Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: 54 proc. Polaków negatywnie ocenia działania rządu Donalda Tuska w walce z rosnącymi cenami paliw – wynika z ostatniego sondażu SW Research dla „Dziennika Gazety Prawnej”. Kończy nam się cierpliwość, bo drożyzna dociska?
Henryka Bochniarz: Regularnie robię zakupy na rynku w Olsztynie u sprawdzonych, lokalnych dostawców. Nie widzę tam żadnej paniki. Ludzie oczywiście zauważają drożyznę — gdy cena benzyny przekracza 7 zł, trudno jej nie dostrzec. Jednak patrzę na tłumy przy stoiskach, wśród których są zarówno miejscowi, jak i turyści, i widzę, że portfele Polaków nie są jeszcze puste. Jeśli wysokie ceny utrzymają się dłużej, pojawi się problem. Sytuacja na rynku jest trudna do przewidzenia z powodu przedłużającej się niepewności co do zakończenia konfliktu w Cieśninie Ormuz. Zobowiązywanie się rządu do konkretnych sztywnych deklaracji w momencie, gdy ceny ropy na giełdach gwałtownie wahają się z dnia na dzień, byłoby reagowaniem na kompletnie zwariowany rynek.
Premier zachowuje się racjonalnie — zapowiedział konkretne rozwiązania na końcówkę sierpnia w zależności od sytuacji rynkowej.
Przyznał też, że jeśli chodzi o ceny paliw, Polska mieści się między drugim a siódmym miejscem od dołu w Europie. Na tle wszystkich naszych partnerów nie jest źle, ale – jak słusznie zauważył – z punktu widzenia polskich kierowców jest fatalnie, bo ceny są dramatyczne.
Jakie dalsze kroki powinien podjąć rząd, by ulżyć Polakom? Do końca sierpnia ceny paliw były niższe – ze względu na obniżkę VAT-u od paliwa. Ale co dalej? Trzeba będzie uruchomić dopłaty?













