-
Casu Marzu – jak powstaje ser z larwami? Tak należy go jeść
-
Skąd się wziął Casu Marzu? Dziś nie kupisz go w sklepie
-
Inne obrzydliwe dania kuchni europejskiej. Jest i nasz reprezentat
Mieszkańcy Sardynii mają swoje sekrety, również kulinarne. Tylko tam można jeść ser, w którym żywe kultury bakterii zostały wzbogacone o inne żywe organizmy. To trudno dostępne dziś danie wzbudza kontrowersje. Z jednej strony, casu marzu znalazł się na liście produktów regionalnych UE. Z drugiej, jego sprzedaż została zakazana. Niewielu jest śmiałków, którzy spróbowali tego rarytasu, który u większości osób wzbudza odruch wymiotny.
Casu Marzu – jak powstaje ser z larwami? Tak należy go jeść
Casu marzu, czyli odsłownie „zgniły ser”, pochodzi z Sardynii i powstaje na bazie tradycyjnego sera pecorino z owczego mleka. Aby uzyskać charakterystyczną konsystencję i smak wykorzystuje się larwy muchówki, zwanej sernicą pospolitą. Owady pęknięciach sera składają jaja. Larwy, które się z nich wyklują, podczas żerowania trawią tłuszcz zawarty w serze. Przyspiesza to jego fermentację i zamienia zwarty pecorino w miękką, kremową masę.
Dla wielu osób najtrudniejszy do zaakceptowania jest fakt, że casu marzu spożywa się, kiedy larwy w nim jeszcze żyją. Ich obecność świadczy o tym, że fermentacja nadal trwa, a ser jest świeży. Jeśli larwy są martwe, produkt uznaje się za niebezpieczny do jedzenia. Smak opisywany jest jako niezwykle intensywny, bardzo pikantny i pozostający na języku przez wiele godzin. Mieszkańcy Sardynii często podają go z lokalnym pieczywem i czerwonym winem.
Jedzenie tego sera wymaga nie tylko odwagi, ale i ostrożności. Larwy potrafią skakać nawet na kilkanaście centymetrów, dlatego niektórzy smakosze podczas degustacji osłaniają oczy dłonią lub noszą okulary ochronne. Choć dla większości turystów stanowi kulinarną ciekawostkę, dla wielu Sardyńczyków casu marzu pozostaje ważnym elementem lokalnej tradycji. Został nawet zarejestrowany jako regionalny produkt Unii Europejskiej. Z drugiej strony, jego komercyjna sprzedaż jest zakazana.
Skąd się wziął Casu Marzu? Dziś nie kupisz go w sklepie
Casu Marzu powstał na Sardynii, najprawdopodobniej jeszcze w czasach Cesarstwa Rzymskiego. Wieki temu był sposobem pasterzy zamieszkujących Sardynię na uratowanie pecorino, który popękał. Jak wiele dziwnych dań, powstał z przypadku, kiedy muchówki składały w pęknięciach sera jaja, z których wykluwały się larwy. Pasterze zauważyli, że ser nabiera przez to ciekawego aromatu i kleistości.
Z czasem sposób produkcji został udoskonalony, a casu marzu stał się symbolem lokalnej kultury kulinarnej. Dla wielu mieszkańców Sardynii stanowi element dziedzictwa przekazywanego z pokolenia na pokolenie.

Jednocześnie „chodzący ser” od lat budzi kontrowersje. Ze względu na obecność żywych larw i jego sprzedaż została zakazana przez przepisy Unii Europejskiej dotyczące bezpieczeństwa żywności. Lekarze wskazywali na możliwość perforacji jelita po przypadkowym zjedzeniu larwy. We Włoszech jego sprzedaż jest nielegalna od 1962 roku.
Tego ruchliwego przysmaku próżno więc szukać w marketach czy w sklepach. Jak to jednak w takich przypadkach bywa, jego sprzedaż zeszła do podziemia. Zakaz tylko zwiększył sławę casu marzu. Dziś na czarnym rynku trzeba zapłacić za niego trzy razy więcej niż za pecorino, z którego powstaje. Wielu Sardyńczyków do dziś wyrabia słynny chodzący ser według przepisów przekazywanych z dziada pradziada.

Inne obrzydliwe dania kuchni europejskiej. Jest i nasz reprezentat
Choć ser pełen żywych larw dla wydaje się granicą kulinarnej odwagi, Europa ma do zaoferowania znacznie więcej potraw, które potrafią wywołać grymas obrzydzenia. Jedną z nich jest islandzki hákarl, czyli mięso rekina grenlandzkiego poddawane wielomiesięcznej fermentacji. Jego amoniakowy zapach jest tak intensywny, że wielu turystów nie jest w stanie przełknąć nawet niewielkiego kawałka.
Na liście najbardziej obrzydliwych dań Europy znalazł się również rakfisk, czyli norweska sfermentowana ryba. To solony pstrąg lub golec poddany procesowi fermentacji przez kilka miesięcy. Powstaje trochę jak nasza kiszona kapusta i spożywany jest na surowo. To, obok mocnego smaku i bardzo specyficznego aromatu sprawia, że wiele osób uważa rakfisk za danie dla odważnych.
Dania budzące i nas wstręt to często efekt biedy i poszukiwania możliwości zaspokojenia głodu przed wiekami. Francuzi czy Portugalczycy przyzwyczaili nas do jedzenia ślimaków, ale przebili ich Włosi. Mieszkańcy Sycylii za przysmak uznają jeżowce, które często zjadane są na surowo, prosto ze skorupki.
Niektórzy ze wstrętem reagują również na hiszpańskie criadillas, czyli bycze jądra. Nie ma się jednak co zżymać, ostatecznie jesteśmy narodem, który wymyślił „polski kawior”. Kaszanka, która powstaje z krwi, kaszy i podrobów dla gości z zagranicy wygląda obrzydliwie. Choć zapewne nie przebije sera z żywymi larwami.
-
Niebywałe, czego dokonały bobry. Nie było takich widoków w mieście od lat
-
Policzyli zwierzęta hodowlane. Aż trudno uwierzyć. To ogromny wzrost













