Gdy w dwudziestoleciu międzywojennym decyzjami Ministerstwa Komunikacji z końca 1918 r. wprowadzano pierwsze regulaminy umundurowania kolejarzy, nie chodziło wyłącznie o estetykę. II Rzeczpospolita była państwem tworzonym od podstaw, nie tylko na mapie, ale i w codziennym działaniu. Kolej odziedziczona po trzech zaborach funkcjonowała według odmiennych tradycji, a kolejarze nosili różne uniformy i czapki.
Ujednolicenie wyglądu stało się jednym z elementów tworzenia jednej instytucji państwowej. Umundurowany kolejarz miał być natychmiast rozpoznawalny podczas obsługi pociągu, pracy na peronie czy kontaktu z pasażerami. Wydawane wówczas regulaminy, instrukcje i ilustrowane wzorniki pomagały również połapać się w rozbudowanym systemie dystynkcji. Kolory wypustek, patki kołnierzowe oraz oznaki na czapkach i rękawach odzwierciedlały miejsce kolejarza w hierarchii służbowej. Dzięki temu łatwo było odróżnić maszynistę, konduktora, dyżurnego ruchu czy zawiadowcę stacji.
Newsweek Historia 100 lat PKP
Foto: Newsweek
Orzełek i ośka
Mundury szyto zgodnie z wytycznymi administracji kolejowej, czerpiąc z wzorców wojskowych i urzędniczych typowych dla epoki. Dominowały granatowe sukno i metalowe guziki z godłem państwowym. Kolejarz obowiązkowo musiał nosić czapkę. Najczęściej była to maciejówka — okrągła, z niskim denkiem i daszkiem. Rzadziej o kroju zbliżonym do wojskowej rogatywki — z czterokątnym denkiem. Ważne, by była w kolorze granatowym, czarnym lub innym ciemnym odcieniu. Konieczne były też orzełek (godło państwowe) oraz ośka, czyli skrzydlate koło (symbol kolejowy).
Dla wielu pracowników kolei wywodzących się z robotniczych lub chłopskich środowisk mundur niósł ze sobą prestiż, oznaczał awans społeczny i stabilność zatrudnienia w jednej z najważniejszych instytucji II RP. Ówczesna prasa chętnie podkreślała rangę kolejarzy jako przedstawicieli państwa — osób zaufania publicznego, na których opierało się codzienne funkcjonowanie kraju. „Któż z nas nie korzysta z usług kolei, któż z nas nie miał sposobności bezpośredniej obserwacji ciężkiej i wysoce odpowiedzialnej pracy polskiego kolejarza, któż z nas wreszcie nie powierzał z całą bezgraniczną ufnością życia swego pracownikom kolei w czasie podróży. Od sprawnego funkcjonowania taboru technicznego kolei, od sumiennego i fachowego, oddanego do ostatnich granic możliwości ludzkich, wykonywania swych funkcyj służbowych przez zespoły pracowników kolejowych, w wysokiej mierze zależy prawidłowy rozwój naszego życia gospodarczego” — donosi artykuł w „Dniu Pomorza” w 1937 r.
Kolejarz w mundurze, 1954 r.
Foto: Fot. Stacja Muzeum/East News
Regulaminy nie ograniczały się wyłącznie do opisu kroju czy kolorystyki. Szczegółowo określały także zasady noszenia munduru w konkretnych sytuacjach służbowych — podczas obsługi pociągu, pracy na peronie czy kontaktu z pasażerami. Niezwykłą wagę nadawano schludnemu wyglądowi kolejarza. Zaniedbany lub niepełny mundur traktowano jako uchybienie służbowe. Przełożeni mieli prawo odnotować takie przypadki, co wpływało na ocenę pracy. Dbałość o strój była elementem zawodowej dyscypliny, równie ważnym jak znajomość przepisów. I w dużej mierze zależała wyłącznie od kolejarza. Regulaminy wprawdzie określały normy użytkowania poszczególnych elementów stroju, ale zużycie na przykład spodni nie zawsze oznaczało automatyczną ich wymianę. Wielu mężczyzn musiało dokładać do umundurowania z własnej kieszeni, szczególnie w okresach braków materiałowych. Szyciem umundurowania kolejarzy zajmowały się zarówno zakłady realizujące zamówienia państwowe, jak i prywatne pracownie krawieckie wyspecjalizowane w zleceniach na odzież dla urzędników i pracowników służb mundurowych. Prywatni krawcy dbali o ich dobre dopasowanie.
Kolejarz w mundurze, 1954 r.
Foto: Fot. Stacja Muzeum/East News
Biała opaska zamiast munduru
Tak ciężko wypracowany porządek w umundurowaniu runął wraz z wybuchem II wojny światowej. Po zajęciu ziem polskich przez Niemców kolej została podporządkowana strukturom Deutsche Reichsbahn (Niemieckich Kolei Rzeszy), a polscy kolejarze nie mieli prawa nosić dotychczasowego umundurowania ani oznak państwowych. Zakazano używania orła oraz wszelkich symboli kolejowych II Rzeczypospolitej. W praktyce oznaczało to pracę w ubraniach pozbawionych oznak stroju służbowego, czyli najczęściej zwykłych, cywilnych. Jedynym narzuconym przez okupanta znakiem identyfikacyjnym kolejarza była biała opaska noszona na lewym rękawie z napisem „Deutsche Reichsbahn”.
