-
Australijski Oddział Antarktyczny podjął decyzję o wycofaniu personelu z bazy na wyspie Macquarie z powodu epidemii ptasiej grypy.
-
Ptasia grypa zagraża zwierzętom, szczególnie mirungom południowym, a śmiertelność wśród młodych sięga nawet 90 procent.
-
Ewakuacja ma na celu ochronę psychiki pracowników przed widokiem masowych zgonów zwierząt, a dalsze obserwacje będą prowadzone za pomocą kamer.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Australijski lodołamacz RSV Nuyina dopłynie na wyspę w październiku, aby zabrać personel przed szczytem sezonu rozrodczego słoni morskich, które mieszkają na wyspie Macquarie. To miejsce znane jest z dużych kolonii mirung południowych – jednych z największych ssaków płetwonogich, które są mieszkankami wód południowych wokół Antarktyki. To ogromne zwierzęta, u których mamy jednak potężny dymorfizm płciowy, czyli różnice w wyglądzie i wielkości między samcami a samicami. Samce tych mirung mają aż pięć metrów i ważą trzy i pół tony, zatem określenie „słoń morski” jest tu zasadne. Waga samic nie przekracza 800 kg.
Życie rodzinne, wychowywanie młodych, a zwłaszcza gody mirung są zatem złożoną sprawą i wymagają odpowiednich do tego miejsc. Wyspa Macquarie świetnie się nadaje. Leży ona w strefie subantarktycznej, na krańcach Pacyfiku. Administracyjnie należy do stanu Tasmania i jest częścią Australii, a nie kontynentu antarktycznego, który jest – przypomnijmy – eksterytorialny.
Mirungi i uchatki rozmnażają się na wyspie Macquarie
Wyspa ma powierzchnię 128 km kwadratowych i prostokątny kształt, o długości 34 km i szerokości 5 km. To miejsce, w którym wypoczywają i wychowują młode nie tylko mirungi południowe, ale również inne gatunki płetwonogich. To kotik subantarktyczny, kotik antarktyczny i kotik nowozelandzki, a zatem krewni uchatek. Okazjonalnie zaglądają tu maoryszanki uszate, zwane uchatkami nowozelandzkimi, a także najbardziej drapieżne foki świata, czyli amfitryty lamparcie. One były niegdyś znane jako lamparty morskie. Mamy tu zatem słonie morskie, lwy morskie (uchatki) i lamparty morskie.
Wyspa Macquarie była już miejscem katastrof przyrodniczych np. już w XIX wieku, gdy wypuszczono tu króliki. Miały pomóc marynarzom i rozbitkom, zapewnić im jedzenie, gdyby wylądowali z jakichś powodów na tej bezludnej wyspie. Króliki szybko rozmnożyły się i zdemolowały środowisko. Zagrożenie było tak wielkie, że Macquarie mogła się do końcu XX wieku zmienić w gołą skałę, pozbawioną choćby jednej roślinki. Dlatego Australia wdrożyła radykalny plan eksterminacji królików z Macquarie i w 2014 r. ogłosiła jego zakończenie – zniknął ostatni z tych zajęczaków.
Ptasia grypa zdziesiątkuje słonie morskie
Teraz jednak Macquarie doświadcza innej katastrofy, którą jest epidemia ptasiej grypy. Choroba panoszy się w wielu obszarach antarktycznych i subantarktycznych i atakuje nie tylko ptaki, także ssaki płetwonogie jak słonie morskie, uchatki i foki (ale tylko wybranych gatunków).
Choroba raczej nie jest groźna dla ludzi, aczkolwiek zdarzają się przypadki zakażeń. Nie zagrożenie wirusem jest jednak powodem, dla którego Australia ewakuuje swoich pracowników z tej stacji. Jako przyczynę podano „powody psychologiczne”.

Chodzi o to, że spustoszenie, jakie sieje ptasia grypa na Macquarie może być tak ogromne, że Australia chce zadbać o dobro psychiki pracujących tu ludzi. „Podjęliśmy naprawdę trudną decyzję o wycofaniu personelu” – powiedział wiceminister federalnego departamentu środowiska Sean Sullivan, w wywiadzie dla Australian Broadcasting Corporation. – „Robimy to przede wszystkim ze względu na wstrząs psychologiczny, z jakim będzie musiał zmierzyć się personel, jeśli pozostanie tam przez dłuższy czas w miejscu masowego zgonu zwierząt”.
Australijczycy zakładają, że ptasia grypa zdziesiątkuje tutejsze płetwonogie, zwłaszcza mirungi i stanie się to właśnie pod koniec roku, gdy nadejdzie ich sezon rozrodczy. Słonie morskie wylegną na brzeg w sporych skupiskach, zaczną się zakażać i umierać. Śmierć będzie straszna i nie ma jak jej zapobiec.
Zginie 90 proc. młodych mirung. To będzie straszna śmierć
Na zgon z powodu tego wirusa szczególnie narażone są zwłaszcza młode mirungi. W wypadku szalejącego na Macquarie szczepu ich śmiertelność sięga 90 procent. To znaczy, że umrą niemal wszystkie młode. Według AAD, wyspę regularnie odwiedza rocznie nawet 100 tys. mirung, a tysiące rodzi się właśnie w pobliżu stacji. Pracownicy bazy badawczej prawdopodobnie byliby świadkami makabrycznego widoku, gdyby zostali na miejscu.
Ptasia grypa jest teraz jednym z największych zagrożeń dla zwierząt Antarktyki. Australijczycy zamierzają monitorować wydarzenia na Macquarie za pomocą kamer, ale uratować mirung nie będą w stanie.













