Po leczeniu Ozempikiem, Mounjaro czy Wegovy schudli, a potem zdecydowali się na rozwód lub separację. Mówią: wreszcie jestem sobą, będę żyć, jak chcę. Ale coraz częściej widać, że psychika nie zawsze nadąża za ciałem.
Z każdym zrzuconym kilogramem odzyskuję dawną Marikę. Krejzolkę, która potrafiła tańczyć na ulicy, miała milion pomysłów na siebie. I kobietę, za którą mężczyźni oglądali się na ulicy — mówi 33-letnia Marika, właścicielka sieci sklepów w Lublinie. Cierpi na niedoczynność tarczycy i zespół policystycznych jajników. Zanim ginekolożka przepisała jej Mounjaro, Marika ważyła 89 kg. I — jak mówi — uciekała w nadwagę przed poczuciem beznadziei i samotności w związku.
Kiedy związała się z Michałem, oboje mieli po dwadzieścia parę lat i ważyli po 65 kg. Mieli wspólny cel: rozkręcić biznes, zarabiać grubo powyżej średniej krajowej i podróżować po świecie. Wszystko to się udało. Pięć sklepów z chemią gospodarczą przynosi niezły dochód, w garażu ich dwupoziomowej willi stało kilka aut, trzy razy w roku wyjeżdżali w tygodniowy objazd Europy, styczeń rezerwowali na narty w Alpach. — Byliśmy świetnymi partnerami w biznesie i kiepskimi towarzyszami życia — mówi Marika. — Mieliśmy inny język miłości. Ja lubię przytulenie, seks. Michał okazuje miłość, np. tankując albo naprawiając moje auto. Kiedy coś mi nie pasuje, wolę o tym pogadać, on trzyma wszystko w sobie i karze ciszą. Rozjeżdżaliśmy się również w kwestiach jedzenia. Ja lubię gotować, on wolał gotowce z Biedronki czy Żabki. Przekonywał, że to dla nas zdrowsze — dodaje. — Kiedy gotowałam na dwa, trzy dni, zjadaliśmy to niemal natychmiast. W ten sposób, prawie na dekadę, staliśmy się towarzyszami w popełnianiu błędów żywieniowych. I w tyciu.
Relaksowali się, jedząc słodycze i oglądając seriale na Netflixie. Na zakończenie ciężkiego dnia w pracy nagradzali się kilkoma paczkami chipsów. Towarzyszyli sobie przy stole, kiedy on poczuł ochotę na pizzę albo ona na kebab. Z czasem jedzenie gotowców z Biedronki czy Żabki zostało ich jedynym, wspólnym rytuałem. — Michał nie chciał seksu, a ja marzyłam o dziecku — mówi Marika. — Zdecydowaliśmy się na inseminację, ale straciłam ciążę. Proponowałam terapię par, ale postanowił sam chodzić do seksuologa. Martwiła mnie moja nadwaga i jego otyłość. Mówiłam: przejdźmy na dietę pudełkową, ale stwierdził, że jeśli zechce, to sam schudnie. Jeszcze tyliśmy razem — on do 130 kg, ja do niemal 90 — ale już nie spaliśmy w tym samym łóżku. On zamieszkał w pokoju na piętrze, ja w salonie na parterze. Czasem wpadaliśmy na siebie, kiedy wychodziłam na spacer z psem, a on wchodził do domu z wielopakiem piwa. Wiedziałam, że już po nas, ale decyzję o rozstaniu przyspieszyła moja kuracja Mounjaro.
W miesiąc schudła 7 kg. Na zakończenie stresującego dnia nie potrzebowała pocieszaczy w postaci słodyczy. Relaksowało ją przyrządzanie np. wątróbki z jabłkiem i cebulką. I cieszyło, że sukienka, którą jeszcze kilka miesięcy temu kupiła na ślub kuzynki, jest dla niej o dwa numery za duża. — Poczułam, że moje szczęście to mój wybór — mówi. — Powiedziałam Michałowi: odchodzę. Ty dostajesz dom i auta, ja biorę sklepy. Nie zamierzał o nas walczyć. Zapytał tylko: a jak podzielimy magnesy z lodówki? A potem przeczytałam o rozwodach ozempicowych i ucieszyłam się: nie jestem jedyna!
Bez ochrony przed światem
Nie ma badań na temat tego, jak leki GLP-1 (np. Ozempic, Wegovy czy Mounjaro) wpływają na związki. Chwytliwe hasło „ozempicowe rozwody” to nawiązanie do tzw. rozwodów bariatrycznych. Czyli do opublikowanych w 2018 r. wyników badań szwedzkich naukowców, którzy stwierdzili, że utrata wagi u pacjenta po operacji bariatrycznej często idzie w parze z podejmowaniem przez niego decyzji o rozwodzie czy separacji. W ciągu czterech lat od operacji z użyciem opaski żołądkowej aż 9,4 proc. badanych decydowało się na rozstanie. To prawie dwa razy tyle, co liczba takich decyzji podjętych przez pary z tzw. populacji ogólnej. W przypadku by-passu żołądkowego odsetek rozwodów po czterech latach był jeszcze wyższy i wyniósł 14,4 proc.
