Był ulubieńcem prezesa PiS, a teraz sprowadził na niego gromy z powodu spotkania na Ibizie z szefem Zondacrypto. — Jednak Michał Moskal jest chwilowo nieśmiertelny — mówi bywalec Nowogrodzkiej.
Tamto spotkanie z Przemysławem Kralem sam Moskal nazwał jedynie „wizerunkowo ryzykownym”. Dziś przez nie walczy o życie w polityce. Ale w partii się nie dziwią, bo regularnie ściąga na PiS gromy.
Od kopalni do Ibizy
Panie redaktorze, a rozsądne jest zjeżdżanie na dół kopalni, żeby się oświadczyć dziewczynie? — mówi ważny polityk PiS.
Nawiązuje do tego, że Moskal w grudniu 2022 r. zorganizował w kopalni Bogdanka swoje zaręczyny. Nasz rozmówca dodaje: — Niektórzy mają w genach to, żeby ściągać problemy. Nie tylko na siebie. Nasi posłowie mają prawo się wkurzać na Moskala, bo muszą się za niego tłumaczyć.
Zjechał wtedy ze swoją dziewczyną 960 m pod ziemię w towarzystwie wiceprezesa zarządu kopalni Bogdanka ds. strategii i rozwoju Kasjana Wyligały (prywatnie to hojny sponsor PiS). Władze kopalni zapewniały, że dochowano wszelkich procedur związanych z bezpieczeństwem, a na dół zjeżdżają sportowcy, dziennikarze, rektorzy, dyplomaci, bo to budowanie wizerunku i „dobrych relacji z bezpośrednim otoczeniem na Lubelszczyźnie”. Wiceprezes tak budował relacje, że został wkrótce potem prezesem. Górnicy — anonimowo — mówili w mediach, że trzeba było wstrzymać pracę. Sam Moskal wówczas zagadywany o sprawę rzucał: „dajcie spokój” i „nie róbcie sobie żartów”. — To było misiewiczowe — komentuje osoba ze środowiska PiS.
Wtedy PiS świeciło oczami za Moskala. Dzisiaj też świeci. Polityk PiS znający się z Moskalem: — Jest teraz posr… Wszystko z powodu ujawnienia przez WP i TVN24 jego spotkania z Przemysławem Kralem, prezesem dziś już upadłej Zondacrypto. Miało miejsce w sierpniu 2025 r. na Ibizie. Z Kralem skontaktować go miał były agent CBA Artur Chodziński, który obraca się w środowisku PiS. Moskal broni się, jak może. Przekonuje, że nie ma nic wspólnego z aferzystą, było to jedno spotkanie, nie wziął od niego żadnych pieniędzy na swoją fundację. Moskal jest formalnie szefem rady programowej fundacji Obserwatorium Rozwoju Gospodarki i Demokracji. To o finansowaniu dla tej organizacji i konferencji organizowanej przez fundację miał rozmawiać z Kralem.
Moskal tak się tłumaczył w Zerze: — Mocno myślałem nad tym od dłuższego czasu, aby przyjąć tematykę kryptowalut jako niszę, w której będę się poruszał w polityce. Stąd chęć, by spotkać się z człowiekiem, który jest praktykiem i się na tym zna.
Twierdzi, że pozwolił Chodzińskiemu zapłacić za podróż i nie ma na to potwierdzenia, bo — jak zapewnia — rozliczali się w gotówce. Oprócz słowa byłego agenta CBA nie ma na to jednak dowodu.
Jego kolega z ław sejmowych: — Nie zaświeciło mu się światełko ostrzegawcze, że spotkanie na imprezowej wyspie z Kralem, o którym już było wiadomo, że to szemrany biznesmen, to nie jest dobry pomysł?
Sam Moskal, ale też Nowogrodzka i pałac prezydencki szukali sposobów, by zbijać taki argument. Przypominają imprezy sponsorowane przez Zondę w 2024 r., np. Europejski Kongres Gospodarczy w Katowicach z udziałem premiera Donalda Tuska, i 2025 r. A także to, że szef rządu dostał od młodzików Lechii Gdańsk koszulkę z logo sponsora, którym wówczas była giełda kryptowalutowa.
Jak Moskal z Kowalskim poprawiali kryptowaluty
Czerwone światełko zapaliło się rok później. Z Nowogrodzkiej słyszymy, że Moskal dzwonił do prezesa PiS, gdy tylko dostał pytania od mediów o spotkanie z Kralem. — Uprzedzał Kaczyńskiego — mówi polityk PiS z kręgu Nowogrodzkiej. W centrali partii się zagotowało, gdy ludzie Kaczyńskiego dowiedzieli się, że Moskal spotkał się z Kralem. Bo udział w konferencji sponsorowanej przez Zondę, a osobiste spotkanie z Kralem to zupełnie różne kalibry zdarzeń.
Prezes był wtedy na urlopie w lasach. W centrali partii szykowano się na wybuch. Wrócił na Nowogrodzką, gdy sprawa akurat eksplodowała.
