Osoby będące w długoletnich związkach i mające dzieci są zdrowsze niż single. Posiadanie rodziny może chronić nawet przed rakiem — wykazali właśnie naukowcy.
Liczba zawieranych w Polsce małżeństw drastycznie spada. Według danych GUS w 2025 r. w związek cywilny wstąpiło o 30 proc. mniej par niż w 2015 r., a w związek kościelny — aż o 50 proc. mniej. Jednocześnie rośnie liczba gospodarstw jednoosobowych — w 2025 r. w Polsce żyło 8 mln singli i singielek, a prognozy mówią, że w 2030 r. co trzeci Polak będzie żył w pojedynkę. I bezdzietnie.
I choć trudno oceniać, jaki styl życia może przynieść więcej satysfakcji i szczęścia, to dane zdrowotne zebrane w wielu krajach pokazują jasno, że bycie bezdzietnym singlem może szkodzić zdrowiu. Okazuje się, że życie w małżeństwie korzystnie wpływa na zdrowie fizyczne i psychiczne. Przede wszystkim zmniejsza ryzyko zachorowania na wiele chorób, w tym na choroby układu krążenia, depresję, a — jak wykazali ostatnio naukowcy — może chronić przed rakiem.
Antyrakowa profilaktyka
Takie badania przeprowadzili naukowcy z Miller School of Medicine w Miami, a wyniki opublikowali właśnie w periodyku naukowym „Cancer Research Communication”. Badacze chcieli znaleźć odpowiedź na pytanie, kto jest bardziej narażony na zachorowanie na raka — osoby pozostające w związkach małżeńskich czy niezamężne. Aby się tego dowiedzieć, sięgnęli po obszerny zbiór danych obejmujący 12 stanów USA, w tym dane o ponad 4 mln przypadków raka w populacji liczącej ponad 100 mln osób, zebrane w latach 2015-2022. Zespół pod kierownictwem dr. Paulo Pinheiro przeanalizował przypadki nowotworów złośliwych zdiagnozowanych u osób w wieku 30 lat i starszych i porównał wskaźniki zachorowań na różne nowotwory według stanu cywilnego w dwóch grupach: osób, które były lub są w związku małżeńskim, w tym rozwiedzione i owdowiałe, oraz osób, które nigdy nie były w związku małżeńskim. Wzięto pod uwagę dane od 2015 r., bo w tym roku Sąd Najwyższy zalegalizował w USA małżeństwa osób tej samej płci, umożliwiając włączenie par jednopłciowych do kategorii małżeństw.
Doktor Pinheiro przyznaje, że zaskoczyło go, jak silne okazały się korelacje między byciem w małżeństwie a zachorowalnością na raka. Dorośli, którzy nigdy nie byli w związku małżeńskim, mieli ogólnie wyższe wskaźniki zachorowań na raka w porównaniu z osobami, które były w związku małżeńskim. W przypadku niektórych nowotworów związek był wyjątkowo silny: u dorosłych mężczyzn, którzy nigdy nie byli w związku małżeńskim, ryzyko zachorowania na raka odbytu było około pięciokrotnie wyższe w porównaniu z mężczyznami żonatymi. U dorosłych singielek ryzyko zachorowania na raka szyjki macicy było prawie trzykrotnie wyższe w porównaniu z kobietami w związku małżeńskim. Jak podkreśla dr Pinheiro, oba te nowotwory są silnie powiązane z zakażeniem wirusem HPV, przenoszonym drogą płciową. U singielek wyższe były także wskaźniki zachorowania na raka jajnika i raka endometrium, które nie mają związku z tym zakażeniem — tu zdaniem badaczy zabrakło czynnika ochronnego, jakim jest dla kobiet bycie w ciąży i urodzenie dziecka. Z kolei u samotnych mężczyzn wyższe były wskaźniki zachorowania na nowotwory związane z paleniem tytoniu czy piciem alkoholu.
Nie oznacza to oczywiście, że zawarcie związku małżeńskiego wprost zapobiega rakowi. — Oznacza to, że jeśli nie jesteś w związku małżeńskim, powinieneś zwracać szczególną uwagę na czynniki ryzyka zachorowania na raka, poddawać się niezbędnym badaniom przesiewowym i być na bieżąco z opieką zdrowotną — tłumaczy dr Frank Penedo, współautor tego badania.
