W piątek przyszłość Zjednoczonej Prawicy wisiała na włosku. PiS było zirytowane Suwerenną Polską na tyle, że pojawiły się propozycje, aby polityków Suwerennej Polski usunąć z klubu parlamentarnego. Dzisiaj tematu już nie ma.
Jeszcze w ubiegły czwartek na spotkaniu najwyższych władz Prawa i Sprawiedliwości jednym z omawianych tematów były zarzuty, które politycy Suwerennej Polski stawiali Mateuszowi Morawieckiemu. Ba, premier miał nawet — według niektórych relacji — zaproponować wyrzucenie ziobrystów z szeregów Zjednoczonej Prawicy.
Na tym tle doszło też do sporu wewnątrz PiS, bo niektórzy przeciwnicy Morawieckiego wewnątrz partii zwracali uwagę, że Suwerenna Polska nie krytykuje PiS-u, tylko frakcję Morawieckiego. Powtórzył to zresztą Patryk Jaki.
— Jesteśmy tą częścią obozu Zjednoczonej Prawicy, która w polityce europejskiej dodaje wszystkim wiarygodności – powiedział w rozmowie w RMF FM – Nie krytykujemy PiS, tylko konkretną frakcję, która dała się nabrać.
„Szeryf” suwerenności
Ale mimo tych wyjaśnień napięcie w Zjednoczonej Prawicy nieustannie rosło. Mateusz Morawiecki co prawda w zeszły czwartek na posiedzeniu PKP (Prezydium Komitetu Politycznego) PiS nie znalazł wystarczającego poparcia, ale jego ludzie zaczęli nad tym bardzo poważnie pracować.
—Dzisiaj to chyba harcerze są najbardziej niepocieszeni— śmieje się nasz rozmówca z PiS i tłumaczy, że cała akcja prokuratury w domach ziobrystów skutecznie „odwołuje to bolesne rozstanie” — w tej chwili w ogóle nie ma tego tematu. Pewnie wróci, ale nieprędko.
Ziobryści od jakiegoś czasu stawiają się w roli „szeryfów”, prawdziwych obrońców polskiej suwerenności w Unii Europejskiej, prawdziwych twardzieli w kontaktach z nową władzą, a w dodatku ostatnio także obrońców prezesa w czasie prac komisji śledczej.
PiS jest co prawda znacznie liczniejsze, ale chyba mniej bojowe i odzwyczajone od bicia się o swoje. Ziobryści biją się, wprawdzie głównie z PiS-em, od lat i mają dzięki temu wprawę. Akcja prokuratury teraz dodaje im znaczenia i stawia PiS w jednoznacznej sytuacji. Bez wyjścia.
— Jak pani sobie wyobraża teraz to rozstanie? Przecież część wyborców uznałaby to za zdradę i uznała, że rzucamy ich Tuskowi na pożarcie. Nie ma szans — wzrusza ramionami nasz rozmówca.
Dwóch wygranych
Czy to oznacza, że nagle wszystko się układa i konflikty w Zjednoczonej Prawicy idą w zapomnienie? Oczywiście, że nie. Są one za głębokie i zbyt bolesne, żeby zapomnieć i frakcja Mateusza Morawieckiego na pewno jeszcze do nich wróci. Musi po prostu odłożyć swoje działania w czasie.
I to jest kłopot, bo wszystko było tak skoordynowane, żeby doprowadzić do konfliktu jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Mateuszowi Morawieckiemu bardzo zależy na miejscach w tych wyborach dla swoich ludzi i chętnie usunąłby z list PiS Patryka Jakiego czy Beatę Kempę.
Nie mówiąc już o Jacku Kurskim (niegdyś związanym z Solidarną Polską), który podobno wywalczył już sobie u prezesa start do Brukseli. Od momentu wejścia służb do domu Zbigniewa Ziobro Suwerenna Polska ma zagwarantowany spokój w Zjednoczonej Prawicy.
Na razie wygranych, oczywiście politycznie, jest dwóch. Suwerenna Polska, która na razie ma spokój z frakcją Morawieckiego, i rządząca koalicja.
Jak wynika z analizy profilu Polityka w Sieci na portalu X (dawniej Twitter) jest bardzo duże zainteresowanie tematem przeszukań u polityków Solidarnej Polski, ale jednocześnie ponad 70 proc. wpisów jest dla nich negatywna.
Natomiast 40 proc. wpisów w mediach społecznościowych ma wydźwięk pozytywny dla działań ministra Bodnara, a konkretnie prokuratury. „Nasz wyborca tego chce, w końcu dostał rozliczenia, jakich oczekiwał” — komentują politycy Koalicji Obywatelskiej. Politycy Zjednoczonej Prawicy z kolei rozkładają ręce i mówią „dali swoim wyborcom igrzyska”.