Bez troszczenia się o relację trudno o miłość. Jeśli stworzymy odpowiednie warunki, jest szansa, że i ojczym, i pasierb będą razem dorastać do wzajemnego szacunku i przywiązania. O tym, jak ojczym może zadbać o to, aby w życiu syna partnerki być obecnym dobrym dorosłym — mówi psychoterapeuta Paweł Nawrocki.
Paweł Nawrocki: Cieszę się z naszego spotkania, ponieważ czuję niedosyt rozmów na temat pasierbów i ojczymów.
Łukasz Pilip: Z jakiego powodu?
— Przybywa rodzin patchworkowych, relacje w nich przeżywamy jako trudne, czasem nieprzyjemne. Owszem, mogą takie być. Ojczymostwo, podobnie jak ojcostwo, nie zawsze wychodzi. Ale przecież istnieje szansa, że będzie udane.
Tylko jak ma się udać, kiedy nazywa się kogoś pasierbem?
— Jest w tym słowie jakaś srogość i nieczułość. Dlatego używam tego zwrotu — bo sam także jestem ojczymem — wyłącznie technicznie. Na przykład na potrzeby rozmowy jak nasza. Natomiast o synu mojej partnerki nie myślę w ten sposób. Dorosły ma łatwiej, po prostu mówi do dziecka po imieniu. W drugą stronę pojawia się większe zamieszanie. Zdarza się, że pasierb pyta ojczyma, czy może do niego mówić „tato”. Dla większości ojczymów będzie to najwspanialszy komplement. I dobrze. Proponuję jednak równolegle zastanowić się nad powodami, którymi kieruje się ten konkretny chłopiec. Może być tak, że świadczy to nie o tym, jak wspaniałym ojczymem jestem, tylko o tym, jak bardzo dziecku brakuje biologicznego ojca. Warto uznać tęsknotę i cierpienie dziecka. Nie należy mylić tego ze zjawiskiem, w którym ono samo w naturalny sposób przyjmuje nasz autorytet, pozwalając, abyśmy pełnili wobec niego funkcje ojcowskie. To sytuacja, w której dziecko akceptuje nasz autorytet, bo czuje się bezpiecznie i ufa nam, nie kieruje nim lęk ani cierpienie. Wtedy nie ma znaczenia, jak się do nas zwraca.
Już w kioskach! Najnowszy Newsweek Psychologia Dziecka
Foto: Materiały prasowe
Dla chłopca relacja z ojczymem jest ważna?
— Tak, może być nawet kluczowa w jego rozwoju. Warto, aby ojczymowie byli tego świadomi. Nie zapominali, że mają wpływ na pasierba. Zarówno poprzez swoją obecność, jak i nieobecność.
Dlaczego miałoby ich nie być?
— W gabinecie i na warsztatach dla rodzin patchworkowych, które prowadzę z koleżanką, słyszę od ojczymów, że dużym wyzwaniem jest dla nich wyważenie swojej obecności. Zastanawiają się, jak nie zlewać się z tłem, a jednocześnie nie narzucać się chłopcu. Ojczym musi bowiem usytuować się nie tylko względem pasierba, ale także jego mamy i taty. A od taty zależy tutaj wiele. Może go przecież nie być całkowicie. Może zjawiać się od czasu do czasu. Może stale uczestniczyć w życiu syna. Może także traktować ojczyma życzliwie albo wrogo.
Jak się w tym odnaleźć?
— Pomocne dla ojczyma będzie zapytanie samego siebie: „Jakim dorosłym chcę być w tej sytuacji dla tego chłopca?”. Wyobraźmy sobie, że trzyosobowa rodzina patchworkowa idzie do restauracji. Podchodzi kelner. Zakłada, że mężczyzna przy stoliku jest biologicznym rodzicem chłopca. Mówi więc: „Chciałby wziąć pan deser dla syna?”. Prawie na pewno wszyscy poczują się niezręcznie. Zarówno dziecko, jak i ojczym mogą chcieć natychmiast wyjaśnić, kto jest tutaj kim. Więc chłopiec wytłumaczy: „Nie, nie, to nie mój tata”. „A ja jestem tylko partnerem jego mamy” — doda ojczym. Niezręczność, którą odczuwamy w takiej sytuacji, jest miarą niedomówień i braku jasności co do naszych ról.
