Prokuratura szykuje się do próby odebrania immunitetów Szymonowi Hołowni i jego bliskiemu współpracownikowi, Michałowi Kobosce. Zarzuty mają dotyczyć ich „studiów” na Collegium Humanum. Skazujące wyroki w sprawie Collegium Humanum mogą złamać kilka znaczących politycznych karier.
Dlaczego to ważne?
- Politycy zdobywali dzięki Collegium Humanum dyplomy ukończenia studiów w podejrzanych okolicznościach. Według CBA i prokuratury uczelnia organizowała oszustwo edukacyjne „handel dyplomami na masową skalę”.
- To afera, która wiele mówi o mechanizmach rządzących polską polityką. Dzięki dyplomom MBA z CH politycy mogli czerpać korzyści z władzy.
- Sprawa immunitetów Szymona Hołowni i Michała Kobosko pokazuje, że wyjaśnianie i rozliczanie tej afery wciąż się nie zakończyło. „Newsweek” po raz pierwszy opisał patologiczne praktyki na warszawskiej uczelni ponad cztery lata temu.
Czym było Collegium Humanum?
Najkrócej mówiąc, Collegium Humanum oferowało studentom „przyspieszoną” ścieżkę do dyplomu. Można było uzyskać go bez konieczności szczególnego przejmowania się trudami studiowania i realnego podnoszenia własnych kompetencji. Jak określiło to w 2024 roku Centralne Biuro Antykorupcyjne, w uczelni mieliśmy do czynienia z „handlem dyplomami na masową skalę”.
Które działania Collegium Humanum budzą szczególne wątpliwości?
Dotyczyło to zwłaszcza dyplomu MBA — Master of Business Administration —podyplomowych studiów z zarządzania. Ich ukończenie od 2017 r., po przegłosowaniu odpowiednich zmian w prawie przez PiS, wystarczało do zasiadania w zarządach lub radach nadzorczych spółek skarbu państwa. Collegium Humanum oferował kurs MBA znacznie tańszy, krótszy i mniej wymagający niż na innych uczelniach. Dyplom można było uzyskać w 2-3 miesiące. Proceder wątpliwych studiów nie ograniczał się jednak do dyplomu MBA, sprawa Hołowni dotyczyć ma studiów na kierunku psychologia.
Jaka była rola rektora Collegium Humanum?
W 2024 r. rektor i założyciel uczelni Paweł Cz. został tymczasowo aresztowany. Prokuratura postawiła mu zarzuty w związku z popełnieniem ponad 30 przestępstw. Nie tylko związanych przyjmowaniem korzyści majątkowych w zamian za wystawianie dyplomów. Paweł Cz. miał także korumpować przedstawicieli Polskiej Komisji Akredytacyjnej. To instytucja, która nadzoruje jakość kształcenia na uczelniach. Cz. ma także zarzut stosowania gróźb wobec świadków nieprawidłowości w uczelni, znęcania się nad jej pracownikami czy „seksualnego wykorzystania stosunku zależności”. Obecnie prokuratura skierowała dwa akty oskarżenia do sądu w sprawie nieuczciwej uczelni. Obejmują one w sumie ponad 50 osób.
Dlaczego Collegium Humanum nazwano „pisowską kuźnią kadr”?
Do uczelni szybko przylgnęła łatka „pisowskiej kuźni kadr”. Politycy partii rządzącej mogli w niej uzyskać dokument, umożliwiający im objęcie lukratywnych posad w spółkach skarbu państwa. Uczelnię w jej międzynarodowych kontaktach wspierać mieli politycy PiS, tacy jak wpływowi europosłowie Ryszard Cz. i Karol Karski. Ci dwaj ostatni znaleźli się w pierwszym w akcie oskarżenia w sprawie uczelni. Zarzuca się im, że w zamian za korzyści majątkowe i osobiste mieli, powołując się na wpływy w MSZ, pomagać uczelni w otwarciu filii w Czechach, na Słowacji oraz w Uzbekistanie.
Którzy politycy zdobywali dyplomy i współpracowali z Collegium Humanum?
Afera nie ogranicza się jednak do jednej partii. Wśród osób, które usłyszały zarzuty znalazł się też prezydent Wrocławia wybrany z poparciem KO Jacek Sutryk. Według prokuratury miał odebrać od uczelni dyplom MBA po niespełna dwóch miesiącach studiów, w zamian za co rektor uczelni otrzymać miał pracę doradcy we Wrocławskim Parku Technologicznym. Z kolei Sutryk dzięki dyplomowi mógł zasiadać w radach nadzorczych kilku spółek komunalnych w różnych samorządach, zarabiając w sumie blisko pół miliona złotych.