Chory jak facet bez żony
To pierwsze badanie, które jasno pokazuje zależność między ryzykiem zachorowania na raka a stanem cywilnym. Dotychczasowe badania, które koncentrowały się na innych aspektach diagnozy nowotworowej, również pokazywały podobne zależności. Jak na przykład wykazali naukowcy z Akademii Medycznej Syczuanu w Chinach, beneficjentami małżeństwa w przypadku diagnozy nowotworowej są głównie mężczyźni — posiadanie żony pomaga im przeżyć dłużej po diagnozie. Według ich obliczeń żonaci panowie mieli najwyższy wskaźnik pięcioletniego przeżycia od momentu diagnozy — wynosił on 81,5 proc. dla żonatych, 77,9 dla samotnych i zaledwie 58,5 dla wdowców. Dowiedziono także, że u osób samotnych w momencie diagnozy rak jest zazwyczaj o wiele bardziej zaawansowany.
Jednak korzyści z małżeństwa nie ograniczają się do mniejszego ryzyka zachorowania na raka i śmierci z jego powodu. To również lepsze zdrowie układu krążenia, w tym serca. Odkryli to naukowcy z Aston Medical School i University of East Anglia. Na podstawie danych zdrowotnych 25 tys. osób stwierdzili oni, że osoby pozostające w związkach małżeńskich mają o 14 proc. mniejsze ryzyko śmierci po zawale serca niż single. Osoby pozostające w związkach małżeńskich spędzały również średnio o dwa dni mniej w szpitalu niż osoby samotne. Małżeństwo jest szczególnie korzystne dla męskiego serca. Jak pisze „Harvard Health Publishing”, u samotnych mężczyzn ryzyko zachorowania na choroby serca jest aż trzykrotnie większe niż u żonatych. Z kolei badanie Framingham Offspring Study pokazało, że żonaci mężczyźni umierają z powodu zawałów czy udarów aż o 46 proc. rzadziej niż samotni.
Podobnie jest z szarymi komórkami. Mózg starzeje się u wszystkich ludzi, ale u osób samotnych jego degeneracja postępuje szybciej niż u żyjących w rodzinie — wykazała analiza naukowców z University College w Londynie. Samotni przez całe życie mają aż o 42 proc. wyższe ryzyko zachorowania na demencję, w tym chorobę Alzheimera, niż pozostający w związkach. — Ten efekt ochronny związków najpewniej wiąże się ze zdrowszym stylem życia i większą stymulacją socjalną niż u samotnych — mówił w CNN dr Andrew Sommerlad, współautor badania.
Samotny tryb życia ma wpływ na kondycję nie tylko mózgu, ale i psychiki. Osoby żyjące w pojedynkę są bardziej zagrożone depresją niż te w związkach. Narażeni na tę chorobę są zwłaszcza starsi mężczyźni żyjący w pojedynkę — u nich ryzyko zachorowania jest dwukrotnie większe niż u żonatych. Depresja u samotnych mężczyzn może być naprawdę poważna — badanie przeprowadzone w Harvard Medical School pokazało, że samotni mężczyźni w wieku 40-75 lat aż dwukrotnie częściej popełniają samobójstwo niż żonaci.
Kto ile zyskuje na małżeństwie
Te wszystkie korzyści wynikające z małżeństwa przekładają się na długość życia, która u osób w formalnych związkach jest średnio o dwa lata wyższa niż u singli czy nawet osób w związkach nieformalnych. Wykazali to naukowcy z Columbia University, którzy przeanalizowali dane zdrowotne tysięcy Amerykanów zgromadzone w bazie Medicare Health Outcomes Survey Cohort 15. Wyniki okazały się jednoznaczne — w grupie wiekowej 65-85 lat małżeństwo to prawdziwa polisa na życie. Szczególnie widoczne jest to w przypadku panów: dla 65-letniego żonatego mężczyzny całkowita oczekiwana długość dalszego życia wynosiła 18,6 roku, podczas gdy dla nieżonatego — 16,4 roku. Jeszcze bardziej imponujące są dane dotyczące lat przeżytych w dobrej kondycji: żonaci mężczyźni mogą spodziewać się średnio 12,3 roku aktywnego życia, a nieżonaci — jedynie 9,9 roku.
Kobiety też zyskują na małżeństwie. 65-letnia mężatka żyje jeszcze średnio 21,1 roku, czyli o półtora roku dłużej niż jej niezamężna koleżanka. W przypadku lat spędzonych w dobrej kondycji różnica wynosi dwa lata na korzyść zamężnych.
Interesujące jest to, że ochronne działanie małżeństwa słabnie z wiekiem. Im starsi są badani, tym mniejsze różnice w długości życia między osobami w małżeństwie a samotnymi. Wśród osób niezamężnych naukowcy zaobserwowali dodatkowe zróżnicowanie. Spośród mężczyzn najkrócej żyją ci, którzy nigdy nie wstąpili w związek małżeński. W przypadku kobiet sytuacja jest bardziej wyrównana — podobnie krótko żyją zarówno stare panny, jak i rozwódki czy wdowy.
