Marcin Horała z Rozwoju Plus został wicemarszałkiem Sejmu. „Na nasze miejsce” — denerwują się jego dawni koledzy z PiS, a koalicja z satysfakcją odpowiada: „trzeba było uważać”.
Na jedno miejsce w prezydium Sejmu było dwóch kandydatów: Marcin Horała i Marcin Ociepa. Jeszcze przed wakacjami obaj byli w PiS, teraz są w konkurencyjnych formacjach i to wykorzystała rządząca koalicja.
— Ale ładnie wyszło, co nie? — cieszy się poseł KO, której klub niemal w całości zagłosował za kandydaturą Marcina Horały z Rozwoju Plus.
Tak, tego samego Horały, którego politycy KO uważają za szkodnika, który przez parę lat za grubą kasę pilnował łąki w Baranowie. Tylko siedem osób z klubu nie zagłosowało w ogóle, w tym premier i rzecznik rządu. Ale widać, że poza tym dyscyplina była pełna.
— Ale dlaczego mamy nie wykorzystać sytuacji, że oni się kłócą? — słychać było już od kilku dni w Sejmie.
Wściekłość w PiS
Sam Horała opowiadał, że podobno taki właśnie ma plan rządząca koalicja, żeby wbić klin między dwa już dość wrogo do siebie nastawione ugrupowania z korzeniami w PiS. I udało się. Natychmiast po głosowaniu na profilach najbardziej aktywnych polityków PiS ukazały się wcześniej przygotowane przez AI grafiki, na których Morawiecki stoi w jednym rzędzie z Czarzastym i Tuskiem, Horała ma logo Koalicji Obywatelskiej, a także podpowiedziane w SMS-ach wysłanych do posłów słowa „maski opadły”. Dla PiS jest jasne — Morawiecki po latach wrócił do współpracy z Tuskiem, którą zawiesił jedynie na czas bycia premierem w rządzie PiS.
— Obiecali nam, że poprą Ociepę i tak to jest właśnie z nimi — denerwują się nasi rozmówcy z PiS, ale na uwagę, że trudno, żeby zagłosowali na Ociepę, skoro było jedno głosowanie nad obydwoma kandydaturami, odpowiadają naburmuszeni, że gdyby byli lojalni, to by zagłosowali.
Podstęp Czarzastego
To był wyraźnie podstęp ze strony marszałka Czarzastego. Jedno głosowanie na listę przebiega zawsze tak, że posłowie mają do wyboru dwa nazwiska w jednym głosowaniu. Trudno, żeby Rozwój Plus zrezygnował z głosowania na własnego kandydata.
— Mogli go w ogóle nie zgłaszać, o! — denerwuje się polityk PiS.
To prawda, mogli, ale PiS miało trzy lata, żeby zgłosić na stanowisko wicemarszałka Sejmu kogoś innego niż Elżbieta Witek. Wiadomo było, że była marszałek Sejmu tak zaszła za skórę posłom ówczesnej opozycji, a dzisiejszej koalicji rządzącej, że nie ma szans na wybór.
Oczywiście pojawiły się argumenty o jej możliwej odpowiedzialności karnej w sprawach procedowania prawa w Sejmie w czasach rządów PiS, ale te na razie w żaden sposób się nie zrealizowały. Niezależnie jednak od tych zarzutów było oczywiste, że nie dostanie głosów od nikogo z sejmowej większości. Ponieważ jednak prezes się uparł, to PiS trwało przy kandydatce. Dopiero kiedy Rozwój Plus (nazywany wewnątrz PiS Rozłamem Plus) poszedł na swoje, PiS zorientowało się, że może zająć przynależne partii miejsce w prezydium Sejmu. Dlatego prezes zmienił zdanie i postawił na Marcina Ociepę, ale było za późno.
x.com
Marcin Horała i jego koledzy ogłaszają, że oto skończyło się ulgowe traktowanie Tuska w Sejmie i nowy wicemarszałek się za niego weźmie. Nie do końca jest jasne, jak, bo wicemarszałek niewiele może. Porządek obrad jest ustalany w prezydium Sejmu, gdzie większość ma rządząca koalicja, a prowadzenie obrad samo w sobie daje co prawda pole do popisu, ale jednak bardziej retorycznego niż merytorycznego.