W doniesieniach pojawiało się też nazwisko Krzysztofa Bosaka, jednego z liderów Konfederacji. Bosak najpierw twierdził, że tylko rozważał studia na Collegium Humanum. Mówił, że nigdy ich nie podjął. Następnie, że podjął, ale sam zrezygnował po dwóch semestrach, bo nie miał czasu na studiowanie i nie był zadowolony z jakości studiów. W styczniu portal Goniec.pl doniósł, że Bosak miał podjąć studia po spotkaniu z rektorem. W zajęciach, zamiast polityka, miał uczestniczyć jego współpracownik. Bosak zaprzeczał i zapowiedział kroki prawne przeciw redakcji. W maju wygrał w sądzie proces o publikację sprostowania, w którym zaprzeczył ustaleniom portalu.
W przypadku Bosaka nie chodziło o dyplom MBA, ale studiów licencjackich. Lider Konfederacji ma bowiem do dziś zaledwie średnie wykształcenie, co często wysuwane bywa jako zarzut przeciw niemu.
Podobny problem ma Szymon Hołownia, który także nigdy nie ukończył wyższych studiów. Według ustaleń „Newsweeka” były marszałek Sejmu chciał uzyskać dyplom na kierunku psychologia na Collegium Humanum. Jednocześnie nie uczestniczył w zajęciach. Taki przebieg „studiów” wynegocjować miał jego bliski współpracownik Michał Kobosko. Obaj politycy zaprzeczają, przyznają jednak, że dawny lider Polski 2050 złożył papiery na uczelnię, by „normalnie zrobić dyplom” przed wyborami prezydenckimi.
Co afera Collegium Humanum mówi o polskiej polityce?
Przede wszystkim pokazuje ona patologiczny splot politycznych i akademickich elit, generujący korupcyjne mechanizmy. Kluczem do afery jest mechanizm poszukiwania przez polityków renty z tytułu sprawowania władzy.
Na polityczny sukces danej formacji pracuje szeroka grupa ludzi. Oczekują oni, że ich praca zostanie doceniona także materialnie. Nie wszystkie roszczenia tego typu da się zaspokoić mandatami posłów czy radnych albo posadami w administracji publicznej. Stąd pojawia się pokusa, by traktować spółki skarbu państwa albo te podległe samorządom jako polityczne łupy do podziału. Źródło atrakcyjnych finansowo etatów dla swojego zaplecza.
Przed 2017 r. barierą dla takiego traktowania zarządów i rad nadzorczych spółek skarbu państwa był jednak trudny państwowy egzamin. Trzeba było go zdać, by móc w nich zasiadać. PiS zmienił reguły. Zamiast egzaminu do zasiadania w tych ciałach wystarczył już tylko dyplom MBA. I szybko znalazła się uczelnia gotowa błyskawicznie wydawać politykom odpowiednie dokumenty.
Z tego mechanizmu korzystali też politycy bardzo odlegli od PiS, w tym samorządowcy. Jak pokazuje przykład prezydenta Wrocławia — który pracował w spółkach komunalnych między innymi w Legnicy i Tychach — samorządowcy potrafią wykorzystywać w ten sposób pracę w spółkach w odległych geograficznie, choć politycznie przyjaznych samorządach.
Dlaczego politykom ta bardzo zależało na dyplomach?
Obok mechanizmu szukania renty z władzy afera pokazuje jeszcze jedną rzecz: znaczenie dyplomu w polskiej polityce. Nazwiska Bosaka i Hołowni pojawiły się w aferze, bo politycy wyraźnie albo mają kompleks tego, że formalną edukację zakończyli na napisaniu matury albo uznają to za polityczne obciążenie. Jednocześnie chęć zdobycia dyplomu nie idzie w parze z gotowością do podjęcia realnego wysiłku edukacyjnego. Przecież gdyby Hołownia naprawdę chciał studiować psychologię i zdobyć rzetelną wiedzę w tym polu, to nigdy nie rozważał studiów na Collegium Humanum.
Jakie mogą być skutki afery Collegium Humanum?
W przypadku Collegium Humanum zadziałała kontrolna funkcja mediów. Jeśli zapadną skazujące wyroki, to może to złamać kilka znaczących politycznych karier, łącznie z tą prezydenta trzeciego co do wielkości miasta w Polsce. Mechanizmy szukania renty z władzy wyplenić będzie znacznie trudniej. Można założyć, że politycy znajdą inny sposób na jej czerpanie niż „MBA z Collegium Humanum”.




