Filozofia życiowa pani Wandy Traczyk-Stawskiej była prosta jak żołnierski rozkaz: „Kiedy widzisz zło, nie stój, nie udawaj, że nie widzisz, ale działaj, pomagaj”.
„Wie pan, kiedy skończyło się moje dzieciństwo? We wrześniu 1939 r. W budynek po drugiej stronie ulicy uderzyła bomba. Z chmury dymu i pyłu wyłoniła się kobieta trzymająca poduszkę z niemowlęciem. Widziałam, jak Niemcy strzelają do tego dziecka z cekaemu. Na moich oczach niemowlę rozpadło się na kawałki. Marzyłam, że urosnę, że zostanę żołnierzem, będę strzelać i zabijać” — opowiadała w „Newsweeku” latem 2017 r.
Tę drobną kobietę zna chyba każdy, kto choć trochę interesuje się tym, co dzieje się w kraju. Jako weteranka powstania warszawskiego (pseudonim Atma i Pączek) od końca lat 40. dbała o godny pochówek szczątków poległych koleżanek i kolegów. Jako pedagog i psycholog uczyła w warszawskich szkołach dzieci z niepełnosprawnościami.
Jako obywatelka pojawiała się zawsze tam, gdzie być należało. „Byłam bardzo zaangażowana w Solidarność i czasem mówię, że przeżyłam dwa powstania, to drugie zwycięskie. Za Jaruzelskiego u mnie ukrywał się Zbyszek Janas, Helena Łuczywo spotykała się ze swoją córką i mężem, w piwnicy były części do drukarni. Współpracowałam z księdzem Jerzym Popiełuszką. To była moja satysfakcja, moja radość, że komuś pomagam. Byłam chyba dobrym żołnierzem” — wspominała.
5 września 2019 r. Wanda Traczyk-Stawska odsłania mural pt. Nigdy więcej
Foto: Andrzej Hulimka / Forum
Za rządów PiS można ją było spotkać na manifestacjach w obronie praworządności albo przed Sejmem, gdy w środku protestowały matki dzieci z niepełnosprawnościami. Dlaczego przed Sejmem? Bo choć cierpliwie czekała półtorej godziny, do środka jej nie wpuszczono. „Ja dobrze znam to środowisko. Wiem, jakie są matki takich dzieci. To są bohaterki! One są odważniejsze od wojska” — mówiła później.
10 października 2021 r., kiedy PiS zaostrzało antyunijny kurs, Wanda Traczyk-Stawska znów była tam, gdzie należało: ze sceny na Placu Zamkowym przekonywała protestujących, jak ważna jest dla Polski obecność w Europie. To wtedy jej przemówienie starał się zakłócić pieszczoch PiS Robert Bąkiewicz, wyposażony w donośny sprzęt nagłaśniający. Była łączniczka i strzelec oddziału AK nie dała się zagłuszyć i krzyczała do mikrofonu: „Milcz, głupi chłopie! Milcz, chamie skończony! Bo ja jestem żołnierzem, który pamięta, jak krew się lała, jak moi koledzy ginęli. Ja tu po to jestem, żeby wołać w ich imieniu. Nigdy nikt nie wyprowadzi mojej ojczyzny z Europy”.
Było coś symbolicznego w tym starciu kruchej weteranki z ryczącym reżimowym osiłkiem. Ale to ona wygrała, bo tamtych ryków Bąkiewicza nikt nie będzie wspominał (chyba że po to, by wytknąć mu haniebne zachowanie), za to riposta Wandy Traczyk-Stawskiej weszła do społecznej pamięci.
Tamto starcie „Atma” mocno przeżyła. „Wie pan, ten Bąkiewicz… To mi nie daje spokoju. Jego wsparcie finansowe przez państwo to jest dla mnie nie do wyobrażenia. Że można było dać 3 mln na takie wypowiedzi, jakich słuchaliśmy na Placu Zamkowym? Na zagłuszanie nawet takich osób jak te, których symbolikę oni noszą? To jest coś, co w normalnym państwie nigdy by się nie zdarzyło” — mówiła wtedy w rozmowie ze Zbigniewem Hołdysem. I zapowiadała, że wraz z innymi powstańcami będą protestować przeciw Marszowi Niepodległości pod wodzą Bąkiewicza: „Warszawa jest demolowana, jakieś salwy, ogień płonie, a zamiast radosnych okrzyków: „Niech żyje Polska!” wrzeszczą „Śmierć wrogom ojczyzny!”. Gdzie ci wrogowie? Powinniśmy być szczęśliwi, że jesteśmy w Unii, bo to jest nasza jedyna szansa, żeby obronić kraj przed tym, co się dzieje za wschodnią granicą. Nie wystawimy armii, która by zatrzymała Rosję” — mówiła dosłownie cztery miesiące przed pełnoskalową napaścią Rosji na Ukrainę.
Nie był to pierwszy protest byłych powstańców z jej udziałem. Latem 2020 r. wydali oświadczenie w obronie osób LGBT szykanowanych przez prawicę: „Najpierw był różowy trójkąt, potem gwiazda, a na końcu my, powstańcy. Tamten faszyzm pochłonął miliony istnień, a teraz, kiedy mówi się, że osoby LGBT to nie ludzie, otwiera się równie przerażającą perspektywę wykluczenia. W czasie powstania walczyliśmy o godność i szacunek dla wszystkich. Dla wszystkich ludzi”.
Filozofia życiowa pani Wandy Traczyk-Stawskiej była prosta jak żołnierski rozkaz: „Kiedy widzisz zło, nie stój, nie udawaj, że nie widzisz, ale działaj, pomagaj”. Reaguj, bo zło żywi się też obojętnością. Choćby wtedy, kiedy odwracasz wzrok, gdy ktoś wyzywa albo bije mieszkających w Polsce Ukraińców.
W środowy poranek informacja o odejściu pani Wandy pojawiła się w TVN24 na żółtym pasku na dole. Na górze zaś można było przeczytać: „Morawiecki chce stworzyć polskie ICE”. Walka ze złem nie ma końca. Zmieniają się tylko pokolenia, które walczą.