Moskal, jak później tłumaczył, po powrocie i prześwietleniu, kim jest Kral, miał dojść do wniosku, że nie będzie z nim współpracował. Zaangażował się jednak w sprawę ustawy o kryptowalutach. Zgłaszał do niej poprawki — razem z Januszem Kowalskim, który je pisał.
— Czy spotkanie z Kralem to był błąd? — pytam. Moskal: — Gdybym dysponował ułamkiem tej wiedzy, którą mamy dzisiaj, to bym się z tym człowiekiem nie spotkał. Obowiązkiem państwa było uzbroić ludzi, w tym posłów, w wiedzę, którą już wówczas miały rząd i służby specjalne. Państwo Donalda Tuska nie zdało tu egzaminu.
Walcząc o życie w polityce, zaczął udzielać wywiadów na prawo i lewo. Przekonał też Kaczyńskiego, że jego poprawki de facto były wbrew interesom Zondy.
Bywalec Nowogrodzkiej: — Moskal jest chwilowo nieśmiertelny.
— Dlaczego? — pytam.
Odpowiada: — Rząd go atakuje, a Mateusz Morawiecki wrzucił na X zdjęcie Moskala z prezesem i napisał, że Michał jest problemem prezesa. Jak Morawiecki bije w kogoś od nas, to nie można mu przyznać racji.
Jeśli powoływał się na prezesa, to będzie jego koniec
Partia musi go bronić, bo wyrzucając teraz Moskala, PiS de facto przyznałoby się do winy. Człowiek z PiS: — Teraz trzeba bronić Moskala, żeby się Zonda nie przykleiła do PiS.
Jednak jego los — w długiej perspektywie — jest niepewny.
Kaczyński na razie zapowiadał na spotkaniu z klubami „Gazety Polskiej”, że „sytuację w naszej partii wyjaśnimy do końca”. Bywalec Nowogrodzkiej opisuje podejście prezesa: — Teraz nie ma powodu wyrzucać Moskala, bo ujawnione w mediach materiały nie dają do tego podstaw. Co innego, gdyby np. Moskal powoływał się na prezesa, ale tego nie wiemy. Jak się okaże, że Michał, rozmawiając z Kralem albo Chodzińskim, powoływał się na swoją relację z Kaczyńskim, to będzie jego koniec.
— Prezes to ukrywa, ale jest bardzo zawiedziony swoim niegdysiejszym pupilem — opowiada człowiek z PiS.
Kaczyński na spotkaniu z klubami „Gazety Polskiej” mówił: — Ja nie miałem zielonego pojęcia, że mój młody kolega i przez wiele lat, wcale tego nie ukrywam, mój współpracownik, wybrał się na Ibizę i spotkał się z tym panem Kralem. (…) Ja jestem przekonany, że jeżeli nawet niektórym naszym działaczom ta kiełbasa, której nie było, zapachniała, i coś tam z tego powodu zrobili, to cóż, popełnili błąd i dostaną z tego powodu odpowiednie reprymendy, a może nawet jeszcze jakieś poważniejsze kary.
Przemysław Kral walczy dziś o to, aby być małym świadkiem koronnym — mówi to, co uderza zwłaszcza w środowisko PiS i dostarcza dowodów na to, jak budował kontakty na prawicy. Prokuratura ma taśmy, choć nie wiadomo, kto został nagrany, a także zapisy rozmów na komunikatorach, dokumenty.
Pan Basia
Kaczyński jednocześnie gani i broni Moskala. Bo spotkanie z Kralem to nie jest jedyny wyskok posła, który zrobił w PiS ekspresową karierę.
Moskal zastąpił słynną panią Basię (czyli Barbarę Skrzypek), gdy odeszła na emeryturę, a była to strażniczka drzwi do gabinetu prezesa. Był zresztą nieco złośliwie nazywany „nową panią Basią” albo „panem Basią”. Posłem został w wieku 29 lat, dziś ma 32 lata. Był wierny prezesowi, ale stał się niesforny i lekkomyślny.
Pochodzi z Janowa Lubelskiego. Skończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Potem jeszcze MBA na prywatnej uczelni w Toruniu. Jako nastolatek protestował przeciwko ACTA. Na studiach był przewodniczącym zarządu krajowego Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Zapisał się do młodzieżówki PiS, gdy miał 26 lat. Promotorem jego kariery był na początku Mariusz Kamiński, a potem Mariusz Błaszczak. Formalnie do polityki wszedł w 2018 r., kiedy uzyskał mandat radnego warszawskiej dzielnicy Żoliborz. Został też przewodniczącym Forum Młodych PiS. W PiS, aby zostać szefem młodzieżówki, trzeba być namaszczonym przez Kaczyńskiego. Prezes opiewał go bez umiaru: — Wielu młodych rozumie, że program PiS to dobra przyszłość dla nich i dla Polski. Bardzo aktywnie pracuje na tym polu lider Forum Młodych PiS, kiedyś przewodniczący NZS, dyrektor mojego gabinetu politycznego Michał Moskal — mówił Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Sieci”.