— Podobne decyzje mogą podejmować błyskawicznie tracący na wadze pacjenci przyjmujący nowoczesne analogi GLP-1 — mówi dziennikarz Michał Bonarowski. Od dziecka boryka się z chorobą otyłościową, w sierpniu wyszła jego książka „Cięcie! Operacja bariatryczna. Szczery i prosty przewodnik dla pacjentów i ich rodzin”. — Nowe, zdrowe życie jednego z partnerów może wzmocnić związek. Może też zadziałać w drugą stronę, kiedy partnerzy nie potrafią zaadaptować się do nowej rzeczywistości. Model związku, który tworzyli do tej pory, nagle okazuje się nieprzystający do oczekiwań obojga. Ciało zmienia się szybko. Zmiany psychologiczne zachodzą znacznie wolniej.
Bonarowski zauważa, że wbrew stereotypom zdrowiejący pacjent nie zyskuje od razu wyższej samooceny. Ciało się zmienia, ale nie zawsze — w jego oczach — na plus. Pojawia się wstyd przed nagością, pokazywaniem nadmiaru skóry. Z drugiej strony, wraz z utratą wagi i regulacją gospodarki hormonalnej poprawia się libido. To problem, jeśli w związku nie było wcześniej seksu. Frustrację potęguje też to, że chudnący, który traktował objadanie się jako tarczę przed złym światem, nagle traci wypróbowany sposób na regulację emocji. — Pojawiają się nierealistyczne oczekiwania, że razem z nadprogramowymi kilogramami znikną wszystkie kłopoty w pracy czy rodzinie — mówi Bonarowski.
Jak ty pięknie wyglądasz!
Mąż traktował moją wagę jako argument, że jestem beznadziejna i bez niego sobie nie poradzę — mówi 44-letnia Małgorzata, urzędniczka z Olsztyna. Przez 16 lat małżeństwa z Marcinem przytyła z 58 do 97 kg. — Podczas seksu słyszałam od męża, że przeszkadza mu mój brzuch — wspomina. — Narzekał, że po porodzie miałam schudnąć, ale to mi się nie udało. Prosiłam o czułość, przytulałam się, ale stał jak kołek. Skutecznie zniechęcił mnie do bliskości. Od siedmiu lat nie uprawiamy seksu, od pięciu nie śpimy razem. Ale nawet teraz potrafi mi dopiec. Mówi: jesteś po czterdziestce i pewnie jeszcze utyjesz.
Krytyka wyglądu szła w parze z niechęcią do jej planów na życie. Małgorzata ma duszę artystyczną, zawsze chciała szyć akcesoria dla psów i ich właścicieli. Nie zgodził się. Jako informatyk pracuje w domu. Rozpraszałby go stukot maszyny do szycia. Dostała szansę na praktyki w lokalnym radiu. Usłyszała: po co ci to? Zajmij się lepiej dzieckiem i domem. — Krytykował też moje zdolności kulinarne, zarzucał mi, że nie dbam o porządek — opowiada. — Wybiegłam rano, żeby zawieźć córkę do przedszkola. Zadzwonił z pretensjami, że zostawiłam okruchy na blacie. Mówię: „Mogłeś sam to sprzątnąć”. A on na to: „To twoja robota. Na drugi raz wstawaj wcześniej i sprzątaj!”. Wiedziałam, że muszę od niego odejść, ale wciąż to odkładałam. Najpierw do 15. urodzin córki. Potem w związku z jego wylewem do momentu, aż poczuje się lepiej.
Mówi, że po 16 latach małżeństwa czuła się jak stary koń pociągowy. Z powodu nadwagi bolały ją kolana, ręce, kręgosłup. Lekarka, oprócz problemów z tarczycą stwierdziła stan przedcukrzycowy oraz insulinooporność. I przepisała Wegovy. — Wzięłam w czwartek, a w piątek już nie miałam apetytu — mówi Małgorzata. — Zrzucałam po parę kilogramów miesięcznie. Od lipca ubiegłego roku schudłam prawie 14 kg. Znajomi z pracy komplementowali: Małgośka, jak ty pięknie wyglądasz! „Dziewczyno, ty się nic nie zmieniasz” — usłyszałam od kolegi ze szkoły, kiedy pojechałam w rodzinne strony. Mąż nic nie mówił. Myślę: powtarzałeś, że nie schudnę, a jestem szczupła. I co mi teraz zrobisz?
Zrobiła kurs groomera (fryzjera zwierząt). Wzięła kredyt na otworzenie salonu. Znalazła kawalerkę na sąsiedniej ulicy. Córka jest związana z ojcem, do momentu rozwodu będzie z nim mieszkać. — Rozstańmy się na próbę — powiedziała mężowi kilka dni temu, ale on tylko wzruszył ramionami, więc wyszła, zabierając ze sobą kilka drobiazgów. Zawartość starej szafy i tak nadaje się do wymiany.
