozę — spektrum autyzmu i ADHD — niewiele mogła z nią zrobić. Na prywatną terapię jej nie stać, a na wizytę na NFZ czeka się bardzo długo. — Fajnie byłoby mieć gdzieś w zanadrzu dodatkowe pieniądze, żeby móc z kimś porozmawiać i nie czekać — mówi. Nie jest jedyna.
Dawno podejrzewałam u siebie ADHD, ale kiedy zorientowałam się, że prywatna diagnoza może kosztować nawet 1 tys. zł, zrezygnowałam. Mam dziecko z niepełnosprawnością, więc nie mogłam sobie na to pozwolić — mówi Marta.
Ma 45 lat, mieszka na Śląsku i wiele lat pracowała w branży hotelarskiej. Niemal przez całe życie czuła też, że nie pasuje do otoczenia. — Byłam bardzo ekspresyjna, ufna. Nie miałam instynktu, który chroniłby mnie przed trudnymi czy niebezpiecznymi sytuacjami. Nigdy nie siedziałam cicho, kiedy działo się coś złego — opowiada.
Czytaj więcej w magazynie Między Nami
Foto: Onet
Bardzo łatwo się przebodźcowuje. — Jestem inteligentna, ale czasami mam problem z ogarnianiem takich codziennych spraw — przyznaje. Do psychiatry w przychodni zapisała się, kiedy wskutek mobbingu w pracy pojawiły się u niej stany depresyjne. — Jednak leki, które dostałam, nie działały — wspomina.
Lekarka postanowiła drążyć temat. Skierowała Martę nawet do szpitala zajmującego się zaburzeniami nerwicowymi. — Powiedzieli, że nie mogą mi pomóc. Ostatecznie dostałam skierowanie na diagnozę do psychologa. Na szczęście w ramach NFZ — zaznacza.
Cały proces trwał długo. — Zanim to skierowanie dostałam, musiałam wiele razy stawiać się na wizytach. Pewnie zajęło to wiele miesięcy dłużej niż prywatnie, ale się udało — mówi. Diagnoza była jednoznaczna: ADHD i spektrum autyzmu. Marta dostała leki i skierowanie na terapię. Na prywatną nie może sobie pozwolić, a na tę finansowaną przez NFZ musi poczekać. — Fajnie byłoby mieć gdzieś w zanadrzu dodatkowe pieniądze, żeby móc z kimś porozmawiać i nie czekać. Ale ja takiej możliwości nie mam. I tak się cieszę, bo zostały mi już tylko dwa miesiące do wizyty u psychologa — przyznaje.
Wsparcie poza zasięgiem
Chociaż specjaliści coraz częściej diagnozują dziś spektrum autyzmu i ADHD, sama diagnoza nie gwarantuje dostępu do potrzebnej pomocy. W praktyce wiele zależy od miejsca zamieszkania, dostępności specjalistów i przede wszystkim możliwości finansowych. Dla jednej rodziny prywatna konsultacja będzie rozwiązaniem problemu. Dla innej pozostanie poza zasięgiem.
— Prywatna konsultacja psychiatryczna, regularna psychoterapia, psychoedukacja, diagnostyka współwystępujących trudności czy kolejne konsultacje szybko generują wysokie koszty — mówi Robert Pinkert, psycholog, członek Polskiego Towarzystwa Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach, specjalizujący się w diagnozie ADHD i ASD.
W 2026 r. prywatna diagnoza ADHD kosztuje w Polsce od około 700 do nawet 2,8 tys. zł. Teoretycznie można skorzystać z publicznej opieki, ale na wizytę trzeba niekiedy czekać bardzo długo, w niektórych miejscach nawet dwa lata. Podobnie jest z terapią. Prywatna wizyta kosztuje kilkaset złotych, podczas gdy na pomoc finansowaną ze środków publicznych można czekać miesiącami, a nawet latami.
— Diagnoza potrafi bardzo dużo zmienić. Czasami widzę, jak człowiek zaczyna inaczej układać sobie w głowie całe swoje życie. Nagle rzeczy, które przez lata interpretował jako własne lenistwo, brak charakteru czy nieumiejętność „ogarnięcia się”, dostają inne wyjaśnienie. To często bywa naprawdę uwalniające. Ale chwilę później pojawia się bardzo konkretne pytanie: co dalej? I właśnie tutaj zaczynają się problemy — mówi Robert Pinkert.