„Tylko partnerem”?
— W byciu ojczymem jest jakieś niedopełnienie, ale tylko kiedy porównujemy tę rolę z rolą biologicznego rodzica, co jest niepotrzebne. To sprawia, że ojczym czuje się piątym kołem u wozu. A świat i tak stale go z tym konfrontuje. To wciąż ponawiane zaproszenie do zrewidowania własnych poglądów czy oczekiwań co do relacji z pasierbem i własnego miejsca w rodzinie.
A co sądzi chłopiec o sytuacji z restauracji?
— Im bardziej ja jestem świadom swojej roli i im lepiej się w niej czuję, tym łatwiej będzie odnaleźć się pasierbowi. Jednak podobne doświadczenie może być dla niego trudne. Istnieje prawdopodobieństwo, że zastanowi się, czy swoim wyjaśnieniem nie sprawił mi przykrości. Natomiast to dorosły ma tutaj częściej problem, właśnie ze względu na brak świadomości lub chęć pielęgnowania iluzji ojcostwa. W związku z tym może powiedzieć: „Aha, wydawało mi się, że myślisz o mnie bardziej jak o tacie”.
No i mamy przepis na poczucie winy u chłopca.
— Zgadza się. Większość mężczyzn chce być ważna dla dziecka. Natomiast chciałbym podkreślić, że mogą odgrywać istotną rolę w jego życiu, nie będąc ojcami.
Czym się różni relacja chłopca z ojcem od tej z ojczymem?
— Wydaje się, że ojciec ma jego miłość od samego początku. To trochę prawo natury. W przypadku ojczyma nie działa to w ten sam sposób. Ojczym musi więc na miłość chłopca… Chciałem powiedzieć, że zapracować. Ale brzmi to tak, jakby miał się mu podlizywać. Lepszym słowem jest „zadbać”. Bo bez troszczenia się o relację trudno o miłość. Jeśli stworzymy odpowiednie warunki, jest szansa, że i ojczym, i pasierb będą razem dorastać do wzajemnego szacunku i przywiązania.
Jak o to dbać?
— Ojczym jako dorosły odpowiada za modelowanie relacji z pasierbem. Zadbaniem o nią jest powiedzenie: „Jesteś dla mnie ważny”. Tym zdaniem sprawiamy, że także chłopiec zyskuje przestrzeń do przeżywania nas jako istotnych. Nawet jeśli mężczyzna ma problem z mówieniem w ten sposób, to może dawać temu wyraz swoją postawą i zachowaniem. Formą troski o relację jest również stawianie granic. Mówię o sytuacjach, w których ojczym komunikuje pasierbowi, że pewne jego zachowania akceptuje, a pewnych nie. Dlaczego? Bo taki jest system jego wartości i pełni rolę opiekuna. Nie chodzi o to, aby zaczął „wychowywać” chłopca. Tylko aby dał mu znać, w sposób adekwatny i zrozumiały, co jest dla niego ważne, co ceni i dlaczego. Jest to ważne przede wszystkim wtedy, gdy różni się pod tym względem od matki albo ojca dziecka.
To oni stoją za „operacją SAFE”. Bez nich prezydent Nawrocki by poległ
Foto: Newsweek
„Nie jesteś moim tatą, żeby mi rozkazywać!”.
— Należy spodziewać się tego zdania. Sądzę, że to jedna z piękniejszych rzeczy, jakie może usłyszeć ojczym.
Niby co w nim pięknego?
— Przede wszystkim to prawda. Ponadto oznacza, że jestem obecny. A uważam, że lepiej być obecnym niż nieobecnym. Dzieci, niezależnie od wieku, mają cudowną umiejętność konfrontowania dorosłych z ich wyobrażeniami na temat samych siebie. To boli jedynie, kiedy demaskuje iluzję. „Nie jesteś moim tatą” potraktowałbym więc jak zaproszenie do rozmowy. Chłopiec nazywa rzeczy po imieniu i z pewnością ma ku temu ważny powód, skoro bierze na tapet więzy krwi.
Brzmi jak kolejny szach-mat.