Powojenny powrót do przedwojennych regulaminów był w dużej mierze próbą odbudowy ciągłości instytucjonalnej kolei — niezmiennie uważanej za jedną z kluczowych struktur państwa. Formalnie do końca 1948 r. obowiązywały te same przepisy, co w II Rzeczypospolitej, jednak ich realizacja szybko zderzyła się z realiami kraju zniszczonego wojną. Braki materiałowe sprawiały, że umundurowanie miało często charakter prowizoryczny, na przykład zamiast skórzanych pasków do czapek stosowano z tkaniny, a metalowe elementy wykonywano z tworzyw gorszej jakości. Wielu kolejarzy nie dysponowało kompletnym strojem służbowym i uzupełniało go elementami codziennej garderoby. Pilnowano jedynie, by spodnie miały charakter garniturowy lub wojskowy i były utrzymane w ciemnej kolorystyce.
Wyraźną cezurę przyniósł rok 1949. Wprowadzono nowe umundurowanie, zmieniając zarówno oznaki służbowe, jak i — nieznacznie — krój oraz kolor munduru. O ile przed wojną i w latach 1945-1949 dominowało granatowe sukno, o tyle teraz zaczęto stosować materiał w kolorze marengo — odcieniu szarości z domieszką fioletu, charakterystycznym dla wczesnego okresu Polski Ludowej. Zmiana ta miała wymiar nie tylko praktyczny, lecz także symboliczny: odcinała się od estetyki Polski sanacyjnej i wpisywała kolej w nowy porządek ustrojowy.
Nowe regulaminy wprowadziły rozbudowany system kolorowych wypustek umieszczanych na patkach naszywanych na klapach munduru. Kolory oznaczały przynależność: czerwony przysługiwał służbie przewozowej i ruchu, niebieski — służbie mechanicznej (trakcji i wagonów), zielony — służbie drogowej, szary — administracji, pomarańczowy — służbom związanym z łącznością i zabezpieczeniem ruchu, a brązowy — energetyce. Hierarchię stanowisk podkreślały belki (jedna lub dwie, srebrne lub złote), a przy wyższych funkcjach również wężyki generalskie oraz tzw. gwoździe (od jednego do czterech, także w kolorze srebrnym lub złotym). Do munduru należało nosić koszulę białą lub popielatą, a mężczyzn obowiązywało ponadto zakładanie krawata.
W kolejnych latach nie było już radykalnych zmian ani w kroju munduru, ani w systemie oznak służbowych. Warto jednak odnotować, że w 1958 r. powrócono do koloru granatowego, a jednocześnie doprecyzowano wymóg jednolitego obuwia (czarnego!), porządkując praktyki, które w poprzednich latach — z powodu braków — bywały bardziej elastyczne.
W latach 70. zrezygnowano natomiast z ciężkich płaszczy sukiennych i kurtek zapinanych pod szyję. Zaczęto kłaść nacisk przede wszystkim na funkcjonalność i wygodę stroju służbowego. Mundur kolejarski miał już nie tylko „dobrze się prezentować”, lecz przede wszystkim „dobrze sprawować” w codziennej pracy.
Mundur mnie wyróżnia
Po 1989 r. wraz z transformacją ustrojową i późniejszym podziałem Polskich Kolei Państwowych na odrębne spółki w latach 90. to one decydowały o zmianach strojów służbowych. Mundur kolejarski stracił jednolity charakter, stał się znakiem konkretnego przewoźnika, co nie przeszło bez echa w gronie samych kolejarzy. „Brać kolejarska stała się pracownikami konkurujących ze sobą spółek. Mundur zastąpiono ubraniem roboczym, a służbę nazwano zmianą roboczą. Upadł kolejarski etos” — grzmiał Paweł Lasowski, maszynista z 30-letnim stażem, w 2012 r. w „Nowej Trybunie Opolskiej”. Na pytanie, czy lubi chodzić w mundurze kolejarza, odpowiedział: „Uwielbiam. Mundur mnie wyróżnia. Mundur wzbudza zaufanie pasażerów do mnie. Ja do munduru zawsze noszę dodatkowo białą koszulę i krawat. To buduje ten etos, którego tak mi brakuje”.
Obecnie projektując kolejowe uniformy, producenci konsultują się z załogą, angażują środowiska akademickie. Przykładem może być współpraca Politechniki Bydgoskiej z firmą Wars SA, spółką obsługującą gastronomię w pociągach. Studenci Wydziału Sztuk Projektowych przygotowywali koncepcje nowoczesnych uniformów dla personelu pokładowego, analizując warunki pracy — od ruchów wykonywanych podczas obsługi pasażerów po wielogodzinne funkcjonowanie w zamkniętej przestrzeni wagonów. „Mundur to często pierwszy element, który widzi pasażer, zanim rozpocznie rozmowę z drużyną konduktorską — zwracał uwagę Bartłomiej Wnuk z Kolei Śląskich w 2025 r., przy okazji prezentacji nowych uniformów. — Zależało nam, aby były nie tylko funkcjonalne i wygodne, ale też dobrze oddawały kierunek, w którym podąża spółka”. A Aleksandra Kołodziejczyk, instruktorka Kolei Śląskich, dodawała: „Zdarza się, że pasażerowie zwracają uwagę na nowy strój i chwalą jego wygląd”. Być może więc nie tyle „upadł etos”, ile ważniejszy od tradycji stał się dobry kontakt z pasażerami.




