17 sierpnia 2001 r., przygotowując się do swojego zadania, Ziad Jarrah odbył lot kontrolny w szkole pilotażu Airborne Systems w Ft. Lauderdale na Florydzie. Jarrah, obywatel Libanu, niecały miesiąc później pilotował samolot United Airlines, który miał uderzyć w Kapitol Stanów Zjednoczonych. Jednak dzięki oporowi pasażerów maszyna rozbiła się w Shanksville w stanie Pensylwania, wszyscy zginęli.
Jarrah był pierwszym członkiem tzw. grupy z Hamburga, który wjechał do Stanów Zjednoczonych i osiedlił się w Venice na Florydzie, gdzie rozpoczął szkolenie lotnicze. Był jedynym pilotem, który miał żonę — Niemkę tureckiego pochodzenia. Podczas pobytu w USA Jarrah pięć razy wyjeżdżał do Niemiec, by spotkać się z żoną, i nieustannie kontaktował się z nią telefonicznie i mailowo.
Podczas przesłuchań Khalida Sheikha Mohammeda i Ramziego bin al-Shibha (jego łącznika w Niemczech) służby dowiedziały się, że przywódca zamachowców Mohammed Atta był zaniepokojony tymi kontaktami, obawiając się, że Jarrah nie będzie w stanie oderwać się od żony i ostatecznie nie dokona samobójczego zamachu.
Jednak te międzynarodowe rozmowy i maile pokazują nam coś innego: iluzoryczność większych uprawnień do przechwytywania komunikacji.
Przypadek Ziady Jarraha pokazuje, że zbieranie informacji wywiadowczych wymaga całościowego podejścia i jest bardzo skomplikowane. Gdyby jego rozmowy były podsłuchiwane, NSA usłyszałaby rozmowy małżonków o codziennym życiu po niemiecku, co raczej nie wzbudziłoby podejrzeń.
Podejrzenia o udział Jarraha w spisku mogły wzbudzić jego towarzyskie powiązania oraz fakt, że w Hamburgu uczęszczał do meczetu al-Quds. Jego wyjazdy do Pakistanu i Afganistanu również świadczyły o radykalizacji.
Spośród czterech pilotów-samobójców to Jarrah był najbardziej „zachodni”: pochodził z laickiej libańskiej rodziny, uczęszczał do chrześcijańskich szkół, wyjechał do Niemiec na studia. Od dziecka regularnie wyjeżdżał na wakacje (i wraz z żoną robił to także podczas pobytu w USA), a spośród całej czwórki najlepiej mówił po angielsku i był najlepszym studentem.
Między 17 sierpnia a 5 września aż 11 razy wynajmował samoloty na Florydzie, by testować swoje umiejętności. Dlaczego więc to właśnie lot UA 93 nie dotarł do celu i został przejęty przez pasażerów?
Niektórzy twierdzą, że przyczyną był skład zespołu Jarraha: miał tylko trzech uzbrojonych wspólników, ponieważ tzw. dwudziesty porywacz nie otrzymał zgody na wjazd do USA. Bardziej prawdopodobnym powodem jest jednak to, że start z Newark był opóźniony o 40 minut, co uczyniło ten lot bardziej podatnym na reakcję pasażerów.
Kiedy samolot z Jarrahem na pokładzie wystartował, Mohammed Atta był zaledwie cztery minuty od uderzenia w północną wieżę World Trade Center. Trzydzieści minut później Marwan al-Shehhi uderzył w wieżę południową.
Nawet ci, którzy nie dowierzali własnym oczom, zaczęli dostrzegać, że USA miały do czynienia z zamachem terrorystycznym. Amerykanie zrozumieli, że może dojść też do kolejnych ataków.
Po tym, jak ludzie Jarraha przejęli kontrolę nad lotem 93, stewardesy i pasażerowie zaczęli telefonować z tylnej części samolotu. Dowiedzieli się o wydarzeniach z Nowego Jorku i uznali, że muszą działać. Wiedzieli już, że samolot nie został uprowadzony po to, by lądować i stawiać żądania. Znaleźli się na pokładzie lotu samobójczego.
Przedarli się więc do kabiny pilotów i doprowadzili do katastrofy.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.