Jak wykazała prof. Ning Hsieh z Michigan State University, podobne prawidłowości występują w związkach homoseksualnych. Badaczka przeanalizowała dane zdrowotne Amerykanów z puli National Health Interview Survey, w którym badani wypełniali kwestionariusze na temat swojego subiektywnie ocenianego stanu zdrowia i zdrowotnych trudności w codziennym funkcjonowaniu (np. przy chodzeniu po schodach czy robieniu zakupów). Okazało się, że zarówno w związkach lesbijek, jak i gejów (w tym przypadku nie robiono rozróżnienia na związki formalne i nieformalne) partnerzy czy małżonkowie oceniają swoje zdrowie jako lepsze i mają mniej problemów w codziennym funkcjonowaniu niż homoseksualni single. Z jednym zaskakującym wyjątkiem — osoby biseksualne będące w związkach małżeńskich nie są zdrowsze od osób biseksualnych niebędących w związkach małżeńskich. Osoby biseksualne mają wyższy wskaźnik zaburzeń psychicznych, chorób układu krążenia i niepełnosprawności niż homo- czy heteroseksualne.
Dlaczego? „Osoby biseksualne są często postrzegane, zarówno przez osoby heteroseksualne, jak i gejów oraz lesbijki, jako niezdecydowane co do swojej orientacji seksualnej, seksualnie liberalne oraz niewierne lub niegodne zaufania jako partnerzy romantyczni. Ta stygmatyzacja może negatywnie wpływać na zdrowie i dobrostan osób biseksualnych” — pisze w swoim artykule w serwisie „The Conversation” prof. Hsieh.
Dzieci a długość życia
Naukowcy oczywiście próbują zidentyfikować mechanizmy stojące za tym dobroczynnym działaniem małżeństwa na nasze zdrowie. Wskazują co najmniej kilka czynników i podkreślają, że nie chodzi tutaj o jakąś magiczną moc samego związku małżeńskiego. Prawdopodobnie osoby, które wchodzą w związki małżeńskie i w nich pozostają, już wcześniej charakteryzują się lepszym zdrowiem i bardziej prozdrowotnym stylem życia. To zjawisko znane jako małżeńska selekcja — na zawarcie długoterminowego, sformalizowanego związku częściej decydują się osoby zdrowe i stabilne psychicznie.
Dla kobiet czynnikiem ochronnym może być także posiadanie dzieci, na co częściej decydują się, będąc w stabilnym związku, niż żyjąc w pojedynkę. Lekarze od dawna wiedzą, że ciąża i karmienie piersią oraz związane z tymi stanami zmiany hormonalne zmniejszają ryzyko zachorowania na raka jajników i piersi. Ale okazuje się, że posiadanie dzieci wpływa również na ogólną długość życia kobiet. Ile dzieci warto mieć, aby żyć jak najdłużej, wyliczyli naukowcy z Uniwersytetu Helsińskiego, którzy przeanalizowali biologiczne oznaki starzenia się organizmu u 15 tys. kobiet. Najniższe wskaźniki biologicznego starzenia się i ryzyka śmiertelności odnotowano w grupie wyróżniającej się średnią liczbą dzieci — około dwójki lub trójki — oraz wśród pań, które w ciążę zaszły w wieku od 24 do 38 lat. Z kolei najwyższe wskaźniki starzenia się miały kobiety posiadające więcej niż sześcioro dzieci oraz te, które nie miały ich w ogóle.
Ochronna moc posiadania rodziny w przypadku kobiet może wynikać również z łagodzenia stanów zapalnych. Badania pokazują, że samotność (która oczywiście może zdarzyć się także w nieudanym związku) jest powiązana z wyższym poziomem stanu zapalnego w organizmie. Dowiedli tego w badaniu z udziałem kobiet uczeni z University of Ohio. U ponad 300 kobiet monitorowali poziom interleukiny-6 we krwi, która wywołuje stany zapalne w organizmie. Okazało się, że u wszystkich kobiet żyjących w pojedynkę stężenie tej substancji było wyższe niż u kobiet będących w związkach. A to bezpośrednio przekłada się na powstanie stanów zapalnych, które prowadzą do chorób układu krążenia i leżą u podłoża procesu nowotworowego.
U mężczyzn jednak tak oczywistego związku między samotnością a stanami zapalnymi nie stwierdzono. Może po prostu są oni beneficjentami tego, że mają dbające o nich żony, które pamiętają o badaniach, wizytach lekarskich oraz zdrowej diecie. Mężczyźni dbają o swoje żony w ten sposób o wiele rzadziej — i to również jest dowiedzione naukowo.