Obrzęd wstrzykiwania
Ozempicowe rozwody w rzeczywistości zdarzają się rzadko. Z moich obserwacji i rozmów do książki wynika, że 90 proc. par, w których jeden z partnerów ma za sobą operację bariatryczną albo leczy się lekami z grupy GLP-1, pozostaje w związku — mówi Michał Bonarowski. — Skuteczne leczenie choroby otyłościowej często poprawia jakość relacji — dodaje. — Co ciekawe, w mediach często pojawiają się historie zdrowiejących kobiet, ale mężczyzn z otyłością jest w Polsce więcej. Jednak niewielu z nich się leczy. Działa negatywny stereotyp: korzystanie z leków czy operacji jest niemęskie.
Obserwacje Bonarowskiego potwierdzają moje doświadczenia z członkami działającej na FB prywatnej, liczącej prawie 30 tys. członków grupy wsparcia Analogi GLP-1. Kiedy ogłosiłam, że szukam rozmówców do tekstu o relacjach z Ozempikiem, Wagovy czy Mounjaro w tle, odpowiedziało 20 kobiet. I jeden mężczyzna, który w ostatniej chwili zrezygnował z rozmowy.
Większość kobiet przyznaje, że analogi GLP-1 dodały blasku ich związkom.
Mąż pracowniczki korporacji, 33-letniej Katarzyny, poznał ją, kiedy — jak mówi — była okrągła. Lekarka diabetolog poradziła, żeby spojrzała w lustro — przyznała, że jest gruba i się obżera. Od męża nie usłyszała złego słowa. Ucieszył się, kiedy Rybelsus pomógł jej schudnąć 31 kg i odzyskać libido. Bibliotekarka z Podlasia, 46-letnia Dorota, nie wyobrażała sobie dnia bez czekolady. Mimo ponad 100 kg wagi dobrze czuła się w swoim ciele. To świat — przekonuje — wymógł na niej, aby zaczęła chudnąć za pomocą Mounjaro. Wcześniej nie mogła sobie kupić ładnej bielizny, pasujące na nią sukienki w rozmiarze XXXL przypominały spadochrony. Mąż był zdziwiony, że przez 23 lata małżeństwa przytyła 30 kg, ale ucieszył się, kiedy zmieniła rodzinny jadłospis na zdrowszy. Nauczycielka, 57-letnia Elżbieta, jest w trakcie schodzenia z 80 do 64 kg. Utyła po leczeniu depresji i stanów lękowych. Partner finansuje Wegovy, na który Elżbieta wykupuje recepty przez jedną z internetowych platform medycznych. Emerytowana dziennikarka, 74-letnia Justyna, chudnie na Ozempicu razem ze swoim mężem i synową. Mieszkają razem, robienie sobie nawzajem zastrzyków stało się ich cotygodniowym obrzędem.
Próg rewolucji
Jednak, co słyszę od uczestniczek grupy Analogi GLP-1, nic nie jest czarno-białe. Jedna z kobiet jest w szczęśliwym związku, ale nie może się przełamać i codziennie gotować, bo były przemocowy mąż powtarzał, że nawet schabowy jej nie wychodzi. Inna z członkiń grupy dzięki stosowaniu Mounjaro schudła 30 kg, ale po jego odstawieniu przez pół roku wróciła do starej wagi. Znów jest na leku, ale nie wie, jak pozbyć się strachu przed powtórką. — Wraz ze schodzeniem z wagi zmieniły mi się priorytety. A na to mąż i rodzina nie są gotowi — opowiada 31-letnia influencerka Weronika. Mąż został przy starym jadłospisie i skarży się na samotność przy stole. Kiedy Weronika idzie poćwiczyć, on ma pretensje, że zamiast siedzieć w domu, ciągle gdzieś lata. Na Wigilii wszyscy jedzą smażonego karpia, ona przyrządza sobie rybę na parze. Kiedy słyszy, że wydziwia, traktuje to jako atak na wszystko, co dla niej ważne. — Mąż narzeka, że niedługo będę tak chuda, że zniknę — mówi. Inna z uczestniczek grupy szykuje się do ślubu i tłumi lęk, że jej nowe ciało jest niewystarczające. Mimo że schudła z ponad 100 do 65 kg, nadal nosi ubrania w rozmiarze XXL. — W głębi duszy wciąż jestem otyła i nie wiem, jak to zmienić — przyznaje.
— Stoimy na progu rewolucji związanej z coraz większą dostępnością analogów GLP-1 i podobnie działających nowych leków — przekonuje Michał Bonarowski. — Trzeba coraz głośniej mówić, że decydując się na leczenie analogami GLP-1 czy bariatrią, musimy się liczyć nie tylko ze zmianami fizycznymi, ale też emocjonalnymi i społecznymi. Rozwody ozempicowe czy bariatryczne lada moment mogą naprawdę stać się codziennością.