Moskal wszystko zawdzięcza prezesowi. Ale też wiele ich dzieli. Moskal inwestuje w instrumenty finansowe oparte na kryptowalutach, choć jego mentor uznaje je za zło, które doprowadzi do światowego krachu.
Enfant terrible
Polityk PiS: — Jak Napoleon mianował kogoś generałem, to wolał tego, który ma szczęście. A Moskal ma pecha.
Sam Moskal mówi „Newsweekowi”: — Przez tych kilkanaście lat w polityce starałem się bardzo dużo pracować. Nie zawsze się wszystko udaje. Czasami coś wyjdzie źle albo zrobi się głupotę. Ale praca, zwłaszcza jak już jestem w Sejmie, ma pozytywy bilans dla PiS. Rządzący mnie atakują, ale ja jestem zdeterminowany, aby to ustać. Chcą mnie upolować. To operacja polityczna. Z Zondacrypto ani Kralem nigdy w żaden sposób nie współpracowałem i nie miałem żadnego kontaktu poza tą jedną rozmową.
Inni przekonują, że to nie żaden pech, ale model działania. — Moskal działa tak, jakby cały czas zarządzał studencką organizacją. Studenci robią coś na wariata, lekkomyślnie, na przypale, a poseł już nie powinien — mówi polityk PiS znający Moskala.
Przyznał to sam Kaczyński. Zagadnięty na korytarzach Sejmu rzucił, że „czasem mu [Moskalowi — red.] się zdarzały różne rzeczy”. Wypomniał mu „piątkę dla zwierząt” z 2020 r. Wówczas Moskal namówił prezesa, by nagrał filmik o obronie zwierząt futerkowych, i pilotował całą tę sprawę. To było szukanie pomysłu na wyjście poza prawicową bańkę, ale okazało się klęską.
W jego CV jest też funkcja dyrektora biura prezydialnego PiS. W 2020 r. zastąpił na tym stanowisku Barbarę Skrzypek. — To trochę z braku alternatywy — wspomina człowiek z PiS. Moskal był chętny do pracy, dostał rekomendację od Mariusza Kamińskiego. — Wpadł w partyjną „wirówkę”. Był najlepszym z kandydatów. Piotr Milowański [dziś sekretarz generalny PiS — red.] nie chciał być panią Basią — wspomina nasz rozmówca. Moskal nie bardzo się sprawdzał jako nowa pani Basia.
Kaczyński zabrał go w 2020 r. ze sobą, gdy został wicepremierem ds. bezpieczeństwa. — Był wtedy na każde zawołanie prezesa — słyszymy. Gdy Kaczyński odszedł z rządu, Moskala przygarnął do swojego gabinetu politycznego szef MON Mariusz Błaszczak.
Prezes PiS zrobił wiele, żeby Moskal został posłem.
Przeprowadzono w tym celu całą operację. W listopadzie 2022 r. poseł PiS Jerzy Bielecki z Janowa Lubelskiego — matecznika Moskala — zrzekł się mandatu. Nie za darmo — potem dostał posadę w spółce skarbu państwa. Bielecki był mocny na terenie Moskala, więc usunął się i zrobił miejsce asystentowi Kaczyńskiego. Moskal dostał drugie miejsce na liście — za Przemysławem Czarnkiem — i mandat zdobył. To był potężny awans. A na tym się nie skończyło, bo przy okazji fuzji PiS z Suwerenną Polską dołączył do komitetu wykonawczego partii — to miało być ważne ciało, ale okazało się fasadą bez znaczenia.
Kiedy Moskal walczył o mandat, był też sztabowcem PiS. I ściągnął gromy na partię. Do dziś mu to pamiętają. Nagrał spot, w którym wykorzystał zdjęcia z obozu Auschwitz. Był wówczas w PiS odpowiedzialny za działania w internecie, więc mógł samodzielnie to opublikować. — Moskal sam to zmontował, nagrał głos i opublikował spot. W sztabach jest zasada, że każdy spot musi obejrzeć kilka osób, żeby nie wypuścić czegoś głupiego — mówi człowiek z PiS.
W materiale, na tle ujęć obozu śmierci, pojawiają się hasła: „W Auschwitz zamordowano ponad 1 mln osób” i „6 mln Polaków zamordowano podczas wojny”, a następnie na tle napisu „Arbeit macht frei” pojawiał się wpis Tomasza Lisa z X: „Znajdzie się komora dla Dudy i Kaczora” [Lis potem przeprosił za swój wpis — red.]. — Czy na pewno chcesz iść pod tym hasłem? — pyta lektor, czyli sam Moskal. Spot powszechnie uznano za skandaliczny — zaprotestowali politycy, Muzeum Auschwitz, także na prawicy były głosy oburzenia.
Prezes ciągle mu jednak wybaczał.