— Ale nie musi nim być. Wyobrażam sobie, że ojczym odpowiada: „Oczywiście, nie jestem twoim tatą. Zależy mi jednak, abyś wiedział, że…”. Wygodnie jest pomyśleć: „Nie jestem ojcem tego chłopca. Nie będę się wychylał”. Jednak niezależnie od kontekstu — czy ojczym adoptował syna partnerki, czy wziął z nią ślub bądź nie — to on jest dorosłym. Jeśli sprawuje opiekę nad dzieckiem i ma z nim relację, a ono robi rzeczy, na które się nie zgadza — na przykład wybiega na pasy — to uruchamia nasz system wartości. Jedynie pozostając mu wiernym, mamy szansę zachować się w relacji w sposób autentyczny i dający nadzieję na stworzenie dobrej więzi. A poza tym, zawsze kiedy jesteśmy „zaszachowani”, wskazana jest spora dawka dystansu do siebie i poczucia humoru.
Powiedzmy, że chłopiec chce porozmawiać o dziewczynie, która mu się podoba. Do kogo ma pójść: do taty czy ojczyma?
— Młody człowiek sam wybierze tego, do kogo ma zaufanie. Może będzie chciał porozmawiać z każdym z nich? Jeśli ojczym sądzi, że w takiej pierwszej „męskiej” rozmowie powinien uczestniczyć nikt inny jak biologiczny ojciec, to nie odwzajemnia zaufania, na które zasłużył. Inicjacja w tradycyjnych formach właściwie zanikła, jednak istnieje rozumiana jako wprowadzenie do szerokiego grona dorosłych mężczyzn. Jeśli ojczym się nie usztywni i nie wycofa, może być świetnym kandydatem na „przewodnika”. Od pierwszego użycia golarki do rozmowy o relacjach z kobietami.
Jak jeszcze chłopiec rozumie tę relację?
— Dziecko ma więcej naturalnej dla niego elastyczności i otwartości niż dorośli. Dlatego na wiadomość o rozstaniu rodziców może całkiem szczerze powiedzieć: „Aaa, to jak u Antka z mojej klasy. Fajnie, że będziemy spotykać się w weekendy”. Jeśli dorośli nie robią „afery”, dziecko też jej nie robi. Ważniejsze dla niego jest, aby w jego życiu był obecny dobry dorosły. A to nie jest takie oczywiste. Chodzi o kogoś, kto je polubi, wysłucha, nie będzie się podlizywać i nie zawiedzie zaufania. Taki ktoś ma dla niego czas. Dobrym dorosłym nie musi być z automatu mama czy tata. Jego rolę mogą pełnić ciotka, dziadek, sąsiadka czy właśnie ojczym.
A jak chłopiec powie ojczymowi, że go kocha?
— Mówi pan o takim mężczyźnie, który słysząc to, czuje się skrępowany i nie wie, co odpowiedzieć?
Tak, bo może nie czuć tego samego.
— Myślę o tym trochę inaczej. Ojczym rzeczywiście może być niegotowy na to wyznanie. Jego reakcja jest jednak miarą jego własnych ograniczeń. Bo mierzy wtedy miłość dziecka własnymi wyobrażeniami o niej. Wystarczy odpowiedzieć: „Też cię kocham”.
Czyli skłamać?
— Nie. Chodzi o to, aby odpowiedzieć językiem chłopca. Bo w jego wyznaniu tak naprawdę skrywa się: jesteś dla mnie ważny, lubię spędzać z tobą czas, cieszę się z naszych wspólnych zabaw. Przecież nie zaczniemy mu tłumaczyć, że Platon o miłości mówił to, a Schopenhauer tamto, i że tak w ogóle miłość to skomplikowana sprawa.
Może dla niego nie ma znaczenia krew, tylko więź?
— Te dwa pojęcia nie stoją w opozycji. Kilkuletni chłopiec nie musi się nad tym zastanawiać, po prostu przeżywa relacje. Dopiero życie przynosi okazje do ponazywania tego, co w nich czuje. Tak jak syn mojej partnerki. Kiedyś wspólnie zastanawialiśmy się, czy iść razem na rodzinną imprezę. „Ale ty nie jesteś naszą rodziną” — powiedział do mnie. Zabolało mnie to. Uświadomił mi, że miałem o sobie inne wyobrażenie. Kiedy ochłonąłem, wróciliśmy we trójkę do tematu. To znów może być okazja, aby wspólnie pomówić i zastanowić się przy użyciu języka dopasowanego do wieku dziecka, czym jest rodzina, czy można kochać kogoś, z kim nie mamy więzów krwi. Czy lubienie jest równoznaczne z miłością. Zazwyczaj kochamy rodziców. Ale nie zawsze lubimy spędzać z nimi czas.