W oczekiwaniu na wizytę
W oczekiwaniu na terapię Marta edukuje się sama. Dołączyła do grup na Facebooku, gdzie osoby z ADHD i ze spektrum autyzmu dzielą się doświadczeniami. — Inaczej funkcjonujemy i jesteśmy odbierani przez innych jako osoby agresywne, impulsywne, leniwe czy chimeryczne. Jest nam ciężej, zarówno w pracy, jak i w relacjach — tłumaczy.
Metodą prób i błędów wypracowuje własne sposoby funkcjonowania. — Rano ogarniam to, co muszę. Wieczorem odcinam się, żeby się nie przebodźcować. W ten sposób próbuję znaleźć schemat, który nie obciąża mnie aż tak bardzo — mówi.
Jednocześnie szuka pracy. Z poprzedniej odeszła z powodu mobbingu. Marta uważa, że dostęp do pomocy psychologicznej i psychiatrycznej wciąż jest niewystarczający, szczególnie dla osób, których nie stać na prywatne wizyty. — Jeśli ktoś ma problemy psychiczne czy jakieś zaburzenia, a nie ma pieniędzy na prywatną pomoc, to cały system dalej kuleje. Trudno też o dobrych specjalistów. Mam nadzieję, że trafię na psychologa, który będzie znał się na tym temacie, ale na NFZ to trochę ruletka — dodaje.
„Im dłużej funkcjonuję bez wsparcia, tym bardziej przeciążona jestem”
— Gdyby nie to, że diagnozowałam się na NFZ, pewnie byłoby mi szkoda kilku tysięcy złotych na diagnozę — mówi Monika. Ma 38 lat i pracuje jako inżynier oprogramowania.
Diagnozę dostała cztery lata temu. Na wizytę czekała półtora roku. — Ale już wcześniej sama rozpoznałam u siebie objawy. Diagnoza ADHD i spektrum autyzmu dała mi przede wszystkim poczucie, że to, czego doświadczam, nie jest moim widzimisię. Dzięki niej staram się o orzeczenie o niepełnosprawności, a w konsekwencji o psa asystującego — tłumaczy. Na terapię się jednak nie zdecydowała. — Nawet dla mnie to duży koszt. Wolę te pieniądze wydać w bardziej sensowny sposób — przyznaje.
Zamiast terapii odkłada pieniądze, by jak najbardziej ułatwić sobie życie z ADHD i ze spektrum autyzmu. — Skupiłam się na ciężkiej pracy, żeby móc mieszkać w lesie, pracować zdalnie i organizować sobie życie tak, żeby było to dla mnie jak najmniej wyczerpujące — dodaje.
Anna ma 41 lat, jest logopedką i chociaż mieszka w Warszawie, ze względów finansowych ma ograniczony dostęp do wsparcia swojego zdrowia psychicznego. — Bywały sytuacje, w których wiedziałam, że potrzebuję konsultacji czy dodatkowego wsparcia, ale musiałam odłożyć tę decyzję, bo pojawiały się inne wydatki i trzeba było ustalić priorytety. — Albo opłaty, albo wizyta u psychologa — mówi.
Stara się funkcjonować najlepiej jak może. — Chodzę do pracy, wykonuję swoje obowiązki. Tylko nikt nie widzi, jakim kosztem się to odbywa. A im dłużej funkcjonuję bez wsparcia, tym bardziej przeciążona jestem — zaznacza.
Jej droga do diagnozy była długa — dostała ją dopiero kilka lat temu. Do tamtej pory funkcjonowała w przekonaniu, że musi się dopasować. — Lepiej organizować swoje życie, być bardziej systematyczna. Tymczasem radzenie sobie z organizacją codzienności było wycieńczające — przyznaje.
Diagnoza przyniosła ulgę, ale była dopiero początkiem. — Zaakceptowania, że taka jestem, ale do tego doszło zmęczenie. Kiedy przez lata funkcjonowałam w trybie ciągłego dostosowywania, organizowania i nadrabiania, szukanie kolejnej pomocy było kolejnym zadaniem, na które brakuje energii — opowiada. A znalezienie kogoś, kto pomoże, okazało się niełatwym zadaniem.
— Udało mi się zrobić diagnozę na NFZ, ale brakuje długofalowego i nawet nie tyle darmowego, co przystępnego finansowo wsparcia. Może terapii albo regularnych konsultacji — mówi Anna.
Poszukuje osób, które dzielą jej doświadczenie. — Ludzi, przy których będę mogła powiedzieć, że już nie daję rady, nie mogę się dostosować i potrzebuję pomocy i nikt mnie nie oceni — dodaje.
Znaleźć wsparcie
To, jaką pomoc po diagnozie otrzyma osoba z ADHD czy w spektrum autyzmu, często nie zależy wyłącznie od jej potrzeb. — Dwie osoby z diagnozą ADHD mogą funkcjonować zupełnie inaczej. Jedna, przy odpowiednio dobranym leczeniu, psychoedukacji i kilku zmianach organizacyjnych, radzi sobie bardzo dobrze. Druga ma jednocześnie zaburzenia lękowe, problemy ze snem, trudności w relacjach, ogromny chaos w codziennym funkcjonowaniu i historię wielu lat niepowodzeń. Formalnie mają tę samą diagnozę. Ich potrzeby są jednak nieporównywalne. Podobnie jest w autyzmie — zaznacza psycholog Robert Pinkert.
Problem, jak tłumaczy, polega również na tym, że system jest w dużej mierze zbudowany wokół kategorii i orzeczeń. — Człowiek natomiast funkcjonuje poprzez konkretne trudności. Można mieć realny problem, który bardzo utrudnia życie, a jednocześnie nie mieścić się idealnie w administracyjnej szufladzie dającej dostęp do określonej formy pomocy. Potrzebujemy mniej pytań o samą etykietę, a więcej o to, jak konkretna osoba funkcjonuje i czego naprawdę potrzebuje — mówi Robert Pinkert.
Internet częściowo zmniejszył różnice w dostępie do specjalistów, mamy duży dostęp do psychoedukacji, są też specjaliści przyjmujący online. Ale samo znalezienie psychologa nie oznacza jeszcze znalezienia właściwej pomocy. — To szczególnie ważne przy ADHD i autyzmie u dorosłych. Specjalista może być świetny w swoim obszarze, ale mieć niewielkie doświadczenie w diagnozie ADHD u kobiet, autyzmie u osób dobrze maskujących trudności czy współwystępowaniu ADHD i autyzmu. Pacjent formalnie ma więc dostęp do opieki. Tylko że niekoniecznie do tej, której rzeczywiście potrzebuje — zauważa.
Znalezienie odpowiedniego specjalisty bywa zresztą trudnym zadaniem właśnie dla osób, które najbardziej potrzebują wsparcia. — Osoby neuroróżnorodne często mają trudności z organizacją, planowaniem, wykonywaniem telefonów, pilnowaniem terminów czy poruszaniem się między różnymi instytucjami. A później tworzymy dla nich system, w którym trzeba obdzwonić kilkanaście miejsc, zapamiętać procedury, skompletować dokumenty i przez kilka miesięcy pilnować kolejnych terminów — tłumaczy psycholog.
Zdaniem eksperta jednym z największych problemów systemu jest brak ciągłości pomocy. Po diagnozie pacjent często zostaje sam z pytaniem, co właściwie powinien zrobić dalej. — Potrzebny jest ktoś, kto po diagnozie pomoże ustalić priorytety i powie, gdzie warto skonsultować się z psychiatrą, gdzie potrzebna jest psychoedukacja, gdzie możemy pomyśleć o psychoterapii, a gdzie problemem nie jest psychika, tylko środowisko pracy, które trzeba dostosować — wyjaśnia. Potrzebne są więc nie tylko większe nakłady na specjalistów, ale także lepiej zaprojektowany system.
— Po pierwsze, potrzebujemy ciągłości pomocy. Po drugie, koordynacji. Pacjent nie powinien być sekretarzem własnego leczenia, który sam próbuje połączyć psychiatrę, psychologa, szkołę, poradnię i pomoc społeczną. Po trzecie, większej elastyczności. Wsparcie powinno wynikać z realnego funkcjonowania człowieka, a nie wyłącznie z nazwy diagnozy czy tego, czy udało mu się uzyskać określone orzeczenie. I wreszcie potrzebujemy większego dostępu do specjalistów oraz sensownego wykorzystywania konsultacji online tam, gdzie są skuteczne i bezpieczne — podsumowuje Robert Pinkert.
Z badania przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Kliniki.pl wynika, że blisko 3 mln Polaków nie podjęło psychoterapii z powodu jej wysokich kosztów. Niemal 2 mln deklaruje, że zdecydowałoby się na terapię, gdyby miało na nią pieniądze.