A co z konfliktem lojalności na linii chłopiec, ojciec, ojczym?
— Odpowiedzialność za niego spoczywa na dorosłych. Życie podsuwa wiele okazji, aby wejść w rywalizację. Zwykle lubimy czuć się lepsi od innych, nawet jeśli nauczono nas, że to brzydkie. Chłopiec będzie chroniony, jeśli obaj mężczyźni wykażą się dojrzałością i zdołają zobaczyć, że w istocie nie stanowią dla siebie zagrożenia. Wiele zależy od mamy chłopca. Od jej stosunku do obecnego i dawnego partnera. Bo wcale nie tak łatwo jest się rozstać. Pary, mimo wielu lat separacji, potrafią prowadzić ze sobą wojnę.
Której zakładnikiem jest chłopiec?
— Cierpią wówczas wszyscy, a dziecko zupełnie niezasłużenie, bo to nie jego sprawa.
Za czym chłopiec nie przepada w relacji z ojczymem?
— Pułapką jest próba bycia jego kolegą. Podlizywanie się ma równie złe skutki. Podobnie jak udawanie kogoś, kim się nie jest. Wówczas ojczym przestaje spełniać kryterium dobrego dorosłego, ponieważ zachowuje się nieszczerze.
A jeśli zależy mu, tylko inaczej nie potrafi?
— To może wynikać z lęku i zagubienia. Słyszę o tym na warsztatach dla rodzin patchworkowych. Ojczymowie, którzy przychodzą po pomoc, chcą jednak wziąć odpowiedzialność za swoje relacje, a ich wiara i odwaga potrafi rozświetlić ponury dzień. Z jednej strony pytają, w jaki sposób mają się dowiedzieć, kim są w rodzinie i co mogą dla niej zrobić. Z drugiej — czują przez skórę, że nie są w stanie zastąpić biologicznego ojca, choć czasem wydaje im się, jakby musieli wejść w jego buty. Zastanawiają się także, co zrobić, jeśli zwiążą się z chłopcem, a relacja z jego matką się rozpadnie.
No…
— Sam pan widzi, jakie to skomplikowane. Poziom trudności wzrasta, jeśli ojczym ma własne dzieci z poprzedniego związku, w szczególności syna. Wchodzenie w relacje i budowanie więzi, również z dzieckiem, to nie tylko obietnica spełnienia, ale i ryzyko. By osoba „po przejściach” mogła działać mimo obaw, potrzebne są nadzieja i odwaga. W tekście „Ludzie z kryjówek” ks. Józef Tischner napisał: „To samo można powiedzieć o spotkaniach człowieka z innymi ludźmi. Wielkie nadzieje dają wielką miłość i najgłębszą wielkość”. Chciałbym, aby była to zachęta dla ojczymów do porzucenia myśli o byciu piątym kołem u wozu i śmiałego ujawniania się w swojej roli.
A jeśli ojczymowie się nie odważą?
— Poprzez wycofanie ojczym traci z oczu nie tylko siebie, ale i pasierba. I to, że może być dla niego ważniejszy, niż mu się wydaje. Jeśli się nie odważy, skazuje siebie na bycie namiastką. Nie namiastką ojca, ale namiastką ojczyma. To dopiero byłaby strata.
Paweł Nawrocki — certyfikowany psychoterapeuta Gestalt. Superwizor psychoterapii w trakcie szkolenia. Pracuje z rodzinami, parami i indywidualnie. Współprowadzący warsztaty dla rodzin patchworkowych i młodzieży
Łukasz Pilip — reporter. Laureat Festiwalu Wrażliwego w kategorii Twórca Szczególnie Wrażliwy i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza. Autor książki „Podwórko bez trzepaka”, współautor książki „Porwany. 82 dni w rękach piratów”

